wtorek, 7 marca 2017

Wave "Me and Reality" (recenzja)

Album zatytułowany "Me and Reality" to duży debiut kieleckiego zespołu Wave, który w ten sposób próbuje zaznaczyć swoją obecność na rynku rocka progresywnego. Przed zespołem jeszcze z pewnością długa droga do osiągnięcia ważnego statusu w tym wymagającym środowisku muzycznym, ale już teraz można śmiało powiedzieć, że Wave zapowiada się nieźle. Pomysłowość, wszechstronność i klimat albumu "Me and Reality" sprawiają, że nie jest to tylko pusta zapowiedź, ale sygnał, iż przy odpowiedniej wytrwałości i zaangażowaniu twórców o kieleckim zespole możemy w przyszłości jeszcze wielokrotnie usłyszeć, nie tylko w kontekście wielkich tradycji polskiego prog rocka, ale też w ramach własnego, samodzielnego stylu, który muzycy Wave próbują kreować na albumie "Me and Reality".

Nie jest to jeszcze styl w pełni ukształtowany, a duży debiut Wave wykazuje pewną nieodporność na problemy związane z początkowym etapem kariery, na którym teraz znajdują się Kielczanie. W każdym razie grupa ma w swoim dorobku dwa małe albumy (wydane w lipcu i październiku 2016 roku), ale dopiero "Me and Reality" pozwala określić kurs, w którym zespół będzie próbował podążać. To zatem album utrzymany w stylistyce rocka progresywnego i klasycznego rocka, ubarwiony licznymi efektami, czasem w objęciach melancholii, czasem balansując pomiędzy rzeczywistością a jej hipnotycznym wyobrażeniem. Muzycy, którzy stworzyli "Me and Reality", tj. Grzegorz Opałko, Marcin Wrona, Artur Ramiączek, Wojciech Lisowicz i Krzysztof Tomczyk, grają więc dość ponurą muzykę, w zasadzie nostalgiczną, z którego to stanu jednak miejscami wyrywają akcenty na poziomie przyciągających uwagę partii wokalnych i zagrywek instrumentalnych. Całość pomimo, że w sensie brzmienia jest naznaczona surowością debiutu to kieleckie studio United Records zadbało, aby ową surowość ograniczyć, a to sprawia, że sound albumu "Me and Reality" można określić jako co najmniej solidny.

Jeśli chodzi o utwory tworzące krążek to od razu warto sobie uświadomić, że muzycy Wave preferują przestrzeń. Pomimo, że kompozycje na "Me and Reality" na ogół nie przekraczają pięciu minut, to ich struktura pozwala się zanurzyć w pejzażach gitarowo-perkusyjnych kreowanych przez Grzegorza Opałko, Marcina Wronę, Artura Ramiączka i Krzysztofa Tomczyka, którzy to nieustannie wdają się w dialog z Wojciechem Lisowiczem, autorem licznych pomysłów, wtrąceń, teł i autonomicznych partii klawiszowych. Ze starcia tych dwóch warstw dźwięku wyłania się filozofia Wave - muzyka, w której klasyczne instrumenty poruszają się na granicach nieoczywistych improwizacji i wypuszczeń, niekiedy tylko ulegając inspirującym schematom. Tak jak choćby w utworze "Light Shine Down", którego narracja stanowi jakby formę dodatku do przestrzenności kompozycji. Instrumentaliści Wave długo trzymają się tu regularnego tempa, aby w finale złamać konwencję na hardrockowych riffach i przenieść kompozycję na zupełnie inne, kosmiczne rejony, pełne efektów zdefiniowanych nieomal elektronicznym anturażem. Tego typu łamanie struktury utworu na krążku "Me and Reality" zdarzyło się jeszcze kilkukrotnie, czego dowodzą przytłaczający, zagrany jakby na popiołach utwór "Arrhythmia", utrzymany w szybkim, dynamicznym tempie numer "Disparity", czy też utwór "Slightly Down", oferujący świetne, niestandardowe wypuszczenia gitarzystów. 

Kapela bardzo mocno zanurza się we wcześniej wspomnianej melancholii w utworze "Corridors of Worlds" - grając tak jakby jutro miał rozpaść się świat - nakładając na pulsującą przestrzeń charakterystyczne partie gitar i perkusji, co dodatkowo podkreśla urozmaicona sekcja wokalna. Warto sobie w tym miejscu uświadomić, że Wave śpiewa na trzy mikrofony, nawiązując w ten sposób do klasyków gatunku. Tyle, że wśród kieleckich twórców nie ma na razie tej klasycznej organiczności, która charakteryzuje największych. Wave często sięga po wyprodukowane efekty, ubarwiając w ten sposób swoją twórczość, ale czy nie odbierając jej równocześnie życia? Jakkolwiek by nie było to melancholia, gaśnięcie w szarości, stanowią również treść najdłuższego na krążku utworu "Beyond", będącego dobrą ilustracją dużych możliwości aranżacyjnych Wave. Ta kompozycja przytłacza swoją depresyjną formą, ale na tym właśnie polega jej siła. Chodzi o emocje, które przy "Beyond" nie pozostawiają słuchacza obojętnym, nawet jeśli te emocje przyczynią się do pięknego samobójstwa. Do melancholijnego poczęstunku szarości zaprasza też utwór "Taste Of Grey", choć w tym przypadku muzycy Wave wyraźnie się ożywiają, proponując kompozycję o wiele bardziej rockową, niż progresywną. Na muzycznych popiołach kapela porusza się również w numerze "Waiting", w którym uwagę zwraca wiodąca gitara i zaśpiewany jakby od niechcenia, depresyjny tekst.

Poza tym wszystkim album "Me and Reality" proponuje dużo tajemnicy, skumulowanej w finałowym utworze "Don’t Be Another", choć tajemnica jest również ważną częścią pozostałych kompozycji Wave. Znalazły się tu także utwory utrzymane w solidnym rockowym standardzie, może niezbyt porywające jak "I Don't Know" czy otoczony efektami "If You Say To Me", ale stanowiące funkcję spoiwa całej płyty. To ważne, ponieważ problemem dużego debiutu Wave może być brak wyrazistej łączności pomiędzy kolejnymi utworami, czasem tworząc wrażenie jakby był to zbiór numerów, a nie długodystansowa płyta. Natomiast przytłaczający klimat albumu sprawia, że "Me and Reality" będzie dziełem do słuchania w specyficznych okolicznościach: nocą, w jesienno-zimowych porach roku i przy odpowiednim nastawieniu. To nie jest krążek dla wesołych ludzi! Potwierdza to przesłanie skupione wokół relacji międzyludzkich, ale też zapadaniu się w samym sobie. Niekiedy "Me and Reality" sprawia też wrażenie albumu, który ma dawać nadzieję człowiekowi próbującemu wydostać się z otaczającej go bolesnej rzeczywistości. A może stanowi ona tylko wymysł jego wyobraźni? Wokaliści Wave w każdym utworze zwracają się do kogoś. Kim jest adresat ich pytań. Czy Ty, słuchaczu?

Przed zespołem, jak wspomniałem w pierwszym akapicie, jeszcze długa droga do stworzenia muzyki, która będzie kanonem, ale album "Me and Reality" już teraz stanowi wyciągnięcie ręki przez Wave do świata rocka i progresji. Ta ręka - niemal jak na zdjęciu z okładki autorstwa Joanny Borowiec - nie może pozostać niezauważona. Muzyka zawarta na krążku "Me and Reality" jest zbyt wartościowa, aby miała nie trafić do szerszego grona odbiorców. Oni muszą jednak pamiętać, że potężny ładunek melancholii zarejestrowany przez kielecki zespół może im się aż nadto udzielić. Album "Me and Reality" jest więc nie tylko niezłym debiutem, ale i rzeczywistością, która może być częścią każdego człowieka. Trudną. Bolesną. Depresyjną. W dwóch słowach: ładny debiut.
Ocena: 8/10


Wave (wave-art.pl)
O albumie w skrócie...


Skład: Grzegorz Opałko (g, w), Marcin Wrona (g, w), Artur Ramiączek (ip, p), Wojciech Lisowicz (ik, w), Krzysztof Tomczyk (w)
 
Tracklista: 
1. Light Shine Down
2. I Don’t Know
3. Corridors Of Worlds
4. Arrhythmia
5. Beyond
6. Taste Of Grey
7. If You Say
8. Waiting
9. Disparity
10. Slightly Down
11. Don’t Be Another

Rok wydania:

2017
Kraj:
Polska

Produkcja:
Wave


Dystrybucja:
Lynx Music


Gatunek:
Rock Progresywny

Podsumowując: "Chodzi o emocje, które [...] nie pozostawiają słuchacza obojętnym, nawet jeśli te emocje przyczynią się do pięknego samobójstwa"

Konrad Zola
konrad.zola@wp.pl

*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz