czwartek, 26 stycznia 2017

Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day" (recenzja)

W mijającym świetle dnia, niepewnym i drapieżnym, na rynku ukazał się nowy album Pain Of Salvation. To wyjątkowy materiał w dyskografii szwedzkiego zespołu przynajmniej z kilku widocznych powodów. Po pierwsze to dziesiąty duży album Pain Of Salvation, po drugie od debiutanckiego wydawnictwa upłynęło dwadzieścia lat, choć przecież owa debiutancka "Entropia" miała swoją premierę w sierpniu 1997 roku, a "In The Passing Light Of Day" ukazał się w połowie stycznia. Kto jednak lubi tego typu jubileuszowe gierki, to w tym przypadku może doszukiwać się symbolicznego zamknięcia pewnego etapu w karierze i twórczości Daniela Gildenlöwa. Jest i po trzecie, może nie tak widoczne jak te dwa wymienione, ale najbardziej istotne. Okazuje się bowiem, że "In The Passing Light Of Day" to materiał piękny, a równocześnie przywracający Daniela Gildenlöwa do świata żywych. To jego nowe narodziny, jak artysta sam zresztą o tym materiale mówi.

Różnie układały się losy Pain Of Salvation. Dziś skład zespołu, z wyłączeniem oczywiście Daniela Gildenlöwa, nie przypomina tej ekipy, która nagrała choćby wcześniej przywołaną "Entropię". Ba! Z tamtego składu w Pain Of Salvation ostał się tylko Daniel Gildenlöw, który niejako zawłaszczył dla siebie kierunki rozwoju lirycznego i instrumentalnego zespołu, będącego przecież jego suwerennym tworem. Nie ma więc w tym nic dziwnego, że "In The Passing Light Of Day" stanowi intymną opowieść Daniela Gildenlöwa o jego chorobie, zakażeniu paciorkowcem, długiej hospitalizacji i cierpieniu doświadczanemu w szpitalnym łóżku. Dla tak wrażliwego twórcy kilkumiesięczny pobyt w szpitalu, związane z tym poważne zabiegi, bez wątpienia stały się zalążkiem artystycznej wizji. On sam dziś mówi, że w mijającym świetle dnia, w bólu i niepewności, przypominał sobie jak należy żyć, a doświadczenie szpitalne traktuje jako oczyszczenie, którym dzieli się ze słuchaczami na krążku "In The Passing Light Of Day".

Dziesiąty album studyjny Pain Of Salvation zawiera dziesięć kompozycji osadzonych w charakterystycznym, wypracowanym przez lata stylu. Kilka pierwszych dźwięków "In The Passing Light Of Day" z miejsca przywołuje skojarzenia z Danielem Gildenlöwem i jego zespołem. To duża wartość w czasach, w których wiele uznanych kapel poszukuje własnej, dawno zatraconej tożsamości. Pain Of Salvation taki stan nie grozi, choć warto zwrócić uwagę, że głównego twórcę w komponowaniu muzyki na nowym albumie wsparł Ragnar Zolberg, mający stosunkowo krótki staż w zespole. To, co wyróżnia się na krążku to także obecność instrumentów nietypowych, tj. sekcji smyczkowej, rogów, oboju i melotronu, a na dystansie albumu łatwo też usłyszeć efekty... szpitalnej codzienności, co oczywiście uzasadnia liryczna wymowa albumu. Warto w tym miejscu uświadomić sobie także fakt, że zdjęcia autorstwa Larsa Ardarve, które znajdują się w booklecie "In The Passing Light Of Day" zostały wykonane w tym samym szpitalu, w którym w pierwszej połowie 2014 roku przebywał Daniel Gildenlöw. Mało tego. Artysta w 2016 roku powrócił do tego samego pokoju, w którym w mijających światłach dni przeżywał cierpienia. Ta sesja należy do jednej z najciekawszych z jakimi dotąd miałem do czynienia, a pikanterii dodaje fakt, że Lars Ardarve planował położyć Daniela Gildenlöwa do tego samego łóżka, które przepocił z bólu w czasie choroby. Łóżko jednak nie zostało odnalezione.

Za to Pain Of Salvation dobrze odnajduje się w rzeczywistości muzycznej w 2017 roku. Tak oto w zawartości "In The Passing Light Of Day" mamy do czynienia z licznymi momentami drapieżnej ekspresji zespołu, ostrego metalowego zasuwu, będącego próbą kreowania bólu towarzyszącego tej płycie w zasadzie na każdym kroku. Taki jest choćby utwór "On a Tuesday", który jednak w charakterystycznej dla zespołu przestrzenności oferuje także liczne fragmenty subtelnych uniesień, odpływania gdzieś do progresywnych pejzaży, czarowania gitarowo-klawiszowym dźwiękiem. Fenomenalnie zarówno w tym utworze, jak i na całym krążku prezentuje się wokal Daniela Gildenlöwa, jak zawsze wszechstronny, niezwykle urozmaicony, wcielający się w różne role, pokazujący swoje możliwości od krzyku po płacz. Sama kompozycja "On a Tuesday" to także charakterystyczna dla Pain Of Salvation nieregularność klimatu, proponowana zawsze w przypadku tego zespołu w utworach wielowątkowych, tak aby balansować pomiędzy naturalną instrumentalną drapieżnością a oczyszczającymi duszę melodiami. To reprezentatywny przykład monstrualnych możliwości zespołu zaprezentowanych na "In The Passing Light Of Day", które dodatkowo uwydatnia piękny tekst. Szczególnie emocjonująco wybrzmiewa tu prośba Daniela Gildenlöwa wygłoszona wobec pielęgniarki Veroniki Larsson. Prośba, która została zapisana w słowach: "For any God of come-what-may". Spróbujcie sobie tego posłuchać myśląc o Veronice...

Album "In The Passing Light Of Day" zawiera jeszcze dwa inne wielowątkowe utwory, w tym kompozycję tytułową oraz przecinającą album "Full Throttle Tribe". Tytuł nawiązujący do plemienności nie powinien nikogo zdziwić. W nowym albumie Pain Of Salvation znalazło się bowiem sporo odwołań do natury człowieka, jego pierwotnych zachowań, leżącej w nim etniczności. Tak oto zarówno w kompozycji "Full Throttle Tribe", nękanej swoją drogą nieco uciążliwą perkusją, jak również w całym dziele często można natknąć się na patenty instrumentalne budzące skojarzenia z plemiennymi klimatami. Jakkolwiek by nie było kompozycja "Full Throttle Tribe" stanowi zręczny przykład rocka/metalu progresywnego nieodpornego na zmiany tempa, natężenie dźwięków, a także właściwego dla Szwedów rozchwiania emocjonalnego, które swoją najbardziej agresywną formę prezentuje w finale utworu. W każdym razie prawdziwym finałem "In The Passing Light Of Day" jest kompozycja tytułowa (...wyłączając słówko "in"). To nie tylko najdłuższy utwór w dziejach Pain Of Salvation, to prawdziwa spowiedź Daniela Gildenlöwa, najbardziej intymny i wzruszający numer w jego twórczości. Balladowa reminiscencja, metalowe wyobrażenie, ogromne pokłady emocji, potężne instrumenty, niesamowite wokale, wreszcie też słowa: "Chciałbym być taki jak słońce"... czy może być coś piękniejszego? Czy istnieją argumenty, które nowemu albumowi Pain Of Salvation mogą odebrać esencję opowiedzianej historii?

Ponad tym muzycy Pain Of Salvation na nowym albumie zaproponowali pomysły w swoim stylu i nie tylko. Znalazły się tu nieco histeryczne i bardzo ciężkie, zdecydowanie ponad standard kapeli utwory "Tongue Of God" i "Reasons" (...choć ten drugi jak na huśtawce zabawia się emocjami), a także symbolizowaną magicznymi wstawkami mocną, bardziej piękną, niż regularną balladę "Meaningless" oraz opartą na partiach klawiszowych tym razem klasyczną, niezwykle wzruszającą balladę "Silent Gold". Jakie głębokie wyznania czyni tu Daniel Gildenlöw, jak bardzo instrumentaliści Pain Of Salvation próbują stworzyć dla tego muzyka odpowiedni nastrój, to trzeba samemu usłyszeć. Przy okazji nie wolno zapominać, że Daniel Gildenlöw na krążku "In The Passing Light Of Day" zarejestrował wiele świetnych partii gitarowych, może pozbawionych wirtuozerii, ale dobrze wkomponowujących się w klimat dzieła. Szczególnie dobrze daje się to odczuć w utworach naznaczonych formą eksperymentu, takich jak "Angel Of Broken Things", który to w swej nietypowej strukturze wywołuje duże napięcie. Daniel Gildenlöw siedząc rozbity przy oknie, jako zresztą wskazuje zdjęcie z bookleta, niepospiesznie acz starannie wyśpiewuje kolejne wersety, aby dotrzeć do najlepszej solówki gitarowej w zawartości "In The Passing Light Of Day". Czysta wirtuozeria.

Generalnie finał nowego albumu Pain Of Salvation okazuje się mocnym przeżyciem. Cały krążek należy ocenić wysoko, ale zespół począwszy od utworu "Angel Of Broken Things" pozwolił sobie na grupę pomysłów dla niego nietypowych, jak wspomniałem eksperymentalnych. Trudno bowiem inaczej określić "The Taming of a Beast", który co prawda mocno trzyma się rdzenia twórczości zespołu, ale jego retro-rockowy background pozwala zdecydowanie lepiej poznać inspiracje Daniela Gildenlöwa. To kawał dobrego rockowego grania, dodatkowo zwieńczonego tekstem na sztandary: "To burn, to run, to fail, to fall, to turn", brzmiącym szczególnie przekonująco w ustach zachrypniętego wokalisty Pain Of Salvation. Czy taki był zamysł? Tymczasem przed opisywanym wcześniej wielkim finałem pod postacią kompozycji tytułowej pojawia się raz jeszcze ballada pod postacią - o mały włos - żałobnego "If This Is The End", którego nietypowość polega na folkowym posmaku, a wymowa skłania do poszukiwań solidnej gałęzi... do czasu, gdy kompozycja nie łamie się, niemal jak w ostatniej myśli niedoszłego samobójcy, pod ciężarem słowa: "Stay", które z ogromną pasją wyśpiewał Daniel Gildenlöw. 

Wokół tej intensywności dźwięków, przesłania napisanego prawdziwą historią, można więc ogłosić powrót Pain Of Salvation w wielkim stylu. Bez wątpienia Daniel Gildenlöw przeżył przemianę, dziś bardziej skłania się ku Bogowi, a suma jego trudnych doświadczeń może wkrótce doprowadzić do ocieplenia brzmienia jego kolejnych albumów. Na razie jednak Pain Of Salvation ma się znakomicie, a album "In The Passing Light Of Day" stanowi tego najlepsze potwierdzenie. To piękny materiał, choć naznaczony bólem, cierpieniem i walką. Osobiście posiadam wersję rozszerzoną albumu wydaną w formię czarnego mediabooku, niemalże pogrzebowego nokturnu, którego intencje zdradzają tylko białe plemienne symbole. To symbole zwycięstwa Pain Of Salvation. Symbole tego, że Daniel Gildenlöw stworzył kolejny świetny album w tym mijającym świetle dnia, niepewnym i jakże drapieżnym.

Ocena:  9/10 

O albumie w skrócie... 

Skład: Daniel Gildenlöw (g, w), Ragnar Zolberg (g, w), Gustaf Hielm (b, w), Daniel Karlsson (ik, w), Léo Margarit (p, w), a także Camilla Arvidsson (skrzypce), David Ra-Champari (skrzypce), Peter Kvint (b, melo, w), Halfdan Arnason (b), Anette Kumlin (obój, rogi)

Okładka wersji rozszerzonej albumu
Tracklista:
1. On a Tuesday
2. Tongue of God
3. Meaningless
4. Silent Gold
5. Full Throttle Tribe
6. Reasons
7. Angels of Broken Things
8. The Taming of a Beast
9. If This Is The End
10. The Passing Light Of Day         
Kraj: 
Szwecja

Produkcja:
Daniel Bergstrand

Dystrybucja:
Inside Out Music

Gatunek:
Rock Progresywny, Metal Progresywny

Rok wydania:
2017

Podsumowujac: "Czy istnieją argumenty, które nowemu albumowi Pain Of Salvation mogą odebrać esencję opowiedzianej historii?"

Konrad Zola

3 komentarze:

  1. Jakoś nigdy nie było mi po drodze z Pain Of Salvation, ale przymierzam się do przyspieszonego odsłuchu wszystkich dotychczasowych płyt, także nowej, tego zespołu i muszę przyznać, że swoją obszerną i bardzo ciekawą (jak zwykle zresztą) zrobiłeś mi ogromnego "smaka" i zwiększyłeś moje zainteresowanie jeszcze bardziej niż miało to miejsce wcześniej. Czas nadrobić zaległości! :) Dzięki i tak trzymaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, sprawdź koniecznie, ja sam nie spodziewałem się, że ten album ma taką historię w tle... warto się z tym zapoznać :) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Koniecznie posluchaj One Hour... oraz Perfect Element I

      Usuń