wtorek, 17 lutego 2015

Toundra "IV" (recenzja)

Na czwarty duży album kastylijskiego zespołu Toundra trafiłem przypadkowo. Niby nic a jednak często tego typu przypadki okazują się przygodą na całe życie, co potwierdza zawartość owego dzieła zatytułowanego "IV". To na pozór muzyka niewyróżniająca się i rzemieślnicza, będąca niemym tłem do rozkrzyczanych i schizofrenicznych czasów współczesnych. Te pozory niczym bańki mydlane rozpadają się wobec siły dźwięku wydobywającego się z instrumentów Toundry.

Na wstępie warto sobie uświadomić, że kastylijski zespół powstał z popiołów hardcore'owej kapeli Nacen De Las Cenizas. Dystans jaki przemierzyła Toundra jest więc duży, bowiem to dziś instrumentalna kapela zlokalizowana, owszem, na popiołach metalu. Nie bez przyczyny więc różne wyrocznie przyporządkowują twórczość zespołu do gatunku, co się zwie post metal. Skala tych wpływów w zawartości "IV" jest szalenie odczuwalna, choć instrumentaliści z Hiszpanii nie stronią też od skomplikowanych struktur progresywnych, a w ich sposobie tworzenia daje się nadto wyraźnie odczuć fascynacje tradycyjnym rockiem i metalem, rzadziej ekstremalnymi formami tego drugiego gatunku. W sumie więc nowy krążek Toundry zabiera do różnych zakręconych zakątków muzycznej ekspresji, prowadzi poprzez liczne korytarze gitarowych improwizacji i zjazdów, czasem ociera się o patos, aby wreszcie zażądać od słuchacza chwili refleksji. Ten materiał, choć jest instrumentalny, to mówi: "Człowieku, zatrzymaj się na chwilę!", aby zarazem zmusić do ucieczki przed demonami współczesności. Na tej przewrotności polega siła albumu "IV".


W sensie instrumentalnym materiał brzmi bardzo spójnie. Wielka w tym zasługa muzycznej chemii, która wytworzyła się pomiędzy basistą Alberto Tokadosem, perkusistą Alexem Perezem oraz gitarzystami Davidem Lopezem i Estebanem Gironem. Kwartet muzyków, niczym lisy z okładki "IV", mknie przez kolejne kompozycje wyprzedzając się w serii proponowanych riffów gitarowych, strzałów perkusyjnych albo nader wymownych przejść basowych. Łatwo jest zabłądzić w wielowątkowych kompozycjach pt. "Qarqom" i "Kitsune", a chwilę minimalistycznego oddechu zapewnia utwór "Lluvia". Kapela bywa też niegrzeczna, bowiem kto by się spodziewał dotkliwego instrumentalnego uderzenia w kompozycji "Belenos"? Jej otwarcie skłania raczej ku ascetycznym tendencjom Toundry, aniżeli przenosi do wyobrażeń o kotłującym się klimacie gitarowo-perkusyjnym. Nic z tych rzeczy! Utwór rozrasta się i eksploduje. Zresztą Hiszpanie na płycie "IV" wielokrotnie zaprezentowali swoje drapieżne oblicze, jak choćby w utworach "Strelka" i "Oro Rojo", jednocześnie sięgnęli też po akcenty romantyczne, o czym dobrze świadczy przed chwilą wspominana kompozycja "Strelka" albo potulna ballada "Viesca". 


Ilość tych wszystkich zastosowanych środków często się przenika. Materiał okazuje się nieodporny na liczne zmiany nastroju - jest niczym kapryśna wczesnowiosenna pogoda. W sumie więc trudno dokonywać wartościowania kolejnych spośród ośmiu nowych utworów Toundry. Równy poziom kompozycji, a także podobieństwa, które pomiędzy nimi zachodzą świadczą o przemyślanym pomyśle na płytę. Warto też zauważyć, że liczne instrumentalne wycieczki regularnych muzyków Toundry zostały uzupełnione o sekcję klawiszową, smyczkową i dętą, a także doprawione różnymi smakami hiszpańskiej regionalnej kuchni muzycznej. Całość stanowi więc nawiązanie do kultury regionu, co przecież jest domeną innych instrumentalnych zespołów z tej półki, jak choćby szkockiego Mogwai. Trzeba więc lubić ten specyficzny klimat w muzyce instrumentalnej, aby dać się porwać zawartości "IV". Z pewnością najbardziej zaangażowani fani kastylijskiej kapeli wypunktują jej sporadyczną odtwórczość w kontekście poprzednich nagrań, a puryści dźwięku mogą narzekać na nieuniknioną szorstkość brzmienia, ale to tylko drobiazgi wobec tego bardzo dobrego nagrania.

Podsumowując muszę zacząć od refleksji, że po obejrzeniu kilku filmów Pedro Almodovara do sztuki tworzonej w Hiszpanii, szczególniej tej z zakresu filmu i muzyki, podchodzę bardzo ostrożnie. Mam wrażenie, że twórcy z różnych regionów tego kraju nadużywają środki przekazu, czyniąc je często wulgarnymi i niesmacznymi. To tak jakby w filmie dokumentalnym o znęcaniu się nad zwierzętami trzeba było pokazowo torturować i zabić kilka niewinnych istot, aby wskazać światu istnienie problemu. To ciemna strona sztuki tworzonej w Hiszpanii. Niemniej twórczość Toundry nie wymaga ofiar, aby stać się atrakcyjną. Album zatytułowany "IV" stanowi zręczny przykład konsensusu pomiędzy post metalem a muzyką progresywną, będąc zarazem dziełem mającym ważne chwile magii i wspaniałego klimatu. 


Ocena: 8/10

O albumie w skrócie...

Skład: Alberto Tocados (b), Alex Perez (p), David Lopez (g), Esteban Giron (g), a także gościnnie Mario Zamora (ik), Raul Lorenzo (g), Ruben Mingo (ip), Javier Diez Ena (ther), Pablo Toledo (skrzypce), Antonio Martin (skrzypce), Maximo Aroca (alt), Alvaro Llorente (is), Borja Anton (tr), Monka Braga (tr), Miguel Galbon (puzon), Jonathan Sevilla (tuba)

Tracklista:
1. Strelka
2. Qarqom
3. Lluvia
4. Belenos
5. Viesca
6. Kitsune
7. Mr. Wing
8. Oro Rojo


Rok wydania:
2015
Kraj: 
Hiszpania

Produkcja:
Carlos Santos, Santi Garcia i Toundra

Dystrybucja:
Superball Music

Gatunek:
Post Metal, Metal Progresywny

Podsumowując: "[...] nowy krążek Toundry zabiera do różnych zakręconych zakątków muzycznej ekspresji, prowadzi poprzez liczne korytarze gitarowych improwizacji i zjazdów, czasem ociera się o patos, aby wreszcie zażądać od słuchacza chwili refleksji"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz