poniedziałek, 21 lipca 2014

Yes "Heaven & Earth" (recenzja)

Jaką muzykę we współczesnych czasach mogą zaproponować dinozaury rocka progresywnego, którzy mają już przeszło 250 lat? Geriatryczną? Nieładnie jest wypominać wiek legendom, ale trzeba gdzieś poszukać usprawiedliwienia jakości dwudziestego pierwszego albumu studyjnego Yes pt. "Heaven & Earth". Nie jest to dzieło najwyższej próby, choć to i tak eufemizm, zastosowany by nie znęcać się nad angielskimi twórcami wielu wielkich albumów.

Pisząc o Anglikach mam na myśli Yes w składzie Chris Squire, Steve Howe, Alan White i Geoff Downes, ale daje się wyraźnie odczuć, że w ostatnim czasie sporo zamieszania do zespołu wniósł Jankes Jon Davison. Młodzieniaszek, jeśli chodzi o aktualne standardy Yes, ma 43 lata i jest dziś głównym głosem zespołu. Muzyk znany (nieznany?) z występów na basie w Sky Cries Mary i wokalu w Glass Hammer dołączył do angielskiego zespołu w 2012 roku. Regularni muzycy Yes obdarzyli go na tyle zaufaniem, że Davison zdążył współtworzyć siedem spośród ośmiu kompozycji zawartych na "Heaven & Earth". Jedna z nich pt.  "Light of the Ages" jest w całości jego autorstwa. To dużo, jak na dwa lata występów w legendzie, z którą nie mogą mierzyć się wcześniej wspominane Sky Cries Mary i Glass Hammer. Czy więc może zespół Yes przeistacza się powoli w platformę do promowania innych? Chyba nie, bo trudno mi sobie wyobrazić, że na "Heaven & Earth" da się kogokolwiek wypromować. Album jest na pewno dużą porażką Jona Davisona. Niestety nie wpisuje się też w trend wielkich powrotów legend rocka i metalu.


Krążek przeraził mnie chaosem, naiwnością i sztucznością większości kompozycji. Nie chodzi wcale o to, że Yes próbuje zjadać swój własny ogon. To raczej Davison próbuje naśladować klasyka wokali Yes Jona Andersona. Drobiazg, który można znieść, bo niektóre partie wokalne zawarte na "Heaven & Earth" przywołują ciepłe skojarzenia, ale zarazem utwierdzają w przekonaniu, że bez wspominanej legendy z Accrington twórczość Yes jako całość uległa załamaniu. Tak jakby brakowało ogniwa tworzącego wielką całość. Otóż o ośmiu nowych kompozycjach Yes trudno stwierdzić, że są to utwory, które porywają albo przenoszą słuchacza do krainy magicznych dźwięków, jak kilkukrotnie udało się zespołowi choćby nawet na nierównym "Fly From Here" z 2011 roku. Nowe utwory Yes są dziwacznie miękkie, pozbawione wielowymiarowości do jakiej przyzwyczaili muzycy zespołu, często pozbawione sensu i spójności. W perspektywie fana rocka progresywnego, osób zakochanych w klasycznych krążkach zespołu, nowe dzieło Yes może okazać się spektakularną klęską. Nie jest oczywiście tak, że zespół zarejestrował krążek pozbawiony jakiejkolwiek wartości, ale "Heaven & Earth" to głównie akcenty indywidualnych umiejętności muzyków. Szczególnie Steve Howe brzmi fenomenalnie. Tyle, że jego magiczne gitary nie wystarczyły, aby stworzyć z tego materiału dzieło wysokiej próby.

Bardzo ubolewam nad utworami o wielowątkowej strukturze. Optymistycznym, acz płaskim i schematycznym "Believe Again" albo niespodziewanie odciętym od napięcia "Subway Walls". W obu tych kompozycjach coś się może podobać - ładne partie klawiszy Geoffa Downesa w pierwszym oraz ujmujące melodie i fajne gitary w drugim - ale to tylko fragmenty, które dały się zdominować sztampowej, nieprzystającej mistrzom konstrukcji. Zresztą uczucie niedosytu, wewnętrzna prośba o rozwiniecie niektórych pomysłów, to stałe kolory wrażeń, które towarzyszą odsłuchowi "Heaven & Earth". W trzecim i ostatnim teoretycznie wielowątkowym utworze pt. "Light of the Ages" na pierwszy plan wysuwają się pustka i chaos. W prawie ośmiominutowej kompozycji nic do siebie nie pasuje i nic się nie wydarzyło. Instrumentaliści nie zdołali zaproponować żadnej wartej uwagi zagrywki. Nawet solówki gitarowe Howe'a sprawiają wrażenie przypadkowych i niepoukładanych. To utwór, w którym do reszty można znienawidzić wokale Davisona... bezczelnie rozciągnięte, przykrywające wszystkie starania instrumentalistów, nudne i maślane!

Niestety niewiele zdarzyło się też w krótszych utworach, tj. "The Game", "Step Beyond" i "To Ascend". Są to kompozycje oparte na bardzo prostych pomysłach, których zresztą muzycy Yes nie utworzyli zbyt wiele podczas nagrań do "Heaven & Earth". Te wszystkie zagrywki sprawiają wrażenie motywów gdzieś już zasłyszanych, często po prostu chaotycznych, rzadziej urokliwych, jak w próbujących ratować album gitarach wcześniej wspomnianego Howe'a. Obiecująco za to wybrzmiał singlowy  "In a World of Our Own", do którego rękę w warstwie kompozycyjnej przyłożył Chris Squire. Fajny, trochę nawet bluesowy klimat, został opracowany w oparciu o klimatyczne basówki, wijącą się w tle gitarę i pyszne "klubowe" klawisze. Niekoniecznie do tego utworu pasuje ciepły głos Davisona, a rozwinięcie sięga chyba zbyt słodkich tonów, ale to i tak przyzwoity utwór o dobrych gitarowych wykończeniach. Pozytywnie też prezentuje się kompozycja pt. "It Was All We Knew". Wreszcie spójna, o wciągającej konstrukcji, kilku nieoczekiwanych zwrotach gitarowych, przekonujących solówkach i egzotyce dźwiękowej właściwej kanonom Yes. To zaiste progresja uwięziona w przeszło czterech minutach. Zdaje się jednak, że trochę zbyt mało, jak na krążek długogrający.

Niezbyt miłe wrażenia związane z zawartością "Heaven & Earth" potęguje fakt, że pod tym albumem podpisał się zespół Yes. Sądzę, że krążek miałby szansę na umiarkowanie ciepłe przyjęcie, gdyby został zarejestrowany przez grupę początkujących muzyków. Dałoby się wtedy odczuć ich talenty, a wśród niektórych również wysoki kunszt instrumentalny. Ten zespół miałby szansę dobrze rokować, ale... hej! To jest album legendarnego Yes. Muzyków, którzy tworząc wspaniałe utwory dojrzewali, żyli z nimi i się przy nich starzeli. Dlaczego więc przy jesieni swojej kariery pozwolili sobie na album przeciętny i rozczarowujący? Czy więc faktycznego znaczenia nabiera trochę przewrotne pytanie postawione w pierwszym akapicie... jaką muzykę we współczesnych czasach mogą zaproponować dinozaury rocka progresywnego?

Ocena: 4/10

O albumie w skrócie...

Skład: Jon Davison (g, w), Steve Howe (g, w), Chris Squire (b, w), Geoff Downes (k), Alan White (p)

Tracklista:
1. Believe Again
2. The Game
3. Step Beyond
4. To Ascend
5. In A World Of Our Own
6. Light Of The Ages
7. It Was All We Knew
8. Subway Walls


Rok wydania:
2014
Kraj: 
Wielka Brytania

Produkcja:
Roy Thomas Baker

Dystrybucja:
Frontiers Records

Gatunek:
Rock Progresywny

Podsumowując: "[...] uczucie niedosytu, wewnętrzna prośba o rozwiniecie niektórych pomysłów, to stałe kolory wrażeń, które towarzyszą odsłuchowi [...]"

Konrad Zola

2 komentarze:

  1. 4/10 to jak najbardziej właściwa ocena dla tego albumu, dałem tyle samo u siebie:
    http://pablosreviews.blogspot.com/2014/08/yes-heaven-earth-2014.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaiste, najlepsza z tej płyty jest okładka. To już wtedy (2014) nie był zespół YES tylko Squire, White & Howe. Najsłabsza płyta YES w dziejach. Opluwany album Union to przy tym niewypale wręcz arcydzieło. Czas rozwiązać YES zwłaszcza, że Chris Squire nie żyje.

    OdpowiedzUsuń