piątek, 20 stycznia 2017

PROGRESYWNE PODSUMOWANIE 2016: Album Roku

2016 to był dobry rok w muzyce progresywnej, może nie przełomowy, ale dający wiarę w kondycję rocka i metalu progresywnego, art rocka i twórców eksperymentalistów, o których na łamach Progresji Po Zmroku staram się pisać. O tej kondycji świadczy co najmniej kilka wydawnictw, które na trwałe powinny zagościć w domach słuchaczy, stać się fragmentem ich życia, symbolem jakiegoś etapu, możliwością zatknięcia flagi w ważnym miejscu ich przemijania. Taka jest progresja. Stwarza punkty odniesienia, towarzyszy, buduje, kształtuje. Emocje. Te o świcie i te po zmroku. Zapraszam więc do podsumowania 2016 roku według Progresji Po Zmroku. 

Niestety w tym okresie na łamach serwisu doszło do zmian, które wpłynęły na mniejszą ilość opublikowanych tekstów. W każdym razie kwestie zmian zostały już uregulowane. Progresja Po Zmroku powraca! A podsumowanie 2016 roku opiera się na mnóstwie przesłuchanych albumów, które dały autorowi dobrą przestrzeń do sformułowania finałowych opinii.


Tytuł ALBUMU ROKU otrzymuje płyta pt. "Theories Of Flight", czyli dwunaste wydawnictwo studyjne Fates Warning. Amerykańscy weterani prog metalu nie kombinują ze swoim stylem, tworząc w jego ramach coraz to lepsze kompozycje zarówno w sensie muzycznym, jak również tekstowym. Kapela w pierwszej dekadzie XXI wieku przechodziła kryzys - ukazał się bowiem wtedy tylko jeden jej album ("FWX" w 2004 roku) - niemniej od momentu powrotu zespołu na rynek w 2013 roku słuchacze otrzymali wielką prog metalową dojrzałość. Fates Warning nie sili się na sensację, nie opiera się na głupiej i tandetnej promocji, tworzy za to albumy przemyślane, odwołujące się przede wszystkim do doświadczonych życiem ludzi. Taki jest też "Theories Of Flight". Krążek o pięknym ładunku lirycznym, a także zawierający znakomite kompozycje. Esencjonalne. Rdzenne. Eksponujące wszystko to, co najlepsze w prog metalu. Obecni twórcy Fates Warning - Ray Alder, Jim Matheos, Joey Vera i Bobby Jarzombek - wychodząc naprzeciw masowym oczekiwaniom poszukują prawdy w muzyce, są zdeterminowani w kultywowaniu standardów gatunku, choć nie stronią też od pomysłów innowacyjnych, o czym świadczy m.in. utwór tytułowy nowej płyty. W każdym razie kapela nie może cieszyć się szerokim masowym zaufaniem, bo nie jest medialna i nie sprzyja tandecie. Tworzy za to utwory skłaniające do przemyśleń, pełne fantastycznych zagrywek instrumentalnych, znakomitego wokalu (Ray Alder nic nie traci ze swojej mocy!), a także słów nadających życiu sens. Taka jest dziś muzyka Fates Warning. Wielka. Podtrzymująca ducha metalu progresywnego. 
  
Zresztą o "Theories Of Flight" w mojej recenzji pisałem, iż to: "[...] album, który ustawia w szeregu wszystkie inne tegoroczne krążki zespołów prog metalowych, choć w zasadzie... czy ktoś jeszcze potrafi grać tak esencjonalną odmianę metalu progresywnego, jak robi to Fates Warning? Niewiele już takich zespołów pozostało!", aby zarazem dodać, że: "Fates Warning to świątynia najważniejszych standardów prog metalu". W 2016 roku okazało się bowiem, że metal progresywny nie otrzymał zbyt wielu dobrych propozycji płytowych, a najsłynniejszy przedstawiciel tego gatunku - Dream Theater - zabrnął w przeciętność. Co innego, że nieźle zaprezentowała się kapela Redemption, w której śpiewa Ray Alder. To tylko podtrzymuje tegoroczną wielkość Fates Warning. Niestety słabo dostrzeganą, w zasadzie pomijaną w mediach branżowych, a nawet w niektórych serwisach dotyczących gatunku. Tak jakby "Theories Of Flight" nie zaistniał. Cóż, oddając sprawiedliwość dziejową tej płycie i tej kapeli, oddaję jej pierwsze miejsce w 2016 roku. Ten album to mistrzostwo gatunku!
 


Poza tym chciałbym wyróżnić kilka innych wydawnictw, które na wyróżnienia bez wątpienia zasługują. W pierwszej kolejności mam tu na myśli dziwacznie zatytułowany osiemnasty album studyjny Marillion, czyl "Fuck Everyone and Run" (pisany "F.E.A.R." lub "F*** Everyone and Run", czasem w kombinacji). To materiał, który niewątpliwie wymaga cierpliwości, a zarazem ogromnej dojrzałości słuchaczy. Te dwa warunki skutecznie skazują dzieło na niebyt wśród wszelkich komercyjnych zestawień muzycznych, ale niszowe media dostrzegły jego wielką wartość. Jest to bowiem prawdopodobnie najbardziej intymny, przemyślany i zarazem doniosły materiał Marillion. To opowieść bardzo aktualna. Oddająca ducha naszych niespokojnych czasów. Doskonały przedstawiciel nowego rocka progresywnego, mozolnie rozwijający się, trafiający w głębię duszy. Wydaje mi się, że gdyby "F.E.A.R." ukazał się w czasach "The Wall" Floydów to miałby szansę stać się legendą. Dziś jest zaledwie iskrą dostrzeganą głównie przez sympatyków gatunku. Piękne dzieło.

Jakkolwiek ponuro by to teraz zabrzmiało - wobec śmierci Piotra Grudzińskiego w przemijającym roku - dobrze ma się Riverside. Wydany post mortem świetnego gitarzysty album "Eye Of The Soundscape" zasługuje na najwyższą uwagę. To Riverside inny, niż dotychczas, bardziej budzący skojarzenia z Lunatic Soul Mariusza Dudy, niż z dotychczasową twórczością kapeli, na co pewnie wpływ ma ambientowa wymowa albumu. Materiał zawiera cztery premierowe utwory, a także mixy znanych już nagrań. To więc subtelne balansowanie pomiędzy ambientem a rockiem progresywnym. Ilustracja światowych możliwości Riverside i pogłębiającego się rozwoju kapeli. Trudno jednak przewidzieć, w którym kierunku teraz zespół zmierza, szczególnie po wielkiej stracie przecież metalowego gitarzysty, ale można sądzić, że wszystko, czego się dotknie Riverside będzie utrzymane na wybornym poziomie, tak jak "Eye Of The Soundscape". Czyli po szóstym albumie następuje jednak syndrom zmian...


Wiele osób po usłyszeniu albumu "Invention Of Knowledge" Jona Andersona i Roine'a Stolta zawyrokowało: tak dziś powinien brzmieć Yes! To prawda. Powiem nawet, że to dzieło oddaje ducha najlepszych czasów angielskiej kapeli, szczególnie biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia wokół zespołu (słabe albumy, śmierć Chrisa Squire w 2015 roku), które zmuszają do smutnej konstatacji, że Yes wszystko co najlepsze ma już za sobą. Dlatego też tak bardzo cenny i ważny jest album "Invention Of Knowledge", bowiem wypełnia pustkę. Tymczasem o kondycję prog metalu - oprócz Fates Warning - dba wspomniany już wcześniej zespół Redemption. Kapela w 2016 roku zaproponowała świetny album "The Art Of Loss", będący prawdziwym popisem kombinacji mocnych zagrywek, przestrzeni i charakterystycznego wokalu. W sumie więc to pozycja obowiązkowa dla fanów prog metalu, a dla samego Redemption jeszcze jeden klejnot w koronie cierniowej, która tak bardzo doświadcza kapelę (choroby Nick van Dyka i Bernie Versaillesa).

Wśród nagrań z 2016 roku chciałbym też wyróżnić album "Scintilla" Nosound, będący kolejną udaną próbą włoskiego zespołu w kreowaniu melancholijnego art rocka i rocka progresywnego z Rzymem w tle. Ze świetnej strony pokazali się także Anglicy z Haken na krążku "Affinity". Być może rozwój zespołu nie okazał się tak znaczący, jak można było dawniej zakładać, ale Haken utrzymuje się w czołówce rocka progresywnego i próbuje też kreować inspirujące nagrania. Jeśli już o Anglii mowa, to nie sposób pominąć też tegorocznego "All That You Fear is Gone" Headspace. Kapela pod wodzą znakomitego Damiana Wilsona i naznaczonego losem Adama Wakemana uwielbia eksperymenty, stawia na fenomenalne brzmienie i wciągające kompozycje prog rockowe i prog metalowe. Warto sprawdzić jej ostatni album. Angielskie wątki, generalnie też podsumowanie roku, zamyka najlepszy album koncertowy 2016. Chodzi o "The Total Experience Live in Liverpool" Steve'a Hacketta, materiał niezwykle rozbudowany, wypełniony fantastycznymi zagrywkami angielskiego gitarzysty i zapierającymi dech solówkami jego instrumentalistów. To zaiste totalne przeżycie. Jazda obowiązkowa dla fanów rocka progresywnego.

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz