wtorek, 7 lipca 2015

ZAGREUS (Jarun): "Popiołu nie przewiduję"

Rok po zmroku. Dokładnie dziś mija pierwsza rocznica Progresji Po Zmroku, projektu, który stopniowo zmienia się i ewoluuje, tak aby odsłaniać kolejne blaski i cienie współczesnego rocka i metalu progresywnego. Na rocznicę Progresji Po Zmroku uruchamiam nowy dział pn. wywiady, zainaugurowany rozmową z ZAGREUSEM, gitarzystą zespołu Jarun. Ta polska kapela zarejestrowała w tym roku niezwykle interesujący album pt. "Pod Niebem Utkanym z Popiołu", który został osadzony pomiędzy progresją, ekstremą, folkiem i post-metalem. Rzecz tyleż drapieżna, co refleksyjna. O tym dziele, ale też o blaskach i mrokach egzystencji opowiada ZAGREUS.  

Na moim niebie znajdowało się dziś dużo kłębiastych obłoków, niektóre ostrzegały, że za chwilę wybuchną płaczem, inne protestowały przeciwko słońcu. A co słychać u Ciebie Zagreusie? Czy chciałeś się dzisiaj obudzić, czy nie boisz się dzisiaj zasnąć? 

Zagreus: Nigdy nie boję się zasypiać. Lubię noc, ciemność, ciszę i spokój. Lubię sen. Za to z chęcią obudzenia się bywało różnie. Bywały chwile w moim życiu, kiedy bardzo nie chciałem się budzić. Najlepiej już nigdy. Dzisiaj śpię dobrze i budzę się spokojny, ale czasem tamte złe chwile też dają o sobie znać. Szkoda też, że mój sen ostatnio jest z reguły zbyt krótki… 

Jaki był najstraszniejszy koszmar Twojego życia, ten, który sobie przypominasz i o którym chciałbyś opowiedzieć? 

Zagreus: Hm... to wbrew pozorom bardzo ciężkie pytanie i nie wiem, czy będę w stanie na nie odpowiedzieć. Jeśli chodzi o koszmary senne to raczej ich nie miewam. Miewam sny ciężkie, nieprzyjemne, ale nie da się ich zakwalifikować do kategorii koszmarów. Jeśli chodzi o jawę, przeżyłem w życiu sporo bardzo nieprzyjemnych, smutnych momentów, ale pozwól, że zachowam te wspomnienia dla siebie. Trochę nie chce mi się do nich wracać. Zwłaszcza na forum publicznym. 

Pytanie o koszmary, dalej: sens egzystencji i kondycję współczesnych ludzi, wydaje się zasadne wobec zawartości albumu "Pod Niebem Utkanym z Popiołu". Moim zdaniem to mroczny materiał. A w jaki sposób Ty, jako twórca tej zajmującej muzyki, mógłbyś opisać filozofię zawartą na owym dziele?

Zagreus: „Pod niebem…” to faktycznie materiał dosyć ciężki i mroczny, ale takie też od początku było założenie. Miało być ciężej niż na debiucie, ostrzej, mniej folkowo, ale za to bardziej progresywnie i to założenie zasadniczo udało się zrealizować. Mrok przyszedł sam. Nie zakładałem z góry ani takiego klimatu krążka, ani tematyki tekstów. Potem nagle okazało się, że większość utworów jest chłodna, szara, jak popiół i dość odległa od nieco „zielonej” atmosfery debiutu. Teksty same zaczęły układać się w całość i chociaż nie miał to być żadną miarą album koncepcyjny, to wyszło jak wyszło. Wszystkie utwory tak naprawdę mówią o śmierci. Jedne bardziej, inne mniej otwarcie, ale wszystkie poruszają ten właśnie temat. Ale nie chcę nikomu psuć zabawy z ich odkrywania i interpretowania na swój własny sposób. Ktoś inny może w nich znaleźć zupełnie odmienne rzeczy. I bardzo dobrze.

Natura wydaje się równie ważnym tematem pojawiającym się w utworach tworzących dzieło "Pod Niebem Utkanym z Popiołu". Mam wrażenie, że kapela Jarun celebruje naturę, gra i opowiada o jej potędze, choćby w pięknej kompozycji "Cisy". Jak jest naprawdę? Ile znaczą dla Ciebie dobrodziejstwa natury? Znajdujesz czas na refleksje? 

Zagreus: Natura zawsze była, jest i będzie głównym źródłem moich inspiracji. Tak muzycznych, jak i tekstowych. Bez niej Jarun by nie powstał. I nie jest to żadna przenośnia. Sam pomysł na zespół, jego koncepcja i wszystko co za nim stoi powstało w mojej głowie podczas samotnych wędrówek po górach i lasach moich rodzinnych stron. W drodze lepiej się myśli (śmiech). Natura jest obecna i w muzyce i w tekstach. Jest dla mnie niewyczerpanym źródłem metafor i inspiracji. Wiem, że brzmi to może banalnie, że co drugi twórca z kręgu folk, czy pagan mówi takie rzeczy, powołuje się na kontakt z siłami przyrody, ale dla mnie to naprawdę istotna kwestia i niezwykle ważna część mojego życia. Połowę dzieciństwa i młodości spędziłem w lesie, drugą połowę we własnej głowie. I bardzo chciałbym tam wrócić. Stąd może ta melancholia w muzyce i tekstach, stąd ten mrok i smutek. Niestety czasu na refleksję jest coraz mniej. Życie coraz bardziej pędzi, coraz bardziej przytłacza i w nawale codzienności coraz trudniej jest znaleźć czas, by zajrzeć w głąb siebie, zadumać się nad potęgą natury. Ale bardzo się staram, by jednak wciąż to robić. A co do cisów… cóż… cis jest rośliną ciemną, mroczną, bardzo magiczną i mitotwórczą. No i bardzo trującą…

"Nigdy nie boję się zasypiać"
Czy nie masz wrażenia, że współczesność popycha nas w bardzo betonowym kierunku? Obrońcy przyrody, nazywani eko-terrorystami (sic!), znajdują się w mniejszości wobec korporacyjnych biznesów... może niebawem zamiast w Bieszczady będziemy jeździć do tego lśniącego wieżowca, co kiedyś w jego budowie przeszkadzały mu jakieś górskie doliny?

Zagreus: Siłą rzeczy jestem osobą nastawioną dość mocno proekologicznie. Chciałbym jak najdłużej móc cieszyć się nieskalaną przyrodą. Bardzo leży mi na sercu jej dobro, bo bez niej zwyczajnie nie mógłbym żyć. Widzę, co się dzieje wokół mnie, widzę wszystkie te złe rzeczy, ale widzę też, że na szczęście nie zawsze wygrywają pieniądze, nie zawsze triumfuje głupota. Mimo wszystko w tej kwestii jestem ostrożnym, ale jednak optymistą. A przynajmniej próbuję i chcę nim być (śmiech). Moment, w którym beton, stal i szkło zajmą miejsce gór i lasów, będzie też ostatnim momentem w historii ludzkości. Myślę, ze większość ludzi jednak zdaje sobie z tego sprawę i do tego nie dopuści. Oby.

Myśląc jeszcze o połączeniu twórczości Jaruna z naturą nasunęła mi się  refleksja. Nie wspominałem o tym w mojej recenzji albumu "Pod Niebem Utkanym z Popiołu", ale fragmenty krążka wywołały u mnie skojarzenie z wczesną twórczością Ulvera. Te folkowe przestrzenie połączone z ekstremą... czy inspirowałeś się krążkami Norwegów myśląc o tworzeniu tegorocznego materiału? 

Zagreus: Ulver to faktycznie kapela, którą lubię i bardzo szanuję, ale, może nieco paradoksalnie, wolę ich późniejsze dokonania, które ani z metalem, ani z folkiem nie mają już zbyt wiele wspólnego. Nie można jednak nie docenić ich wpływu na kształt współczesnej sceny black, czy folk metalowej. Swoimi wczesnym albumami zbudowali podwaliny pod jej dalszy rozwój, pchnęli ją na nowe ścieżki. W tym sensie można ich zaliczyć do naszych inspiracji. W sensie dosłownym - raczej nie. W ogóle, gdyby ktoś mnie o to spytał, trudno byłoby mi wskazać nazwy jakichś konkretnych kapel. Staramy się unikać takich wpływów, opierania się na znanych, osłuchanych już dźwiękach. Bardzo chcemy, by muzyka Jarun była jak najbardziej oryginalna i ciekawa. Szanuję zespoły, które szukają własnej drogi, często płynąc pod prąd aktualnych trendów. Wbrew pozorom jest ich całkiem sporo i to one są w stanie odcisnąć naprawdę silne piętno na obliczu sceny, a nie te nieprzebrane rzesze i legiony naśladowców. Ulver zdecydowanie zalicza się do pierwszej kategorii. Mam nadzieję, że Jarun w jakimś stopniu też. W każdym razie usilnie ku temu dążymy.

A nie obawiasz się, że ciężar gatunkowy albumu, szczególnie jego ekstremalne oblicze, może odstraszyć potencjalnych słuchaczy muzyki folkowej? Gdyby wcześniej wspominane "Cisy" miały promować album to potencjalni słuchacze przeżyliby niemały szok mierząc się z innymi utworami na krążku...

Zagreus: Dla fanów łagodnych, folkowych dźwięków, czy nawet tych lubujących się w radosnym folk metalu z przytupem, twórczość Jarun i tak zawsze była i będzie nieco zbyt ekstremalna, a przy tym melancholijna i mroczna. Nie możemy i nie chcemy zadowalać wszystkich. Ekstremalne podejście jest w naszej muzyce elementem bardzo ważnym, rzekłbym wręcz niezbędnym. Jesteśmy przede wszystkim kapelą metalową, czy jak kto woli, black metalową. Dopiero na dalszych miejscach znajdują się inne składowe: folk, progresja, alternatywa, rock... jak zwał, tak zwał. Jednocześnie bardzo nie chcemy być kapelą nudną i jednowymiarową. Stąd te pozornie nieprzystające elementy, stąd ciągłe poszukiwania. Chcemy trafić do słuchaczy otwartych, niebojących się muzycznych wyzwań, niezamykających się w ciasnych szufladkach gatunkowej poprawności. Nie wiem, co przyniesie przyszłość. Nie wiem, jak będzie brzmiał nasz kolejny materiał. Powstały już szkice kilku utworów, znów nieco odmiennych od poprzedników, ale przed nami jeszcze daleka droga. Na pewno nie porzucimy ekstremy, nie wyrugujemy też z naszej muzyki pozostałych elementów. Znając życie, to raczej jeszcze dodamy parę nowych, ale jakie będą ich proporcje, jaki będzie efekt końcowy, tego nie wie nikt, łącznie ze mną.

W jakim okresie i w jakich okolicznościach powstawał materiał na "Pod Niebem Utkanym z Popiołu"? Podobno nie obyło się bez przeszkód. 

Zagreus: Sam materiał, w sensie kompozycji, czy tekstów, wcale nie powstawał tak długo. Prace nad nim rozpoczęliśmy jeszcze w trakcie trwania sesji nagraniowej poprzedniego dzieła „Wziemiozstąpienia”, może nawet nieco wcześniej. Wszystko szło bardzo sprawnie, mieliśmy sporo pomysłów, mnóstwo nowych idei i bardzo szybko byliśmy gotowi do nagrania kolejnego albumu. Niestety wtedy wszystko zaczęło się psuć. W połowie sesji nagraniowej rozstaliśmy się z naszym dotychczasowym perkusistą Radoslavem. Siłą rzeczy wpłynęło to dosyć negatywnie na jej przebieg. Nim znaleźliśmy zastępstwo, nim byliśmy gotowi, by ponownie wejść do studia, minęło sporo czasu. Niestety to nie zakończyło naszych problemów. Płytę nagrywaliśmy z zaprzyjaźnionym realizatorem, co jak się okazało, miało swoje dobre i złe strony. Na plus da się zaliczyć „kumpelskie” podejście w kwestiach finansowych (czyt. oszczędności), sporym minusem stało się dość luźne podejście do czasu. Trudno było nam znaleźć wolne terminy, wpasować się jakoś w grafik studia. To niestety również spowodowało spore opóźnienia. Gdy wszystkie ścieżki zostały w końcu nagrane zaczęła się zabawa z miksem. Żeby nie przedłużać – nim znaleźliśmy odpowiednią osobę, która była w stanie poradzić sobie z naszym materiałem i wyciągnąć z niego wszystko, co najlepsze, znów minęło kilka miesięcy.W gruncie rzeczy wszystkie te opóźnienia to wyłącznie nasza wina i na nikogo nie zamierzam niczego zwalać. Mam tylko nadzieję, że wyciągnęliśmy z tego odpowiednią nauczkę i kolejna płyta, która powstaje już od jakiegoś czasu ukaże się znacznie szybciej.

"Natura zawsze była, jest i będzie głównym źródłem moich inspiracji"
Jesteś twórczą kapeli. Zresztą Jarun początkowo był Twoim solowym projektem. Tymczasem w przeszłości tworzyłeś w takich kapelach, jak Archanger, Chtonian i Outbreak of Evil. Jak wspominasz te czasy? Na ile jesteś zadowolony ze swojej dotychczasowej twórczości?

Zagreus: Oprócz wyżej wymienionych przez Ciebie kapel był jeszcze heavy/thrashowy Stormrider, w którym grałem przez krótki czas. Zagrałem z nimi chyba trzy koncerty (śmiech). Wszystkie te zespoły były dla mnie, w którymś momencie życia, bardzo ważne i istotne. Bardzo wiele się dzięki nim nauczyłem, rozwinąłem się jako muzyk, gitarzysta, kompozytor. Poświeciłem im spory kawałek życia i nie żałuję z tego ani minuty. Żadna z tych kapel nie osiągnęła większego sukcesu, większość zakończyła swój żywot po zagraniu paru koncertów i nagraniu jakichś demówek, ale to były wspaniałe czasy i wspaniali ludzie. Trudno mi z perspektywy lat obiektywnie oceniać tworzoną przez nie muzykę. Czasem do niej wracam i wciąż odnajduję w niej wiele naprawdę niezłych elementów. Niestety żadna z moich poprzednich kapel nie doczekała się porządnych, dobrze brzmiących nagrań. Jedne z powodów techniczno-finansowych, jak Archanger, inne z celowego założenia, jak grający początkowo dość surowy black metal, Outbreak of Evil. Prędzej, czy później wszystkie się rozleciały. Większość z banalnych, przyziemnych powodów. Brak sprzętu, trudności ze znalezieniem sali prób, wreszcie brak odpowiednich muzyków. Gdy ostatnia z nich, death metalowy Chtonian, zakończyła działalność, poczułem jednak pewne znużenie. Na jakiś czas odechciało mi się zmagań z oporną materią muzyki, a przede wszystkim tworzenia kolejnych kapel, organizowania wszystkiego, grania koncertów. Na szczęście bardzo szybko zatęskniłem za tworzeniem i tak narodził się Jarun. Jakiś czas później uznałem, że jednak brakuje mi też scenicznych świateł i tego wszystkiego, co składa się na metalowy styl życia i tak projekt stał się zespołem.

Skąd wzięło się u Ciebie zamiłowanie do gitary? 

Zagreus: Z powodu braku kasy na zakup perkusji (śmiech). A tak serio, to odkąd pamiętam ciągnęło mnie do muzyki. Gdy już trochę podrosłem i zacząłem interesować się jej nieco cięższymi odmianami, oczywistym stało się dla mnie, że chcę być częścią tego wszystkiego. Chcę mieć długie włosy i biegać po scenie. W którymś momencie faktycznie chciałem zostać perkusistą. Niestety nie było mnie wtedy stać na zakup odpowiedniego zestawu, a że w domu miałem starą, akustyczną gitarę marki Defil, nie miałem wyboru. Musiałem zostać gitarzystą (śmiech). Tak naprawdę nigdy nie udało mi się osiągnąć pełnej biegłości w tym instrumencie. Daleko mi do wirtuozerii, nie uważam się nawet za szczególnie dobrego gitarzystę. Od zawsze ważniejsze było dla mnie tworzenie własnych dźwięków, kreowanie osobistych dźwiękowych krajobrazów, niż powtarzanie cudzych pomysłów, czy żmudne ćwiczenia techniczne. Pewnie gdybym był lepszym gitarzystą, tworzyłbym też ciekawszą, pełniejszą muzykę. Ale to wcale nie jest takie oczywiste.

A ksywa Zagreus? Zdaje się, że był to syn Zeusa, który pomimo zaciętej walki i wielkiej przebiegłości został zabity przez tytanów, później zaś odrodził się jako Dionizos. Nie wiem czy jest to dobra wróżba dla Ciebie i Jaruna...

Zagreus: Ten Zagreus, którego opisujesz, to jego późna forma, wymyślona na potrzeby orfickich misteriów. Forma, która przykryła jego pierwotne, archaiczne cechy. „Mój” Zagreus, to pradawny bóg, którego kult wywodzi się prawdopodobnie jeszcze z czasów przed-greckich, z Krety. Opisuje go m.in. Karl Kerenyi w swoim dziele Dionizos: archetyp życia niezniszczalnego. To mityczny bóg-łowca, opiekun dusz, pan podziemnego świata. Rogata postać przemierzająca dzikie ostępy gór Hellady. To jednocześnie postać niezwykle tajemnicza i wieloznaczna. To nie tylko wcielenie Dionizosa, ale też bóstwo potężne i ważne. Starogrecki, dzisiaj już zaginiony poemat Alkmaiōnis, wspomina o nim, w kilku ocalałych fragmentach, opisując go jako stojącego wraz z Ziemią Matką ponad wszystkimi bogami. Do takiego Zagrusa nawiązuje też np. Tadeusz Miciński w swoim dramacie Bazylissa Teofanu. Jak widzisz, wróżby są raczej pomyślne. Nie chcemy rządzić światem i stać ponad wszystkim, zadowala nas swoboda przemierzania lasów i gór.

Na ile Jarun wypełnia Twoje życie, a na ile jest to przestrzeń, w której możesz swojemu życiu odebrać wszelkie szablony i całą jego prozaiczność? Czy w ogóle oddzielasz swoje twórcze ego od spraw prywatnych i zawodowych?

Zagreus: Jarun, w jakimś sensie, przenika całe moje życie. To coś, czego nie sposób oddzielić od jego pozostałych aspektów. Jest to dla mnie zbyt ważne. Na tyle ważne, że raczej nie oddzielam swojego artystycznego „ja”, od tego, kim jestem na co dzień. To wciąż jeden i ten sam Zagreus. Nawet, jeśli w codziennym życiu posługuje się innym imieniem (śmiech).

Na koniec chciałbym zapytać, jaki kolor ma Twoje niebo, gdy przyglądasz mu się w tej chwili?

Zagreus: Cały dzisiejszy dzień był męczący i upalny. Przez cały czas dominował błękit, teraz niebo nabiera kobaltowej barwy i powoli szarzeje. Mam nadzieję, ze niedługo się ściemni i doczekam się gwiazd. Popiołu nie przewiduję.

Rozmowę przeprowadził:
Konrad Zola

Zachęcam do odwiedzenia oficjalnego profilu facebook zespołu Jarun i zapoznania się tegorocznym albumem kapeli pt. "Pod Niebem Utkanym z Popiołu", którego recenzję możecie przeczytać na łamach Progresji Po Zmroku. Zdjęcia wykorzystane w wywiadzie zostały umieszczone za zgodą Zagreusa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz