niedziela, 29 stycznia 2017

Tim Bowness "Lost In The Ghost Light" (recenzja)

Kariera solowa Tima Bownessa nabrała rumieńców. Artysta wydał właśnie swój czwarty album zatytułowany "Lost In The Ghost Light", będący zarazem trzecim jego materiałem na przestrzeni ostatnich trzech lat. Owe rumieńce nie są jednak wyłącznie rezultatem ożywienia twórczego Tima Bownessa jeśli chodzi o częstość wydawanych albumów, ale również wynikają z odważniejszego podejścia do muzyki. Daje się bowiem zauważyć, że "Lost In The Ghost Light" przynajmniej częściowo wyciąga Anglika z minimalistycznej otchłani, przy okazji stawiając pytanie czy to dobrze, czy źle.

Album wieloma momentami zaskakuje, szczególnie ma to miejsce w zestawieniu z dotychczasową twórczością Tima Bownessa. Trudno o inne wrażenie wobec niemalże paranoicznego numeru "Kill The Pain That’s Killing You", czyli prawie rockowego standardu z nieźle przesterowaną gitarą brzmiącą w tle i na pierwszym planie. Uczucie zaskoczenia potęguje niestaranne zakończenie utworu, tak jakby został on przerwany o kilka sekund za wcześnie. Niewykluczone jednak, że to celowy zabieg, będący naturalnym skutkiem konceptu o starzejącym się muzyku, pełnym obaw o swoją pozycję w branży, wystraszonym i wątpiącym w swoje twórcze możliwości. Tak oto dużą wartością albumu "Lost In The Ghost Light" jest postawienie się Tima Bownessa w roli głównego bohatera albumu, w założeniu fikcyjnego mistrza klasycznego rocka, który znajduje się na zakręcie przemijania i w punkcie związanych z tym przemyśleń nad sensem swojego życia scenicznego i zarazem prywatnego. Tim Bowness mówi trochę o sobie. 


Mówi często z przestrachem i crimsonowską niepewnością, jak w krótkim utworze tytułowym, który pozostawia tym razem w uczuciu niedosytu. Tak jakby Tim Bowness nie był pewien eksperymentu, który chciał przeprowadzić. Szkoda, bowiem kompozycja "Lost In The Ghost Light" dawała wszelkie nadzieje na celebrację kilku schizofrenicznych fragmentów rocka progresywnego z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. Jej motywy nie zostały jednak rozbudowane i wyeksponowane na tyle, na ile można było oczekiwać. Album oferuje za to piękne progresywne przestrzenie, po których finezyjnie porusza się wokal Tima Bownessa, często w towarzystwie klimatycznej gitary lub wyrafinowanych partii klawiszowych ("Worlds Of Yesterday", "You Wanted To Be Seen"), czasem i budzących wyobraźnię orkiestracji, patentów elektronicznych oraz momentów folkowych ("Nowhere Good To Go", "You'll Be The Silence", "Distant Summers"). To Tim Bowness w swej niezwykle dokładnej i wymagającej od słuchaczy skupienia formie, czarujący swoim głosem, dowodzący grą instrumentalistów. To tak jakby album "Lost In The Ghost Light" składał się z kilku niedługich magicznych dźwięków, do których prowadzą subtelne korytarze emocji wrażliwego Anglika.

W zawartości "Lost In The Ghost Light" nie brakuje też nostalgii, specyficznego jesiennego romantyzmu, które są właściwe poprzednim nagraniom Tima Bownessa. Najlepiej świadczą o tym wydłużone kompozycje "Moonshot Manchild" i już wspomniana "You'll Be The Silence", będące jakby zawieszeniem czasu, trochę niezdarnie targanym licznymi instrumentami oraz, niemal jak zawsze, precyzyjnym i subtelnym wokalem Tima Bownessa. Utwory nie stronią od eksperymentów, co najlepiej można uchwycić w oparciu o ich nietypową strukturę, ale Tim Bowness w końcu słynie ze swojego eksperymentalnego podejścia do muzyki. Stąd też prawdopodobnie wynika umieszczenie klasycznej gitarowej solówki w finale utworu "You'll Be The Silence", która choć nieco gubi się w melancholii Tima Bownessa, to stanowi warty odnotowania aspekt jego ożywiania się do świata. Warto dodać, że na "Lost In The Ghost Light" wystąpili m.in. Colin Edwin, Bruce Soord, Hux Nettermalm, Stephen Bennett i Andrew Booker, ale ich obecność nie ma wpływu na ogólne kierunki twórczości Tima Bownessa. Co innego obecność na krążku Iana Andersona, który zaznaczył się tu wyraźnie przynajmniej w kilku fragmentach dzieła, stając się jego ważnym uczestnikiem.

Podsumowując myślę, że czwarte duże dzieło solowe Tima Bownessa nie jest albumem, jak to zresztą bywa w przypadku solowych nagrań tego artysty, szczególnie nośnym i łatwo zapadającym w pamięć. Angielski marzyciel rocka progresywnego na "Lost In The Ghost Light" nieco otworzył się na słuchaczy w porównaniu do swoich poprzednich albumów, wykonując odważne wyjście z cienia na bazie kilku klasycznych rockowych patentów, ale wciąż pozostaje jednak w sferze fantazji naznaczonej nostalgią i tęsknotą. To wrażenie dodatkowo potęguje wymowa liryczna "Lost In The Ghost Light", która pozostawia starzejących się muzyków samym sobie, w świetle odbijających się refleksów starych luster i w demonicznym cyklu przemijania. To więc idealna propozycja dla osób o podobnej wrażliwości do samego twórcy. Tim Bowness i jego muzyka są bowiem wytworem najpierw wrażliwości, a dopiero później warsztatu. W sumie więc jeszcze więcej ekspresji, niż na "Lost In The Ghost Light", z pewnością nie zaszkodziłoby temu twórcy, ale czy jego kompozycje nie straciłyby wówczas prawdy?

Ocena:  7/10

O albumie w skrócie... 

Tim Bowness
Skład: Tim Bowness (instrumenty, w), Colin Edwin (b), Bruce Soord (g, w), Hux Nettermalm (p), Stephen Bennett (g, ik), Andrew Booker (p), a także gościnnie Ian Anderson (flet), Kit Watkins (flet), Andrew Keeling (flet, g, smyczki), Steve Bingham (skrzypce) i David Rhodes (g)

Tracklista:
1. Worlds Of Yesterday
2. Moonshot Manchild
3. Kill The Pain That’s Killing You        
4. Nowhere Good To Go
5. You’ll Be The Silence
6. Lost In The Ghost Light
7. You Wanted To Be Seen
8. Distant Summers

Rok wydania:
2017
Kraj:  
Wielka Brytania

Produkcja:

Tim Bowness

Dystrybucja:
 

Inside Out Music

Gatunek:
 

Art Rock, Rock Eksperymentalny,
Rock Progresywny, Dream Pop 



Podsumowujac: "Tim Bowness mówi trochę o sobie"

Konrad Zola
*Album udostępniony do odsłuchu dzięki uprzejmości wytwórni Inside Out Music.
*Przeczytaj recenzję poprzedniego materiału Tima Bownessa.
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz