sobota, 15 kwietnia 2017

Ulver "The Assassination Of Julius Caesar" (recenzja)

Najpierw obrazy. Lady Diana Spencer ukryta pod imponującym welonem na schodach Katedry św. Pawła w Londynie. Tuż przed zaślubinami, które nie przyniosły jej szczęścia. Dalej akwaforta Wacława Hollara, na której wilk rozrywa człowieka na strzępy. A może rozrywa posąg, tylko ludzie woleliby, aby jego ofiarą był człowiek? Następnie Bonaparte przed Sfinksem, a w zasadzie jego medytacja i samotność według francuskiego artysty Jeana-Léona Gérôme. To nie koniec. Obrazy pokazują też słynną plantację Rosedown, gdzie wśród bujnej roślinności hektolitry potu i krwi wylewali czarni niewolnicy, tam nierzadko umierając w zapomnieniu. Jest też 1 Dywizja Piechoty w szczękach śmierci - jak sugestywnie zatytułował swoją fotografię Robert F. Sargent - podczas lądowania Amerykanów na plaży Omaha, gdzie życie pozostawiło kilka tysięcy żołnierzy. Na obrazach znajduje się także święta Teresa w wyobrażeniu François Gérarda, mroczna i pociągająca, inna niż była. Za to Neil Armstrong się zgadza. Pierwszy człowiek na Księżycu. Symbol współczesnych budowniczych wieży Babel. Na koniec Svarefjorden w norweskim Sogn. Potężny, tajemniczy, wynikający z natury.

Teraz słowa. Zabójstwo Juliusza Cezara w 44 roku przed naszą erą też wynikło z natury. Tyle, że nie z tej nieskazitelnej, czystej i niewinnej, ale z człowieczej, podatnej na nieprawości. Wszystko, co przedstawiają obrazy wewnątrz bookletu nowego albumu norweskiego Ulver pt. "The Assassination Of Julius Caesar", przedstawiają tak naprawdę naturę człowieka. Jej mroczną stronę, która domaga się rzucania innych na pożarcie dzikim zwierzętom. Damnatio ad bestias. Ta natura, wypełniona niezdrową chęcią dążeń i podbojów, skrzywieniami na temat człowieczeństwa, często prowadzi do samozagłady. Krew przelewana w imię idei, polityki, systemów religijnych, chorych ambicji, chęci posiadania. Nic się nie zmienia od zabójstwa Juliusza Cezara, może poza stopniem wyrafinowania dewiacji w jakie popada ludzka natura. Dokąd my, ludzie, zmierzamy? A może nic się w nas nie zmieniło od czasów Starożytnego Rzymu? Umieszczony na okładce "The Assassination Of Julius Caesar" fragment siedemnastowiecznej rzeźby Berniniego "Pluton i Prozerpina" wydaje się dobrze łączyć z przesłaniem albumu. Człowiek zadaje ból i tworzy strach. Człowiek zabija. Gdzie się podział człowiek?


Wreszcie muzyka. Odważna, inna niż dotychczas, ale czy w przypadku Ulver może to być zaskoczeniem? Otóż nie. Od długiego czasu, w zasadzie od zerwania się z blackmetalowych kajdan, Ulver każdym kolejnym albumem zaskakuje formą muzyki, którą prezentuje swoim słuchaczom. Norwegowie tworzyli narrację do miasta nocą, wznosili się na poetyckie i literackie krainy wyobrażeń, podążali kierunkiem minimalistycznego i ascetycznego ambientu, coverowali klasyków, tworzyli drone, czy też wcielali się w rolę kapłanów do nietypowej mszy. Kolejnym krokiem w muzycznych poszukiwaniach zespołu jest album "The Assassination Of Julius Caesar", który został osadzony w elektronice, new wave i synth popie, choć to tylko pierwsze proste definicje ułatwiające nadanie nowemu albumowi Norwegów jakichś umownych ram. W istocie na nowym krążku zespołu nie ma miejsca na ramy. W rozważaniach nad naturą człowieka dominują intensywne dźwięki, wywołujące ekstazę i podniecenie, przywołujące smak ciepłej od zadanych ran krwi. Kompozycje tworzące "The Assassination Of Julius Caesar" są niczym klubowy taniec opętanych mroczną naturą ludzi. Przejrzyste brzmienie, nośny repertuar i modny klimat stanowią tylko zasłonę do wysublimowanej ścieżki kontaktu Norwegów z uduchowionymi słuchaczami. To jeden z najlepszych albumów podpisanych nazwą Ulver.

Zaprezentowany jeszcze przed premierą utwór "Nemoralia" wywołał niemałe poruszenie. Jego energiczna, niemalże radiowa struktura, nie jest przecież zjawiskiem często spotykanym jeśli chodzi o Norwegów. Wystarczy jednak posłuchać wokali kapłana współczesnej narracji ambitnej muzyki, czyli Garma, aby zrozumieć, że "Nemoralia" to kompozycja wielowarstwowa. W jednej warstwie to utwór, który nie wydaje się wyzwaniem dla pospolitych słuchaczy nastawionych na bezrefleksyjny odbiór muzyki, zaś w drugiej zaznajomieni z twórczością kapeli ludzie odnajdą tu dużą liczbę symboli i znaczeń, które chirurgicznie wprowadzają do dalej części albumu. Tak oto być może najmocniejszym punktem "The Assassination Of Julius Caesar" jest trwająca nieomal dziesięć minut kompozycja "Rolling Stone". W tej długiej strukturze, odliczanej bębnami Ivara Thormodsaetera i zjawiskową gitarą Stiana Westerhusa, Ulver wypuścił się w nowoczesną przestrzeń. Elektroniczne korytarze w połączeniu z korzennymi rockowymi instrumentami tworzą piorunujący efekt. To miasto nocą sprzed siedemnastu lat znowu żyje! Tyle, że na "Rolling Stone" przybrało ono formę dostosowaną do potrzeb aktualnych czasów. Garm niczym na mistycznym ołtarzu wdaje się w wokalny taniec z Sisi Sumbundu i Rikke Normann, a efekty stworzone przez pozostałych członków zespołu temu tańcowi dodają unikatowych barw, zbliżając się do spektakularnego finału. Dla takich kompozycji muzyka - i jej rozwój - mają sens.

Myśląc w ostatnim zdaniu o utworze "Rolling Stone", moimi myślami obdarzam też pozostałe kompozycje na krążku. Kolejna pieśń w talii "The Assassination Of Julius Caesar", czyli "So Falls The World", wyłania się niczym eteryczna ballada o sentymentalnym ładunku emocji, które każdy znawca twórczości Ulver pozostawił gdzieś w sobie pomiędzy krwią a cieniami słońca. W tej nieco też melancholijnej kompozycji na pierwszy plan wysuwają się wokale Garma, pozostającego w wybornej formie, a także stymulujące jesienną wyobraźnię efekty elektroniczne i instrumentalne Ole Alexandra Halstensgarda, Jorna H. Svaerena i Tore Ylwizakera. Na tym można by zamknąć oczy i zapomnieć o reszcie świata, gdyby nie znowu efektowny finał. Najwyraźniej natężenie wszelkiego typu sampli, efektów i innych elektronicznych patentów wróciło do twórczości Norwegów ze zdwojoną siłą. Dawno już Ulver nie był tak ekspresyjny jeśli chodzi o te środki proponowane w swojej muzyce. Tymczasem na szczeblach innej drabiny, choć pozostającej w rodzinie, uruchamia się niepostrzeżenie utwór "Southern Gothic", będący odważną próbą synthpopowej wariacji na temat tożsamości Norwegów. Występujący tu Daniel O'Sullivan dodatkowo uszlachetnia utwór w charakterystycznym angielskim stylu, a śmiałe brzmienie kompozycji, przyprawione pięknymi klawiszami, czynią ją kolejną perłą na krążku.

Zresztą o "The Assassination Of Julius Caesar" można bez ryzyka mówić jako o połowie pereł. Schowana nieco za mgłą kolejna kompozycja, tj. "Angelus Novus", należy też bowiem do gatunku wielkich utworów podpisanych nazwą Ulver. W tym ambiencie podniesionym do kwadratu ekspresyjnymi, mocnymi wokalami, czai się pozorny spokój. Niemniej o pozorności i tym, co prawdziwe na tym krążku, już wspominałem. Wystarczy zestawić amerykańskich żołnierzy lądujących na plaży Omaha z muzyką "Angelus Novus", aby uświadomić sobie, że utwór pełni funkcję soundtracku do ich umierania. Wyśpiewane przez Garma słowa: "Lay down the kid, and turn around and leave" są niczym wydarcie duszy z ciała człowieka, który przedwcześnie zakończył życie. Ciarki na skórze! Natomiast atmosferę, ciężar gatunkowy, albumu rozluźnia kompozycja "Transverberation", zwiewna i kusząca, niczym święta Teresa na obrazie François Gérarda. Jest i tu elektroniczne uduchowienie, które z tego gatunku uformował Ulver, bo i trudno sobie wyobrazić, bądź co bądź, celebrację na temat świętej Teresy bez pierwiastków uduchowionych w muzyce. Do stworzenia tego efektu znowu przyczynił się Daniel O'Sullivan. Przy okazji myślę, że kapela mogłaby w przyszłości pomyśleć nad utworzeniem albumu opisującego w takiej narracji innych świętych Kościoła katolickiego. Rezultat mógłby być drapieżny!

W zawartości muzycznej i lirycznej albumu "The Assassination Of Julius Caesar" znalazło się także miejsce dla Neila Armstronga w utworze "1969". Nie powinno więc dziwić, że kompozycja sprawia wrażenie utrzymanej w objęciach kosmosu. Do tego efektu przyczyniły się kolejne romanse muzyków Ulver z synthpopem, może nawet najbardziej widoczne w przekroju całego albumu, a to wrażenie dodatkowo spotęgowały wokale Sisi Sumbundu. W tej dryfującej po instrumentach, w tym gitarze Havarda Jorgensena, a także zawieszonej w efektownych tłach kompozycji niezwykłe wydają się wszelkie wokalne złamania struktury utworu. Całość lewituje i wraca na ziemię. Wprawia w przyjemnie odrętwienie, ale... następujący za chwilę finałowy utwór albumu pt. "Coming Home" szybko wyrywa z tego stanu. Otwarta niemalże w psychodelicznym tonie kompozycja zaskakuje i zdumiewa. Ulver jest tu znowu blisko ambientu i drone, a poruszający się na szczątkowej ścieżce wokal Garma przywołuje atmosferę grozy. W tym muzycznym surrealizmie, podszytym odczuwalną dawką mroku, raz za razem na pierwszy plan próbują przedostać się rozmaite instrumenty lub elektroniczne efekty, ale trafiają one w szklany sufit, rozsypując się w obecności słuchacza, który finalnie będzie świadkiem niezłego elektronicznego finału z saksofonem w tle. W samotności. W opuszczonym domu nad jeziorem i pomiędzy górami. W samym sobie. Wiedziony elektroniczną ekstrawagancją pod nazwą Ulver.

Na końcu konkluzja. To fenomen. Ulver nigdzie się nie spieszy, za niczym nie podąża, nikomu nie klaszcze. Album "The Assassination Of Julius Caesar" stanowi jeszcze jeden przykład niezmierzonych horyzontów inspiracji Norwegów, a także dowodzi ich nieprzeniknionego wizjonerstwa. To album odważny i uwolniony od konwencji. Nie wszyscy oczywiście zechcą się temu poddać, inni potraktują jako ciekawostkę, ale gdy tak naprawdę i szczerze oddać swój rozum i swojego ducha treściom zawartym na "The Assassination Of Julius Caesar", to otrzymamy dzieło kanoniczne, wyznaczające nowe ścieżki w muzyce. Ten album jest o nas, o naszej ludzkiej naturze, która na długim dystansie przegrywa ze światem przyrody. Nie o przegranych to jednak recenzja, ale o kolejnym wielkim zwycięstwie pod nazwą Ulver. Oby ten album zdołał przebić się przez niezrozumienie, ale i tak nie wróżę mu "sukcesu" w masowej świadomości. To dzieło dla estetów. Tych, co potrafią dostrzec to, czego nie widzą oczy. Posłuchaj. Artificem commendat opus.

Ocena: 10/10

Święta Teresa wg François Gérarda
O albumie w skrócie...

Skład: Ole Alexander Halstensgard, Kristoffer Rygg "Garm", Jorn H. Svaeren, Tore Ylwizaker, a także gościnnie Havard Jorgensen (g), Anders Moller (ip), Rikke Normann (w), Daniel O'Sullivan (g), Dag Stiberg (sax), Sisi Sumbundu (w), Ivar Thormodsaeter (p), Nik Turner (sax) i Stian Westerhus (g)
 
Tracklista:
1. Nemoralia
2. Rolling Stone
3. So Falls The World
4. Southern Gothic
5. Angelus Novus
6. Transverberation
7. 1969
8. Coming Home

Rok wydania:
2017
Kraj:  
Norwegia

Produkcja:
 

Ulver

Dystrybucja:
 

House Of Mythology

Gatunek:
 

Elektronika
Ambient
Synth Pop
New Wave


Podsumowując: "Przejrzyste brzmienie, nośny repertuar i modny klimat stanowią tylko zasłonę do wysublimowanej ścieżki kontaktu Norwegów z uduchowionymi słuchaczami. To jeden z najlepszych albumów podpisanych nazwą Ulver"

Konrad Zola

*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz