czwartek, 2 czerwca 2016

Different Light "The Burden Of Paradise" (recenzja)

Korzenie zespołu Different Light sięgają Malty. To tam w 1994 roku Trevor Tabone, Mark Agius Cesareo, Richie Rizzo i Trevor Catania uformowali zespół, który rok później zaprezentował się na wielu scenach koncertowych, promując zarazem pierwsze utwory z nadchodzącego dużego debiutu. Ów krążek zatytułowany "All About Yourself" został wydany w 1996 roku i wróżył Different Light dużą karierę. Niestety wkrótce skład zespołu uległ pewnym rotacjom, aczkolwiek jej support przed koncertem Fisha w 1998 roku należy ocenić jako sukces. To tyle jeśli chodzi o Different Light... o mały włos! Zespół narodził się bowiem na nowo w czeskiej Pradze w 2008 roku. Trevor Tabone wskrzesił kapelę w tym malowniczym mieście, w czym pomogli mu Hynek Kocourek i Petr Lux. To z kolei zaowocowało wydaniem w 2009 roku drugiego dużego albumu Different Light zatytułowanego "Icons That Weep". Kolejne lata to jednak kolejne zmiany w zespole. Tak oto obecnie jego skład tworzą Trevor Tabone, Petr Lux oraz Jirka Matousek i Petr Matousek. Ten kwartet podpisał się pod trzecim dużym albumem Different Light, krążkiem zatytułowanym "The Burden Of Paradise".

Dzieło zarejestrowane w 3bees studio na przełomie 2014 i 2015 roku, wydane w zasadzie własnym (...i dość skromnym) sumptem, zawiera w sumie osiem utworów. W każdym razie struktura przynajmniej trzech charakteryzuje się dużym rozbudowaniem, co sprawiło, że w niektórych zestawieniach "The Burden Of Paradise" określa się jako album, w skład którego wchodzi dwadzieścia jeden utworów. Wszystko to za sprawą klasycznej prog rockowej struktury dzieła, wypełnionego niemalże niezauważalnymi przejściami pomiędzy utworami, płynną sekcją instrumentalną (gitary, bas, perkusja i klawisze) oraz ciepłym brzmieniem. Ciekawe, że wsłuchując się w ten album naprawdę trudno zauważyć zarówno genezę zespołu (Malta), jak i jego aktualne położenie (Republika Czeska). Different Light brzmi bowiem nie tyle światowo, co po skandynawsku, a ściślej: po szwedzku. Kapela zaproponowała płytę bliską sztandarowym dokonaniom legendarnego The Flower Kings, szczególnie na poziomie wspomnianego brzmienia krążka, ale też na poziomie licznych zagrywek, wypuszczeń i solówek, a także sekcji wokalnej. Album "The Burden Of Paradise" to także płynące z nurtem skandynawskiego morza przesłanie, mówiące o trudach przemijania, o samotności i o niewykorzystanych szansach w życiu, nasączone jednak pewną nutą optymizmu, choć finalnie dość gorzkie, będące pouczającą refleksją o tym, że warto cieszyć się życiem, a nie dążyć za wszelką cenę do realizacji górnolotnych celów. Different Light mówi, że czasem warto spróbować zrzucić z siebie obciążenia idyllicznego rajskiego życia.

Trwający kilka minut ponad godzinę krążek otwiera pierwszy z wielowątkowych utworów na nowym albumie Different Light, czyli podzielona na osiem części kompozycja "In The Grand Scheme Of Things". Pierwsza część to niemalże filmowe intro, oparte na wyrazistych dialogach, które wkrótce rozbijają się o przyjemne dźwięki gitar i łagodny wokal Trevora Tabone, będącego też autorem ładnych partii klawiszowych - formy deklaracji tego, kto w Different Light komponuje najwięcej muzyki. W każdym razie Trevor Tabone pozwala rozwijać się szczególnie gitarzyście, który jest z nim od czasu reaktywacji zespołu. Petr Lux czaruje tu bowiem świetnymi zagrywkami gitarowymi, a jego solówki, pierwsza zaprezentowana już w drugiej części "In The Grand Scheme Of Things", powinny się spodobać wrażliwym fanom rocka progresywnego. Different Light potrafi też mocno przyłożyć, jak w trzeciej części wspomnianego utworu, zasuwając szybko i łamiąc schematy, niespodziewanie zbliżając się w ten sposób do space rocka. Niemniej przemierzanie różnych nurtów rocka stanowi pewną formę wyrazu Different Light, świadczą o tym też czwarta i piąta część wspomnianego otwarcia "The Burden Of Paradise", pełne rozmaitych ukłonów, choćby w kierunku art rocka, folku czy hard rocka. W każdym razie zespół jednak trwale pozostaje wierny swojemu rdzeniowi, jakim w tym przypadku jest rock progresywny, po którym zresztą sprawnie się porusza, o czym świadczą kolejne rozmaite wątki utworu "In The Grand Scheme Of Things", połączone w spójną i logiczną całość. Fragmentami zdarzyło się tu, iż zespół zabrzmiał nieco naiwnie, jak w części szóstej, ale to tylko drobiazg na kanwie dobrze brzmiącego prog rocka. Sama kompozycja stanowi przykład progresywnego majstersztyku.

W każdym razie "The Burden Of Paradise" to także inne kompozycje. W bardzo optymistyczny nastrój wprowadza utwór "Voice Of Outside" o klimacie odcinającym moje skojarzenie ze szwedzkim prog rockiem, ponieważ nawiązującym do nagrań brytyjskiego Marillion z okresu gry z Fishem (...czyżby koncertowy support sprzed dwóch dekad wywarł tu jakieś piętno?). W zawartości trzeciego dużego albumu Different Light znalazło się także miejsce na instrumentalną kompozycję "A St. Martin's Summer", będącą prawdziwym popisem umiejętności klawiszowych Trevora Tabone i gitarowych Petra Luxa. Ci dwaj panowie rozumieją się tu bezbłędnie i brzmią porywająco! Pełna fajerwerków i zarazem głębokich przestrzeni kompozycja "A St. Martin's Summer" stanowi jedną z najlepszych ilustracji nieprzeciętnych możliwości Different Light i wartości trzeciego albumu kapeli. Tymczasem inaczej prezentuje się inny instrumental na krążku, tym razem nasiąknięty epickimi zagrywkami w stylu ostatnich dokonań Dream Theater "Mare Imbrium", będący jednak krótką miniaturą, wprowadzają raczej do kolejnego utworu Different Light, aniżeli stanowiący samodzielną kompozycję. W każdym razie w tej tajemniczo brzmiącej miniaturze powracają wątki zasygnalizowane w intro do albumu, czyli zaprezentowane w filmowej konwencji dialogi (...choć w tym przypadku mamy do czynienia raczej z głośnym monologiem). Muszę przyznać, że to bardzo interesująca próba urozmaicenia muzyki zawartej na albumie "The Burden Of Paradise". Interesująca i skuteczna.

Dwa inne wielowątkowe utwory w zawartości trzeciego albumu studyjnego Different Light, czyli "Eternal Return" oraz "In Love and War", mają w sobie sporo podobnych rozwiązań do "In The Grand Scheme Of Things". Szczególnie pierwsza wymieniona kompozycja, rozpisana na sześć części, utrwala wyobrażenie o ponadprzeciętnych prog rockowych możliwościach Trevora Tabone i jego kompanów. Numer utrzymany w nieregularnym tempie oferuje szeroką paletę pomysłów, na ogół opartych na licznych autonomicznych zagrywkach klawiszowych. Myślę, że Trevor Tabone w zasadzie zdominował tę część albumu "The Burden Of Paradise", ponieważ owym klawiszowym uniesieniom na ogół towarzyszy wyłącznie wokal wspomnianego artysty, zaś pozostała sekcja instrumentalna została w "Eternal Return" zepchnięta do roli drugoplanowej z nielicznymi wyjątkami pod postacią solówek gitarowych Petra Luxa, zaprezentowanych przede wszystkim w ostatniej improwizowanej części tego utworu. Natomiast kompozycja "In Love an War", o zapadającym w pamięć prostym i mądrym tekście: "In love and war, we have no friends, we just want more, there is no end in love and war", charakteryzuje się bardzo dynamiczną i żywą strukturą. Seria witających na starcie utworu partii klawiszowych Trevora Tabone powoli jednak ustępuje progresywnej przestrzeni, do której jeszcze na dystansie tego utworu grupa Different Light wepchnęła instrumentalne odjazdy na poziomie gitar (w tym akustycznej) i tym razem dość aktywnych bębnów. Fantastycznie w ramach tego utworu wypadł też podział jego dwóch części: "Love" i "War", które na poziomie instrumentów zespołu dają się wyraźnie rozgraniczyć, inaczej niż w przypadku wokalu Trevora Tabone, który na przestrzeni całego albumu utrzymywał się w ramach jednej tonacji, niekiedy wspartej chórkami.

Ten rozbudowany album zamykają, a jakże, subtelne partie klawiszowe Trevora Tabone w utworze "All For You". To kolejny przykład prog rockowej klasyki w wykonaniu Different Light, a zarazem przepływająca pomiędzy zmysłami słuchacza balladowa kompozycja o gorzkim, refleksyjnym tekście, będąca dobrym stemplem na tym ponadprzeciętnym materiale. W ten sposób sądzę, że dobrze się stało, iż kapela przetrwała pomimo różnych przeciwności losu. Different Light ma dziś przeszło dwadzieścia lat, choć album "The Burden Of Paradise" to dopiero trzeci duży materiał w dorobku zespołu. To bez znaczenia, bo witalność kapeli pozostaje, jak u młodych adeptów gatunku. Krążek powinien więc trafić do wszystkich fanów klasycznie brzmiącego rocka progresywnego o dobrym, współczesnym brzmieniu. W tym przypadku nie ma znaczenia gdzie sięgają korzenie Different Light, ponieważ muzyka zespołu sprawnie wpisuje się w europejskie kanony gatunku. Dodając do tego autorskie pierwiastki talentu i doświadczenia życiowego otrzymamy rezultat, który powinien być chlubą na firmamencie współczesnej progresji.

Ocena: 8/10

O albumie w skrócie...
 
Skład: Trevor Tabone (ik, w), Petr Lux (g, w), Jirka Matousek (b), Petr Matousek (p)

Tracklista:
1. In the Grand Scheme of Things 
i. The Schemer Wakes
ii. Letters for Alice, iii. Happiness 
iv. The Stalker Walks
v. Pascal's Wager
vi. Out of the Goldilocks Zone
vii. Together There
viii. The Schemer Sleeps
2. Voice of Outside
3. A St. Martin's Summer
4. Eternal Return 

i. New Promise
ii. At First Light
iii. Nectar Junky
iv. A Carpathian Day
v. Default Setting Escape
vi. Waking Moment
5. Transient Dream
6. Mare Imbrium
7. In Love and War 

i. Love 
ii. War
8. All for You
  
Trevor Tabone

Kraj:
Republika Czeska

Produkcja:
Trevor Tabone

Dystrybucja:
Different Light

Gatunek:
Rock Progresywny

Rok wydania:
2016

Podsumowując: "Different Light mówi, że czasem warto spróbować zrzucić z siebie obciążenia idyllicznego rajskiego życia"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz