niedziela, 21 czerwca 2015

REFLEKSJA PO ZMROKU: Iron Maiden i Nowa Fala Brytyjskiego Progresywnego Heavy Metalu (NWOBPHM)

Nowy album Iron Maiden został zapowiedziany! Krążek zatytułowany "The Book Of Souls" będzie miał premierę 4 września 2015 roku i szykuje się jako jeden z najważniejszych tegorocznych albumów, a być może też jako najbardziej mroczne dzieło w dyskografii angielskiej legendy. Iron Maiden żyje, a więc żyje też świat heavy metalu. Dlaczego więc piszę o tym na łamach Progresji Po Zmroku? Otóż szesnasty już studyjny materiał ikony NWOBHM będzie jej drugim materiałem bardzo mocno osadzonym w progresywnym heavy metalu...

Pięć lat temu przy okazji premiery ostatniego albumu studyjnego Iron Maiden, czyli "The Final Frontier", pisałem w pewnym serwisie o symbolicznym otwarciu Nowej Fali Brytyjskiego Progresywnego Heavy Metalu (New Wave of British Progressive Heavy Metal). Zaiste to dzieło wystrzeliło twórczość Żelaznej Damy w okolice progresji, choćby w takich kompozycjach, jak "Satellite 15... The Final Frontier", "Isle of Avalon", "The Talisman",  "The Man Who Would Be King" i przede wszystkim "When The Wild Wind Blows". To przecież połowa setu! Inne numery zawarte na "The Final Frontier" też świadczyły o ostatecznym otwarciu się Iron Maiden na przestrzenie i improwizacje, o wyniesieniu wieloletniego stylu kapeli w okolice tego, co nieprzewidywalne i zaskakujące. Muzyka ikony NWOBHM nie zmieniła się tak bardzo jeśli chodzi o podejście do heavy metalu, ale nadanie jej wielowątkowego formatu sprawiło, że po trzydziestu pięciu latach muzycy Iron Maiden znowu stworzyli coś nowego, atrakcyjnego i doniosłego dla świata ciężkich brzmień. Już po pięciu kolejnych latach ten twór ulega ewolucji.


Okładka zapowiedzianego albumu "The Book Of Souls" sygnalizuje, że szesnasty album studyjny Iron Maiden może być dziełem bardzo mrocznym, co jest powiązane z ostatnimi problemami zdrowotnymi Bruce'a Dickinsona, który zresztą na nowy krążek samodzielne skomponował dwa utwory. Angielska kapela wyraźnie chce też nawiązać do przeszłości, o czym świadczy umieszczone na wspominanej okładce logo Iron Maiden, które w oryginalnej formie pojawiło się po raz ostatni w 1992 roku (!). Te kwestie pozwalają sądzić, że "The Book Of Souls" może być łącznikiem pomiędzy wielkim dziedzictwem zespołu, a jego progresywną teraźniejszością. Być może muzycy Iron Maiden nagrali album, będący epilogiem ich wielkiej kariery, taką książką wspomnień, muzycznym wehikułem czasu, który w konwencji heavymetalowej mógłby zostać potraktowany jako "kolejne nagranie Iron Maiden", ale wyniesiony na progresję nabiera znaczenia symbolicznego i refleksyjnego. To prawdopodobnie Iron Maiden o tym, czym był przez ostatnie czterdzieści lat. Album, będący progresywną wariacją na temat znaczenia kapeli.

Zawartość "The Book Of Souls" to po raz pierwszy w dziejach Iron Maiden dwie płyty z oryginalnymi nagraniami, przeszło półtora godziny muzyki, którą wieńczy osiemnaście minut (i jedna sekunda) zapisanych w kompozycji autorstwa Bruce'a Dickinsona pt. "Empire Of The Clouds". Z tym potężnym rozmiarem będą próbowały zmierzyć się inne wielowątkowe utwory, czyli "The Red and The Black" (trzynaście i pół minuty) i tytułowy "The Book Of Souls" (dziesięć i pół minuty). Oprócz tego nowy album Iron Maiden będzie zawierał tylko jedną kompozycję trwającą krócej, niż pięć minut (krócej o sekundę!), a jego zawartość zdominowały utwory długie i, jak sądzę, porozciągane na mrocznych przestrzeniach. Trudno więc przewidzieć w jaki sposób na krążku zostanie ulokowana drapieżność właściwa nagraniom kapeli, jak w obliczu tych szerokich przestrzeni kapela zagospodaruje gitary i perkusję oraz gdzie zostaną umieszczone partie Bruce'a Dickinsona i czy ten legendarny wokalista, który dawniej własnym głosem rozbijał szkło, w ostatnich słowa powie słuchaczom: "Dziękujemy wam, to już ostatnie nagranie Iron Maiden". Tajemnice i domysły można mnożyć!
 

Niewykluczone więc, że Nowa Fala Brytyjskiego Progresywnego Heavy Metalu będzie tworem o krótkim żywocie, choć... wypada się zastanowić czy w przeszłości Iron Maiden nie tworzył już w objęciach progresji? Spośród dwóch pierwszych płyt, jakkolwiek surowych i nieokrzesanych, to wyłania się utwór "Phantom Of The Opera", czyli mroczna, złożona i zmienna jeśli chodzi o tempo prog metalowa opowieść, którą chciałoby napisać wiele kapel należących do kanonów progresywnego gatunku. Kto wie, czy "Phantom Of The Opera" nie jest jednym z najbardziej inspirujących utworów prog metalowych? Gitarowy zjazd rozpoczynający w połowie utworu nieustannie powoduje ciarki na skórze, a to przecież kawałek, który ma już przeszło trzydzieści pięć lat! W kolejnych latach, już w erze z Bruce'em Dickinsonem na wokalach, Iron Maiden dość regularnie oferował kompozycje o walorze progresywnym, na ogół jedną na krążek.

O ile jednak takie kompozycje, jak "Hallowed Be Thy Name" z 1982 roku i "To Tame a Land" z 1983 roku, dobrze wpisywały się w kanony klasycznego heavy metalu, o tyle wielowątkowe potwory pod postacią "Rime Of The Ancient Mariner" z 1984 roku, "Alexander The Great" z 1986 roku i "Seventh Son of a Seventh Son" z 1988 roku są najlepszym odzwierciedleniem progresywnych możliwości kapeli. Trzy ostatnie wymienione numery to ilustracja progresji, na której kotłuje się heavy metal. To doniosłe i wciągające opowieści, pełne zmian instrumentalnych, genialnych zagrywek, niespodziewanych przejść i niezwykłego klimatu. Kto słysząc te kompozycje byłby w stanie powiedzieć, że Iron Maiden nie miał nic wspólnego z progresywnym heavy metalem?!
 

Sytuacja zmieniła się w latach 90. ubiegłego stulecia. Dwa ostatnie albumy wydane przed odejściem Bruce'a Dickinsona z zespołu były osadzone w pozbawionym szerokich przestrzeni heavy metalu, a krążki zarejestrowane z Blaze'em Bayleyem trudno oskarżyć o wpływy progresji, nawet biorąc pod uwagę długość niektórych utworów. Iron Maiden tworząc ze wspominanym wokalistą funkcjonował trochę niczym kserokopiarka, powielając na przestrzeni utworu jedną czy dwie takie same zagrywki, sztucznie wydłużając w ten sposób długość kompozycji. Przykłady? Na pierwszy plan wysuwa się "Don't Look To The Eyes Of A Stranger", utwór, który powinien skończyć się po czterech minutach trwał dwa razy dłużej.

Wraz z powrotem Bruce'a Dickinsona do Iron Maiden w 1999 roku kapela powróciła do progresji. Ba! Zaczęła ją eksponować znacznie bardziej odważnie, niż w przypadku albumów nagranych w latach 80. XX wieku. Nie mieliśmy już bowiem do czynienia z progresywnymi wisienkami, na ogół wieńczącymi dzieła kapeli, ale z albumami zawierającymi po kilka utworów, które można było przyporządkować do nurtu progresywnego heavy metalu. Na myśl przychodzą mi od razu  takie kompozycje, jak "Dream Of Mirrors", "The Nomad", "Dance Of Death", rewelacyjna  "Paschendale",  "For The Greater Good Of God", "The Legacy" albo wspominane pół tracklisty albumu "The Final Frontier". A to i tak nie zamyka całej listy!   
  

Czy więc nadchodzący wielkimi krokami album "The Book Of Souls" będzie kolejnym mocnym akcentem Nowej Fali Brytyjskiego Progresywnego Heavy Metalu, a może raczej stemplem na tym stylu, który Iron Maiden zaproponował przed pięcioma laty? Oczekiwania są ogromne! Tym bardziej, że kapela nie robi się coraz młodsza, a więc niewykluczone, że to jedno z ostatnich, a może nawet ostatnie, spotkanie z jej oryginalną twórczością. W każdym razie EDDIE ŻYJE i, jak sądzę, będzie miał się wyjątkowo dobrze na progresywnych heavy metalowych przestrzeniach. Umieram z ciekawości i odliczam dni!

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz