sobota, 27 czerwca 2015

Anekdoten "Until All The Ghosts Are Gone" (recenzja)

Aż ośmiu lat muzycy szwedzkiej kapeli Anekdoten potrzebowali na zarejestrowanie nowego albumu studyjnego. Takie długie przerwy nie służą utrwalaniu tożsamości zespołów tworzących muzykę w dowolnym gatunku, choć w niektórych przypadkach działają niczym katharsis, bywają oczyszczające i chronią przed możliwym przebrzmieniem proponowanych pomysłów, szczególnie jeśli wywodzą się one z bardzo konkretnego obszaru inspiracji, jak przecież bywa w przypadku crimsonowskich inklinacji Anekdoten. Tak oto ta kapela postanowiła przypomnieć się wszystkim słuchaczom, którzy oddając swoje emocje zaufali jej na przełomie XX i XXI wieku. Przypomnieniu o istnieniu Szwedów służy krążek zatytułowany "Until All The Ghosts Are Gone".

Szóste duże dzieło Anekdoten nie zrywa z dotychczasowymi standardami zespołu, będąc materiałem osadzonym na instrumentach wśród pomysłów wypracowanych przez twórców angielskiej sceny rocka progresywnego przełomu lat 60. i 70. ubiegłego stulecia, nawiązując przede wszystkim do dziedzictwa King Crimson. W sześciu kompozycjach szwedzkiego zespołu zawartych na płycie "Until All The Ghosts Are Gone" unosi się klimat londyńskiej legendy, szczególnie na poziomie gitar, ale często też w paranoicznej naturze zarejestrowanych utworów. Anekdoten eksperymentuje, wdaje się w romanse z dźwiękiem oraz improwizuje, a wszystko to rozgrywa się w barwnych i rozbudowanych przestrzeniach, bez pośpiechu, czasem jakby leniwe, częściej jednak w schizofrenicznej i nieprzewidywalnej konwencji. To progresja, która lubi zaskakiwać, choć starsi słuchacze tego typu zaskoczenia zdążyli poznać już dawno temu.

Trudno nie zauważyć, że Szwedzi z Anekdoten uwielbiają długie przestrzenie. Te w zasadzie zdominowały zawartość albumu "Until All The Ghosts Are Gone", pozostawiając gdzieś na drugim, trzecim, czwartym, piątym albo nawet szóstym planie sekcję wokalną. Zresztą dla mnie, co zabrzmi dość brutalnie, każdy materiał szwedzkiej kapeli mógłby obejść się bez wokali. Wyjątkiem w tej materii nie jest "Until All The Ghosts Are Gone". Sekcja wokalna często ma tu w sobie coś bardzo nowoczesnego i manierycznego, jakby ulegającego klimatom indie rocka, co przecież nie pasuje do proponowanej muzyki. Wszakże na tej mrocznej, zapadającej głęboko w pamięć posesji zagnieździło się kilka duchów, które sprawiają, że pamięć o nowym dziele Anekdoten nie powinna szybko zgasnąć. Materiał posiada piękne momenty, aczkolwiek paradoksalnie nie zawsze są one dziełem Szwedów, jak choćby pasjonująca partia fletu samego Theo Travisa w utworze "If At All Comes Down To You", będącym zresztą wyraźnym odzwierciedleniem crimsonowskiej melancholii. Do tego klimatu zaprasza też napełniony tajemnicą utwór tytułowy, a także pasjonująca kompozycja wieńcząca dzieło, czyli "Our Days Are Numbered", gdzie uwagę zwracają piękne i zarazem mroczne partie saksofonu Gustava Nygrena, a także wyłaniająca się z kompozycji drapieżność.

Instrumentaliści Anekdoten pod pewnymi względami są więc niezłymi rzemieślnikami. Twórcami laurek na temat dziedzictwa najważniejszych twórców angielskiego rocka progresywnego, w tym przede wszystkim King Crimson, a zarazem architektami przestrzeni, na której swoje możliwości mogą zaprezentować zaklinacze takich instrumentów, jak flet, organy czy saksofon. Niemniej w "Until All The Ghosts Are Gone" znalazło się też miejsce na tożsamość Anekdoten. Szczególnie w dwóch pierwszych utworach na krążku, czyli rozbudowanej kompozycji "Shooting Star" i w nieco mniejszym zakresie "Get Out Alive", które dobrze odzwierciedlają improwizacyjny kunszt Szwedów. W tej materii warto wspomnieć o zjazdach na gitarze Nicklasa Barkera i perkusji Petera Nordinsa, tak jakby stali oni przed wielotysięczną publicznością próbując skutecznie ujarzmiać potęgę wydobywającego się dźwięku. Serie solówek Barkera na przestrzeni całej płyty mogą wywoływać regularny zachwyt, za to rozczarowuje Anna Sofi Dahlberg, którą pierwotnie ten jeden raz w przestrzeni "Until All The Ghosts Are Gone" oskarżyłem o piękne partie klawiszowe w utworze "Shooting Star", należące jednak do zaproszonego Pera Wiberga. Aktywność żeńskiego pierwiastka na nowym albumie Anekdoten oceniam więc jako nieco rozczarowującą.

W kategorii rozczarowań, ustępujących jednak wszystkim miłym wrażeniom wydobywającym się ze mnie podczas przesłuchań szóstego albumu Anekdoten, najmniej trafiona wydaje mi się tu kompozycja "Writing On The Wall". Być może znalazło się w niej zbyt wiele niepożądanych przeze mnie wokali, a być może niepotrzebnie wydłużona struktura utworu za bardzo zbliża kapelę w kierunku brzmienia nowej Anglii, nieco naiwnego, wyciągającego od słuchacza chwilowe emocje. W sumie więc jakkolwiek wiele dobrych zagrywek znalazło się w zawartości albumu "Until All The Ghosts Are Gone", szczególnie jeśli weźmiemy kwestie crimsonowskiej melancholii i pozbawionych ograniczeń improwizacji, to zaprezentowany materiał nie działa korzystnie w utrwalaniu tożsamości Anekdoten. Kapela powróciła taka, jaka odeszła przed ośmioma laty. Interesująca w zakresie voodoo rocka progresywnego, wnosząca też sporo od siebie, ale to chyba zbyt mało, aby wstąpić na dwór kanonów. Obawiam się więc, że muzycy Anekdoten na razie spłacają raty cyrografu podpisanego jako świetni odtwórcy, tacy celebranci brzmienia, które już ktoś wymyślił, oferując materiał dobrze zapadający w pamięć, ale niewiele więcej ponad to, czego się spodziewałem.
Ocena: 8/10

O albumie w skrócie...

Skład: Nicklas Barker (g, ik, melotron, w, wibrafon), Anna Sofi Dahlberg (ik, melotron), Jan Erik Liljeström (b, w), Peter Nordins (ip, wibrafon), a także Per Wiberg (ik), Theo Travis (flet), Marty Willson-Piper (g), Gustav Nygren (saksofon)
 
Tracklista:

1. Shooting Star    
2. Get Out Alive    
3. If It All Comes Down To You    
4. Writing On The Wall
5. Until All The Ghosts Are Gone    
6. Our Days Are Numbered
   


Rok wydania:
2015     
Kraj: 
Szwecja

Produkcja:
Anekdoten

Dystrybucja:
Virtalevy

Gatunek:
Rock Progresywny, Rock Eksperymentalny

Podsumowując: "Anekdoten eksperymentuje, wdaje się w romanse z dźwiękiem oraz improwizuje, a wszystko to rozgrywa się w barwnych i rozbudowanych przestrzeniach, bez pośpiechu, czasem jakby leniwe, częściej jednak w schizofrenicznej i nieprzewidywalnej konwencji"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz