wtorek, 11 listopada 2014

Pendragon "Men Who Climb Mountains" (recenzja)

Nowe dzieło Pendragon, album zatytułowany "Men Who Climb Mountains", kosztuje dużo jeśli weźmiemy pod uwagę realia polskiego rynku. Trzeba się wszak liczyć z wydatkiem około stu złotych, aby cieszyć się możliwością posiadania fizycznej wersji albumu. Jego nakład w Polsce też nie robi wrażenia, a nadto malkontenci uznają, że jedyna dostępna edycja "Men Who Climb Mountains" jest skromna w odniesieniu do wielu współczesnych wydawnictw. Pytanie na dziś więc brzmi czym się różni nowy album Pendragon od wielu innych współczesnych krążków, na których oprócz podstawowej wersji materiału znajduje się na ogół całe mnóstwo wypasionych dodatków? Odpowiedź brzmi: muzyką.

Po przeszło godzinie spędzonej przy "Men Who Climb Mountains" muszę przyznać, że Anglicy zarejestrowali prawdopodobnie najlepszy materiał w swojej pięknej karierze. To krążek, który ma dużą szansę stać się jednym z kanonów współczesnego rocka progresywnego. Album niezwykle rozbudowany, wyposażony w inteligentną strukturę, a także poprowadzony w oparciu o wspaniały koncept, będący metaforą dążeń leżących w ludzkiej naturze, często pełnych nadziei i wielkich oczekiwań, a zarazem okupionych olbrzymim wysiłkiem, strachem, bólem i niespełnieniem. Pendragon w 2014 roku, właściwie lider kapeli Nick Barrett, mówi swoim słuchaczom: nie ustawajcie w pięknych dążeniach, ale jednocześnie nie zapominajcie, że jesteście ludźmi - wasze dążenia nie mają służyć krzywdzeniu innych istot, ratujcie swoje człowieczeństwo, aby nie stać się maszynami w ludzkiej powłoce, obliczonymi wyłącznie na pozbawione sensu oddychanie.

Krążek "Men Who Climb Mountains" to zaiste progresywna wspinaczka. Podążając za kolejnymi kompozycjami to jak pokonując kolejne etapy wysokiej góry. Muzycy Pendragon za pomocą instrumentów i oprawy wokalnej wykreowali w swej muzyce poczucie wchodzenia i spadania, błogiego spokoju i niebezpieczeństwa przy pokonywaniu stromych skał, a wreszcie zaoferowali też słuchaczom dużą grupę refleksji na dziś, jutro i pojutrze. Na całe życie. Sądzę, że "Men Who Climb Mountains" to album będący par excellence odzwierciedleniem największej tajemnicy gatunku, rzecz obfitująca w niezliczoną ilość znakomitych zagrywek i wypuszczeń na poziomie gitar, instrumentów klawiszowych, basu i perkusji, dysponująca zarazem pięknymi melodiami oraz poruszającą oprawą wokalną. To także płyta urozmaicona dużą ilością zapadających w pamięć solówek i improwizacji, a wreszcie też materiał pełen zmian nastroju i refleksów wziętych z różnych innych nurtów, włączając w to przede wszystkim psychodelię i jazz.

Spośród dziewięciu utworów tracklista nowego krążka Pendragon zawiera dwie kompozycje o niezwykle rozbudowanej strukturze, prawdziwe giganty rocka progresywnego pod postacią numerów "Come Home Jack" i "Explorers Of The Infinite". W pierwszym wymienionym utworze na wstępie zaskakuje dość leniwe tempo o przygnębiającej wymowie, które wraz z kolejnymi pytaniami Nicka Barretta urasta do instrumentalnej burzy, obserwowanej gdzieniegdzie z przejaśnieniami. Druga wymieniona kompozycja oferuje przeszło jedenaście minut subtelnego, niemalże eterycznego klimatu, będącego towarzyszem dialogu Nicka Barretta z duchami przewrotnego losu. Warto zauważyć, że oprócz podniosłego nastroju na "Men Who Climb Mountains" można bez trudu odnaleźć pomysły bardziej przyziemne, choć nieproste, ale klarownie wpisujące się w standardy rocka progresywnego, tak jak we fragmentach innych wielowątkowych utworów pod postacią przestrzennego numeru "Beautiful Soul" albo kompozycji o walorze psychodelicznym czyli "For When The Zombies Come".

Mówiąc o albumie "Men Who Climb Mountains" weźmy też pod uwagę zestaw odjechanych improwizacji instrumentalnych, szczególnie gitarowych w utworach "In Bardo" oraz "Faces of Light", albo klawiszowych i basowych w nokturnie pod postacią "Faces Of Darkness". Muzycy Pendragon potrafią też zagrać prościej na tym krążku, choć nie tracą przy tym właściwej sobie gracji - w ten nurt wpisują się przede wszystkim wstęp pod postacią "Belle Ame" oraz wieńczący dzieło "Netherworld". To jak klamra spinająca wielką wędrówkę, do której zabiera Pendragon. W istocie o tym krążku można by napisać wielki esej, w którym oprócz wymienionych przeze mnie cech trzeba by było wspomnieć o uroczych wokalach wspierających Tiggy, zestawie elektronicznych inspiracji kapeli, dodatkowym krążku z nagraniami Nicka Barretta, budzącymi wyobraźnię grafikami zdobiącymi "Men Who Climb Mountains" albo efektami potęgującymi wrażenie wspinaczki. To wyborny materiał, który został w całości skomponowany i napisany przez Nicka Barretta, współczesnego czarodzieja rocka progresywnego. 

Cóż można jeszcze napisać? Biorę głęboki oddech, rozglądam się dookoła i na szczycie tej góry ludzkich dążeń nie widzę tam jeszcze siebie. Dopiero się wspinam, pewnie tak jak większość osób, na które spłynie łaska słuchania krążka "Men Who Climb Mountains". Pomijając ważne znaczenie dla całego rocka progresywnego ten album ma również szansę stać się jednym z najbardziej intymnych dzieł w emocjonalności potencjalnych słuchaczy. Nie poddawajcie się i wspinajcie na szczyt swoich własnych dążeń, ale nie krzywdźcie przy tym innych istot. To wielkie dzieło pozwoli wam uwierzyć, że można. Jestem wniebowzięty.
 
Ocena: 10/10 

 O albumie w skrócie...

Skład: Nick Barrett (g, ik, progr, w), Peter Gee (g, w), Clive Nolan (ik), Craig Blundell (p) +Tiggy (w)
Tracklista:
1. Belle Ame
2. Beautiful Soul
3. Come Home Jack
4. In Bardo
5. Faces of Light
6. Faces of Darkness
7. For When The Zombies Come
8. Explorers of the Infnite
9. Netherworld 
 Płyta dodatkowa (live CD):
1. The Voyager
2. A Man of Nomadic Traits
3. This Green and Pleasant Land
4. Nostradamus
5. Paintbox
6. King of the Castle
7. Indigo
8. The Freakshow
9. Masters of Illusion
10. Space Cadet
11. The Edge of the World
12. It's Only Me
 Kraj: Wielka Brytania

Produkcja:
Karl Groom i Nick Barrett

Dystrybucja:
Toff Records

Gatunek:
Rock Progresywny

Rok wydania:
2014

Zatem: "Krążek <<Men Who Climb Mountains>> to zaiste progresywna wspinaczka. Podążając za kolejnymi kompozycjami to jak pokonując kolejne etapy wysokiej góry"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz