sobota, 19 września 2015

Iron Maiden "The Book Of Souls" (recenzja)

Śmierć albo chwała! Tak krzyczy Bruce Dickinson w jednym z utworów zamieszczonych na szesnastym albumie studyjnym Iron Maiden zatytułowanym "The Book Of Souls". Wszystko to już znamy - i śmierć, i chwałę. Angielska legenda NWOBHM w okresie swojej czterdziestoletniej działalności lubiła często rozprawiać o śmierci, sama zresztą na kilku etapach kariery znajdując się nieomal po drugiej stronie, a przy tym osiągnęła chwałę w zasadzie niedostępną dla żadnego innego zespołu heavymetalowego. Dziś Iron Maiden to kapela legendarna, która pomimo upływu lat wciąż nagrywa znakomite albumy, jakim bez wątpienia jest dzieło "The Book Of Souls". Krzyczę więc wraz z innymi: Eddie żyje!!!

Oczywiście na następcę krążka "The Final Frontier" sprzed pięciu lat o wiele łatwiej spojrzeć, gdy należy się do zaszczytnego grona fanów tej legendy. Wszak trudno mi wyobrazić sobie, aby album "The Book Of Souls" był w stanie zainteresować słuchaczy poniżej dwudziestego roku życia, a przynajmniej są ku temu niewielkie szanse. Trzeba sobie bowiem uświadomić, że Iron Maiden nie musi dziś już nic nikomu udowadniać. Kapela tworzy muzykę dla swoich fanów i rejestruje utwory na najwyższym poziomie maidenowego wtajemniczenia. Co prawda są to pomysły naznaczone tykającym zegarem biologicznym ich twórców, ale wciąż dalece ekscytujące i wywołujące najlepsze sentymenty, a przy tym konsekwentnie drążące szlak wyznaczony przez kapelę na jej ostatnich nagraniach. Tak oto Iron Maiden przesuwa się w kierunku progresywnym stając na czele nurtu, który można umownie określić Nową Falą Brytyjskiego Progresywnego Heavy Metalu.


Progresji na tym najbardziej rozbudowanym materiale w dziejach angielskiego zespołu znalazło się bardzo dużo. Przynajmniej pięć spośród jedenastu nowych kompozycji rozciąga się na szerokich przestrzeniach, tj. "If Eternity Should Fail", "The Red And The Black", tytułowa "The Book Of Souls", "Shadows Of The Valley" i w szczególności "Empire Of The Clouds". Ostatni wymieniony utwór pobił wszelkie rekordy standardów długości Iron Maiden. Kapela w przeszłości, nawet w klasycznym okresie swojej twórczości, proponowała na ogół przynajmniej jeden rozbudowany numer, ale ów monstrum pt. "Empire Of The Clouds" zawiera przeszło osiemnaście minut przedefiniowanych wyobrażeń na temat wrażliwości zespołu. Jest to kompozycja emocjonująca ze względu na ciężar uczuć zaprezentowanych przez jej twórcę Bruce'a Dickinsona (...grającego też na fortepianie!), a także jej niezwykle dostojny charakter. Tak oto "Empire Of The Clouds" niby niepospiesznie, ale konsekwentnie przemierza pomiędzy kolejnymi zaskakującymi zagrywkami Iron Maiden. Kompozycja wzrusza, koi duszę, staje się dla niej ciężarem i wprowadza w zadumę. To być może najbardziej czytelny sygnał od Bruce'a Dickinsona oraz zespołu na temat blasków i mroków kapryśnej egzystencji. To równocześnie sentymentalna próba wskrzeszenia najważniejszych patentów wypracowanych przez kapelę w dwóch okresach jej twórczości z Bruce'em Dickinsonem.

Zresztą naprawdę trudno nie odnieść wrażenia, że głównym bohaterem na "The Book Of Souls" jest wspomniany legendarny wokalista. To on, zmagający się z ciężką chorobą, napisał dwie kompozycje spinające całe szesnaste dwupłytowe dzieło Iron Maiden w klamrę. On także brał udział w skonstruowaniu dwóch innych utworów (razem z Adrianem Smithem). Na tyle aktywności, czy też samodzielności, fenomenalny Bruce Dickinson pozwolił sobie wcześniej w pierwszej połowie lat 80. ubiegłego stulecia. Zresztą dość powiedzieć, że jego ostatni samodzielny utwór zaprezentowany na płycie Iron Maiden powstał w okolicach 1990 roku. W każdym razie forma wokalna słynnego Bruce Bruce nie budzi zastrzeżeń. Może nie ma już w sobie tyle mocy, aby rozbijać szklanki za pomocą okrzyku, ale ten prawie sześćdziesięcioletni muzyk
wciąż potrafi wykrzesać z siebie wystarczająco dużo siły odpowiadającej możliwościom instrumentalnym Iron Maiden. A te możliwości są spore, szczególnie w warstwie kompozycyjnej, o czym świadczą pozostałe utwory wielowątkowe zaprezentowane na albumie "The Book Of Souls". Weźmy pod uwagę kompozycje "The Red And The Black" albo "Shadows Of The Valley", aby przekonać się, że Iron Maiden nie obawia się iść odważnym krokiem w przyszłość... i nie zapomina o swoim dziedzictwie. W obu wspominanych utworach daje się wyczuć wiele patentów, które angielska kapela zaprezentowała gdzieś w przeszłości.

Tymczasem otwarcie i zamknięcie pierwszego krążka tego dwupłytowego wydawnictwa, czyli utwory "If Eternity Should Fail" i tytułowy, stanowią najbardziej wyraziste odzwierciedlenie zainteresowań Iron Maiden wierzeniami Cywilizacji Majów. Nie chodzi wyłącznie o wartość liryczną namiętnie wyśpiewanych frazesów przez Bruce'a Dickinsona, ale też o niektóre pomysły instrumentalne. Tego typu egzotyka na liniach utworów Iron Maiden nie musi się wszystkim podobać, ale bez wątpienia świadczy o szerokich perspektywach i inspiracjach angielskich twórców. Wierzenia Majów, syntetycznie umieszczone w dwóch wspominanych kompozycjach, są równocześnie symbolem statusu kapeli, będącej już na tym etapie postrzegania życia, w którym coraz poważniej zaczyna się rozważać filozofię nieskończoności ludzkich dusz. Trzeba tu od razu przyznać, że w ten refleksyjny nurt wpisuje się jeszcze znakomita kompozycja utrzymana na pograniczu ballady i ostrego heavy metalu, czyli utwór "Tears Of a Clown" dedykowany pamięci Robina Williamsa.  

Natomiast już tylko w balladowy nastrój na albumie "The Book Of Souls" wprowadza utwór "The Man Of Sorrows" (...tytuł jakby znany), następujący zresztą po wspominanym requiem dla znakomitego aktora. I naprawdę nie trzeba zbyt dużo pisać, aby zdefiniować balladę w stylu Iron Maiden. Może to i frazes, ale niewiele heavymetalowych kapel potrafi wnieść tyle emocji do ballady, co właśnie Żelazna Dziewica. Ogień na duszy! W każdym razie na tym najbardziej rozbudowanym albumie angielskiej legendy NWOBHM znalazły się także utwory bliskie klasycznym pomysłom leżącym u podstaw wymienionego nurtu, na którym wyrosła i który tworzyła kapela. Szczególnie dobrze pod tym względem prezentują się dynamiczne heavymetalowe strzały w stylu "Speed Of Light" i "Death Or Glory". To Iron Maiden w galopie, może już nie tak szybki jak bywało to przed laty, ale wciąż wyprzedzający o kilka długości młodych adeptów heavymetalowego grania. Sporo klasycznego zadzioru ma też w sobie numer "The Great Unknown", a kompozycja "When The River Runs Deep" próbuje przekrojowo zaprezentować serię najlepszych rockowych pomysłów kapeli z ostatnich lat. 

W sumie więc album "The Book Of Souls" to nie tylko kolejny wyborny materiał legendy NWOBHM, a zarazem nie tylko ciekawa muzyczna wariacja i podwaliny na temat NWOBPHM, ale też szesnasty studyjny ślad kultowego Iron Maiden. Kapeli, która nie musi już nic nikomu udowadniać, a wciąż potrafi być wielka. Zespołu potrafiącego przekrojowo w półtorej godziny opowiedzieć o swoim wielkim dziedzictwie. To Eddie, który żyje i wierci dziurę w umysłach najbardziej oddanych słuchaczy tej znakomitej formacji. Tak oto w odpowiedzi na dylemat Death Or Glory istnieje tylko jedna odpowiedź. Glory. 

Ocena: 9/10

Iron Maiden
O albumie w skrócie...

Skład: Bruce Dickinson (ik, w), Dave Murray (g), Adrian Smith (g), Janick Gers (g), Steve Harris (ik, b), Nicko McBrain (p), a także gościnnie Michael Kenney (ik)

Tracklista:

CD1
1. If Eternity Should Fail
2. Speed Of Light
3. The Great Unknown
4. The Red and the Black
5. When The River Runs Deep
6. The Book Of Souls                       

CD2
1. Death Or Glory
2. Shadows Of The Valley
3. Tears Of a Clown
4. The Man Of Sorrows
5. Empire Of The Clouds
Kraj: 
Wielka Brytania

Produkcja:
Kevin Shirley, Steve Harris

Dystrybucja:
Parlophone Records

Gatunek:
Heavy Metal, 
Metal Progresywny

Rok wydania:
2015

Podsumowując: "Eddie żyje!!!"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz