środa, 12 sierpnia 2015

Savatage "Return To Wacken" (recenzja)

Savatage to amerykańska kapela, która ma na koncie kilka niezłych albumów stworzonych przez świetną ekipę, w tym takich asów jak Jon Oliva, Zachary Stevens, Chris Caffery czy nieodżałowanej pamięci Criss Oliva. Kapela dźwiga też bagaż trudnych doświadczeń, które miały swój finał w 2002 roku, gdy Savatage zniknęło z krajobrazu światowego heavy metalu i progresji. Trudno więc było oczekiwać powrotu Amerykanów do tworzenia muzyki, ale wszystko wskazuje, że zespół prędzej czy później wyda następcę albumu "Poets and Madmen" z 2001 roku. Póki co w szeregach Savatage doszło do reunionu, który został przypieczętowany kompilacją pt. "Return To Wacken".

Od razu trzeba sobie powiedzieć, że pierwszy album Amerykanów wydany po zeszłorocznym reunionie owiewa dość dziwna aura. Materiał nosi bowiem tytuł "Return To Wacken", choć ze słynnym festiwalem ma niewiele wspólnego. Wacken Open Air pełni tu wyłącznie formę inspiracji. Kapela Savatage zagrała tam bowiem w 1998 roku i w 2002 roku te przeboje, które teraz w części trafiły na składankę "Return To Wacken". Kompilacja nie zawiera jednak nagrań live, ale ich oryginalne studyjne aranże. W sumie więc koncepcja wydania tego albumu wydaje się strasznie naciągana. Można odnieść wrażenie, że ludzie odpowiedzialni za promocję tego materiału poszli na skróty i wykorzystali popularność Wacken Open Air do wydania nowej płyty Savatage. Do tego procesu przyłączył się Jon Oliva, który w booklecie "Return To Wacken" umieścił grupę wspomnień ze swoich występów na niemieckim festiwalu. Do tego warto dodać informację, że Savatage znalazło się w secie tegorocznego Wacken Open Air i nastanie jasność - pierwszy materiał kapeli po reunionie to kompilacja obliczona wyłącznie na zysk.

Jak to w przypadku składanek bywa tracklista płyty "Return To Wacken" będzie wzbudzać kontrowersje. Nie ma tu nic z debiutu zespołu, tj. albumu "Sirens" z 1983 roku, nie ma też nic z czterech innych krążków, choćby ze wspominanego już "Poets and Madmen". Najbardziej zagorzali fani Savatage powiedzą, że nie ma tu jeszcze wielu innych utworów - taka jest właśnie karma kompilacji, szczególnie gdy przyczyna ich wydania jest tak absurdalna, jak w przypadku "Return To Wacken". Trudno jednak nie dostrzec, że na tym albumie znalazło się sporo kapitalnego klasycznego materiału. Trudno nie wymienić tu legendarnej kompozycji "Hall Of The Mountain King", trudno milczeniem pominąć takie giganty z repertuaru Savatage, jak "The Wake Of Magellan", "The Hourglass" albo "Dead Winter Dead". Jeśli komuś nie było dotąd dane usłyszeć tych utworów, lub w ogóle nie zna Savatage, to ma szansę nadrobić to przy okazji omawianego tu wydawnictwa. Warto przy tym dodać, że na rynku dostępny jest także świeżo wydany box ze wszystkimi materiałami studyjnymi kapeli. W sumie więc Amerykanie próbują bardzo intensywnie o sobie przypomnieć.

Oczywiście najlepszym sposobem na wskrzeszenie pamięci o kapeli byłby album studyjny. Miejmy nadzieję, że się wreszcie doczekamy następcy albumu "Poets and Madmen", ponieważ takie wydawnictwa, jak kompilacja "Return To Wacken", niewiele wnoszą i budzą nieostrożne skojarzenia z odcinaniem kuponów. Może gdyby ten materiał zawierał numery live to można by go ocenić lepiej, ale nawet ze względu na wielkość zebranych studyjnych hitów na tej kompilacji trzeba pamiętać o jej wtórności i dorobionej do tego sztucznej ideologii. Tego typu działanie nie przystoi dziedzictwu Savatage. 

Ocena: 6/10

O albumie w skrócie...

Skład: Jon Oliva (ik, w), Criss Oliva (g), Chris Caffery (g, w), Al Pitrelli (g, w), Johnny Lee Middleton (b, w), Jeff Plate (p), Steve Wacholz (ip, p), Zachary Stevens (w)
Tracklista:
1. Hall Of The Mountain King
2. Gutter Ballet
3. Believe
4. Chance
5. Edge Of Thorns
6. The Wake Of Magellan
7. Dead Winter Dead
8. The Hourglass
9. Tonight He Grins Again
10. Prelude To Madness
11. When The Crowds Are Gone
  

Kraj: 
USA

Produkcja:
Paul O'Neill

Dystrybucja:
earMUSIC

Gatunek:
Metal Progresywny, Heavy Metal

Rok wydania:
2015

Podsumowując: "Kompilacja nie zawiera [...] nagrań live, ale ich oryginalne studyjne aranże. W sumie więc koncepcja wydania tego albumu wydaje się strasznie naciągana"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz