sobota, 13 czerwca 2015

Rick Miller "Breaking Point" (recenzja)

Czy znacie Ricka Millera? Kanadyjski kompozytor i multiinstrumentalista ma na swoim koncie jedenaście dużych albumów studyjnych i kilka innych materiałów, ale można odnieść wrażenie, że na Starym Kontynencie jego twórczość nie jest dobrze znana, co zresztą mogę potwierdzić własnymi doświadczeniami. W każdym razie czasy się zmieniają, dostępność do muzyki z różnych zakątków świata upowszechniła się, a więc łatwiej dotrzeć choćby do tego kanadyjskiego artysty, który debiutował jeszcze w 1983 roku! Muzyk, noszący bardzo zobowiązujące imię, w 2015 roku wydał dwunasty już album studyjny zatytułowany "Breaking Point".

Zadaniem dla filozofów, być może socjologów, wydaje się prześledzenie dynamiki zmian wszystkich okładek zdobiących zawartość kolejnych albumów Ricka Millera. Rokrocznie zwiększa się w nich skala mroku, która na krążku "Breaking Point" osiągnęła stan zenitalny. Rozpadająca się istota ludzka, nieco w stylu obrazów Alexa Greya, stanowi jeden z symboli naszych czasów. Tymczasem jeszcze kilkanaście lat temu Rick Miller przedstawiał nieodgadniony kosmos i nurtujące pejzaże na temat natury, wyobrażał też sobie takie fantastyczne stworzenia jak jednorożec, aby od kilku lat zainteresować się bolesnym upadkiem współczesnego człowieka. Dramat wyłaniający się z "Breaking Point" to nie tylko zapadająca w pamięć grafika autorstwa Patricka Tanga, ale też muzyka napisana głównie nocą.

Klimat trwającego trzy kwadranse albumu nie należy do najlżejszych, choć też nie przytłacza. Rick Miller w swojej muzyce spróbował naszkicować podróż do wnętrza człowieka, omówić jego sensualność i procesy, które w nim zachodzą. Z tego powodu muzyka zawarta na "Breaking Point" charakteryzuje się dużą różnorodnością. Do materiału wprowadza bowiem instrumentalna kompozycja "Battlescars", będąca mroczną wariacją na temat twórczości Apocalyptiki. To utwór zdominowany przez smyczki, czasem wdające się w dialog z rytualnymi bębnami i klawiszami, rzecz mająca potencjał, aby stać się fragmentem ścieżki dźwiękowej ambitnego dramatu. Szybko z tego nastroju wyciąga jednak utwór "Shades Of Grey", czyli zwięzła prog rockowa kompozycja, charakteryzująca się głównie świetną, porozciąganą na różne strony solówką gitarową. Natomiast prawdziwa ilustracja wszechstronnego podejścia Ricka Millera do muzyki następuje w trwającym przeszło dziesięć minut wielowątkowym utworze "Tears Of Blood". Kanadyjski artysta spróbował w przestrzeni tej kompozycji zmieścić wszystko - trochę folku, trochę kosmosu, a nawet pustyni, a nade wszystko prog rocka właściwego angielskim klasykom gatunku. To dobry numer, mający w sobie coś eksperymentalnego i zarazem mistycznego, świadczący o szerokiej palecie zainteresowań muzycznych Ricka Millera.

W tej palecie mieszczą się także skłonności do specyficznego akustycznego brzmienia, które zadecydowało o przesadzonej ilości optymizmu w doskonale zapowiadającym się utworze "Suspirar", oferującym znowu coś bardzo folkowego, czarującego też piękną solówką gitarową. Zresztą gitary elektryczne są bardzo mocną stroną albumu "Breaking Point". Ponad wspominanymi kompozycjami pod tym względem trudno nie zauważyć utworu "Deep In The Dark", trzymającego się pomysłów tożsamych dla później twórczości Pink Floyd i solowej Davida Gilmoura, a więc numeru leniwego, jakby samotnie dryfującego na niekończącym się oceanie zmysłów należących w tym przypadku do podupadłego człowieka. Tyle, że również w tej kompozycji Rick Miller, a właściwie współpracujący z nim Kane Miller, zaproponował kilka nietrafionych zagrań na poziomie gitary akustycznej. Niestety wokale Ricka Millera też nie zawsze korespondują z kreowanym tu klimatem instrumentalnym. Co innego w innym wielowątkowym utworze na "Breaking Point". Otóż kompozycja "Smoke" wydaje się najmocniejszym punktem tego materiału. Rick Miller schował się w niej jakby za gęstym dymem, co rusz przytłacza serią "zduszonych" wokali i wprowadza słuchacza w głęboką melancholię, gdzieś na zgliszcza ludzkich wyobrażeń o istnieniu na tej planecie.

Różnorodny krajobraz dźwięków zaproponowanych na albumie "Breaking Point" zawiera też co nieco elektroniki w dynamicznej kompozycji tytułowej, budzącej tym razem skojarzenia z dziedzictwem Ozric Tentacles, a po swojej własnej niszy pomiędzy elektroniką a ambientem porusza się finał we wcześniej wspomnianym utworze "Smoke". Rick Miller w końcowych partiach dzieła przypomina też o smyczkach zaangażowanych do napisania "Breaking Point", które tym razem w towarzystwie wokali zagnieździły się w kompozycji "White Dogs (Including The Raven)", będącej też wyraźną płaszczyzną do przedstawiania kolejnych znakomitych zagrywek gitarowych, a także wyeksponowania partii fletu ze strony Sarah Young, dla której należy też zwieńczenie albumu pod postacią utworu "The Eyes Of Skye". Jeśli już wspomniałem o personaliach to muszę dodać, że autorem ważnych partii wiolonczeli na krążku jest urodzony w Polsce Mateusz Swoboda, zaś sekcję instrumentalną uzupełnili Barry Haggarty i tajemniczy Will.

Wymieniam tych twórców, ponieważ oni oraz przede wszystkim Rick Miller przyczynili się do zarejestrowania albumu ze wszech miar interesującego. Taki jest "Breaking Point". Krążek, na którym nie wszystkie zagrywki instrumentalne odpowiadały moim wyobrażeniom po ujrzeniu okładki i usłyszeniu pierwszych dźwięków, ale będący bez wątpienia świadectwem dużych możliwości i doświadczenia kanadyjskiego artysty. Dobrego twórcy w tworzeniu wciągającego i refleksyjnego klimatu. Pytanie więc brzmi czy znacie Ricka Millera? Jeśli dotąd nie mieliście okazji, to spróbujcie choćby od albumu "Breaking Point". Ja z nadrobienia tej zaległości jestem bardzo zadowolony. 

Ocena: 7/10

O albumie w skrócie...

Skład: Rick Miller (różne instrumenty, w), a także Kane Miller (g, skrzypce), Sarah Young (flet), Mateusz Swoboda (wiolonczela), Barry Haggarthy (g), Will (ip, p), Ruth Archer (autor słów)

Tracklista:
1. Battlescars
2. Shades of Grey
3. Tears of Blood
4. Suspirar
5. Deep in the Dark
6. Breaking Point
7. White Dogs (Including the Raven)
8. Smoke
9. The Eyes of Skye  


Rok wydania:
2015
Kraj: 
Kanada

Produkcja:
Rick Miller

Dystrybucja:
Self Released

Gatunek:
Rock Progresywny, Rock Eksperymentalny, Folk

Podsumowując: "Rick Miller w swojej muzyce spróbował naszkicować podróż do wnętrza człowieka, omówić jego sensualność i procesy, które w nim zachodzą"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz