sobota, 25 lutego 2017

John Garcia "The Coyote Who Spoke in Tongues" (recenzja)

Podobno album zatytułowany "The Coyote Who Spoke in Tongues" jest jednym z najważniejszych w karierze Johna Garcii. Król Pustyni ma na swoim koncie wiele wspaniałych nagrań w barwach Kyuss, Unidy, Hermano czy Vista Chino, a przed trzema laty wydał też przecież nieźle przyjęty album solowy, ale wyjątkowość tegorocznego materiału polega na tym, iż został zarejestrowany w stylistyce akustycznej. John Garcia okazuje się więc nie tylko mistrzem pustynnego rocka, ale też twórcą klimatycznej muzyki akustycznej. Dowodzi tego "The Coyote Who Spoke in Tongues", będący z jednej strony ilustracją nieprzemijającego daru wokalnego legendy pustyni, zaś z drugiej formą kultywowania unikatowego klimatu.

Urodzonego w Arizonie muzyka na tym krążku wsparli Ehren Groban, Mike Pygmie i Greg Saenz, a także gościnnie Ronnie King, Robbie Waldman i Steve Feldman. Dwaj ostatni są zresztą współproducentami "The Coyote Who Spoke in Tongues". Mniejsza jednak o nazwiska, które dla wielu okażą się anonimowe. Liczy się wszak sama zawartość albumu "The Coyote Who Spoke in Tongues", na którym znalazło się jedenaście kompozycji. Cztery z nich powinny wydać się znajome fanom Kyuss. Chodzi o "Green Machine" z wydanego w 1992 roku albumu "Blues For The Red Sun", a także o kompozycje "Gardenia" i "Space Cadet" ("Welcome To Sky Valley", 1994) i "El Rodeo" ("...And the Circus Leaves Town", 1995). Ponadto na nowym krążku Johna Garcii usłyszymy dwa utwory w aranżacji koncertowej, zarejestrowane w 2016 roku w Zagrzebiu podczas Croatia At The Vintage Industrial Bar. Całość jest więc połączeniem pustynnej wrażliwości byłego frontmana Kyuss, wspomnień na temat tej legendarnej kapeli, a także nowych muzycznych form w poszukiwaniach jakie narzucił sobie John Garcia.


Tak oto najlepiej promowanym rezultatem albumu "The Coyote Who Spoke in Tongues" jest utwór "Kylie" o bardzo intensywnym, żywiołowym tempie, które stworzyły gitara Ehrena Grobana i charyzmatyczny wokal Johna Garcii. W mniej więcej trzydzieści sekund można przekonać się, że wokal Króla Pustyni doskonale sprawdza się przy gitarze akustycznej. Tymczasem sama kompozycja okazuje się zaskakującą ze względu na jej strukturę, która po kilku minutach dość niespodziewanie proponuje nietypowe obniżenie tempa i zejście w okolice kontemplacyjnych miniatur wokalno-gitarowych, tak jak miało to czasem miejsce w twórczości Kyuss. Nie ma w tym przypadku, gdy uświadomimy sobie, że po "Kylie" następuje cover "Green Machine", który na potrzeby "The Coyote Who Spoke in Tongues" stanowi - daleko nie celując - rozwinięcie pierwszego numeru. W ten sposób wykonanie "Green Machine" w aranżacji akustycznej może okazać się trudnym przeżyciem dla ludzi wspominających z nostalgią piaszczyste improwizacje Branta Bjorka i Josha Homme, ale bardziej uduchowiona, tegoroczna odsłona utworu idealnie wkomponowuje się w klimat solowego dzieła Johna Garcii. Dodajmy: niesamowicie absorbujący klimat.

Przy okazji warto wspomnieć trzy pozostałe covery Kyuss na płycie
"The Coyote Who Spoke in Tongues". Otóż kompozycja "Space Cadet", co wydaje się oczywiste, wcale mocno nie odbiega od jej oryginalnego wydania z 1994 roku. Na pewno nie starzeją się instrumenty, zaś dojrzewa tylko wokal Johna Garcii. Za to już "Gardenia" stanowi totalną reinterpretację utworu napisanego przez Branta Bjorka w 1994 roku. W oryginale był to numer niezwykle gęsty, niesiony przez intensywne sekcje gitarowo-perkusyjne i totalnie poszarpany wokal, zaś na krążku "The Coyote Who Spoke in Tongues" John Garcia znowu zaproponował wersję uduchowioną, skłaniającą do rozmyślań, wersję w zasadzie balladową, tak jakby kojot przemawiał pod osłoną pustynnej nocy. Sam utwór jest również o połowę krótszy od oryginału. Jednemu i drugiemu trudno odmówić mocy, choć są od siebie odległe o lata świetlne! Serię tego coverowania zamyka akustyczne "El Rodeo". W oryginale numer Josha Homme, Johna Garcii i Scotta Reedera wręcz eksplodował na gitarach i perkusji, podczas gdy na akustycznym materiale byłego frontmana Kyuss kompozycja rozkłada się na gitarze Ehrena Grobana i witalnych wokalach Johna Garcii. To z pewnością nie tak radykalna próba coveru, jak w przypadku "Gardenii", ale raczej swobodny pomost pomiędzy pustynią wczoraj i dziś.

Dużo dzieje się również w innych, ale tym razem nowych utworach Johna Garcii skomponowanych na potrzeby albumu "The Coyote Who Spoke in Tongues". Co prawda "Give Me 250 mL" sprawia wrażenie jakby był nagrany w garażu, w dodatku nawet bez minimalnego wsparcia dobrodziejstw techniki, ale swoje wokalne walory prezentuje tu Król Pustyni, czyniąc z tego utworu bazę wspomnień i jeszcze jedną możliwość przeniesienia się pod objęcia czerwonego słońca. To dobry akustyczny pejzaż zagranego dźwięku i wypowiedzianych słów. Na krążku znalazły się również kompozycje nawiązujące nieco do wspomnianego wcześniej świetnego utworu "Kylie", czyli numery utrzymane w żywym tempie i urozmaicone w swej strukturze, jak choćby "The Hollingsworth Session", instrumentalny "Court Order" i "Argleben II". W tych przypadkach warto zwrócić uwagę na piękny popis gitary akustycznej, a w zasadzie na jej możliwości w budowaniu tempa. Warto też wspomnieć, że utwór "Argleben II" jest kontynuacją numeru z solowego albumu Johna Garcii z 2014 roku. To piękne wokalne wyznanie muzyka z Arizony, chyba też najlepiej oddające klimat okładki "The Coyote Who Spoke in Tongues", którą wykonał Jared Connor.

Finał albumu to dwa utwory live, które dobrze podkreślają sens muzyki tworzonej przez Johna Garcię. Jest to wszak muzyka dla wybrańców, tj. ludzi, którzy nie stawiają na efekty, ani też na bezmyślne produkowanie muzyki. John Garcia jest szczery w tym co robi, a gitara akustyczna w otoczeniu jego wokali zdaje się tą szczerość podkreślać w bardzo wyraźny sposób. Tak oto sądzę, że fani pustynnego grania odnajdą sporo dobrego w zawartości "The Coyote Who Spoke in Tongues" - zaryzykuję nawet, że poczują się jak w domu - a ponadto album będzie niezapomnianym towarzyszem kolejnych nocy wśród pasjonatów rocka akustycznego. Świat idzie do przodu, zasuwa jak opętany, dlatego też takie albumy, niepośpieszne i esencjonalne, są dziś bardzo potrzebne. W sumie więc Król Pustyni ciągle nadaje. 

Ocena: 9/10


John Garcia
O albumie w skrócie...


Skład: John Garcia (w), Ehren Groban (g), Mike Pygmie (b) i Greg Saenz (ip), a także gościnnie Robbie Waldman (g, ip), Steve Feldman (g, ip, w) oraz Ronnie King (ik)
 
Tracklista: 
1. Kylie
2. Green Machine (cover)
3. Give Me 250 mL
4. The Hollingsworth Session
5. Space Cadet (cover)
6. Gardenia (cover)
7. El Rodeo (cover)
8. Argleben II
9. Court Order
10. The BLVD (Live)
11. Give Me 250 mL (Live)

Rok wydania:

2017
Kraj:
USA

Produkcja:
John Garcia

Robbie Waldman
Steve Feldman

Dystrybucja:
Napalm Records


Gatunek:
Rock Akustyczny

Desert Rock



Podsumowując: "Całość jest połączeniem pustynnej wrażliwości byłego frontmana Kyuss, wspomnień na temat tej legendarnej kapeli, a także nowych muzycznych form w poszukiwaniach jakie narzucił sobie John Garcia"

Konrad Zola
konrad.zola@wp.pl

*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz