czwartek, 10 lipca 2014

Ian Anderson "Homo Erraticus" (recenzja)

Figlarne dźwięki wydobywające się z fletu Iana Andersona to drogowskazy w dalekiej podróży tytułowego Homo Erraticusa. Wytrwale towarzyszyły kolejnym okresom historycznym pokonywanym przez bohatera albumu. To nic innego, jak zestawienie atrybutów zdradzających, że mamy do czynienia z albumem solowym ex twórcy legendarnego Jethro Tull.

Fascynacje Anglika historią ojczystej ziemi stały się osią szóstego solowego albumu Iana Andersona, który w konstrukcji lirycznej dzieła oparł się przede wszystkim na pracach pozostawionych przez niespełnionego historyka Ernesta T. Parritta. Na
"Homo Erraticus" doświadczymy więc piętnastu opowieści skoncentrowanych na wybranych wydarzeniach angielskiej historii. Całość została podzielona na trzy części, które wiodą od czasów starożytnych ku współczesności, a nawet wybiegają nieco w przyszłość. Oprawa liryczna albumu została zresztą rozlegle omówiona w booklecie albumu. Daje się tym względzie odczuć przesyt symboliką i natłok nieco nadętej narracji, choć koncepcja skądinąd znanego tytułowego Homo Erraticusa wciąż wydaje się interesująca.

W pracach nad krążkiem udział wzięli John O’Hara, Florian Opahle, David Goodier, Scott Hammond i Ryan O’Donnell, a kwestiami opracowania studyjnego zajął się m.in. Jakko Jakszyk. Część wymienionych nazwisk to klimat Jethro Tull w tle, część nawiązuje do wysokogatunkowych tonów prog rockowych, a nawet jazzowych. To wszystko wraz z mądrym przesłaniem sprawia więc, że "Homo Erraticus" powinien być albumem ocierającym się o wybitność, ale z nowym solowym dziełem Iana Andersona jest trochę, jak z drużyną piłkarską złożoną z samych gwiazd. Ich wartość jest nieoceniona, ale często nie tworzą drużyny. To porównanie znajduje częściowe uzasadnienie dla "Homo Erraticus" ze względu na niewykorzystany potencjał przed nagraniami.

Muszę bowiem przyznać, że dawno już nie wynudziłem się tak bardzo, jak przy szóstym solowym albumie Iana Andersona. Logika konceptu pozwalała sądzić, że wraz ze zmieniającymi się czasami (utworami) na
"Homo Erraticus" pojawi się więcej ożywienia. Tymczasem oszczędność dźwięków stała się cechą charakterystyczną tego albumu. Wszechobecny flet, sporadycznie irytujący, zdominował większość albumu. W sensie instrumentalnym Ian Anderson z zespołem skupił się więc na akcentach folkowych, ale nietypowe dla tego typu muzyki skąpstwo muzyczne odebrało pierwiastki różnorodności owym podróżom Homo Erraticusa. Pomysły gitarowe, perkusyjne i klawiszowe uległy  ograniczeniu, a narracja wokalna Iana Andersona została zaproponowana zdecydowanie w zbyt przesadzonej formie.

W jednym z utworów zawartych na
"Homo Erraticus" Ian Anderson wypowiada słowa: "Jestem kowalem". W istocie owe dzieło pod względem muzycznym wzbudziło we mnie emocje jakoby miałbym do czynienia bardziej z solidnym rzemiosłem, aniżeli wysokim kunsztem i często wirtuozerskimi formami, jakie na ogół towarzyszyły twórczości ex twórcy legendarnego Jethro Tull. Mam wrażenie, że moja opinia na temat "Homo Erraticus" wynika przede wszystkim z zawodu wobec wielkich oczekiwań, jakimi obdarzyłem ten album. Gdybym bowiem spróbował odciąć się od tego kontekstu to doszedłbym do wniosku, że Ian Anderson zarejestrował umiarkowanie dobry materiał. Tymczasem dominują rozczarowanie i figlarne dźwięki.

Ocena: 5/10

O albumie w skrócie...

Skład: Ian Anderson (f, g, w), Florian Opahle (g), John O'Hara (ik), David Goodier (b), Scott Hammond (p), Ryan O'Donnell (w)
 
Tracklista:

Part 1: Chronicles
1. Doggerland
2. Heavy Metals
3. Enter The Uninvited
4. Puer Ferox Adventus
5. Meliora Sequamur
6. The Turnpike Inn
7. The Engineer
8. The Pax Britannica
Part 2: Prophecies
9. Tripudium Ad Bellum
10. After These Wars
11. New Blood, Old Veins
Part 3: Revelations
12. In For A Pound
13. The Browning Of The Green
14. Per Errationes Ad Astra
15. Cold Dead Reckoning
          
Kraj: 
Wielka Brytania

Produkcja:
Ian Anderson

Dystrybucja:
Kscope

Gatunek:
Rock Progresywny, Folk

Rok wydania:
2014

Podsumowując: "[...] owe dzieło pod względem muzycznym wzbudziło we mnie emocje jakoby miałbym do czynienia bardziej z solidnym rzemiosłem, aniżeli wysokim kunsztem [...]"

 Konrad Zola
konrad.zola@wp.pl

1 komentarz:

  1. Super! Jak zwykle zresztą. Anderson nie ma w zwyczaju nagrywania płyt słabych. Przy okazji - jesli ktoś nie lubi w ogóle Andersona czy Jethro Tull, to po co recenzuje?

    OdpowiedzUsuń