sobota, 9 sierpnia 2014

Blues Pills "Blues Pills" (recenzja)

Zakochałem się w Elin Larsson! Ta blondwłosa wokalistka ze Szwecji to cud, jaki spłynął na świat muzyki rockowej. Głosem, którym ona operuje rozmawiają ze sobą anioły. Olśniewająca Elin jest wokalistką zespołu Blues Pills, który zdążył się pokazać światu kilkoma małymi płytami wydanymi na przestrzeni ostatnich trzech lat. Wreszcie w 2014 roku nastąpił duży debiut zatytułowany "Blues Pills".

Chodzi zapewne o manifest istnienia. Utrwalenia nazwy zespołu w świecie, w którym o muzykę nie trzeba zabiegać stojąc godzinami w kolejkach do sklepu i tak niegwarantującego oczekiwanej zdobyczy płytowej. W każdym razie dla pierwszego dużego albumu Blues Pills mógłbym stać tygodniami, ponieważ to dzieło, które... wpisało się w moje oczekiwania. Spodziewałem się wszak muzyki wielkiej, oszałamiającego debiutu, materiału rozpisanego na rockowe odcienie pomiędzy bluesem i psychodelią, utworów uwolnionych i mających za nic sztywne oczekiwania wydawcy. Taki jest pierwszy duży album Blues Pills.

Krążek oferuje dziesięć kompozycji, które zostały rozpisane na prawie 43 minuty muzyki. To dość niezwykłe biorąc pod uwagę, że struktura tych utworów sprawia jakbyśmy mieli do czynienia z albumem progresywnym. Najbardziej znane szerokiej publiczności utwory "High Class Woman" i "Devil Man" to chyba najbardziej prawidłowa ilustracja stylu Blues Pills, gdzie na okolice blues rocka przemieszczają się klimaty hard i heavy w towarzystwie narkotycznej psychodelii. Tu i w innych utworach fenomenalna jest Elin Larsson. To oczywiste i niepodlegające żadnej dyskusji. Urocza Szwedka wyciąga swoje wokale na takie piętra, z których upadek mógłby spowodować rozczłonkowanie każdego ciała. Akompaniują jej bardzo uzdolniony francuski gitarzysta Dorian Sorriaux, a także basista Zack Anderson i perkusista Cory Berry. Uderzające jest to, że oni wszyscy wyglądają jakbyśmy mieli przełom lat 60. i 70. XX wieku. To zajebiste klimaty.

Nie o wygląd jednak w muzyce Blues Pills chodzi. Oprócz wymienionych pozostałe utwory, w tym cover Chubby'ego Checkera pt. "Gypsy", trwale podążają klimatem wyznaczonym przez zespół. Bardzo blues rockowo brzmi "Ain’t No Change", zaś do tańca z przeszłością klasycznego rocka zaprasza "Jupiter", podczas gdy nieśmiało narastający "Black Smoke" odkrywa psychodeliczne inklinacje Blues Pills. Mało? W trochę smutny, niekiedy wręcz depresyjny klimat, wprowadza "River", który z premedytacją kontroluje pomysły pozostawione po poprzednim utworze. Uff! Gdybym miał przy sobie kokainę?! Około tego klimatu wcale nie przechodzi "No Hope Left for Me", ale w tym utworze daje się poznać bardzo bluesowe zacięcie zespołu. Muzycy Blues Pills mają w sobie coś niezwykłego, że bez żadnego wysiłku potrafią przechodzić pomiędzy bluesem a psychodelią. To dosyć trudna umiejętność, ale jeden z kolejnych utworów w secie tylko to potwierdza - chodzi o "Astralplane".

Artyści ukryci pod nazwą Blues Pills mają też umiejętność odświeżania starych numerów. Przy utworze pt. "Gypsy" chciałem być Cyganem! Piękna Elin Larsson zaśpiewała ten numer na tyle przekonywująco, że nic tylko szukać odpowiedniego taboru i ruszać w muzyczny świat. Śpiewać, grać, tańczyć i cieszyć się życiem! Myślę więc sobie, że to znakomite dzieło dobrze podsumowuje utwór "Little Sun". Jakby wyciszony, spokojny, bez euforii. To trochę oddechu, kontemplacji, po solidnej dawce muzyki zaprezentowanej przez Blues Pills. Zespołu, o którym w niedalekiej przyszłości będzie bardzo głośno. A miłością Elin Larsson zostanie obdarzona zapewne przez niejednego fana.

Ocena: 9/10

Elin Larsson
O albumie w skrócie...

Skład: Elin Larsson (w), Dorian Sorriaux (g), Zack Anderson (b), Cory Berry (p)

Tracklista:
1. High Class Woman       
2. Ain't No Change       
3. Jupiter   
4. Black Smoke       
5. River        
6. No Hope Left For Me       
7. Devil Man        
8. Astralplane       
9. Gypsy       
10. Little Sun 
  
Kraj:
Szwecja / Francja / USA

Produkcja:
Don Alsterberg

Dystrybucja:
Nuclear Blast

Gatunek:
Blues Rock, Rock Progresywny

Rok wydania:
2014

Podsumowując: "Urocza Szwedka wyciąga swoje wokale na takie piętra, z których upadek mógłby spowodować rozczłonkowanie każdego ciała. Akompaniują jej bardzo uzdolniony francuski gitarzysta Dorian Sorriaux, a także basista Zack Anderson i perkusista Cory Berry. Uderzające jest to, że oni wszyscy wyglądają jakbyśmy mieli przełom lat 60. i 70. XX wieku. To zajebiste klimaty"

Konrad Zola

2 komentarze:

  1. Do dzisiaj pamiętam ciarki jakie miałem, gdy usłyszałem Devil Man :) Od tamtej pory nic nie jest takie samo ;-)

    OdpowiedzUsuń