piątek, 26 września 2014

Threshold "For The Journey" (recenzja)

Muzycy Threshold to dziś jedni z tych. którzy wyznaczają standardy we współczesnym metalu progresywnym. Najnowszy album zespołu - dzieło zatytułowane "For The Journey" - w najlepszy sposób potwierdza pozycję zajmowaną przez Anglików.

Materiał zawiera dziewięć utworów, będących piękną kontynuacją ostatniego krążka Threshold, wydanego przed dwoma laty albumu pt. "March Of Progress". Chodzi mi zarówno o rozwiązania instrumentalne, jak również o przesłanie zawarte na "For The Journey". W premierowych kompozycjach sześcioosobowej kapeli daje się tradycyjnie odczuć dużą ilość energii, nieskończone pokłady żywiołowości i charakterystyczne, dopracowane w najdrobniejszych detalach brzmienie. To także album o ważnej misji lirycznej. Opowiada wszak o człowieku i różnych formach jego egzystencji zdefiniowanej poprzez trudy współczesności, spośród których jednak nieśmiało wyłania się nadzieja.

Doniosłość przesłania Threshold zawartego na "For The Journey" została najbardziej wyraźnie ujęta w  pięknej prog metalowej balladzie pt. "Lost In Your Memory", ale oprócz tego wycinku angielskiej subtelności na krążku dominują ostre heavy metalowe patenty. Pod tym względem standardem zespołu można określić utwory zatytułowane "Watchtower On The Moon" i "Turned To Dust", które odzwierciedlają wysoki kunszt muzyków Threshold w kreowaniu sprawnych metalowych strzałów. Prawdziwa magia zaczyna się jednak w utworach, w których zespół pomiędzy mocnym instrumentarium pozwala sobie na wpuszczenie nieco przestrzeni, a także wtedy, gdy sięga po urozmaicenia leżące u podstaw jego tożsamości muzycznej. Jeśli chodzi o przestrzenie to najważniejszą rolę na "For The Journey" spełnia prawie dwunastominutowy utwór zatytułowany "The Box", wpisujący się w kolejny standard zespołu polegający na komponowaniu przynajmniej jednego wielowątkowego utworu na każdą płytę. W istocie ilość wątków zawartych na "The Box" należy określić jako zachwycającą! To prawdziwa kopalnia pomysłów, które wydobywają się z instrumentów Threshold

Anglicy nie mają również obaw jeśli chodzi o urozmaicanie poszczególnych utworów. W kolażu licznych dźwięków szczególnie czarują kolejne klawiszowe przejścia przy nomen omen jesiennym utworze "Autumn Red", zaś intryguje najbardziej mroczny numer w historii Threshold pod postacią "The Mystery Show". Równocześnie na tym krążku do kości poraża podłączony do linii wysokiego napięcia utwór "Siren Sky", zaś niemalże do orientalnego klimatu zabiera kompozycja "I Wish I Could". Ten ostatni kawałek zamyka tracklistę "For The Journey", choć został określony jako utwór bonusowy, co być może wynikło z faktu, że ze względu na swój ciężar - potężna sekcja gitarowo-perkusyjna ocierająca się o groove - nieco odstaje od pozostałych utworów. Autorem tej kompozycji jest drummer Johanne James, który po dziesięciu latach wreszcie skomponował coś własnego, jak się okazało ze skutkiem nad wyraz wybornym. Warto też zwrócić uwagę na utwór Pete Mortena, wspominany elektryczny "Siren Sky", ponieważ to kolejny dowód umiejętności tego gitarzysty, który na drugim kolejnym krążku ze swoim udziałem bardzo wyraźnie zaznaczył obecność w Threshold.

O zaznaczaniu obecności nie ma mowy jeśli zaś chodzi o wokalistę Damiana Wilsona, bowiem to integralna część filozofii zespołu. Jego narracja na "For The Journey" stawia go w gronie najlepszych wokalistów w tym gatunku muzyki, gdzie oprócz mocnego głosu potrzeba też umiejętności zręcznego wkomponowywania się w poszczególne klimaty utworów, a jednocześnie oddawania im czegoś z siebie. Wilson te umiejętności opanował do perfekcji stając się kolejnym instrumentem w palecie Threshold, a kiedy trzeba wykazując się rolą głównodowodzącego sekcji instrumentalnej. Cieszę się, że na "For The Journey" nie zapominano też o sekcji wspierającej wokale - złożonej z muzyków zespołu - ponieważ szczególnie w podniosłych fragmentach płyty chórki pełnią ważną rolę celując przecież w emocjonalność słuchacza. Przekonuje o tym choćby wymownie zatytułowany utwór "Unforgiven". Swoją drogą jeśli chodzi o głosy na nowym albumie Anglików to bardzo korzystnie wypadło przeniesienie kilku dialogów filmowych do niektórych kompozycji. Być może muzycy Threshold zdecydują się w przyszłość odważniej zainwestować w tego typu rozwiązania?

W każdym razie trzymam kciuki, aby w przyszłości nie zmieniały się istotnie proporcje kompozycyjne w zespole. Wszakże naturalnie większość utworów na "For The Journey" napisali Karl Groom i Richard West, a więc wypróbowany duet, który doskonale wie na czym polega kreowanie magii w metalu progresywnym, a zarazem trzymanie się mocnego metalowego rdzenia. Dwaj znakomici twórcy oprócz nowych wytrawnych kompozycji zaoferowali też fanom własne komentarze do każdego utworu wchodzącego w "For The Journey". Te komentarze zostały umieszczone w booklecie albumu. Jeśli już o tym wspominam to z prawdziwą przyjemnością patrzę na grafiki zdobiące booklet, szczególnie na okładkę autorstwa Polaka Leszka Bujnowskiego. To wspaniała sprawa, że ten znakomity album ma w sobie coś polskiego.

Podsumowując sądzę, że muzycy Threshold zarejestrowali jeden z najlepszych albumów w swojej mocnej dyskografii. Jest to tym bardziej znaczące, że "For The Journey" to dziesiąty album studyjny angielskiego zespołu. Myślę więc, że sześcioosobowy skład Threshold osiągnął idealną samo-uzupełniającą się formułę tworzenia i grania metalu progresywnego. Standard gatunku tworzą dziś muzycy Threshold.

Ocena: 9/10

Karl Groom
O albumie w skrócie...

Skład: Karl Groom (g), Richard West (ik), Johanne James (p), Steve Anderson (b), Pete Morten (g), Damian Wilson (w)

Tracklista:
1. Watchtower on the Moon
2. Unforgiven
3. The Box
4. Turned to Dust
5. Lost in your Memory
6. Autumn Red
7. The Mystery Show
8. Siren Sky
9. I Wish I Could


Rok wydania:
2014
Kraj: 
Wielka Brytania

Produkcja:
Karl Groom, Richard West

Dystrybucja:
Nuclear Blast

Gatunek:
Metal Progresywny


Podsumowując: "W premierowych kompozycjach sześcioosobowej kapeli daje się tradycyjnie odczuć dużą ilość energii, nieskończone pokłady żywiołowości i charakterystyczne, dopracowane w najdrobniejszych detalach brzmienie"

Konrad Zola

7 komentarzy:

  1. Witam.
    Zespół Threshold jest jednym z moich ulubionych zespołów.Ogólnie rzecz ujmując: jestem fanem muzyki progresywnej. A takową wykonuje właśnie w/w przezemnie grupa.Dlatego też z dużą dozą ciekawości oczekiwałem Ich nowego dzieła. Powiem tyle, nie rozczarowałem się, muzyka przynosi ogromną dawkę ładunku emocjonalnego w wysublimowany sposób przekazując go odbiorcy(słuchaczowi). Na płycie zawarte jest majestatyczne piękno okraszone mocnym brzmieniem. Jest to album kontrastów co ważne niezwykle spójny oparty na urokliwych melodiach z nutką nostalgii. I taki ma być. Nic dodać nic ująć. 5+

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że w Polsce mieszkają fani Threshold! W dodatku dysponujący wrażliwością i zdrowym podejściem do twórczości zespołu. Przyznam, że dwa ostatnie albumy Anglików - "March Of Progress" i tegoroczny "For The Journey" - oceniam bardzo wysoko. Zresztą, gdy patrzę w przeszłość to nie dostrzegam słabych punktów w dyskografii tego zespołu... fenomen, choć bardzo niedoceniony...

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ja także dwóch ostatnich albumów (pozostałe również świetne, na tych jednak klimat powala) mogę słuchać w kółko. MAGIA!

      Usuń
  2. Witam! Gratuluję świetnej recenzji i w pełni zgadzam się z oceną tego doskonałego krążka. Threshold reprezentuje dla mnie idealne połączenie klimatu, swoistej magii i mega mocy, a wszystko to doskonale wyważone; no i to brzmienie, wprost perfekcyjne. Perfekcyjny i ciekawy materiał, z niecierpliwością czekam na wykonanie na żywo. Pozdrawiam wszystkich fanów! TomT

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny wybitny album Threshold! Poza kilkoma sprawdzonymi sztuczkami muzycznymi z poprzednich płyt, pojawiły się nowe, zaskakujące, chwytające za serce i gardło. Dobrze wpasowane gitary bawiące się z klawiszami i współtworzące klimat, kontrolująca napięcie sekcja rytmiczna, niesamowicie wrażliwy i silny wokal... Jeśli ktoś się uprze to jedyny słaby punkt albumu znajdzie w silnych nawiązaniach do materiału z "March of Progress"" w utworze "Watchtower on the Moon". Płyta nie ma słabych punktów! Metal progresywny najwyższych lotów!

    OdpowiedzUsuń
  4. Płyta nie jest tak znakomita jak March Of Progress, niemniej wciąż jest to absolutna czołówka progresywnego grania. Groom poszedł na tym albumie w klimat i emocje, odejmując nieco z przebojowości, którą wręcz raził MoP. Mi się to podoba, ścisła czołówka 2014. A The Box na żywo brzmi jeszcze lepiej niż w oryginale!

    OdpowiedzUsuń