środa, 20 maja 2015

Ozric Tentacles "Technicians Of The Sacred" (recenzja)

Odjazd! Na tym można by pewnie zakończyć recenzję piętnastego albumu studyjnego Ozric Tentacles. Instrumentaliści z Somerset tworzą bowiem muzykę, która mogłaby być substytutem wszelkich środków psychoaktywnych. Te niesamowite elektroniczne przestrzenie, wystrzelone w kosmos zagrywki gitarowe, rozlewająca się we wszystkich możliwych kierunkach psychodelia i zapierający dech progresywny anturaż stanowią mieszankę zaiste psychoaktywną. Muzyka Ozric Tentacles pobudza zmysły i przenosi do świata przyjemnej lewitacji. Piętnasty album studyjny kapeli, będący zarazem najbardziej rozbudowanym materiałem w jej dziejach, spełnia wszelkie standardy muzyki tworzonej od przeszło trzydziestu lat przez Anglików. Dwupłytowe dzieło zatytułowane "Technicians Of The Sacred" to ukoronowanie tego, co dla muzyki znaczy Ozric Tentacles.

Zawartość nowego materiału utworzyło w sumie jedenaście kompozycji rozpisanych na prawie dziewięćdziesiąt minut muzyki zarejestrowanej na dwóch krążkach. Całość w swojej dzikiej i pozbawionej reguł (anty)logice etnicznego uduchowienia charakteryzuje się dużą spójnością. Pomimo, że muzycy Ozric Tentacles - w tym przede wszystkim mastermind kapeli Ed Wynne - sięgają po niezliczone ilości pomysłów, to ich muzyka nigdy nie traci nic ze swojej tożsamości. Kolejne utwory tworzące "Technicians Of The Sacred" zdają się być ze sobą połączone mocnymi nićmi niepodrabianego stylu angielskiej kapeli. Co rusz Ed Wynne i spółka czarują słuchaczy rozmaitymi solówkami, improwizacjami i wycieczkami w kierunku wyobrażonych zakątków idyllicznej rzeczywistości. Nowe kompozycje Ozric Tentacles tworzone są w teraźniejszości, ale sięgają do bogatej przeszłości kapeli, a zarazem wyznaczają standardy na przyszłość. To ogromna sztuka, że twórczość instrumentalistów z Somerset pomimo kilkunastu krążków na koncie wciąż pozostaje świeża i dziewiczo atrakcyjna w proponowanej w formie.

Tak oto kompozycja "The High Pass" wprowadza kilkoma zakręconymi riffami do etnicznej rozkoszy, o którą ubiega się Ed Wynne. Nie mija nawet pięć minut, a Ozric Tentacles oferuje pomysły wyjęte z dziwnej galaktyki dźwięku, zlokalizowanej gdzieś pomiędzy elektroniką a psychodelią. To czysta rozkosz dla zmysłu słuchu, stuprocentowy roztwór pobudzający wyobraźnię. Otwieram oczy. Zamykam oczy. Gdzie jestem? W otoczeniu krótkich, jakby niezdanie pourywanych sampli, w wyścigu motyli. To utwór "Butterfly Garden". Kokietowany nieśmiałymi sekcjami wokalnymi, rozrywany efektowną gitarą i z marszu klajstrowany kolejnymi elektronicznymi paczkami dźwięku. Tymczasem w uspokojonym gwieździstym klimacie wyłania się kompozycja "Far Memory". Gdyby Ozric Tentacles był konwencjonalną kapelą można by powiedzieć, że to ballada, ale Anglicy stronią od konwencji, a więc "For Memory" warto by określić rzeźbieniem w strukturze dźwięku, gdzie dłutem są gitary Eda Wynne'a, a materiałem kapitalne kosmiczne pejzaże. Czemu to rzeźbienie? Ano, chyba dużo się nie pomylę jeśli zgadnę, że to kompozycja dedykowana słynnemu rzeźbiarzowi Davidowi Wynne, zmarłemu przed rokiem ojcu Eda. Piękna dedykacja!

Ale jesteśmy już na kolejnej planecie w rozległej galaktyce tworzonej przez instrumentalistów z Somerset, na którą przenosi kompozycja "Changa Masala". To futurystyczny dialog pomiędzy kotłującymi się instrumentami (również folkowymi, trudnymi w definicji) a elektronicznymi zjazdami, gdzie znowu daje się też usłyszeć etniczne wokale. Tak jakby Ozric Tentacles próbował stać się kosmiczną wersją Dead Can Dance. Szalenie to pociągająca próba. Zresztą kolejny utwór pt. "Zingbong" wcale temu skojarzeniu nie zaprzecza. W tym momencie warto sobie zdać sprawę, że okładka "Technicians Of The Sacred" (autorstwa Natana 'Mantismasha') nie jest przypadkowa. Ozric Tentacles ewidentnie przeniósł się w okolice orientu. Ilość egzotycznych środków zastosowanych na nowym albumie zdecydowanie przekracza wszelkie normy zespołu. Znajdą się tu oczywiście odsiane z tych skojarzeń kompozycje, choćby wielowątkowy utwór "Switchback", gdzie standardy space'a rocka krzyżują się z elektronicznym poczuciem wolności i przestrzennością tego gatunku. Zaiste muzycy Ozric Tentacles na pierwszym krążku "Technicians Of The Sacred" zaprezentowali się jako twórcy kreatywni i niezależni, zdystansowani do wielkich wytwórni i tworzenia płaskich hitów radiowych.

Na drugim krążku "Technicians Of The Sacred" rzeczy nie ulegają zmianom jeśli chodzi o filozofię angielskiej kapeli, choć pod wieloma względami miejsce kosmosu zastąpiły w tym przypadku orientalne przestrzenie. Pierwsze dźwięki trwającego prawie dwanaście minut utworu "Epiphlioy" mogą bowiem zadziwiać. Muzycy Ozric Tentacles zeszli tu na ziemię, gdzieś w okolice wiecznie piaszczystych rejonów, których klimat dobrze oddaje seria akustycznych zagrywek i innych urozmaiceń. Ta wielowątkowa kompozycja niechętnie powraca na kosmiczne tory, czasem wręcz wchodzi w objęcia brudnego metalu, nieustannie przy tym obsypując słuchaczy orientalnym piachem. W tym klimacie, choć przyprawionym psychodelią, wyłania się także utwór "The Unusual Village". Kompozycja zagrana jakby w zwolnionym tempie, eteryczna, będąca najlepszym towarzystwem długich pustynnych nocy. Fascynująco wybrzmiewa tu wiodący motyw gitarowy Eda Wynne'a. Tymczasem w elektronicznym wirze zdarzeń rozgrywają się motywy zdobiące kompozycję "Smiling Potion". Tak jakby wygenerowana na komputerze spirala dźwięku próbowała przedostać się pomiędzy kolejne sekcje instrumentów - gitar, perkusji, basu i syntezatorów, aby te wreszcie weszły w rytm uwolnionych improwizacji. 

Nastaje cisza. Czy "Technicians Of The Sacred" już się skończył? To nieprawda. Z tej ciszy wyłania się bowiem jeden z najbardziej emocjonujących utworów na nowej płycie Ozric Tentacles - "Rubbing Shoulders With The Absolute". Naładowana wrażliwością twórców kompozycja zawiera szereg genialnych zagrywek, które o angielskim zespole pozwalają myśleć nie tylko jako o zaklinaczach elektroniki, ale też o kapeli rozumiejącej sens bluesa, jazzu, a nawet reggae. To niesamowite ile rozmaitych pomysłów zawiera "Rubbing Shoulders With The Absolute", stanowiąc niemalże kalejdoskop muzyki instrumentalnej. Natomiast rzeczywistym zwieńczeniem tego znakomitego albumu jest kompozycja "Zenlike Creature". To utwór, który ponownie przenosi Ozric Tentacles do kosmosu, będąc łącznikiem pomiędzy pierwszym i drugim krążkiem albumu "Technicians Of The Sacred". To równocześnie sprawne podsumowanie pomysłów zaproponowanych przez angielską kapelę na piętnastym albumie studyjnym.     

Człowiekiem odpowiedzialnym za jakość nowego albumu Ozric Tentacles jest oczywiście Ed Wynne. Pomimo, że w kapeli znajdują się jeszcze jego żona Brandi, syn Silas, a także współpracownicy o długim (Paul Hankin) lub krótkim (Balázs Szende) stażu, to właśnie Ed Wynne nakręca działalność zespołu. On też na albumie "Technicians Of The Sacred" wysłał światu i gwiazdom komunikat o fenomenie Ozric Tentacles. Być może twórczość angielskiego zespołu nie przekłada się na ogromną ilość sprzedanych płyt (inaczej niż biletów na koncertach), ale właśnie takie albumy jak "Technicians Of The Sacred" wyznaczają standardy muzyki. Ten najbardziej rozbudowany materiał w dziejach angielskiego zespołu jest zarazem jednym z najlepszych jego nagrań studyjnych. Odjazd!
Ocena: 9/10

O albumie w skrócie...

Skład: Ed Wynne (g, progr, synth, inne), Brandi Wynne (b, inne), Silas Neptune Wynne (synth, inne), Balázs Szende (p, inne), Paul Hankin (ip, inne)
Tracklista:

Krążek 1
1. The High Pass
2. Butterfly Garden
3. Far Memory
4. Changa Masala     
5. Zingbong
6. Switchbac
  
Krążek 2
1. Epiphlioy
2. The Unusual Village
3. Smiling Potion
4. Rubbing Shoulders with the Absolute   
5. Zenlike Creature  
 

Kraj: 
Wielka Brytania

Produkcja:
Ozric Tentacles

Dystrybucja:
Snapper Music

Gatunek:
Rock Progresywny, Space Rock, 
Psychodelia, Elektronika

Rok wydania:
2015


Podsumowując: "Nowe kompozycje Ozric Tentacles tworzone są w teraźniejszości, ale sięgają do bogatej przeszłości kapeli, a zarazem wyznaczają standardy na przyszłość"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz