poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Epica "The Quantum Enigma" (recenzja)

Zaiste wędrówka i przygoda niewiele mniej kolorowa od tej, w której Alicja goniła białego króliczka korytarzami wyobraźni Lewisa Carrolla. Tego typu wrażenia towarzyszyły mi po zapoznaniu się z szóstym albumem studyjnym holenderskiego zespołu Epica. Daje się wszak odczuć, że "The Quantum Enigma" to krążek pełen licznych i niespodziewanych zwrotów, a także wyrazistych postaci i dźwięków. Całość została utrzymana w barwnej strukturze, gdzie dominują akcenty symfoniczne, choć nie brakuje też klasycznych standardów prog metalowych. 

W podstawowej wersji "The Quantum Enigma" zawiera trzynaście wielobarwnych kompozycji o dużym ładunku energii. Na pierwszy plan krążka wysuwają się wspaniałe ścieżki wokalne, co zresztą nie jest nowością jeśli chodzi o holenderski zespół. Piękna mozaika ścierających się ze sobą głosów tworzy intrygujący obraz, który sprawia, że owe wokale są najważniejszym atutem szóstego albumu studyjnego Epiki. Wszakże już same mezzosoprany uroczej Simone Simons mają w sobie wiele magii, ale jej dialogi z dzikim Markiem Jansenem zaiste wpisują się w baśniowy klimat pięknej i bestii. To nie wszystko, bowiem przy obecności Simons - często też w ramach autonomicznych partii - na "The Quantum Enigma" doskonale zaprezentował się chór kościelny PA'dam pod batutą Marii van Nieukerken. Soprany, alty, tenory i basy świadczą o naprawdę rozbudowanej sekcji wokalnej na tym albumie. Na krążku można też usłyszeć Marcelę Bovio, której sopran często występuje jako drugi głos wspierający wykonania Simons. Pod względem wokalnym na krążku znalazło się także miejsce dla Daniëla de Jongha z zespołu Textures
w wielowątkowym utworze tytułowym.

Za rozbudowaną oprawą wokalną na ogół nadąża sekcja instrumentalna. Również w tym przypadku obok standardowych gitar, basu, perkusji oraz instrumentów klawiszowych pojawiają się rozwiązania symfoniczne. Z utworów zawartych "The Quantum Enigma" wręcz wylewają się instrumenty smyczkowe oparte na dwóch sekcjach skrzypcowych, a także sekcjach wiolonczelowej i altowej. Znana to fanom Epiki nadworna grupa smyczkowa, która tylko dodała
podniosłości szóstej płycie zespołu i zarazem podkreśliła baśniowy klimat dzieła. Pytanie więc brzmi ile w tym wszystkim znajduje się samego holenderskiego zespołu? Moim zdaniem oprócz Simone Simons pozostali członkowie Epiki zbyt mocno uwikłali się w romanse z symfonią. Po odsłuchaniu "The Quantum Enigma" doszedłem do wniosku, że ten krążek należy do muzyków, którzy powinni zajmować miejsce na scenach opery, a nie do regularnych twórców Epiki. Moje wyobrażenie o tym albumie zostało uwięzione pomiędzy wspaniałymi chórami a wykwintnymi smyczkami, w które wmieszała się wszechobecna Simons. Naprzeciw takiej interpretacji kilkukrotnie wyszły partie klawiszowe - czy też nazywając rzeczy po imieniu: fortepian - Coena Janssena, ale działo się to incydentalnie, we wstępach lub specjalnie wyodrębnionych fragmentach płyty.

Nie mogę odmówić zespołowi, że nie inwestuje w gitary i perkusję, ponieważ rola tych instrumentów na "The Quantum Enigma" jest widoczna. Pod tym względem kapela kilkukrotnie ostrzej przycisnęła po strunach i bębnach, ale na ogół stanowiło to wprowadzenie do partii chórów lub instrumentów smyczkowych, rzadziej ostry i dziki metalowy zasuw, czego można by przecież oczekiwać. Moje ostateczne wrażenie jest takie, że w tej baśniowej wędrówce na nowym albumie Epiki zdecydowanie zabrakło większego szaleństwa regularnych członków zespołu, którzy ograniczyli improwizacje i wypuszczenia solowe do niesatysfakcjonującego minimum. W utworach o wyraźnym walorze progresywnym - "Sense Without Sanity" i tytułowym - zespół zdołał pomieścić wiele swoich oblicz, ale mimo wszystko, aby uzyskać spójność całego dzieła należało ograniczyć albo ostre metalowe brzmienie, albo chóry i smyczki. Nie ma w tym nic złego, że Epica wybrała pierwszy wariant. Taką filozofię przyjęto w procesie kompozycyjnym, aby "The Quantum Enigma" był materiałem baśniowym i podniosłym, czasem tylko nękanym przez złe gitarowe moce. 


W sumie "The Quantum Enigma" to dobry, wciągający album, który zabiera słuchaczy w baśniową krainę. Konsekwencja i zdecydowanie z jaką Epica podąża w kierunku symfonii może trochę wpłynąć na samą tożsamość zespołu, ale dopóki spod jego szyldu ukazują się takie albumy jak "The Quantum Enigma", dopóty można z radością przyjmować kolejne wysokolotne plany Holendrów. Szkoda tylko, że mniej już w tym wszystkim znajduje się prog metalu, więcej zaś nośnej symfonii, będącej zaiste wędrówką po magiczno-muzycznym anturażu. 

Ocena: 7/10

O albumie w skrócie...

Skład: Simone Simons (w), Mark Jansen (g, w), Isaac Delahaye (g), Rob van der Loo (b), Coen Janssen (ik), Ariën van Weesenbeek (p, w), a także Chór Kościelny PA'dam, Sekcja Smyczkowa zespołu Epica oraz gościnnie Marcela Bovio (w) i Daniël de Jongh (w)
Tracklista:
1. Originem
2. The Second Stone
3. The Essence of Silence
4. Victims of Contingency
5. Sense Without Sanity (The Impervious Code)    
6. Unchain Utopia
7. The Fifth Guardian (Interlude)
8. Chemical Insomnia
9. Reverence (Living in the Heart)
10. Omen (The Ghoulish Malady)
11. Canvas of Life
12. Natural Corruption
13. The Quantum Enigma (Kingdom of Heaven Part II)
  

Kraj: 
Holandia

Produkcja:
Joost van den Broek / Epica

Dystrybucja:
Nuclear Blast

Gatunek:
Metal Progresywny, Metal Symfoniczny

Rok wydania:
2014


Podsumowując: "Za rozbudowaną oprawą wokalną na ogół nadąża sekcja instrumentalna. Również w tym przypadku obok standardowych gitar, basu, perkusji oraz instrumentów klawiszowych pojawiają się rozwiązania symfoniczne [...]"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz