środa, 22 czerwca 2016

Purson "Desire's Magic Theatre" (recenzja)

Usłyszałem kiedyś opinię, że na muzyce psychodelicznej jeszcze nikt dobrze nie wyszedł, zarówno jeśli chodzi o twórców tego gatunku, jak również jego słuchaczy. Wszyscy prędzej czy później albo toną w odmętach narkotykowego szaleństwa, albo odchodzą od psychodelii, radykalnie przy tym zmieniając swoje zainteresowania. Znany jest powszechnie przypadek psychodelicznego księcia Syda Barretta, który w tych klimatach postradał zmysły, umierając w zapomnieniu i szaleństwie. Można sądzić, że wraz z Barrettem umarła też prawdziwa psychodelia, ale czy na pewno...? 

Na angielskiej scenie daje się w ostatnim czasie zaobserwować wzrost aktywności zespołów grających rocka psychodelicznego. Jednym z nich jest londyński Purson, gdzie największą uwagę przykuwa Rosalie Cunningham, mająca dziś szansę stać się psychodeliczną księżniczką. Intrygująca ex członkini i założycielka Ipso Facto nie tylko śpiewa, ale też gra na gitarze, basie, instrumentach klawiszowych i perkusji, a ponadto komponuje, rysuje i pisze teksty. Nie ma jeszcze trzydziestu lat, a już samodzielnie powołała do życia kolejną kapelę, wspomniany Purson, który w tym roku wydał swój drugi duży album zatytułowany "Desire's Magic Theatre". To dzieło stanowi dowód, że psychodelia jednak nie umarła, ponieważ odradza się na nowo w swej niebezpiecznie pociągającej formie, wywołującej moc skojarzeń z klubem UFO, choć dostosowanej do współczesnych standardów brzmienia.

Album "Desire's Magic Theatre" zawiera w sumie dziesięć kompozycji. Ich bohaterką jest oczywiście wspomniana Rosalie Cunningham, która wartość liryczną dzieła ozdobiła takimi sformułowaniami, jak teatr, babilon, matka ziemia, cyganie, miłość, kult, zaufanie, niespodzianka, turkawki, słońce, mgła, cienie, góry... czy kojarzycie to uczucie, gdy wszystko nabiera tempa, w głowie pojawia się wirowanie, a dusza otwiera się na nowe doświadczenia? Te esencjonalne dla psychodelii odczucia, ubrane w kosmate słowa, tworzą oś drugiego albumu Purson. Pod tym względem "Desire's Magic Theatre" nawiązuje do wzorców gatunku, co szczególnie dobrze prezentuje się, gdy krążek trafia na słuchaczy wprowadzonych do odpowiedniego nastroju. Wówczas nawet Rosalie Cunningham zaczyna kręcić się na hipnotycznej okładce albumu, a jej czarne włosy odsłaniają piękne, naturalne piersi... to chyba najmocniejszy atut tego magicznego teatru przepełnionego różnymi pragnieniami. To, iż dzieło dobrze komponuje się z używkami.
 
W sensie muzycznym krążek musi trafić na podatny grunt - inaczej grozi mu niezrozumienie. Trzy kwadranse albumu "Desire's Magic Theatre" oferują oldschoolowe kawałki, oparte na nieco zakurzonym brzmieniu, numery pełne licznych "niemodnych" zagrywek gitarowych, rozmaitych instrumentalnych urozmaiceń i nade wszystko charyzmatycznego wokalu. Rosalie Cunningham brzmi wspaniale! Jej wokal jest wyrafinowany, mocny i zdecydowanie wyróżniający się spośród pospolitych kobiecych głosów. Rejestry, które osiąga londyńska pretendentka do psychodelicznej korony niekiedy przykrywają sekcję instrumentalną, choć ta otrzymała na krążku też sporo autonomicznych partii, jak w zakręconym utworze tytułowym (fantastyczna improwizacja w finale!), najdłuższej w perspektywie krążka kompozycji "The Bitter Suite" (przeszło siedem minut kwaśnych psychodelicznych odjazdów) albo w niemalże crimsonowskiej balladzie "The Sky Parade".  

Sekcja instrumentalna Purson, oczywiście z udziałem Rosalie Cunningham, potrafi też zagrać w sprawdzonej, wyrazistej rockowej konwencji, o czym mogą świadczyć dynamiczne utwory "Electric Landlady" i "The Way It Is", choć w każdej z tych kompozycji wyłania się też sporo oryginalnych zagrywek i pomysłów, świadczących o niepohamowanym temperamencie kapeli. Jeszcze bardziej niebanalność Purson akcentują numery trudne do jednoznacznego zdefiniowania, łączące ducha psychodelii, pewną groteskowość w niej drzemiącą, a także klasycznego rocka, co można sprawdzić słuchając "Dead Dodo Down" (cyrkowe instrumenty klawiszowe!), "Pedigree Chums" (efekty! saksofon!), czy też kojąco zwiewny "The Windows Cleaner", a nade wszystko bardzo urozmaicony, przywołujący trochę saloon'owe duchy numer "Mr. Howard" (fantastyczne przestrzenie, clou psychodelii!). Jeszcze jedną formą wyrazu Purson jest leniwa ballada "I Know", czyli integralna część soundtracku do powolnego odpływania.

Myślę zatem, że "Desire's Magic Theatre" to wartościowy album. Płyta osadzona w psychodelii tak bardzo, jak niewiele innych współczesnych wydawnictw, choć mimo wszystko sygnalizująca ducha naszych czasów. Czy zatem Purson ma szansę wywołać nową falę rocka psychodelicznego? Muzyczne wytwory tego nurtu zyskują uznanie tylko u wąskiego grona odbiorców, dziś węższego niż publiczność UFO. Pod tym względem
"Desire's Magic Theatre" może liczyć na zainteresowanie, choć pozbawione szans na zaistnienie w obiegu masowym. Chyba, że Rosalie Cunningham stanie się ikoną, a ma ku temu wszelkie predyspozycje.
Ocena: 8/10

Rosalie Cunningham
O albumie w skrócie...

Skład: Rosalie Cunningham (b, g, ik, ip, w), Raphael Mura (p), George Hudson (g), Justin Smith (b), Anna Scott (wiola), Jon Seagroatt (flet, sax)

Tracklista:
1. Desire's Magic Theatre
2. Electric Landlady
3. Dead Dodo Down
4. Pedigree Chums
5. The Sky Parade
6. The Window Cleaner
7. The Way It Is
8. Mr. Howard
9. I Know
10. The Bitter Suite


Rok wydania:
2016
Kraj: 
Wielka Brytania

Produkcja:
Rosalie Cunningham

Dystrybucja:
Spinefarm Rcords

Gatunek:
Psychodelia

Podsumowując: "Album [...] zawiera w sumie dziesięć kompozycji. Ich bohaterką jest [...] Rosalie Cunningham"

Konrad Zola
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz