sobota, 17 stycznia 2015

Angra "Secret Garden" (recenzja)

Po czterech latach studyjnej nieobecności brazylijska Angra powróciła z albumem zatytułowanym "Secret Garden". To ósme duże dzieło zespołu, który niedawno świętował dwudziestolecie działalności, a zarazem jest to pierwszy krążek zarejestrowany w składzie z perkusistą Bruno Valverde i wokalistą Fabio Lione.

Zmiany w kapeli zasadniczo nie wpłynęły na jej kondycję znaną z ostatnich nagrań. Pewnie rację mają autorzy opinii, według których album "Rebirth" z 2001 roku pozostaje najlepszym dziełem Angry, ale krążek pt. "Secret Garden" dba o solidną pozycję zespołu. Na ósmej płycie Angra jest zadziorna, odważna i dynamiczna. Trwałym elementem repertuaru zaprezentowanego na "Secret Garden" są bowiem ostre zagrywki gitarowo-perkusyjne, którą mogą wzbudzać uzasadnione skojarzenia z najbardziej wypróbowanymi patentami nowoczesnego heavy metalu. Brazylijczycy w niektórych utworach (np. "Black Hearted Soul") zasuwają wręcz na granicy obłędu! Nowy album dostarczy też muzykom Angry kolejnych fanów power metalu. Nie da się wszak ukryć, że "Secret Garden" potrafi być albumem bardzo podniosłym, czasem może niepotrzebnie, ale potrafi też niekiedy przyjemnie zawisnąć na małych pajęczych symfoniach, co jest jednym ze znaków rozpoznawczych Angry. Niestety nie wszystkie melodie, choć staranie wyselekcjonowane przez Jensa Borgena i Roya Z, wydają się atrakcyjne. Niekiedy liczba słodyczy kłóci się z przeszłością Angry, a czasem przeszkadza też zastosowana z premedytacją archaiczność, będąca chyba wabikiem fanów klasyków amerykańskiego heavy n' power.

Oczywiście w swej przeszło dwudziestoletniej historii Angra miewała momenty chwały i upadku - albo może ujmijmy to inaczej - zespół zdradzał wszelkie predyspozycje na bycie brazylijskim odpowiednikiem Dream Theater, ale nie wszystko udało się odpowiednio zrealizować. Prog metal w São Paulo miał się kiedyś naprawdę obiecująco, choć z biegiem czasu Angra stopniowo odpuszczała przestrzenie, co gorsza, zaczęła bardziej komercjalizować swoje brzmienie. Niestety "Secret Garden" nieco się w ten trend wpisuje. Choć wcale nie zapowiada tego bardzo urozmaicony singlowy utwór "Newborn Me" o niesamowitej wręcz ludowej głębi, a sporadyczne fragmenty krążka, m.in. w kompozycjach "Storm of Emotions" i "Violet Sky" świadczą, że Brazylijczycy jako mistrzowie techniki przynajmniej próbują takimi pozostać. Niestety o ile "Newborn Me" jawi się jako wspaniała kwintesencja możliwości Angry, o tyle "Storm of Emotions" sprawia wrażenie utworu niedokończonego, a "Violet Sky" momentami mógłby stanowić recepturę na niepotrzebnie posłodzoną kawę. Cieszy za to fakt, że zagrywki o genezie ludowej towarzyszą wielu nowym utworom, choćby znakomitemu "Upper Levels". 

Niestety "O słodkości!" wołałem dość często mierząc się z kolejnymi utworami zawartymi na "Secret Garden", jak przy numerze tytułowym, który próbował nabrać mnie, że jest balladą. W kompozycji nie sprawdził się wokal Simone Simons, a jej baśniowy charakter niekoniecznie licuje z pozostałą zawartością albumu. Inny nowy utwór Angry, w którym śpiewa kobieta - tym razem ostra jak brzytwa Doro Pesch - to "Crushing Room", będący zręczną wizytówką sprawnego duetu wokalnego, dobrego klimatu i przemyślanego schematu instrumentalnego. To Angra jaką można lubić! Zresztą wspominane możliwości techniczne, a także częste czerpanie z ludowej kultury instrumentu pozwoliłoby Brazylijczykom okopać się wśród progmetalowych gigantów. Niestety zbytnie spłaszczenie wielu nowych kompozycji, dość niespójny przekaz albumu, a także aż nadto odczuwalna cukrzyca dźwiękowa sprawiają, że "Secret Garden" jest albumem nierównym. Sięgając banału można stwierdzić, że to solidny krążek, ale pozbawiony magii, co zresztą podkreśla okładka startująca w konkursie na najgorszą grafikę w historii rocka i metalu. Nie oskarżam więc zespołu o nagłą utratę tożsamości, ale spodziewałem się po nim czegoś więcej. Zamiast renesansu po brazylijsku otrzymałem kolejny odcinek telenoweli po portugalsku.

Ocena: 7/10

O albumie w skrócie...

Skład: Fabio Lione (w), Rafael Bittencourt (g, w), Kiko Loureiro (g), Felipe Andreoli (b), Bruno Valverde (p), a także gościnie Simone Simons (w) i Doro Pesch (w)
 
Tracklista:

1. Newborn Me
2. Black Hearted Soul
3. Final Light
4. Storm of Emotions

5. Synchronicity II
6. Violet Sky
7. Secret Garden
8. Upper Levels

9. Crushing Room  
10. Perfect Symmetry
11. Silent Call 
           
Kraj: 
Brazylia

Produkcja:
Jens Bogren

Dystrybucja:
JVC/Victor Entertainment (Japonia), 
Universal Music (Brazylia), Edel Music (Reszta Świata)

Gatunek:
Metal Progresywny, Power Metal 

Rok wydania: 
2015 

Podsumowując: "Sięgając banału można stwierdzić, że to solidny krążek, ale pozbawiony magii [...]"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz