wtorek, 25 kwietnia 2017

Mastodon "Emperor Of Sand" (recenzja)

Mastodon po raz siódmy. Niewiarygodne, że to już piętnaście lat od dużego debiutu kapeli z Atlanty, czyli od pamiętnego albumu "Remission". Patrząc dziś na okładkę tego krążka można dostrzec szaleństwo, niepohamowanie, dzikość, pierwotność znaczeń i obłęd. Taki był wówczas Mastodon. Akcentuję słowo był, ponieważ naturalne instynkty Branna Dailora, Brenta Hindsa, Billa Kellihera i Troy Sandersa zaczynają się powoli ścierać. To nie starość. To sidła, w które wpadła bestia. Tym razem sidła nie były zabójcze. Besta bez trudu się z nich wyplątała, ale jej nowy album zatytułowany "Emperor Of Sand" dowodzi, że Mastodon zaczął ocierać się o kurs o wiele bardziej kompromisowy, niż bywało to kiedykolwiek wcześniej w dziejach zespołu. Krążek jest świetny, to wciąż fantastyczne granie w okolicach sludge, stonera i progresji, a nawet na krańcach wizjonerii, ale jest już tylko czasem nieprzewidywalne, łatwo się z nim oswoić, trudniej poczuć oddech bestii na swojej skórze. Może to czas próbuje zagłaskać Mastodona? Może bestia powoli daje się udomowić i przy następnej płycie zamiast zagryzać jednorożce na polanach, będzie pilnować stada potulnych owiec?

Za produkcję "Emperor Of Sand" wziął się Brendan O'Brien. To ten sam człowiek, który wyprodukował pamiętny "Crack The Skye" w 2009 roku, czyli album zaliczany do jednego z fundamentalnych jeśli chodzi o kształt współczesnego metalu progresywnego. Tyle, że ani O'Brien, ani Mastodon, nie powracają dziś do muzyki progresywnej z takim natężeniem, jakie miało to miejsce na "Crack The Sky" przede wszystkim przy monumentalnych kompozycjach "The Czar" i "The Last Baron". Mastodon wydaje się dziś kapelą, która nie stroni od przebojowości, vide utwory "Show Yourself" i "Precious Stones", tj. numery zagrane na odpowiednim poziomie, z przytupem i mocnym charakterem kapeli z Atlanty, ale dostępne z poziomu percepcji pospolitego słuchacza, a przecież pospolitość nigdy w muzyce tego zespołu nie była obecna. Wydaje się więc, że obecność zespołu w niektórych mainstreamowych mediach, a co za tym idzie: spłaszczanie wizerunku w stylu Metalliki, może alarmować. Mastodon to zawsze była dzikość, niedościgniona forma, ekstremalna przygoda, po której nie wiadomo czego było się spodziewać. Tymczasem ta dzika przestrzeń jest zagrożona. Wkrótce zaś może stać się tylko rezerwatem.

Pomimo tego Mastodon jednak wciąż czaruje. Oprócz nośnych kawałków w zawartości "Emperor Of Sand" znalazło się też miejsce na kompozycje, które podtrzymują esencjonalną tożsamość zespołu. Charakterystyczne zagrywki, wszechstronne wokale, unikatowe brzmienie niektórych instrumentów. To Mastodon jak się patrzy. Piękny i zjawiskowy, drapieżny, sięgający korzeni, a przede wszystkim naturalny. Weźmy pod uwagę utwór "Roots Remain", na winylu zatytułowany "Eons", w którym łączą się rozmaite efekty - w tym klimatyczny wokal - z dobrym metalowym rzemiosłem. Tutaj po raz pierwszy na dystansie "Emperor Of Sand" zespół przypomina na czym polega jego unikatowość. Przebijając się przez progresywne przestrzenie, manewrując tempem, Mastodon dochodzi do pięknego finału opartego na zapadającej w pamięć solówce gitarowej i fascynujących klawiszach. To jeden z najlepszych momentów nowego albumu. Dobrze prezentuje się także następująca tuż po "Roots Remain" kompozycja "Word To The Wise", będąca zgrabną próbą połączenia wszystkich dotychczasowych pomysłów Mastodon. Syntetyczność tego kawałka, polegająca na zderzeniu się ze sobą klimatów sludge i magnetycznych refrenów, przypomina o trudnym szlaku, który w metalu dotąd przecierała kapela z Atlanty.

Album "Emperor Of Sand" oferuje także liczne zestawy niemalże narkotycznych wypuszczeń instrumentalno-wokalnych muzyków Mastodon. Kompozycja "Clandestiny" ze świetnymi partiami perkusji w dynamicznym tempie przemierza przez sludge i stoner, aby wpaść w ocierającą się o elektronikę sieć efektów. Mastodon korzystając z niebanalnych ścieżek łamie tu schematy, zadziwia, wywołuje to pierwotne zainteresowanie, o którym wcześniej wspomniałem. Tak oto otwarty bardzo niepozornie utwór "Clandestiny" wkrótce przemienia się w czarodziejski wir dźwiękowych korytarzy. Pozostaje tylko żałować, że nie zostały one rozciągnięte w sposób bardziej zdecydowany. W tym kierunku próbuje też podążać "Andromeda", choć tutaj miejsce efektownych przestrzeni zastąpiła korzenna solówka gitarowa w otoczeniu potężnego instrumentarium i uduchowionego wokalu, mutującego w finale do dziwacznej schizofrenii. Skoro już o finale mowa to "Emperor Of Sand' wieńczą dwa potężne utwory z przyrodą w nazwie, czyli "Scorpion Breath" i "Jaguar God", które na tym jednak fragmentami nierównym albumie przybijają mocny stempel. Kompozycja "Scorpion Breath" to triumf Mastodon, mocne tempo, potężne instrumenty (znowu kapitalne bębny!) i zwarta sludge'owa konwencja.

Jeśli już padło któryś raz słowo "sludge" to poza tym wszystkim, o czym wspomniałem, w zawartości "Emperor Of Sand" znalazło się także miejsce właśnie na dobre sludge'owe standardy wypracowane na przestrzeni kilkunastu lat przez kapelę z Atlanty. Chodzi o propozycje w stylu utworów "Sultan's Curse", "Steambreather" czy "Ancient Kingdom" (może z wyłączeniem finałowych partii utworu). To dobrze zagrane, dosadne przykłady możliwości Branna Dailora, Brenta Hindsa, Billa Kellihera i Troy Sandersa w kreowaniu metalu naszych czasów. Natomiast już wywołany, wieńczący album utwór "Jaguar God" to Mastodon w najwyższej formie. Taki, jakiego pamiętamy z dawnych czasów, czyli refleksyjny, tajemniczy i przestrzenny, a zarazem drapieżny, korzenny i metalowy. Bestia w tym miejscu uwolniła się z sideł! Mastodon prezentuje się w porażającej progresywnej formule, zasypując bogatym wachlarzem zjazdów instrumentalnych i łamiąc konwencję niektórymi wypuszczeniami. To nie muzyka. To czary. Zaklęcia z Atlanty, które rozproszą się po odtwarzaczach wszystkich słuchaczy "Emperor Of Sand". Właśnie dla takich utworów zespołowi z Atlanty można wybaczyć wszystko, choć warto pamiętać, że niegdyś stanowiły one całość płyt Mastodon, dziś stając się ich częścią.

Przysłuchując się "Emperor Of Sand" warto też zwrócić uwagę na szczegóły. Te wszystkie drobiazgi, które czynią utwory na tym krążku jeszcze lepszymi, niż wydaje się to przy pierwszym, drugim czy dziesiątym odsłuchu. Swoją obecność zaznaczył tu - niemal tradycyjnie - Scott Kelly, a partie do zagrania lub zaśpiewania otrzymali także Mike Keneally i Kevin Sharp. Oprócz dźwięków ważne są także słowa, bo "Emperor Of Sand" to album o umieraniu wtedy, gdy się przeżywa. O tym jak człowiek wygrywa walkę z nowotworem, ale z tej walki wychodzi zniszczony. Przesłanie może nie jest zbyt oczywiste, podane w oparciu o pewną mitologizację znaczeń, ale gdy się tak wczytać w teksty na tym krążku, to otrzymamy wizję człowieka, który pokłada wszystko w nadziei. Ta pomaga mu przezwyciężyć największe trudności, ale na dłuższym dystansie okazuje się nadzieją z piasku, rozsypuje się, tak jak powoli umierają ludzie po skutecznej chemioterapii. Znacie to uczucie? Być może Mastodon zna, bo pięknie o tym opowiada. Muzyka też jest bardzo adekwatna i wciąż wprawia w zachwyt, ale na "Emperor Of Sand" kapela jest również trochę poraniona od strzał wymierzonych nie od łuków, ale od współczesnych kompromisów.

Ocena: 8/10

Mastodon 2017
O albumie w skrócie...

Skład: Brann Dailor (p, w), Brent Hinds (g, w), Bill Kelliher (g) i Troy Sanders (b, w), a także gościnnie Michael Keneally (ik), Scot Kelly (w) i Kevin Sharp (w)
 
Tracklista: 
1. Sultan's Curse
2. Show Yourself
3. Precious Stones
4. Steambreather
5. Roots Remain
6. Word to the Wise
7. Ancient Kingdom
8. Clandestiny
9. Andromeda
10. Scorpion Breath
11. Jaguar God

Rok wydania:
 

2017
Kraj:  
USA

Produkcja:
 

Brendan O'Brien

Dystrybucja:
 

Reprise Records

Gatunek:
 

Sludge Metal
Metal Progresywny


Podsumowując: "To nie starość. To sidła, w które wpadła bestia. Tym razem sidła nie były zabójcze. Besta bez trudu się z nich wyplątała, ale jej nowy album [...] dowodzi, że Mastodon zaczął ocierać się o kurs o wiele bardziej kompromisowy, niż bywało to kiedykolwiek wcześniej w dziejach zespołu. Krążek jest świetny, to wciąż fantastyczne granie w okolicach sludge, stonera i progresji, a nawet na krańcach wizjonerii, ale jest już tylko czasem nieprzewidywalne, łatwo się z nim oswoić, trudniej poczuć oddech bestii na swojej skórze"

Konrad Zola

*Przeczytaj recenzję poprzedniej płyty Mastodon pt. "Once More 'Round The Sun".
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz