środa, 1 marca 2017

Collapse "The Sleep In Me" (recenzja)

Wywodzący się z francuskiego Grenbole zespół Collapse zadebiutował jeszcze w 2011 roku, dając się poznać jako kapela tworząca progresję na post rockowych gruzach. Od tego czasu, pomimo zmian w składzie, trwała pozostaje filozofia Collapse, o czym świadczy tegoroczny album zatytułowany "The Sleep In Me", będący najbardziej dojrzałym materiałem w dyskografii kapeli. To dzieło stanowi równocześnie dużą szansę, iż o zespole zrobi się wkrótce głośno. Trzeba tylko dać mu szansę.
 
Album "The Sleep In Me" składa się z siedmiu kompozycji, które zarejestrowali Vincent Coutellier (instrumenty klawiszowe), Erwann Massit (bas), Anthony Barruel (perkusja) i S
ébastien Pierron (gitara). Francuzi postawili na przestrzenne i nieco demoniczne brzmienie, co rusz rozszarpywane przez rozmaite partie klasycznych instrumentów. Największym atutem "The Sleep In Me" okazuje się właśnie potępiona aura, z której wywodzi się mrok niepozostawiający w obojętności słuchaczy. Nawet pomimo, że płyta zawiera pewne niedostatki studyjne, wynikające prawdopodobnie z niskiego budżetu zespołu, to jej dźwiękowa garażowość sprawnie wpisuje się w groźny klimat "The Sleep In Me". Groźny i atrakcyjny.

Materiał otwiera kompozycja "Opening Wound" oparta na charakterystycznym motywie gitarowym. S
ébastien Pierron prezentuje tu rozmaite, efektowne sztuczki na strunach, aby w dość niespodziewanym momencie oddać prym instrumentom klawiszowym w wykonaniu Vincenta Coutelliera. Muzyk popisuje się pięknym solo klawiszowym, które dodatkowo podkreśla demoniczność muzyki Collapse. W finale klawisze wchodzą w dialog z gitarą rozciągniętą na wielowątkowym solo. Tak oto dynamika kompozycji "Opening Wound", w zasadzie jej klimat, stanowi jakby zderzenie dwóch światów: rockowego (gitary) i melancholijnego (klawisze), co w rezultacie tworzy magnetyczny nastrój. Nie przeczy temu kolejny utwór w talii Collapse, czyli "Breathing Holes", o nieco przytłaczającym, dobijającym się do duszy słuchacza brzmieniu. Z dobrej strony pokazuje się tu perkusista Anthony Barruel, który na bębnach odlicza kolejne metalowe zjazdy gitarowe Sébastiena Pierrona. Kompozycja "Breathing Holes" okazuje się więc najcięższym numerem w tegorocznym zestawieniu Collapse, choć i w tym przypadku francuska kapela pozwoliła sobie na momenty autonomiczne, które wypełniają piękne partie klawiszowe Vincenta Coutelliera. Najwyraźniej filozofia zespołu polega na zasypywaniu słuchacza mocnymi partiami gitar i perkusji, a następnie tworzeniu strefy wyciszenia. W przypadku albumu "The Sleep In Me" taka receptura sprawdza się znakomicie.

Tymczasem w objęciach muzycznej schizofrenii wyłania się utwór o wszystko mówiącym tytule "The Mental Room". Poszarpane gitary Pierrona, niespokojna perkusja Barruela, ich drapieżność, następnie pełne drgań klawisze Coutelliera, tym razem pozbawione mrocznej subtelności, sprowadzają do wrażenia, iż ten utwór mógł zostać napisany w szpitalu dla psychicznie chorych. Całość rozgrywa się w metalowych klimatach, które wydają się niekiedy uginać pod naciskiem specyficznego orientu, tak jakby były sennymi wizjami nieszczęsnego umysłu. Kompozycja zionie agresją! Moment wyciszenia daje za to "A Labyrinth In The Void", brzmiący nieco kanciasto na poziomie gitar i perkusji, co jednak szczęśliwie łagodzą instrumenty klawiszowe, znowu w objęciach grozy. Finałowe improwizacje w utworze niestety nie zachwycają, sprawiając, że owe wytchnienie może nie być ukojeniem. Tymczasem najkrótsza na dystansie płyty kompozycja "Horla" odzywa się do słuchacza... żywym głosem. Nieco odrealniony od całości wokal, w zasadzie mówiona narracja, tworzy bardziej wrażenie lektorskiej opowieści, niż post-metalowego wokalu. Ów lektor, przemawiający w języku angielskim, brzmi bardzo pewnie, a stworzone wokół niego elektroniczne szarpaki tej pewności dodają demonicznego posmaku, tak bardzo charakterystycznego dla albumu "The Sleep In Me". Ten horror idzie w kierunku słuchacza z całą mocą, odbiera mu emocje, karmi się nimi. 

Zresztą "Horla" stanowi niezłe wprowadzenie do najlepszej kompozycji na dystansie albumu. Nie tylko najlepiej brzmiącej, ale po prostu najlepszej, bo "Closer To The End" w swym kosmicznym klimacie łamie konwencję albumu. Wyróżnia się wszak na tle innych utworów w "The Sleep In Me" swoją żywiołowością i wirami dźwięku, tak jakby instrumentaliści z Grenoble wystrzelili się tutaj w przestrzeń kosmiczną. Intensywność tego utworu w połączeniu z jego gładkim brzmieniem magnetyzują, a gitara S
ébastiena Pierrona raz jeszcze na tej płycie piętrzy się na skomplikowanej solówce. To więc niezwykle zręczna próba możliwości Collapse, który w tym przypadku nie preferuje post rocka, ale kosmiczne wojaże. Finał na gitarze miażdży, a efekty w tle tylko tej miazdze dodają wyrazistości. Samo zamknięcie utworu, nagłe, stanowi jakby ucieczkę z tego kosmicznego świata. Natomiast album "The Sleep In Me" wieńczy przeszło jedenastominutowa kompozycja "Sleep For Me". Jej depresyjny, spopielony klimat, podszyty drapieżnymi partiami elektroniki, podkreśla wymowę nowego albumu Collapse. Otrzymujemy tu z jednej strony liczne przestrzenie przepełnione subtelnymi akcentami instrumentalnymi, zaś z drugiej mocne granie pomiędzy rockiem i metalem. W tej wielowątkowości pomiędzy post rockiem i metalem, poprzez melancholię, ku progresji daje się dostrzec dobrze zgraną sekcję instrumentalną zespołu, której przewodzi Sébastien Pierron. Collapse prezentuje się także jako zespół z pasją, chęcią wykrzyczenia światu swoich smutków, swojego żalu. Temu wszystkiemu towarzyszy atmosfera stopniowo budowanego napięcia. Niekiedy bywa ono rozładowywane na dynamicznych instrumentach, jak w finale "The Sleep In Me", ale wolność kompozycyjna zespołu pozostaje nienaruszona.

Nietypowe zwieńczenie albumu pod postacią finałowych dźwięków w utworze "Sleep For Me", tworzące wrażenie mszy, podkreśla wyjątkowość Collapse. Francuzi zaznaczyli nowym albumem swoją obecność w krajobrazie dobrze zapowiadających się zespołów stawiających na niestereotypowe kompozycje. Collapse to dziś post rockowe i post metalowe gruzy, to progresywne przestrzenie, a także liczne eksperymenty, które muzykom z Grenoble powinny zapewnić rozpoznawalność. Collapse to także atmosfera grozy. Soundtrack do nocnych koszmarów, skaleczonej duszy, demoniczności... czy macie odwagę wejść do tego świata? Ja się odważyłem i nie żałuję. Ten album to niezwykle cenne doświadczenie.
Ocena: 8/10


Sébastien Pierron (Collapse FB)
O albumie w skrócie...


Skład: Sébastien Pierron (g), Anthony Barruel (p), Erwann Massit (b) i Vincent Coutellier (ik)
 
Tracklista: 
1. Opening Wound
2. Breathing Holes
3. The Mental Room
4. A Labyrinth In The Void
5. Horla
6. Closer To The End
7. Sleep For Me

Rok wydania:

2017
Kraj:
Francja

Produkcja:
Collapse


Dystrybucja:
Self Released


Gatunek:
Post Rock, Post Metal, Rock Progresywny, 

Metal Progresywny, Rock Akustyczny

Podsumowując: "Francuzi zaznaczyli nowym albumem swoją obecność w krajobrazie dobrze zapowiadających się zespołów stawiających na niestereotypowe kompozycje. Collapse to dziś post rockowe i post metalowe gruzy, to progresywne przestrzenie, a także liczne eksperymenty, które muzykom z Grenoble powinny zapewnić rozpoznawalność. Collapse to także atmosfera grozy"

Konrad Zola
konrad.zola@wp.pl

*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz