wtorek, 23 czerwca 2015

Sylosis "Dormant Heart" (recenzja)


Anglicy z Reading tworzący od kilkunastu lat kapelę Sylosis wreszcie zdjęli z siebie etykietę młodego, początkującego i obiecującego zespołu. Być może czwarte dzieło studyjne kapeli zatytułowane "Dormant Heart" nie zapisze się do kanonów ostrego grania, ale na pewno osadza Sylosis w gronie twórców, od których można oczekiwać porządnego materiału. Czwarty krążek Anglików to bowiem dzieło bardzo dojrzałe, utrzymane na różnych płaszczyznach ekstremy, świadczące o wypracowanym stylu i tożsamości Sylosis. 

Krążek zawiera dwanaście utworów (w wersji rozszerzonej czternaście), które przede wszystkim charakteryzują się kapitalnym soundem. Album wyprodukowany przez gitarzystę i wokalistę Sylosis Josha Middletona musi spełnić wszelkie oczekiwania dotyczące współczesnego brzmienia metalu. To wszakże materiał wyprodukowany perfekcyjnie, pozbawiony zbędnych dźwięków, niedoskonałości i zabrudzeń. Oczywiście stara szkoła thrashu, czy też innych ostrych gatunków metalu, nie odrzuca kurzu w soundzie (czasem wręcz o tego typu środki zabiega), ale jeśli weźmiemy pod uwagę standardy i możliwości współczesnej produkcji to "Dormant Heart" będzie przykładem tego w jaki sposób może brzmieć metal XXI wieku, nie tracąc przy tym siły i szczerości.

Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę charakter nowych kompozycji Sylosis to otrzymamy właściwe dla Anglików balansowanie pomiędzy thrash a death metalem. Na krążku nie brakuje kompozycji ostrych, naładowanych amunicją zabójczych riffów gitarowych i partii perkusji ("Victims and Pawns", "Dormant Heart", genialny "Indoctrinated" albo "Mercy"), ale kapela wystarała się też o pomysły ociężałe, wlokące się niczym stare polskie lokomotywy z ładunkiem zagrywek mogących uzbroić głowicę atomową ("Where The Wolves Come To Die", umieszczony w wersji rozszerzonej "Pillars Erode", a także fragmenty "Servitude" i "Callous Souls"). Całość została prowadzona w oparciu o narrację pozostającego w wybornej formie Josha Middletona, którego nowoczesny growling potwierdza słuszność przejęcia przez muzyka sekcji wokalnej w 2010 roku. Swoją drogą jeśli już o zmianach mowa to warto przypomnieć, że na czwartym albumie Sylosis po raz pierwszy został zaprezentowany perkusista Ali Richardson, który w 2014 roku zastąpił Roba Callarda. Tyle, że ex perkusista Sylosis zdążył na nowym albumie dograć większość partii bębnów i to jemu należy przypisać udział w nagraniach nad "Dormant Heart". 


Nie zmienia się za to filozofia tworzenia Sylosis, choć warto sobie uświadomić, że szufladkowanie kapeli nie zawsze ma sens. Choćby na "Dormant Heart" znalazły się kompozycje, które twórczość Anglików wyciągają z thrashu i deathu ku szerszym płaszczyznom. Na krążku roi się bowiem od utworów, lub fragmentów tych utworów, które jasno precyzują, że "Dormant Heart" to materiał zawierający sporo patentów wyjętych wprost z post metalu, a także klimatów heavy i równocześnie też doprawiony o szczyptę nowej fali metalu. Szczególnie przytłaczają spopielony nastrój, atmosfera zniszczenia i beznadziejność świata, w której poruszają się muzycy Sylosis ("Dormant Heart", "To Build a Tomb" i "Overthrown"). To motywy wchodzące głęboko pod skórę, trudne do zapomnienia po zmierzeniu się z nowym albumem Anglików. Równocześnie muszę też przyznać, że prog metalu, o który oskarża się kapelę, na "Dormant Heart" nie znalazło się zbyt dużo. Właściwie tylko wieńczący podstawową tracklistę krążka utwór "Quiescent" wpisuje się w ten styl i robi to także na ogólnym poziomie zespołu - oferując wyborną, szeroką paletę nieodkrytych możliwości Sylosis, które zatapia się w przestrzeniach zjawiskowej struktury utworu.

W sumie trudno znaleźć na krążku fragmenty słabsze albo odstające in minus od całości. Taki obrót spraw działa też w drugą stronę. Album "Dormant Heart" posiada przynajmniej trzy wielkie fragmenty, tj. wspominany już w tym tekście ogień pod postacią utworu "Indoctrinated", taki też w urozmaiconym numerze "Harm", a także przed chwilą opisaną prog metalową strukturę "Quiescent". Poza tym materiał jest bardzo równy, solidny i, jak wspomniałem we wstępie, świadczący o wykrystalizowanej tożsamości zespołu. Dodając do tego fenomenalną oprawę liryczną dzieła jestem zdania, że spod instrumentów muzyków Sylosis w 2015 roku powstał najlepszy jak dotąd album kapeli. Przyszłość należy do Sylosis.

Ocena: 8/10

O albumie w skrócie...

Skład: Josh Middleton (g, w), Alex Bailey (g), Carl Parnell (b), Rob Callard (p) i Ali Richardson (p)
Tracklista:
1. Where the Wolves Come to Die
2. Victims and Pawns
3. Dormant Heart
4. To Build a Tomb
5. Overthrown
6. Leech
7. Servitude
8. Indoctrinated
9. Harm
10. Mercy
11. Callous Souls
12. Quiescent
13. Pillars Erode (edycja rozszerzona) 
14. Zero (edycja rozszerzona)
 

Kraj: 
Wielka Brytania

Produkcja:
Josh Middleton

Dystrybucja:
Nuclear Blast

Gatunek:
Thrash Metal, Death Metal, 
Post Metal, Metal Progresywny (fragmenty)

Rok wydania:
2015


Podsumowując: "To [...] materiał wyprodukowany perfekcyjnie, pozbawiony zbędnych dźwięków, niedoskonałości i zabrudzeń"

  Konrad Zola

4 komentarze:

  1. Sylosis to jeden z zespołów, które nie są jakoś niesamowicie popularne, ale mają kontrakt z wielką wytwórnią i zawsze wypuszczają solidne krążki. Uczciwe 7 ode mnie za to wydawnictwo, choć przyznam bez bicia, że po pięciu miesiącach nic już z niego nie pamiętam...

    Czekam na recenzje Leprous i Pyramaze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że kolejny album Sylosis może zadecydować, co dalej z kapelą. Czy pozostanie na tym poziomie solidności, na którym teraz się znajduje, czy może jeszcze się rozwinie i zarejestruje materiał, którym zapisze się w annałach ostrego grania. Możliwości są duże. Ja stawiam na ten drugi kierunek. Jeśli się nie spełni to o Sylosis wszyscy zapomną.

      U mnie jeszcze dziś po zmroku recenzja kolejnego albumu z pogranicza ekstremy i progresji, ale w Leprous mocno się zasłuchuje od tygodnia. Trudno będzie napisać tekst o kongregacji, bo to dziwny materiał. Wzbudza we mnie skrajne emocje.

      Dzięki za opinię i wrzutkę o Pyramaze, łatwo czasem coś przeoczyć :) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Właśnie wyszedł też nowy Kingcrow, który trzyma świetny poziom poprzednich dwóch wydawnictw Włochów. No i jeszcze bułgarski Pantommind z marca, wyborny melodyjny prog. Progresja w tym roku ma się dobrze, we wszystkich obliczach.

      Usuń
    3. Szeroka wiedza :) Zgadzam się w pełni z ostatnim zdaniem, dużo znakomitych albumów już wyszło, a wiele jeszcze przed nami.

      Usuń