sobota, 28 listopada 2015

Roger Waters "The Wall" (recenzja)

Kto stoi za murem? Roger Waters? Jego widzowie i słuchacze? Świat? A może muru już nie ma? Właśnie upłynęło trzydzieści sześć lat odkąd premierę miał jeden z najważniejszych albumów w historii muzyki rockowej, czyli słynny "The Wall" z repertuaru Pink Floyd. Czasy się zmieniają i, jako rzecze Roger Waters, zmieniają się także konteksty, ale mur wciąż dzieli kolejne pokolenia ludzi. Podnosimy przeciwko sobie kamienie, wdeptujemy swoje czaszki w bruk, zatapiamy się w swojej obłędnej podświadomości i odpływamy w te rejony naszych wyobrażeń, które zwodzą nas na manowce. My, ludzie, o których problemach przypomina Roger Waters w koncertowej inkarnacji "The Wall".

Wydany na dniach album reklamowany jest jako soundtrack do filmu w reżyserii Rogera Watersa i Seana Evansa. Dzieło zaprezentowane po raz pierwszy w 2014 roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto obejmowało przeszło dwie godziny występów Rogera Watersa w ramach trasy "The Wall Live" z okresu 2010-2013, choć "występy" to niesamowicie błahe słowo w porównaniu do zaiste spektaklu urządzanego na każdym koncercie zagranym przez legendarnego basistę, wokalistę, autora słów i kompozytora. Warto powiedzieć, że na wspominanej trasie Rogerowi Watersowi towarzyszył pokaźny sztab dźwiękowców, technicznych, inżynierów i przede wszystkim muzyków, takich jak m.in. Dave Kilminster, Snowy White, G. E. Smith, Jon Carin, Harry Waters czy Robbie Wyckoff, którzy sprawili, że "The Wall" znowu zaistniał w duszach prawie pięciu milionów ludzi, będących uczestnikami koncertów na całym świecie. Zaistniał zarówno w muzyce, jak również w wypowiedzianych słowach oraz zaprezentowanych obrazach. W sumie więc owy soundtrack do wspominanego filmu, szerzej: do ogromnej trasy koncertowej, próbuje syntetycznie opowiedzieć o budowaniu muru, egzystowaniu poza nim... i o jego niszczeniu. 

Brzmienie obu płyt zawartych na koncertowym wydawnictwie "The Wall" podpisanym przez Rogera Watersa należy określić jako satysfakcjonujące. Mówimy w końcu o warunkach koncertowych, wielkim i wymagającym wielu nakładów muzycznym teatrze, którego wszelkie blaski ciężko przenieść na płytę kompaktową bez utraty jakości. W każdym razie album studyjny "The Wall" z 1979 roku charakteryzował się fantastycznym brzmieniem, co sprawia, że jego koncertowa inkarnacja z 2015 roku odsłuchiwana w domowym zaciszu może ustępować o wiele starszemu oryginałowi. Oczywiście to wrażenie potęguje obecność w tym przedsięwzięciu wyłącznie jednego członka Pink Floyd - Rogera Watersa. Być może owe wydawnictwo udziela więc odpowiedzi ile straciłby wywoływany przeze mnie kultowy album, gdyby jego wyłącznym autorem był sam Roger Waters. Niemniej zagorzali fani legendy rocka progresywnego z pewnością ucieszą się na wieść, że na tegorocznym koncertowym "The Wall" wystąpili wcześniej wspomniani Jon Carin czy Snowy White, czyli muzycy przynajmniej powiązani z historią Pink Floyd. Piękna (i symboliczna) wydaje się też międzypokoleniowa współpraca Rogera ze swoim synem Harrym, który pewnie już nie zrobi spektakularnej kariery muzycznej, ale za to dotąd mógł wychowywać się ze swoim ojcem, a teraz stanąć u jego boku na deskach koncertowych całego świata.

Sama muzyczna interpretacja albumu jest w zasadzie wierna oryginałowi, co też nie powinno dziwić biorąc pod uwagę wiodący wkład Rogera Watersa w napisanie "The Wall" z 1979 roku. W niektórych momentach albumu zdarzyły się oczywiście dość swobodne improwizacje, jakieś kombinacje z liniami poszczególnych utworów czy spontaniczne ich rozciągnięcia, a wybrane zagrywki i solówki brzmią aż nazbyt nowocześnie ("One Of My Turns", "Hey You", "Run Like Hell"), co czasem odbiera ich szczerość, tudzież pewne kompozycje zostały wyposażone w nowy rodzaj patosu ("Goodbye Blue Sky", "Vera", "The Show Must Go On", "Outside The Wall"). Niemniej na ogół nie są to kwestie, będące dużym zaskoczeniem dla znawców "The Wall". Natomiast zaskakiwać mogą niektóre niuanse w strukturze dzieła, np. pojawienie się utworu "The Ballad Of Jean Charles De Menezes", będącego codą drugiej części "Another Brick In The Wall". To krótki fragment ku czci zamordowanego przez londyńską policję niewinnego człowieka Jeana Charlesa de Menezesa w 2005 roku - rzecz, która wskazuje jakiego typu mury dzielą dziś ludzi. Innymi zmianami wobec oryginału są także utwory "What Shall We Do Now?" oraz "Last Few Bricks", które jednak wywodzą się jeszcze z przełomu lat 70. i 80. ubiegłego wieku i powinny być znane fanom Pink Floyd. Warto dodać, ze zmienia się także wokal Rogera Watersa, nieco się starzeje i staje się coraz bardziej melancholijny, choć nie traci swojej mocy. Tymczasem towarzyszący artyście muzycy nie zawsze są w stanie dorównać wielkim poprzednikom. Najwyraźniej prawda w muzyce jest sumą przeżyć i doświadczeń, a nie tylko warsztatu.

Tak oto soundtrack do koncertowych wojaży Rogera Watersa nawet nie próbuje ścigać się z wielkością studyjnego oryginału. Każdy pojedynczy koncert Rogera Watersa i zaproszonych przez niego muzyków należy określić jako wielkie wydarzenie, przeżycie nie do zapomnienia na poziomie indywidualnego odbioru, aczkolwiek to i tak tylko refleksy "The Wall". Odbicia wyjątkowego albumu. Kanonu. Słusznie pozostaje jednak decyzja o wydaniu koncertowego "The Wall" przez Rogera Watersa i to nie tylko dlatego, że nie każdy mógł być na którymś z jego koncertów, ale dlatego iż dziś tworzą się mury pomiędzy współczesnymi pokoleniami ludzi. Mają one różne wymiary, sięgają polityki, tożsamości narodowej, religii i innych fundamentów życia. Może więc już czas, aby je zburzyć? Nie dajmy się zwariować w tym świecie, który nawołuje do wskrzeszania skrajnych wartości. My, ludzie, każdy z nas stojący poza murem!  

Ocena: 7/10

O albumie w skrócie...

Skład: Roger Waters (b, g, w), Dave Kilminster (g), Snowy White (g), G. E. Smith (g), Joe Carin (ik), Harry Waters (ik), Graham Broad (p), Robbie Wyckoff (w), Jon Joyce (w), Pat Lennon (w), Mark Lennon (w), Kipp Lennon (w)

Tracklista:

CD 1
1. In The Flesh?
2. The Thin Ice      
3. Another Brick In The Wall, part 1 
4. The Happies Days Of Our Lives        
5. Another Brick In The Wall, part 2     
6. The Ballad Of Jean Charles De Menezes  
7. Mother 
8. Goodbye Blue Sky   
9. Empty Spaces      
10. What Shall We Do Now?        
11. Young Lust

12. One Of My Turns
13. Don't Leave Me Now
14. Another Brick In The Wall, part 3
15. Last Few Bricks
16. Goodbye Cruel World   

CD 2
1. Hey You
2. Is There Anybody Out There?
3. Nobody Home
4. Vera
5. Bring The Boys Back Home
6. Comfortably Numb
7. The Show Must Go On
8. In The Flesh
9. Run Like Hell
10. Waiting For The Worms
11. Stop
12. The Trial
13. Outside The Wall
 

Kraj: 
Wielka Brytania

Produkcja:
Nigel Godrich

Dystrybucja:
Legacy Recordings

Gatunek:
Rock Progresywny, Art Rock

Rok wydania:
2015


Podsumowując: "Soundtrack do koncertowych wojaży Rogera Watersa nawet nie próbuje ścigać się z wielkością studyjnego oryginału"

Konrad Zola

1 komentarz:

  1. Roger Waters. Niegdyś wybitny muzyk, literat, nawet socjolog. Dziś - błyskotliwy, operatywny finansista doskonale wiedzący, gdzie szukać kasy i u kogo. Gościu zarzucił "Heartland", który wcześniej zapowiadał na rzecz obecnego "The Wall A.D 2015". Najpewniej doszedł do wniosku, że jego premierowy materiał kupią tylko ludzie inteligentni i obdarzeni słuchem muzycznym,a takich jest mało. Aktualną wersję "Muru" kto kupi? Oczywiście inteligentni i ze słuchem, ale w większości głusi i nierozgarnięci frustraci, młodzi gniewni buntownicy, wychowankowie domów dziecka, chłopcy wychowani przez nadopiekuńcze matki, słabi uczniowie i wszyscy inni ciekawscy, co to takiego to "The Wall" bo o tym się trąbi wszystkimi tubami(rocznik 90 i później) oraz dziadkowie ok 50 tki (m. in. ja) - odbiorcy "The Wall 1979" ze względu na sentyment. Waters doskonale o tym wie i pieniążki popłyną kaskadami. Ta to już jest. Jak ktoś ma osiem posiadłości, potrzebuje ich dwudziestu czterech, ktoś kto ma 6 willi z basenami, potrzebuje ich osiemnastu itd. Bogaty jest wiecznie nienachapany. Owszem, dobrze się tego słucha (gorzej niż oryginału), ale sztuka nie polega chyba na wielokrotnym sprzedawaniu jednego i tego samego towaru coraz to nowym naiwniakom. Do niedawna szanowałem Watersa (napisał furę wspaniałych kawałków). w 2015 roku - przestałem

    OdpowiedzUsuń