środa, 11 marca 2015

Periphery "Juggernaut: Alpha" (recenzja)

Periphery należy do młodej generacji zespołów grających prog metal. Twórczość kapeli często też klasyfikuje się w ramach pionierskiego djentu, co Amerykanie z Maryland zawdzięczają nienagannej i oryginalnej technice stosowanej w sekcji gitarowej, którą dowodzi Misha Mansoor. Wszechstronne i dopracowane w każdym detalu ścieżki gitarowe są także centralnymi punktami nowego materiału Periphery. Materiału, który został rozpisany na dwa albumy zatytułowane "Juggernaut: Alpha" i "Juggernaut: Omega". Nie jest to w żadnym razie dwupłytowe wydawnictwo, co może sygnalizować intuicja potencjalnego słuchacza, ale niezależne od siebie krążki. Przynajmniej jeśli chodzi o ich dystrybucję...

...album zatytułowany "Juggernaut: Alpha", temu materiałowi należy wszak oddać umowne pierwszeństwo w tegorocznej chronologii stworzenia made in Periphery, zawiera dziesięć kawałków rozpisanych na przeszło czterdzieści minut muzyki. Wszechstronność obecnego sekstetu tworzącego amerykańską kapelę została na tym krążku posunięta do nieprzyzwoitej granicy. Muzyka Periphery daleka jest od wyobrażeń o klasycznym prog metalu, a liczne kombinacje zarejestrowane w sekcji instrumentalnej i wokalnej na "Juggernaut: Alpha" pozwalają postrzegać zespół jako grupę dobrze wyszkolonych figlarzy drwiących z różnych nurtów metalu, tworzących wariacje na temat tego gatunku i deformujących jego strukturę.


Krążek "Juggernaut: Alpha" zawiera częste momenty budzące skojarzenia z twórczością tych zespołów wyhodowanych w nowym metalu, które zdołały przetrwać próbę czasu. W dużej mierze jest to rezultat charakterystycznej, przesadnie amerykańskiej maniery wokalnej Spencera Sotelo, łatwej do wychwycenia szczególnie w kompozycjach mających walor ballady lub stopniowo dozujących emocje ("A Black Minute", "Alpha"). Nie jest to najbardziej przyjemna opinia, ale nie od dziś mam wrażenie, że Periphery o wiele lepiej brzmiałoby w wersji instrumentalnej (co zresztą potwierdza jeden z lepszych numerów zawartych na krążku - "Four Lights"). Wszak nawet jeśli wspomniany wokalista oddala się o post-bennigton'owskiego fasonu, to często daje się ponieść mało atrakcyjnemu, choć nośnemu warsztatowi screamo. Liczne dziko wykrzyczane przez Spencera Sotelo wersety ("MK Ultra", "22 Faces", "Rainbow Gravity") nieźle sprawdzają się w warunkach koncertowych, ale w standardzie studyjnym mogą przyprawić o ból głowy, oczywiście jeśli za słuchanie materiału zabierają się osoby nastawione na wzorową technikę gry, które właśnie tego oczekują od Periphery.

Nie o wokale bowiem chodzi w twórczości amerykańskiej kapeli, ani też nie o szczególne zainteresowanie nośnością kolejnych kompozycji. Najważniejszym atutem zespołu, co dość naturalnie przybliża Periphery do djentu, jest wszechstronnie dopracowana sekcja gitarowa. Album "Juggernaut: Alpha" zawiera grupę kompozycji, które na strunach wybrzmiewają wręcz zachwycająco ("The Event", "Alpha", "Rainbow Gravity", "Four Lights", "Psychosphere"), choć czasem łatwo o wrażenie, że potencjał drzemiący w umiejętnościach Mishy Mansoora i Jake Bowena, następnie zaś Marka Holcomba i Adama Getgooda, czasem nie rozwija się prawidłowo w natłoku pomysłów ("Heavy Heart", "The Scourge"). Muzycy Periphery co rusz zapuszczają się w liczne eksperymenty ze strukturami kolejnych utworów, niespodziewanie łamią ich klimat i przechodzą pomiędzy nimi jakby nie dbali o reguły narzucane na ogół schematom kompozycji. Zdarza się, że te zabiegi skutecznie osadzają Periphery wśród pionierów nowych rozwiązań w prog metalu (szczególnie w warstwie kreacji niestandardowego soundu), czasem w tej muzyce daje się także odczuć huragan przypadkowych zagrywek, wypuszczeń i riffów, a także zaledwie lekki letni powiew improwizacji.

Muszę więc przyznać, że w moim odczuciu krążek "Juggernaut: Alpha" o wiele bardziej obnaża problemy tkwiące w filozofii Periphery, aniżeli eksponuje atuty kapeli. Na dwóch poprzednich albumach zespół zaprezentował się jako nowocześnie brzmiący przedstawiciel prog metalu i djentu, któremu można było wybaczyć wiele ze względu na fenomenalny warsztat. Po trzech latach absencji studyjnej oczekiwania, co do kondycji zespołu są zdecydowanie rosnące, a "Juggernaut: Alpha" nie do końca je zaspokaja i niestety nie świadczy o rozwoju Periphery. To w zasadzie solidny materiał, mający niezłe momenty i nadekspresyjnego wokalistę (względnie: czerpiącego ze złych wzorców). Jednak obawiam się, że iskra oryginalnego debiutu z 2010 roku wystarczyła, aby ogrzać słuchaczy tylko na dystansie kolejnego albumu. Oczekiwania są znaczne większe.
Ocena: 6/10

O albumie w skrócie...

Skład: Misha Mansoor (g), Jake Bowen (g, w), Matt Halpern (ip, p), Spencer Sotelo (w), Mark Holcomb (g), Adam Getgood (b)

Tracklista:
1. A Black Minute
2. MK Ultra
3. Heavy Heart
4. The Event
5. The Scourge
6. Alpha
7. 22 Faces
8. Rainbow Gravity
9. Four Lights
10. Psychosphere
Kraj: 
USA

Produkcja:
Misha Mansoor, Adam Getgood

Dystrybucja:
Century Media Records

Gatunek:
Metal Progresywny, Djent

Rok wydania:
2015

Podsumowując: "Muzyka Periphery daleka jest od wyobrażeń o klasycznym prog metalu, a liczne kombinacje zarejestrowane w sekcji instrumentalnej i wokalnej na 'Juggernaut: Alpha' pozwalają postrzegać zespół jako grupę dobrze wyszkolonych figlarzy drwiących z różnych nurtów metalu, tworzących wariacje na temat tego gatunku i deformujących jego strukturę"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz