niedziela, 4 stycznia 2015

PROGRESYWNE PODSUMOWANIE 2014: Album Roku

Emocje z wolna opadają, a przemijający czas i wielokrotność przesłuchań pozwalają z dystansem ocenić mijający 2014 rok pod względem kondycji rocka i metalu progresywnego. Pozwalają też na dokonywanie wyborów. 

Pomiędzy płytami wydanymi od stycznia do grudnia 2014 roku wyłoniło się wiele pereł, przybyło o wiele więcej solidnych nagrań, a czasem niemiłych rozczarowań. Wiele z tych albumów oceniłem na łamach Progresji Po Zmroku. W sumie od 7 lipca 2014 roku - dnia, w którym uruchomiłem Progresję... - napisałem 31 recenzji, spośród których najchętniej czytane były teksty na temat Lunatic Soul, Threshold, Pink Floyd i Pendragon. Tegoroczne albumy tych wykonawców, uzupełniając je jeszcze o albumy IQ, Opeth, Soen, Mastodon i Anathemy, stanowią w mojej ocenie ścisłą czołówkę nagrań zlokalizowanych na szerokiej scenie progresywnej. Pozostaje więc udzielenie odpowiedzi który z tych krążków zasłużył na miano ALBUMU ROKU według autora Progresji Po Zmroku?

Oczywiście trudno zestawiać ze sobą nagrania z dość odległego spektrum muzycznego, np. płytę Mastodon należy oceniać w kategorii hard n' heavy, a materiał Lunatic Soul na pograniczu ambientu i elektroniki. Podstawowym kryterium wyboru nie było zatem porównywanie ze sobą muzyki zawartej na wybranych przeze mnie albumach, ale indywidualne i intymne wrażenie, jakie dostarczyła mi każda płyta. Spośród tegorocznych krążków chciałem odnaleźć dzieło, które stanowi najpełniejszą, najbardziej wciągającą, epokową i dopracowaną muzykę mieszczącą się w szerokim nurcie progresywnym. Moim zdaniem tytuł ALBUMU ROKU oznacza, że wybrany przeze mnie krążek zapisze się na trwałe w kanonach gatunku, stanie się jego integralną częścią i będzie towarzyszył słuchaczom przez kolejne lata. Równie dobrze taka płyta mogłaby się nie ukazać, ale w 2014 roku przynajmniej dwa albumy aspirowały do tego miana, a trzeci ze względu na swoją specyfikę też powinien zostać należnie doceniony.

Niniejszym pragnę ogłosić, że zdaniem prowadzącego Progresję Po Zmroku ALBUMEM ROKU 2014 zostaje MEN WHO CLIMB MOUNTAINS zespołu PENDRAGON jako wybitny przedstawiciel nowego rocka progresywnego. O krążku Anglików, napisanym w całości przez Nicka Barretta, nie informowano w mediach zbyt wiele. Mam wrażenie, że krążek był pomijany w różnych zestawieniach ze względu na nieprzyzwoitą cenę, która na wstępie wywoływała negatywne emocje wśród fanów. Notowań dzieła nie podniosła licha promocja. Jednak w tym przypadku muzyka w pełni rekompensuje wszelkie niedostatki. Pendragon wydał największy album w swoim dorobku. Dzieło, które w pełni odzwierciedla sens nowego rocka progresywnego, pełne znakomitych wielowątkowych struktur i wspaniałych przestrzeni. To równocześnie album o pięknym przesłaniu, rozpoznawanym już na poziomie klimatycznej okładki, które powinno stać się towarzyszem współczesnych ludzi - tych wątpiących, targanych problemami rozmaitej natury. Nade wszystko "Men Who Climb Mountains" charakteryzuje się perfekcyjnym wykonaniem i pierwszorzędnym brzmieniem.

Już teraz zapraszam do fragmentów recenzji, którą opublikowałem 15 listopada 2014 roku (całość do przeczytania w tym miejscu):

- "Album niezwykle rozbudowany, wyposażony w inteligentną strukturę, a także poprowadzony w oparciu o wspaniały koncept, będący metaforą dążeń leżących w ludzkiej naturze, często pełnych nadziei i wielkich oczekiwań, a zarazem okupionych olbrzymim wysiłkiem, strachem, bólem i niespełnieniem"

- "To także płyta urozmaicona dużą ilością zapadających w pamięć solówek i improwizacji, a wreszcie też materiał pełen zmian nastroju i refleksów wziętych z różnych innych nurtów, włączając w to przede wszystkim psychodelię i jazz"

Dodam, że dodatkową atrakcję albumu "Men Who Climb Mountains" stanowi drugi krążek, na którym zostały zawarte akustyczne interpretacje Nicka Barretta mierzącego się z przebojami Pendragon. To w każdym razie, jak wskazuje nazwa, atrakcja dodatkowa, która nie ma ani pozytywnego, ani negatywnego wpływu na ogólne wrażenie płynące z zawartości nowego albumu Pendragon. 

Życzę sobie w 2015 roku albumów takich, jakie wyszły spod szyldu Pendragon. Życzę też sobie niespodziewanych powrotów w stylu (i formie) Pink Floyd, wielkiego wizjonerstwa i przecierania kolejnych muzycznych szlaków przez Mariusza Dudę w Lunatic Soul i Riverside, niezwykłej techniki, zaangażowania i żywiołowości, którymi zaraża Threshold, a także podtrzymywania klasycznych patentów (vide Anathema, IQ i Soen) oraz odkrywania nowych, jak czynią to Mastodon i Opeth. Życzę tego także wam wszystkim, którzy zaglądacie na Progresję Po Zmroku.

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz