niedziela, 26 lipca 2015

Tim Bowness "Stupid Things That Mean The World" (recenzja)

Nazywam się Tim Bowness, urodziłem się w hrabstwie Cheshire, mam przeszło pięćdziesiąt lat i jestem bardzo wrażliwy.

To zdanie, które każdy odbiorca albumu zatytułowanego "Stupid Things That Mean The World" mógłby spróbować przyporządkować do swojej wrażliwości albo przynajmniej stanąć przed lustrem i zapytać o to kim dziś tak naprawdę jest, a km będzie jutro czy w niepewnym pojutrze. Okazuje się bowiem, że trzeci album solowy Tima Bownessa to materiał niezwykle minimalistyczny, rozłożony na zwiewnych acz paradoksalnie głębokich emocjach, oszczędny w swej formie i nastawiony raczej na poetykę rocka, aniżeli na spektakularne środki wyrazu. Angielski artysta zarejestrował być może najbardziej intymne dzieło w swojej pełnej kolorów karierze. Album pozbawiony fajerwerków, wypływający z serca i duszy artysty oraz wpisujący się w konwencję jego dotychczasowych nagrań, gdzieś pomiędzy art rockiem, ambientem, rockiem progresywnym a muzyką określaną dream popem. Tima Bownessa trzeba lubić, po prostu być w jego skórze, aby dać się zniewolić dźwiękom zawartym na krążku "Stupid Things That Mean The World". Czy macie na tyle odwagi, aby stać się ludźmi motylami?!

Już od pierwszych dźwięków album "Stupid Things That Mean The World" wyłania się jako dzieło bardzo delikatne, a zarazem schowane za mgłą. Kolejne, jakby pourywane, fragmenty pierwszego utworu z tracklisty płyty, tj. "The Great Electric Teenage Dream", zdradzają eksperymentalne zakusy Tima Bownessa i zebranej przez niego świty muzyków. Struny gitary Bruce'a Soorda podążają szlakiem niezbadanej schizofrenii, bas Colina Edwina osadza się na mrocznych rejestrach, a perkusja Andrew Bookera idzie w kierunku zmęczonej, acz ciągle lśniącej wirtuozerii. Całość łączy subtelny wokal głównego autora albumu, który stopniowo skleja wszystkie instrumenty do dramatycznego i podniosłego finału. Zresztą duże zwieńczenia kolejnych kompozycji Tima Bownessa zdają się być najbardziej charakterystyczną cechą płyty "Stupid Things That Mean The World" - tak jest w przypadku drugiego utworu na krążku pt. "Sing To Me", niemalże wyrecytowanego przez angielskiego artystę w otoczeniu leniwych instrumentów, tak jest również w większości pozostałych kompozycji. Dobrze więc o charakterze nowego albumu Tima Bownessa mówi jeden z singli, czyli utwór zatytułowany "Press Reset", którego nastrój i dynamika przechodzą z instrumentalnej beztroski w kierunku zagęszczonego, zwartego i efektownie brzmiącego finału.

Wspomnianą prawidłowość nieco wyłamują utwory "Where You've Always Been" i tytułowy "Stupid Things That Mean The World", będące odzwierciedleniem sentymentalnego, ale zarazem bardzo optymistycznego fragmentu albumu. To w zasadzie pieśni zaśpiewane na łące, kompozycje uwolnione od ciężkiego ładunku emocjonalnego, zwiewne i eteryczne. W obu przypadkach uwagę zwracają przede wszystkim świetne instrumenty - popisowe partie wykonują Phil Manzanera, Stephen Bennett, Michael Bearpark i inni artyści zaproszeni do nagrywania albumu. Zdecydowanie ożywia się też Tim Bowness, człowiek wychodzący tu zza mgły, śpiewający o tęsknocie, ale w wyjątkowo przyjaznym tonie. Tymczasem kompozycja "Know That You Were Loved", oparta w dużej mierze na gitarowym akustyku, powraca w okolice melancholijnego klimatu płyty. Tim Bowness może nawet nieintencjonalnie zawiesił tu swoje obawy na szerokiej przestrzeni. W atmosferze ballady pogodził się z nadchodzącą ciemnością i smutkiem,
na stojąco i z godnością zaśpiewał o dokonanych wyborach oraz ich konsekwencjach, tworząc w ten sposób piękną kompozycję, którą można by porównać do stopniowo zachodzącego słońca. Ważna jest nieuchronność tego procesu, ponieważ na płycie "Stupid Things That Mean The World" Tim Bowness woła o jeszcze jedno życie, próbuje wymknąć się nieuchronnym prawom życia i umierania, ale nie zostaje wysłuchany.

Wiodące konkluzje albumu wydają się więc dość smutne. Zmierzając z kolejnymi utworami do zakończenia dzieła można odnieść wrażenie, że Tim Bowness zamknął się w świecie swoich wyobrażeń. Chciałby cofnąć czas i wymknąć się prawom przemijania -
w kołysance "All These Escapes" wyobraża sobie nawet iż jest to możliwe - aby wreszcie zastać realność życia, w którym funkcjonuje. Zaiste sentymentalizmu, piękna i zarazem depresyjności definiujących ten album można nie tylko posmakować w zmyśle słuchu, ale i prawie dotknąć. Materiał infekuje bowiem duszę słuchacza swoim wyszukanym minimalizmem, a ciało doprowadza do tego stanu, w którym staje się ono tylko bezużyteczną mięsną powłoką. Warto dodać, że siła refleksji zaprezentowanych przez Tima Bownessa niekiedy opiera się na drobiazgach, jak w kompozycji "Everything You're Not", oprawionej zaledwie dotknięciem kilku głębokich dźwięków, a czasem po prostu na krótkich i jednocześnie udziwnionych formach, o czym świadczy instrumentalna wstawka z filmu grozy pod postacią miniatury "Everything But You" albo retrospektywna podróż na temat tajemnic trzeciego albumu solowego artysty w innej małej kompozycji pt. "Soft William".

Tak oto zamknięcie płyty "Stupid Things That Mean The World" zręcznie podsumowuje całą tą nostalgiczną podróż Tima Bownessa. Kompozycja finałowa pt. "At The End Of The Holiday" została oparta na zegarkowym tempie i nie oferuje podniosłego klimatu, ani też nie zawiera zbyt wielu efektownych zagrywek instrumentalnych (pomijając może folkowe partie Andrew Keelinga i smyczki Charlotte Dowding). Jednak to utwór, który w zamglonych wokalach angielskiego artysty stempluje serię jego sentymentalnych i depresyjnych refleksji. Stempluje w słowach, w objęciach poetyki rockowej, gdzieś w okolicy zwątpienia i rezygnacji. W utworze "At The End Of The Holiday" Tim Bowness otwiera oczy i powraca do świata żywych, stosuje przy tym oczywiście wiele metafor, ale myślę, że tak naprawdę opowiada o sobie. Zresztą cały album "Stupid Things That Mean The World" jest opowieścią o życiu tego artysty. Taką nie zawsze wyrazistą muzyką i ważnymi słowami na temat życiorysu tego angielskiego eksperymentalisty rocka. Bez wątpienia materiał został podany w trudnej minimalistycznej formie. Nie jest to więc album na wakacje, ani do słuchania w godzinach południowych. Tim Bowness zbliżył się do mroku i stworzył materiał pasujący do rytmu zapadającego zmroku. 

Ocena: 8/10

O albumie w skrócie...

Skład: Tim Bowness (efekty, g, is, melotron, w, inne), a także Stephen Bennett (b, g, ik, melotron, w), Bruce Soord (b, g, ip, w), Michael Bearpark (g), Colin Edwin (b), Pat Mastelotto (p), Andrew Booker (ip, p), Anna Phoebe (skrzypce), Phil Manzanera (b, g, ik), Yaron Stavi (b), Rhys Marsh (b, g, ik, ip), David Rhodes (g, w), Peter Hammill (g, w), Andrew Keeling (flet, g, is), Charlotte Dowding (is), a poza tym w edycji rozszerzonej Steven Wilson (różne instrumenty), Pete Morgan (efekty, ik) i Nick Magnus (b)

Tracklista:

Krążek 1
1. The Great Electric Teenage Dream 

2. Sing To Me 
3. Where You've Always Been 
4. Stupid Things That Mean The World
5. Know That You Were Loved
6. Press Reset
7. All These Escapes 
8. Everything You're Not 
9. Everything But You
10. Soft William
11. At The End Of The Holiday

Krążek 2 (edycja rozszerzona)
1. Stupid Things That Mean The World 

(Nick Magnus mix) 
2. Best Boy Electric (Sing To Me) 
(1994 No-Man demo, Steven Wilson mix) 
3. Know That You Were Loved 
(David Rhodes’ ‘electric version', Stephen Bennett mix) 
4. I Still Miss You 
(Stupid Things That Mean The World, UXB ‘Ambient' mix)    

Kraj: 
Wielka Brytania

Produkcja:
Tim Bowness

Dystrybucja:
Inside Out Music

Gatunek:
Art Rock, Rock Eksperymentalny, Rock Progresywny, Dream Pop

Rok wydania:
2015
Podsumowując: "Tim Bowness woła o jeszcze jedno życie, próbuje wymknąć się nieuchronnym prawom życia i umierania, ale nie zostaje wysłuchany"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz