piątek, 15 kwietnia 2016

Joe Bonamassa "Blues Of Desperation" (recenzja)

W pierwszych słowach zaśpiewanych na swoim nowym albumie Joe Bonamassa oświadcza: "This train don't stop for no one". W istocie Amerykanin z New Hartford wydaje się niesamowicie rozpędzony. Tegoroczny album wirtuoza gitary to dwunaste wydawnictwo studyjne w jego twórczości solowej, ale do tego trzeba też doliczyć mnóstwo innych nagrań, czyli koncertów, kompilacji, kolaboracji oraz udziałów w różnych projektach i zespołach. Tak oto Joe Bonamassa, który nie przekroczył jeszcze czterdziestu lat, posiada dziś dorobek mogący obdzielić co najmniej kilku artystów, włączając w to również zagrane koncerty. Najważniejszy pozostaje przy tym fakt, że muzyk nie obniża formy, a jego kolejne nagrania odkrywają skalę możliwości, talentu i doświadczenia gitarzysty. Taki obrót spraw ma miejsce przy krążku zatytułowanym "Blues Of Desperation".

Następca wydanego przed dwoma laty ostatniego solowego materiału Bonamassy pt. "Different Shades Of Blue" zawiera w sumie jedenaście kompozycji utrzymanych w charakterystycznym dla niego blues rockowym klimacie. Fenomenalny gitarzysta do perfekcji opanował ten styl stając się dziś jednym z najważniejszych jego przedstawicieli. Nie może być inaczej jeśli artysta w nagraniach sięga po trzynaście różnych gitar, których stężenie esencjonalności przekroczyło wszelkie dozwolone limity. Bonamassa uwielbia szczególnie modele z lat 50. i 60. ubiegłego wieku, co akurat dobrze komponuje się z dziejami i rozwojem blues rocka na świecie, będąc wyraźnym odzwierciedleniem klimatu zawartego na krążku "Blues Of Desperation". W ten sposób nowy album gitarzysty stanowi jeszcze jeden klejnot w koronie tego współczesnego mistrza blues rocka, a jednocześnie potwierdza wyjątkowość i znaczenie Bonamassy dla gatunku.

W pracach nad nagraniami, które odbyły się w Grand Victor Studios w Nashville, oprócz samego Bonamassy udział wzięli muzycy, którzy w większości powinni być znani fanom jego twórczości. To ekipa profesjonalistów, twórców bluesa, instrumentalistów operujących perkusją, basem, klawiszami, saksofonem i trąbką, a zarazem też muzyków czujących klimat pomysłów głównego autora albumu "Blues Of Desperation". W sumie więc na krążku wszystko gra jak w porządnym zegarku. Materiał zachwyca swoją żywiołowością, serią niekontrolowanych wypuszczeń i improwizacji, a nade wszystko pomysłowością i techniką Bonamassy. Nie jest to bowiem wyrachowana próbka jego wysokich umiejętności gitarowych, choć ten instrument pełni tu wiodącą rolę w najlepszej z możliwych odsłon, ale soczysta kolekcja blues rocka. Kompozycje przedstawione przez Bonamassę na nowym krążku dają dużo takiej nieskazitelnej, naturalnej radości, wywołując przy tym mnóstwo pozytywnych emocji i pozwalając zagłębić się w świat nad wyraz atrakcyjnego klimatu - wyrazistego, pogodnego i niekiedy lirycznego, a wszystko to w rytm doskonałych zagrywek i solówek gitarowych Bonamassy.

Tak więc "Blues Of Desperation" to w głównej mierze nieposkromione schematami namiętności wybitnie uzdolnionego gitarzysty z New Hartford. Pociąg riffów, improwizacji i wypuszczeń, o którym w pierwszym utworze pt. "This Train" śpiewa Bonamassa, a którego klimat bez wątpienia oddają też numery "Mountain Climbing", "No Good Place For The Lonely",  "You Left Me Nothin' But The Bill And The Blues" i "Distant Lonesome Train", których cechą wspólną są wiodące motywy gitarowe - każdy z wymienionych utworów opiera się na charakterystycznym pomyśle, czasem wizjonersko rozwijanym na przestrzeni kompozycji, czasem też galopującym pomiędzy seriami instrumentów. Prawdziwą bombą w talii nowych utworów Bonamassy jest kompozycja tytułowa, w której to gitarzysta na tyle posunął swoje inspiracje, iż trafił w przestrzeń progresywną. Partie jego gitar w finałowej części utworu bez trudu przywołują skojarzenie o prog rockowych eksperymentach, dalekich wypuszczeniach i poszukiwaniach najlepszego brzmienia w najbardziej wymyślnych strukturach. Bonamassa wcale się od tego typu pomysłów nie odwraca, a lista jego eksperymentów bynajmniej nie zamyka się na kompozycji "Blues Of Desperation", choć w niej właśnie są one najbardziej widoczne.

Znakomity gitarzysta to jednak również sporo akustycznych, ocierających się o country rocka pomysłów, które zostały zawarte głównie w utworach "The Valley Runs Low" i "Livin' Easy", częściowo też w finałowej kompozycji "What I've Known For A Very Long Time". Nie ma tu miejsca na pośpiech albo zwarte konwencje. Bonamassa sprawia wrażenie totalnie wyluzowanego muzyka, improwizującego, szarpiącego struny niemalże w stanie niebiańskiego uniesienia, a całość została zagrana klasycznie, w zupełnym odprężeniu, ale bez utraty właściwego artyście kunsztu. To określenie - kunszt - mogłoby posłużyć za zgrabną definicję albumu "Blues Of Desperation", choć znalazło się tu również miejsce na wizjonerstwo, które z owego kunsztu wynika i osiąga wręcz kosmiczny poziom. Myślę o fragmentach większości kompozycji, ale też o utworze "How Deep This River Runs", trochę niepozornym, kokietującym słuchacza swoją podniosłością i zarazem zwiewnością, choć w swej formie osadzającym na królewskim blues rockowym tronie jego autora.

W zestawieniu z wymienioną dziesiątką trzeba zlokalizować singla zatytułowanego "Drive". Ta romantyczna, piękna ballada wyróżnia się na tle całego albumu swoją oszczędną formą. Bonamassa podróżuje, a każde jego szarpnięcie struny w tej podróży działa jak narkotyk. Muszę przyznać, że to jeden z moich ulubionych utworów na "Blues Of Desperation". Może ze względu na swoją niewinną strukturę, a może niewymagający efekciarstwa geniusz Bonamassy? Argumentów znajdzie się więcej, bo przecież w tym i kilku innych utworach na płycie klimatyczne tła wokalne tworzą Mahalia Barnes, Jade McRae i Juanita Tippins, a sam wokal Bonamassy choć pozbawiony fajerwerków (...których i tak nikt nie oczekuje przy tego typu muzyce) to doskonale wpisuje się w klimat dzieła. Tak więc Joe Bonamassa nie umarł przed trzydziestką, ale to nie stoi na przeszkodzie, aby stał się legendą. W zasadzie to już nią jest. 

Ocena: 9/10

Joe Bonamassa
O albumie w skrócie...

Skład: Joe Bonamassa (g, w), a także Anton Fig (ip, p), Greg Morrow (ip, p), Michael Rhodes (b), Reese Wynans (ik), Lee Thornburg (tr), Paulie Cerra (sax), Mark Douthit (sax) oraz Mahalia Barnes, Jade McRae i Juanita Tippins (w)

Tracklista:
1. This Train
2. Mountain Climbing
3. Drive
4. No Good Place For The Lonely
5. Blues Of Desperation
6. The Valley Runs Low
7. You Left Me Nothin’ Nut The Bill And The Blues
8. Distant Lonesome Train
9. How Deep This River Runs
10. Livin’ Easy
11. What I’ve Known For A Very Long Time
              


Kraj: 
USA

Produkcja:
Kevin Shirley, Roy Weisman

Dystrybucja:
J&R Records

Gatunek:
Blues Rock, Hard Rock, Country Rock

Rok wydania:
2016

Podsumowując: "Joe Bonamassa, który nie przekroczył jeszcze czterdziestu lat, posiada dziś dorobek mogący obdzielić co najmniej kilku artystów, włączając w to również zagrane koncerty. Najważniejszy pozostaje przy tym fakt, że muzyk nie obniża formy, a jego kolejne nagrania odkrywają skalę możliwości, talentu i doświadczenia gitarzysty"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz