czwartek, 19 marca 2015

Unreal City "Il Paese Del Tramonto" (recenzja)

Na twórczość włoskiego zespołu pod nazwą Unreal City nie natknąłem się przypadkowo, choć dotąd kapela pozostawała dla mnie zagadką. W każdym razie ilość opinii głoszących, że drugi album studyjny tego zespołu - smacznie zatytułowany "Il Paese Del Tramonto" - zdradza potencjał dzieła wybitnego, wymagała dać Włochom kredyt zaufania. W ten sposób przyszło mi zmierzyć się z rockiem progresywnym tworzonym po włosku przez kwartet muzyków, którzy nazywają się Francesca Zanetta, Emanuele Tarasconi, Dario Pessina i Federico Bedostri. Czy więc warto było oddać kilkukrotnie pomnożone siedemdziesiąt minut życia muzyce Unreal City?

Pozostanę sceptyczny. Włoska kapela na pewno nie wnosi niczego nowego do rocka progresywnego tworząc instrumentalne szkice kompozycji właściwie wyłącznie w oparciu o standardy wypracowane przed laty przez angielskich klasyków gatunku. Materiał pt. "Il Paese Del Tramonto" zawiera dużą liczbę ważnych momentów, czasem niezwykle efektownie łącząc tradycyjną szkołę prog rocka ze współczesnymi możliwościami nieprzyzwoitego eksploatowania dźwięku, ale nie są to fragmenty muzyki zdolne, aby zawładnąć światem, a może nawet potrząsnąć Italią. Muzyka zaprezentowana na drugim albumie Unreal City wydaje się klimatyczna, sięgająca ważnych inspiracji na długoletniej scenie rocka progresywnego, ale wszelakie ozdobniki, które ją wypełniają pozwalają sądzić, że wybitne opinie na temat "Il Paese Del Tramonto" są rezultatem inspirowanego działania. Tymczasem to, co dobre na tym krążku często wchodzi w konflikt z banałem i tandetą.

W twórczości Unreal City daje się bez trudu wyczuć wpływy space rocka, co zdradza instrumentalne otwarcie krążka pod postacią utworu zatytułowanego "Ouverture: Obscurus Fio". To równocześnie efektowna seria zagrywek zorientowanych na czasy minione w klimacie bluesa, klasycznego rocka, a może nawet psychodelii, a wszystko pozostaje jakby wystrzelone w kosmos, otoczone efektownymi zagrywkami klawiszowymi Emanuele Tarasconiego i wiedzione oldschoolową gitarą Francesci Zanetta. Odlot! To wrażenie wcale nie ustępuje w początkowych partiach drugiego utworu pt. "Oniromanzia", który niespodziewanie w drugiej minucie wpada w objęcia specyficznego wokalisty. Odrębną kwestią w rozważaniach nad muzyką Unreal City pozostaje włoski akcent wokalisty, ale Emanuele Tarasconi śpiewa na tyle osobliwie, że łatwo wyobrazić sobie tego wokalistę we włoskiej muzyce popularnej, a to nie jest dobre skojarzenie przynajmniej jeśli weźmiemy pod uwagę oczekiwania fanów rocka progresywnego. W sumie więc sekcja wokalna Unreal City słabo zestawia się z serią pięknych wypuszczeń w kompozycji "Oniromanzia", choć i w tym przypadku w warstwie instrumentalnej można wyrazić pewne zastrzeżenia dotyczące nadmiernej ilości folku zaprezentowanego w końcowych partiach utworu. W którym miejscu znajduje się wyobraźnia kompozytorów albumu "Il Paese Del Tramonto"?

Pewne odpowiedzi w tej materii udziela kompozycja pt. "Caligari", będąca niezdarną mieszaniną kunsztu instrumentalnego kapeli (wspaniałe partie klawiszowe i gitarowe!) z pomysłami, które nie przystają twórcom próbującym ubiegać się o międzynarodowe uznanie. Pomijam kolejny zestaw sekcji wokalnej - niech będzie, że kogoś ujmuje to włoskie "la-la-la-la-la" - ale na Boga! Wiodące fragmenty kompozycji osiągają klimat, który mógłby zostać wyśmiany nawet w lunaparku. Dziwne, spłaszczone i przesadnie posłodzone melodie nie licują z możliwościami, które tkwią w muzykach Unreal City. Tym bardziej, że finałowa część utworu, nieco nokturnowa, wprowadza sporo pożądanego klimatu. Warto dodać, że "Caligari" to jeden z sześciu utworów,  który wypycha Unreal City do labiryntu wielowątkowości. Włoska kapela materiał rozpisany na siedemdziesiąt minut muzyki skondensowała w ramach siedmiu utworów. W ten sposób czasem można odnieść wrażenie, że w kolejnych kompozycjach spotykają się pomysły, które kompletnie do siebie nie pasują, jak choćby w krytykowanej przeze mnie kompozycji "Caligari".

Zresztą utwór "La Meccanica Dell'ombra", oparty na pomysłowym śródziemnomorskim motywie, też sprawia wrażenie niepotrzebnie wydłużonego. W tym kawałku kapela zaprezentowała się wyjątkowo korzystnie w sekcji gitarowo-klawiszowej, nie szczędząc licznych wypuszczeń, a czasem nawet pożyczając nieco smyczków, ale to wszystko jakby osiada w schemacie po kilku minutach. Dramatyczne próby "rwania" nastroju przez Unreal City nie wzruszają, a specyficzny akcent wokalisty przywołuje w myślach tytuł jednego z flagowych utworów wyśpiewanych swego czasu przez Agnieszkę Chylińską. Również mnogość prostych konsolowych dźwięków zastosowanych zarówno w "La Meccanica Dell'ombra", jak również w kolejnym utworze "Il Nome di Lei" sprawia, że kapela Unreal City w 2015 roku zaprezentowała się jakby miała dwa oblicza, banalizując piękne melodie nadmierną ilością naiwnych wstawek i ozdobników. Tego typu wrażenie powstaje także w rezultacie odsłuchu utworu "Lo Schermo di Pietra (Kenosis)", choć w tym przypadku numer ratuje przemyślana struktura o różnych ciekawych zwrotach sygnalizowanych kolejnymi wypuszczeniami muzyków. Tu znowu daje się dostrzec koloryt zaznaczony w pierwszych minutach tego albumu.

Zwieńczeniem "Il Paese Del Tramonto" jest trwająca przeszło dwadzieścia minut kompozycja zatytułowana "Ex Tenebrae Lux", która została podzielona na trzy części. Na wstępie słychać niezwykle silną inspirację kosmiczną twórczością Pink Floyd, trzeba przyznać brzmiącą w wykonaniu Włochów świeżo i wciągająco. Utwór następnie przechodzi do znakomitej, wielopiętrowej blues n' rockowej improwizacji opartej na gitarze i instrumentach klawiszowych, aby na przestrzeni siedmiu minut zatoczyć koło do floydowskiej solówki z fragmentami świadczącymi o włoskiej tożsamości kapeli. Mniej więcej w połowie utworu muzycy Unreal City znowu dali upust podobnym pomysłom, niekiedy znakomicie improwizując na gitarach, czasem oferując ładny zestaw klawiszy. Odlot! Gdyby Włosi utrzymywali tego typu pomysły w przekroju całego albumu to rzeczywiście moglibyśmy mówić o wielkim dziele. Niestety nawet w kompozycji "Ex Tenebrae Lux" wreszcie odzywa się wokalista, a nad burzeniem utworu pracują też instrumentaliści, którzy pomiędzy ciekawymi zagrywkami znowu zdecydowali się na inwestycję w dźwięki przesadnie wesołe, niepasujące do całości, wywołujące chaos i zamieszanie. Niemniej, choć trzy części finałowego utworu tworzą całość tylko na zasadzie umowności, to owe dwadzieścia minut podsumowania "Il Paese Del Tramonto" wypada korzystnie. 

Podsumowując myślę, że drugi album Unreal City na pewno nie zapadnie na długo w mojej pamięci. Męczy mnie sposób śpiewu wokalisty, a także nadmierne popularyzowanie brzmienia zabijające klimat "Il Paese Del Tramonto". Każdy spośród siedmiu utworów zawartych na płycie - szczególnie pierwszy i ostatni - zawierają mnóstwo potencjału, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę podejście kapeli do tworzenia space rocka, a więc można sądzić, że o Unreal City jeszcze usłyszymy. Oby tylko twórcy włoskiego zespołu nie doszli do przekonania, że właśnie otarli się o doskonałość... może by tak pomyśleć nad zmianą wokalisty?
Ocena: 6/10

O albumie w skrócie...

Skład: Emanuele Tarasconi (ik, w), Francesca Zanetta (g, melo), Dario Pessina (b, w), Federico Bedostri (ip, p)
Tracklista:
1. Ouverture – Obscurus Fio 
2. Oniromanzia 
3. Caligari
4. La Meccanica Dell’ombra 
5. Il Nome Di Lei
6. Lo Schermo Di Pietra (Kenosis) 
7. Ex Tenebrae Lux 
I - Gelida Imago Mortis
II - Cio Che Disse Il Tuono
III - Processo Secondario
IV - Ab Aeterno
  

Kraj: 
Włochy

Produkcja:
Unreal City

Dystrybucja:
AMS Records

Gatunek:
Rock Progresywny, Folk

Rok wydania:
2014

Podsumowując: "[...] to, co dobre na tym krążku często wchodzi w konflikt z banałem i tandetą"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz