sobota, 21 marca 2015

Drifting Sun "Trip The Life Fantastic" (recenzja)

Daleką drogę przebyła prog metalowa formacja Drifting Sun zanim wydała trzeci album zatytułowany "Trip The Life Fantastic". Daleka droga jeszcze przed kapelą zanim o tym dziele usłyszy cały świat. Materiał, który ukazał się w 2015 roku nie został nawet wydany na krążku, a jego dostępność zamyka się w wersji cyfrowej, którą można namierzyć za pośrednictwem popularnych platform udostępniania i sprzedaży muzyki. Niemniej biorąc pod uwagę zawartość "Trip The Life Fantastic", niestety też przeciętną jakość brzmienia dzieła, nie sądzę by angielska kapela znalazła się w zbyt szerokim spektrum zainteresowania. Jej nowy album brzmiałby nieświeżo nawet siedemnaście lat temu! Właśnie tyle czasu oddziela premierę ostatniego materiału Drifting Sun od tegorocznego nagrania.
 
Długotrwała przerwa, niepoprzedzona wcześniej zbyt dużymi sukcesami, skutecznie pozwoliła zapomnieć o kapeli afirmowanej swego czasu przez samego Karla Grooma. Cóż, ceniony gitarzysta i kompozytor Threshold, który wystąpił na jednej kompozycji w debiucie Drifting Sun w 1996 roku, pewnie sądził iż kapela nie rozsypie się ledwo kilka lat po rozpoczęciu działalności. Dziś jedyną osobą łączącą zespół z obiecującą przeszłością jest Pat Saunders, który do nagrań nad "Trip The Life Fantastic" zaangażował zupełnie nową ekipę - gitarzystę i basistę Dana Storeya, perkusistę Willa Jonesa, wokalistę Pete'a Falconera i na zasadzie gościnnego wsparcia gitarzystę Andrew Howarda. Nie są to z pewnością nazwiska, które powalają. Taka też nie jest muzyka tworząca "Trip The Life Fantastic".


Wcześniej wspomniałem o przeciętnej jakości brzmienia. Trzeci album Drifting Sun nie sprawia wrażenia jakby zamiast w profesjonalnym studio był nagrywany w typowym mieszkaniu, ale i tak zdumiewać mogą sporadyczne kanty, spłaszczenia instrumentów i przypadkowo nałożone na siebie sekcje instrumentalno-wokalne. Tego typu wpadki, czy to produkcyjne, czy kompozycyjne, nie przystają kapeli, która powołuje się na inspiracje twórczością Dream Theater, Genesis czy Jethro Tull. Dość powiedzieć, że najczyściej na "Trip The Life Fantastic" prezentuje się krótka ballada pt. "Ode To Nevermind" oparta na... gitarze akustycznej. Gdy jednak przychodzi podłączyć do prądu Drifting Sun to kapela trochę traci. W sumie więc przeszło pięćdziesiąt minut materiału zawartego na trzecim albumie zespołu czasem zamienia się w udrękę i torturuje głośniki (co, u diabła, jest z tym basem?!), a w finałowym wrażeniu przywołuje skojarzenie z lasem jakich w progresywnej przyrodzie wiele, ale akurat w tym zasadzonym przez Drifting Sun bardzo łatwo nadziać się na niejednego zdradliwego muchomora. Trzeba więc wykazać się dużą tolerancją i odpornością na półprofesjonalne brzmienie, aby dać więcej niż jedną szansę albumowi "Trip The Life Fantastic".

W każdym razie całość nie zaczyna się źle. Utwór tytułowy, prowadzony ciepłymi klawiszami Pata Sandersa, dość nieźle maskuje niedostatki sesji nagraniowej. Później okazuje się, że wszelkie instrumenty klawiszowe użyte na "Trip The Life Fantastic" - zachowując nomenklaturę przyrodniczą - pełnią funkcję krzaków maskujących przed nacierającym Wietkongiem złośliwych gitar i perkusji. Ponad wstępem do albumu dzieje się tak również w kompozycjach "The Wizard", "Five Ever" i "Last Supper", a osobną historię stanowi wybuchowa pozytywka zatytułowana "Tormented". Znamienne jest, że często, gdy sekcja gitarowo-perkusyjna (...nawet nie wspominam topornego, niezdarnie rozpychającego sound basu) uruchamia pół-szybkie lub szybkie tempo utworów, to muzyka Drifting Sun staje się ociężała i nierówna. Zaprzeczeniem takiego obrotu spraw są wcześniej wspomniana kompozycja "Ode To Nevermind", a także inne miniatury pod postacią "Peach Blossoms", "Sunsets", a także subtelnie zatytułowanego utworu "XXX Forever". Wyrwane z korzeniami partie akustyczne niekiedy przywołują skojarzenia z intrygującą surowością "Kveldssanger" Ulvera, a ich kolaż z sekcją klawiszową oznajmia słuchaczowi prośbę: "Hej, daj szansę muzyce Drifting Sun!". 

W sumie więc pomysły Pata Sandersa przekute w dziesięć nowych utworów Drifting Sun, jakkolwiek niekiedy warte są uwagi, to czasem zostają pochłonięte przez nierówną jakość brzmienia "Trip The Life Fantastic". Daje się też wyczuć pewną niekonsekwencję angielskiego zespołu. Z jednej strony Drifting Sun osadza się w klimacie weselnym, aby z drugiej próbować naciągnąć słuchacza na wielkie emocje, o co dbają konstrukcje utworów "Lady Night" i "Five Ever". Kapela zdradza też coś z twórczego wizjonerskiego szaleństwa, vide fenomenalne partie wcześniej wspominanego "Tormented". Tyle, że to wizjonerskie szaleństwo balansuje na granicy z tandetą łatwą do namierzenia na przestrzeni tego samego utworu. W podobny stan wpisują się świetne improwizacje w utworze "Last Supper", które jednak muszą przepychać się z maślanymi melodiami.

Niekoniecznie przekonał mnie również wokalista, a zarazem autor tekstów na płycie Pete Falconer, którego maniera zdradza raczej zacięcie barda, aniżeli frontmana kapeli prog metalowej. Muzyk czasem próbuje śpiewać po Danielu Gildenlöwie z Pain Of Salvation, niekiedy dość rozpaczliwie toczy wewnętrzny bój o wydobycie chrypy, aby zbliżyć się do nieprzyzwoicie niskich rejestrów. W sumie więc Pete Falconer skrywa w sobie jakąś zagadkę i warto śledzić rozwój jego kariery, ponieważ ów śpiewak przy odpowiednim nakładzie pracy ma szansę na wybicie się ponad przeciętność. Na chwilę obecną jego wokal brzmi tak jak cały trzeci album Drifting Sun - jest bardzo nierówny, niedopowiedziany i nieczysty, jakby został przedstawiony słuchaczom w wersji demo.

Wreszcie więc dochodzę do wniosku, że nie umiem dobrze ocenić "Trip The Life Fantastic". Równocześnie zastanawiam się, co by było, gdyby autorzy krążka zadbali o nieco lepsze brzmienie, odpuścili najbardziej naiwne pomysły i zaangażowali w proces produkcji kogoś doświadczonego z branży? Prawdopodobnie mielibyśmy do czynienia z nowym wielkim progresywnym rozdaniem w wykonaniu Drifting Sun. Na razie jednak trzeba obejść się smakiem...

Ocena: 5/10

O albumie w skrócie...

Skład: Pat Sanders (ik), Dan Storey (b, g), Will Jones (p), Pete Falconer (w), a także gościnnie Andrew Howard (g)

Tracklista:
1. Trip The Life Fantastic
2. Peach Blossoms
3. The Wizard
4. Sunsets
5. Lady Night
6. Ode To Nevermind
7. Five Ever
8. XXX Forever
9. Tormented
10. Last Supper
  
Kraj: 
Wielka Brytania

Produkcja:
Drifting Sun

Dystrybucja:
Drifting Sun (tylko wersja cyfrowa)

Gatunek:
Metal Progresywny, Rock Progresywny 

Rok wydania:
2015
Podsumowując: "Gdy [...] przychodzi podłączyć do prądu Drifting Sun to kapela trochę traci"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz