wtorek, 15 lipca 2014

Bigelf "Into The Maelstrom" (recenzja)

W samym środku psychodelicznego wiru z wizerunku dymiącej czaszki wyłania się charakterystyczne: "Co ja tu robię? Odlatuję!!!". Nie trzeba ułatwiać sobie życia kwasem lizergowym, ani też sięgać po magiczne grzyby, aby wprowadzić się w błogosławiony stan pomiędzy rzeczywistością a jej dzikimi odchyłami. Można wszak sięgnąć po najnowsze dzieło Bigelf. 

Ostatnie duże nagranie kalifornijskiego zespołu miało miejsce przed sześcioma laty. Od czasów owego "Cheat The Gallows" w zespole doszło do kilku zmian – zniknęli gitarzysta Ace Mark i perkusista Steve Frothingham, a ich miejsce w studio zajęli Luis Maldonado i Mike Portnoy. Nazwisko niegdysiejszego pierwszoplanowego aktora w Teatrze Marzeń może pobudzać wyobraźnię. Tym bardziej, że Portnoy na nowym albumie Bigelf nie pełnił funkcji ceremonialnej, ponieważ zarejestrowane przezeń bębny to istotny element "Into The Maelstrom"… choć nie najważniejszy. Receptura na sporządzenie dziwacznego smaku tej muzycznej trucizny była prosta i klasyczna – gitary, gitary, gitary, charakterny wokal, gitary, gitary, gitary, bas, klawisze, perkusja i drobiazgi.  Efekt po spożyciu przez słuchacza powstaje taki jak na okładce autorstwa Damona Foxa. 

Przywołany wokalista, multiinstrumentalista i kompozytor decyduje dziś o oprawie Bigelf. To on przyłożył się do napisania wszystkich kompozycji zawartych na "Into The Maelstrom" – w niektórych przypadkach wsparli go inni bliżsi lub dalsi temu zespołowi muzycy – także Damonowi Foxowi trzeba przypisać wykreowanie wyjątkowego klimatu tego dzieła. Mamy do czynienia z psychodeliczną igraszką, gdzie nie brakuje klasycznych rockowych standardów oraz utworów o walorze progresywnym. Nowe dzieło kalifornijskiego zespołu to jednak w głównej mierze całe mnóstwo pourywanych dźwięków, niejednostajnego tempa, zwariowanych improwizacji, szarpania i kokietowania na gitarach, a także prowokowania czasów gwałtownie odkrytych i równie szybko pogrzebanych w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. 

Na "Into The Maelstrom" daje się odczuć fascynacje Bigelf przeszłością. Utwory pod postacią "Incredible Time Machine", "Hypersleep", "Vertigod" i "Control Freak" sprawiają, że świat zaczyna wirować. To na pozór kilka prostych i nieregularnych riffów w połączeniu z kosmatym wokalem, czasem ozdobionych też figlarnymi partiami klawiszy. Jednak pozory szybko łamią się, tak zresztą jak te utwory. Nieprzewidywalne, zadziorne, pełne różnych zwrotów, kuszące i trujące. Jeśli chodzi o strukturę kompozycji to na tym krążku bywa też prościej, spokojniej i bardziej harmonijnie. W ten klimat wpisuje się energetyczny "Already Gone" o świetnej, klasycznej solówce gitarowej. Albo uchodzący za singla "Alien Frequency", który skutecznie próbuje wskrzesić zakurzone ideały hard rocka. Za to pociągającego liryzmu nabierają "Mr. Harry McQuhae" i "High" – utwory głębokie, kumulujące wielobarwność i szaleństwo Bigelf. 

Kalifornijski zespół wyraźnie zaznaczył też swoją obecność w sensie progresywnym. Ponad wspominanymi piękne i trochę złowrogie pomysły wybrzmiały w wielowątkowych "The Professor & The Madman" oraz "Edge Of Oblivion". Te utwory świadczą o szerokim spektrum zainteresowań muzycznych Damona Foxa, Duffy’ego Snowhilla i pozostałych członków zespołu. Nie bez przypadku, obok lidera Bigelf, wspomniałem też o wieloletnim basiście zespołu, który na omawianym krążku pozwolił sobie na kilka niebanalnych zagrywek. W każdym razie najbardziej rasową kompozycją o walorze progresywnym jest utwór pt. "ITM". Stanowi on zwieńczenie albumu, w pewnym sensie podsumowuje jego zawartość, stara się skutecznie łączyć te wszystkie cechy, które świadczą o wariackiej tożsamości Bigelf.  

Na rynku istnieje też rozszerzona wersja "Into The Maelstrom" w skład której weszły remixy i demówki wybranych utworów z podstawowej tracklisty krążka. Kalifornijski zespół nagrał dużo materiału, jak na sześć lat przerwy. Płytę, która przenosi słuchacza w rejony egzotyczne, a zarazem wciągające. W sam środek psychodelicznego wiru. 

Ocena: 8/10

O albumie w skrócie...

Skład: Damon Fox (ik, w), Luis Maldonado (g), Duffy Snowhill (b), Mike Portnoy (p)
 
Tracklista:
1. Incredible Time Machine
2. Hypersleep
3. Already Gone
4. Alien Frequency
5. The Professor & The Madman
6. Mr. Harry McQuhae
7. Vertigod
8. Control Freak
9. High
10. Edge of Oblivion
11. Theater of Dreams
12. ITM (
I. Destination Unknown, II. Harbinger Of Death, III. Memories)

Rok wydania:
2014
          
Kraj: 
USA

Produkcja:
Damon Fox

Dystrybucja:
Inside Out Music

Gatunek:
Rock Progresywny, Psychodelia
Podsumowując: "Nieprzewidywalne, zadziorne, pełne różnych zwrotów, kuszące i trujące"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz