sobota, 12 września 2015

Spock's Beard "The Oblivion Particle" (recenzja)

Krążek zatytułowany "The Oblivion Particle" to już dwunaste duże dzieło amerykańskiej kapeli Spock's Beard. Na przestrzeni tych wszystkich wydanych albumów w zespole działo się wiele. Wystarczy tylko wspomnieć jego najnowszą historię i odejście ze składu człowieka orkiestry Nicka D'Virgilio, które wymogło na Spock's Beard istotne zmiany w filozofii tworzenia rocka progresywnego. Na wokal wskoczył Ted Leonard, a perkusję obsadził Jimmy Keegan. Obaj muzycy zdążyli się już zaprezentować na poprzednim albumie Amerykanów tj. "Brief Nocturnes and Dreamless Sleep" z 2013 roku. W sumie więc "The Oblivion Particle" miał być materiałem napisanym przez ustabilizowany i ograny skład.

Tymczasem muzycy Spock's Beard jeszcze odważniej, niż było to na poprzednim albumie, włączyli do procesu pisania utworów swojego producenta Johna Boegeholda. To on jest samodzielnym autorem pięciu spośród dziewięciu utworów zawartych na "The Oblivion Particle", w tym najdłuższego na krążku "To Be Free Again". Regularni członkowie kapeli napisali tylko trzy utwory (w procesie tworzenia udział wzięli Alan Morse, Ryo Okumoto i Ted Leonard), a jeszcze jeden numer dołożył znany fanom Spock's Beard Stan Ausmus. Przykro więc to napisać, ale album "The Oblivion Particle" w dużej części został raczej zagrany przez amerykańską kapelę, aniżeli przez nią napisany. W przeszłości muzycy Spock's Beard ochoczo korzystali ze wsparcia swojego producenta i innych osób, ale na dwunastym albumie ich ślad w procesie tworzenia jest po prostu mały. To w każdym razie nie przekłada się na jakość albumu "The Oblivion Particle", który stanowi solidną pozycję w dyskografii Spock's Beard.


Album zawiera w sumie dziewięć kompozycji utrzymanych w klasycznej neo prog rockowej konwencji. Amerykańska kapela porusza się po rejonach dobrze znanych jej fanom, proponuje ciepłe brzmienie i pokaźną serię zwiewnych pomysłów. Leonard, Morse, Okumoto, Meros i Keegan co rusz prezentują ciekawe i efektowne wypuszczenia instrumentalne, sięgają czasem nawet lat 60. XX wieku, choć na ogół mamy tu do czynienia z celebracją wspominanego stylu nowego rocka progresywnego. Niestety nie wszystko więc na krążku "The Oblivion Particle" musi być świeże. Zaproponowana na wstępie wielowątkowa kompozycja "Tides Of Time" charakteryzuje się dużą schematycznością (pomijając kilka fajnych improwizacji), a wepchnięty tu i ówdzie pod folkowe instrumenty numer "Hell's Not Enough" sprawia wrażenie kompozycji niedopowiedzianej, takiej, gdzie nie zostały w pełni rozwinięte pomysły instrumentalne i potencjał utworu. Na szczęście są to tylko przypadki incydentalne. Materiał zawarty na krążku "The Oblivion Particle" oferuje też mnóstwo dobrego grania.

Już udostępniona przed premierą kompozycja "Bennett Built a Time Machine" miała w sobie coś bardzo intrygującego. Jej niepozorny klimat stopniowo ulegał zanurzeniu na progresywne głębokości, tak aby znaleźć się w nieomal psychodelicznym rowie oceanicznym. To jeden z najlepszych nowych numerów Spock's Beard. Inny singiel, utwór "Minion", stanowi zaś efektownie porozciąganą serię improwizacji i solówek muzyków. Też więc warto było tym numerem promować album "The Oblivion Particle", jak uczyniła to kapela. Ponadto Spock's Beard na swoim dwunastym albumie studyjnym przedstawia się czasem jako zespół mroczny, jakby zaprzeczający większości pomysłów zawartych na krążku, o czym świadczy zajmująca kompozycja "Get Out While You Can". To najkrótszy utwór w perspektywie całego albumu, ale bez wątpienia jeden z jego najmocniejszych punktów. Właśnie ze względu na klimat przeciwstawiający się ogólnemu przesłaniu dzieła. Kontrkultura na płycie tak bardzo konserwatywnego zespołu wydaje się czymś fascynującym. 

Amerykanie bardzo mocno zaskakują także w kompozycji "The Center Line", gdzie popis swoich klawiszowych umiejętności dał Ryo Okumoto. To w zasadzie numer o charakterystycznym "cyrkowym" klimacie, pełen zwrotów, galopującego tempa i fantastycznego gitarowego złamania w wykonaniu Alana Morse'a. Nie muszę przy tym dodawać, że utwór "The Center Line" to autorska propozycja wspominanego duetu Okumoto i Morse, którzy tym samym udowodnili, że powinni częściej brać się za pisanie nowych kawałków Spock's Beard. Główny autor dzieła John Boegehold wielokrotnie dał ku temu argumenty, że posiada klucz do ogromnej skarbnicy pomysłów, udowadnia to również na krążku "The Oblivion Particle", ale wydaje mi się, że możliwości pozostałych członków Spock's Beard nie są odpowiednio wykorzystywane. Być może to rezultat niezaleczonych kompleksów w kapeli po podejściu z jej szeregów Neala Morse'a w 2002 roku? On przecież był głównym autorem kompozycji zespołu na pierwszych sześciu albumach, a dziś ogranicza się na ogół do skromnej roli współproducenta muzyki Spock's Beard.

Wracając do Johna Boegeholda to trzeba przyznać, że z jego pomysłami na krążku "The Oblivion Particle" (...i nie tylko) jest trochę, jak z ruletką. Kilka z nich trafia w punkt i złotymi nutami wpisuje się w dyskografię kapeli - wspominane wcześniej numery "Bennett Built a Time Machine" i "Get Out While You Can", a także rozhuśtany na wszystkie strony "A Better Way To Fly" - aczkolwiek są i pomysły nieco mniej atrakcyjne, trochę przebrzmiałe i nabierające słuchacza na coś, co już dawno mógł usłyszeć. Najdłuższy utwór na nowym krążku Spock's Beard, tj. "To Be Free Again", właśnie w ową figlarną rozgrywkę próbuje zabrać słuchacza. Kompozycja nie stroni od schematów, nie polemizuje z przeszłością zespołu, ale się jej poddaje, a poza tym nieco przesyca, choć zawiera też kilka niezłych wtrąceń członków kapeli, szczególnie będącego w wybornej formie Okumoto. Tak oto ostatni utwór na krążku "The Oblivion Particle", kolejny napisany przez Boegeholda, w dobry sposób podsumowuje zawartość dzieła. To ładny utwór, zagrany w utrwalonym stylu Spock's Beard ze świetną improwizacją, ale odbijający refleksy istniejących już taśm, domagający się bardziej błyskotliwej ręki, niż ręka autora.

W sumie więc "The Oblivion Particle" można ocenić jako kolejny dobry album Spock's Beard, a może więcej prawdy odda określenie, że to kolejny dobry album Spock's Beard po odejściu z zespołu Neala Morse'a? W amerykańskiej kapeli tkwi nie tylko wiele lat doświadczenia, ale też sporo niewykorzystanego potencjału i iskry bożej, którą zespół posiada, będąc jednak od kilku lat w jakimś niewytłumaczalnym przestrachu do zrobienia z tego należytego użytku. W ten oto sposób album "The Oblivion Particle" mówi, że mamy do czynienia z dobrym materiałem, ale też przypomina, że Spock's Beard stać jeszcze na więcej. Moim zdaniem jeśli aktualni członkowie kapeli otworzą się odważniej na proces kompozycyjny, to w przyszłości mogą zarejestrować najważniejszy krążek w dyskografii Spock's Beard. Pytanie tylko czy Amerykanów stać na taki krok? 


Ocena: 7/10

O albumie w skrócie...

Skład: Ted Leonard (g, w), Alan Morse (g, harfa, mandolina), Ryo Okumoto (ik), Dave Meros (b, w), Jimmy Keegan (ip, p, w), a także gościnnie David Ragsdale (skrzypce)

Tracklista:
1. Tides of Time
2. Minion
3. Hell's Not Enough
4. Bennett Built a Time Machine
5. Get Out While You Can
6. A Better Way To Fly
7. The Center Line
8. To Be Free Again
9. Disappear
10. Iron Man /Black Sabbath cover/ 
(edycja rozszerzona)

Kraj: 
USA

Produkcja:
John Boegehold, Alan Morse i Rich Mouser

Dystrybucja:
Inside Out Music

Gatunek:
Rock Progresywny

Rok wydania:
2015


Podsumowując "[...] możliwości [...] Spock's Beard nie są odpowiednio wykorzystywane. Być może to rezultat niezaleczonych kompleksów w kapeli po podejściu z jej szeregów Neala Morse'a w 2002 roku?"

Konrad Zola

3 komentarze:

  1. Dobra płyta, sam też o niej za niedługo naskrobię. Tylko jeden szkopuł rzucił mi się w oczy: "Maiden"? Raczej "Iron Man" tak jak postać z Marvela :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo za czujność! Szacun! :) To efekt chyba moich ostatnich odsłuchów "The Book Of Souls" :) A kiedy Twoja recka Riverside?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojawiła się 30 września. Później jeszcze wskoczył The Dear Hunter i Amorphis (zresztą wszystkie dość podobnym czasie co u Ciebie). O tej już niedługo, ale muszę powiedzieć, że mi troszkę bardziej przypadła do gustu niż Tobie :)

      Usuń