sobota, 3 czerwca 2017

Ayreon "The Source" (recenzja)

Wielki Arjen Anthony Lucassen, niesamowici i doświadczeni instrumentaliści, kilkunastu wokalistów, wielowątkowa historia, iście królewski rozmach i światowa produkcja. To przecież kolejny album Ayreon.

Holenderski projekt, mający już dziś status legendy, doczekał się dziewiątego albumu studyjnego zatytułowanego "The Source". To zarazem w sensie fabularnym prequel wydawnictwa "01011001" z 2008 roku, czyli de facto też wszystkich pozostałych albumów Ayreon. W tegorocznym dziele najbardziej osławionego projektu Arjena Lucassena można więc spodziewać się konwencji science fiction, w której główne role odgrywają przodkowie ludzi, czyli znana już słuchaczom Ayreon rasa Odwiecznych. Na dwóch krążkach tworzących "The Source" poznajemy jej historię sięgającą planety Alpha w Galaktyce Andromedy, gdzie Odwieczni wiedli spokojny żywot. Jednak ta opowieść, podzielona na cztery części (kroniki), będzie mówiła o zniszczeniu planety Alpha oraz ucieczce dramatycznie wyselekcjonowanych jej mieszkańców, którzy wspomagani specjalnym lekiem, tytułowym Źródłem, wkrótce staną się kolonizatorami nowego świata. Ocaleni przedstawiciele rasy Odwiecznych nabędą zdolność do życia pod wodą, gdzie będą komunikować się ze sobą na zasadzie telepatii, stając się w zasadzie nieśmiertelnymi. Ich ucieczka z rodzimej planety, emocje związane z kolonizacją nowego świata, towarzysząca im nadzieja w tej samej mierze, co i strach, a także zachodzące pomiędzy nimi relacje, w tym z obecnym wśród nich robotem, okazują się pasjonującą historią, która pyta o kondycję ludzi poddawanych zagrożeniom (prowokującym te zagrożenia) oraz weryfikuje ich zdolność do budowy nowego świata. Album zadaje też pytania o miejsce ludzi we wszechświecie. Ważnym aspektem dzieła "The Source" są także maszyny. Jedna z nich w wyniku nieodpowiedzialnych decyzji politycznych doprowadziła do zniszczenia planety Alpha, poddając sens istnienia ludzkości. Kolejna, na pozór wierna ludziom, może wkrótce okazać się nową formą zagłady. Ayreon zadaje więc aktualne pytania o równowagę pomiędzy światem ludzi i światem maszyn. Czy czasem nie została ona zachwiana?


Tej rozbudowanej historii, opartej na fantastycznej narracji takich asów wokalnych jak m.in. James LaBrie, Tommy Karevik, Russell Allen, Floor Jansen i Simone Simons, towarzyszy wspaniała muzyka, będąca kwintesencją stylu Ayreon. Tak oto album "The Source" tworzą dwa krążki, na których znalazło się prawie półtora godziny muzyki napisanej w znakomitej większości przez Arjena Lucassena, będącego też autorem większości słów (częściowe wsparcie w tym zakresie udzielił Holendrowi Michael Mills, zaś kreatywnym konsultantem całego dzieła jest Lori Linstruth). W ten sposób "The Source" okazuje się porywającą, wielowątkową rock operą, w której repertuarze ścierają się pomiędzy sobą progresywne wariacje na temat rocka i metalu, często też folk i elektronika. Poziom rozbudowania tego dzieła sprawia, że będzie ono duchową rozrywką na wiele kolejnych miesięcy (może i lat?), zaś jego wieloznaczność fabularna sprzyja doszukiwaniu się kolejnych znaczeń, szczególnie ciekawych w kontekście dotychczasowej twórczości Ayreon, wobec której album "The Source" stanowi zaiste zbliżenie się do źródła. Koniecznym też wydaje się zwrócenie uwagi na zjawisko rock opery, która w tak rozbudowanym, dopracowanym i zachwycającym wydaniu dawno już nie zaistniała w świadomości słuchaczy rocka i metalu. Arjen Lucassen w tym gatunku okazuje się prawdziwym mistrzem i wybitnym reżyserem, dla którego końcowy rezultat muzyczny jest o wiele ważniejszy, niż próba promowania siebie. W zawartości albumu "The Source" można usłyszeć niezliczoną ilość wpływów gatunkowych, zaś kolejne rozmowy pomiędzy wokalistami tworzą wrażenie uczestnictwa w nieomal kosmicznej sztuce teatralnej. Dodać do tego trzeba liczne improwizacje, zjazdy instrumentalne, solówki i wariacje, wciąż zachowujące całość klimatu, a także piękne przestrzenie dźwiękowe, aby dziewiątemu dużemu albumowi Ayreon wystawić z czystym sumieniem najwyższą notę. To wielkie, pasjonujące dzieło.

Otwierająca album kronika zatytułowana "The 'Frame" składa się z trzech utworów. Pierwszy z nich, będący zarazem otwarciem dzieła, tj. "The Day That The World Breaks Down", doskonale wprowadza w dramaturgię nowego albumu Ayreon. Komputer the 'Frame, któremu oddano władzę, aby zażegnał światowy kryzys dochodzi do jedynej logicznej konkluzji: LUDZI TRZEBA ZLIKWIDOWAĆ! To oni, zdaniem the 'Frame, są przyczyną wszystkich nieszczęść na świecie. Tak oto utwór "The Day That The World Breaks Down" najpierw otacza aura folku, symbolizującego spokój mieszkańców Alpha, zaś następnie łączy się stopniowo ze zbliżającym się zagrożeniem, co zwiastują ostre metalowe riffy gitarowe i partie perkusji. Narastająca niepewność została tu znakomicie wyeksponowana przez dialogi wokalistów, których dyskusja na temat zbliżającego się końca, wkrótce przemienia się w dramatyczny plan ratowania mieszkańców planety. Całość w swej muzycznej strukturze charakteryzuje się niezwykle efektownym, niemalże bluesowym przełamaniem konwencji utworu wraz z pojawieniem się partii wokalnych Prezydenta (Russell Allen) i Dyplomaty (Michaela Eriksena). Album "The Source" rozpoczyna się więc wspaniale! Dwie kolejne części pierwszej kroniki, czyli utwory "Sea Of Machines" i "Everybody Dies" tylko to wrażenie potęgują. Otóż "Sea Of Machines" oferuje kolejne bardzo adekwatne partie folku, będące pięknym wypełnieniem nieco melancholijnej, przygnębiającej atmosfery utworu, w której jednak nadzieję daje nieco zawadiacki Kapitan (Tobias Sammet). Wyśpiewane przez niego słowa: "I won't allow our race to die" stanowią piękny przykład nowoczesnego, rozumianego w szerokich kategoriach przywiązania do sensu człowieczeństwa. Zresztą album "The Source" dużo mówi o kondycji człowieka, nieco podupadłej, ale wciąż gotowej na wielkie czyny, szczególnie w obliczu zagrożenia. Tymczasem kompozycja wieńcząca pierwszą kronikę dzieła, tj. "Everybody Dies" okazuje się czupurnym przykładem rocka progresywnego, utworem niezwykle dynamicznym i wszechstronnym, pełnym zwrotów akcji nakręcanych na poziomie świetnych partii instrumentalnych, głównie instrumentów klawiszowych i partii gitarowych. Wyselekcjonowani obywatele Alpha uciekają przed zagrożeniem, pozostawiając swoich braci, ale żyjąc w świadomości, że w ten sposób ratują ciągłość gatunku.

Druga kronika albumu zatytułowana "The Aligning Of The Ten" rozpoczyna się dość niespodziewanie. Od niemalże eterycznego wstępu gitarowego, rozbudowanego następnie w oparciu o mocne, metalowe instrumentarium. To kompozycja "Star Of Sirrah", gdzie Ayreon prezentuje się w wydaniu prog metalowym, któremu towarzyszy też nagły zwrot akcji, czyli konieczność zażycia leku Liquid Eternity przez ocalałych z planety Alpha. To lekarstwo, nazywane też Źródłem, stało się osią albumu. Doprowadzi Odwiecznych do nowego, podwodnego świata, zbliży ich do nieśmiertelności, ale czy oni pozostaną sobą? Dramatyczne zwroty utworu "Star Of Sirrah", jego ostry charakter, zbliżają do konkluzji, że ta rock opera jest także bardzo mroczna. Na przestrzeni tego utworu słyszymy też jedną z najlepszych solówek gitarowych w zawartości "The Source". Natomiast elementy folku w tym dziele ponownie pojawiają się w dość krótkim utworze "All That Was", będącym operową feerią wyznań na temat nieuniknionego losu. Uczucia targające głównymi bohaterami, przedstawicielami uratowanych Odwiecznych, wgryzają się głęboko pod skórę. Nowy Ayreon wprowadza też zatem w zadumę nad przemijaniem. Nie ma jednak czasu na rozmyślania! Niezwykle energetyczna kompozycja "Run! Apocalypse! Run!", podkreślona fantastycznym kolażem wokalnym, stanowi przykład unikatowej progresywnej mikstury, w której łączą się ze sobą rock, metal i wariacje tych gatunków. Ayreon nieco teatralizuje tutaj swoje brzmienie, tworzy atmosferę pośpiechu i niepewności. Tej muzyce udziela się także dreszczyk przygody. Galopujące partie gitar i perkusji, efektowne instrumenty klawiszowe, tylko temu dreszczykowi dodają kolorów. Biegnij! Apokalipsa nadciąga! Biegnij!

Ta część albumu "The Source" kończy się na liniach utworu "Condemned To Live", będącego formą poszukiwania usprawiedliwienia po stronie głównych bohaterów, żałujących opuszczenia planety Alpha, balansujących na granicy załamania i żyjących w poczuciu winy. Usprawiedliwienie nie przychodzi. Może za to przyjść zapomnienie w postaci lekarstwa - Źródła. Kompozycja otwarta marszowym tempem, uzupełniona akcentami folkowymi, wkrótce podda się pełnej ekspresji obfitującej w liczne zagrywki gitarowe i klawiszowe, otwierając się też na niesamowite efekty i urozmaicenia. Wokaliści nieomal zamienią się w duchy, dryfując w przestrzeni jako ci, którzy przetrwali, aby poszukać nowego domu. Wykrzyczane przez Biologa (Floor Jansen) słowa: "We need to break out of this hell!" stanowią niezwykle wymowne zamknięcie drugiej kroniki albumu "The Source". Tymczasem swoją wymowę ma także otwarcie trzeciej kroniki, tj. "The Transmigration", które w utworze "Aquatic Race" znowu popycha Ayreon w okolice metalu progresywnego. Arjen Lucassen i jego ekipa zdecydowanie zaostrzyli instrumenty, choć wciąż trzeba pamiętać, że album "The Source" to przede wszystkim rock opera, mocna, metalowa, ale też niezwykle barwna. Tak jak w wywołanym utworze "Aquatic Race", który oprócz metalu oferuje też sporą grupę patentów zwiewnych i finezyjnych, dokładnie wpisując się w klimat fabuły, która na tym etapie popycha bohaterów w tajemnice Źródła, stanowiąc zarazem początek dyskusji na temat przeszłości i przyszłości. Czy zapomnieć o tym co było i oddać się dobrodziejstwom Źródła, czy pozostać wiernym pamięci o tych, których już nie ma? Trudnym pytaniom kotłującym się w głowach ocalonych Odwiecznych towarzyszy piękna muzyka.

Zresztą przemieszczając się na statku powietrznym Starblade bohaterowie "The Source" często popadają w różne emocje, jakby niepewni swego, a te emocje wybornie podkreśla muzyka. Kolejny w talii utwór "The Dream Dissolves" wyłania się jako nostalgiczna, nieco sentymentalna folkowa ballada z pięknym elektro rockowym finałem, zaś "Deathcry of a Race" kontynuując wątki folkowe ociera się także o specyficzną odmianę orientu. Nic dziwnego, skoro w tym utworze występuje urodzony w Tunezji Zaher Zorgati, a swoją mistrzowską formę podkreślają także Simone Simons i Floor Jansen, które w duecie brzmią wręcz fenomenalnie. To kolejny wielki utwór w zawartości "The Source". Natomiast finałowym aktem trzeciej kroniki jest kompozycja "Into The Ocean", będąca opisem zejścia do podmorskiego świata przez ocalałych Odwiecznych. Gitarowe zagrywki wpisują się tu nieomal w konwencję rockowych hymnów, jakby nieco spychając dramatyzm fabularny tego momentu "The Source", choć w zasadzie powinienem napisać tu nie o dramatyzmie, ale o przygodzie, ponieważ "Into The Ocean" - jak w najlepszych filmach science fiction - elektryzuje niepewnością, eksplorowaniem nowego świata, intrygą w odkrywaniu tego, co nieznane. Śpiewane przez Hansiego Kürscha chóry: "We're Going Down Into The Ocean" w kolażu innych wokalistów wypadają niezwykle efektownie, stanowiąc fascynujące wprowadzenie do czwartej, ostatniej kroniki "The Source".

Jej tytuł brzmi "The Rebirth", a jej otwarcie pod tytułem "Bay Of Dreams", tak jak Odwieczni nazwali nowy świat, brzmi niemal jak w wykonaniu Jeana Michela Jarre'a. Ten niepewny nowy świat, tak bardzo dziwny, w którym podstawową formą komunikacji jest podmorska telepatia, staje się areną różnych rozważań Odwiecznych. Czy to jest ich nowe miejsce do życia? Czy tutaj przetrwają? Kolejne fragmenty muzyczne utworu stopniowo budują napięcie zadawanych pytań, nie uwalniając się przy tym od konwencji jarre'owskiej. Jednak album na prog metalowe tory wraca przy utworze "Planet Y is Alive!". Swoją drogą każdemu wiernemu fanowi Ayreon Planeta Y powinna być dobrze znana, tak zresztą jak seria dynamicznych riffów gitarowych i partii perkusji, niekiedy wręcz ocierających się o ekstremę, które w zestawieniu z pięknymi zagrywkami klawiszowymi, w tym fenomenalną gitarową autonomią i emocjonującymi partiami wokalnymi Kapitana (Tobiasa Sammeta), tworzy wizytówkę wielkiego Ayreon. Natomiast w mroczne meandry najważniejszego projektu Arjena Lucassena zabiera kompozycja "The Source Will Flow", której niewinny, wręcz balladowy klimat, akcentowany zwiewnymi partiami Simone Simons, w istocie przybliża do dramatu Odwiecznych, pokazując formę narkotycznego zniewolenia w jakim się znaleźli. 

Ostatnie akty albumu "The Source" będą ożywiać w słuchaczu pamięć o wspominanym już w tej recenzji albumie "01011001". Otóż kompozycja "Journey To Forever", napełniona folkowym klimatem, stanowi jakby otwarcie przejścia Odwiecznych do nowych celów. Ich świadomość istnienia w idealnej, ale i bezrefleksyjnej harmonii wkrótce zostanie poddana próbie. Dynamiczny klimat utworu podkreśla pozorną sielankę ocalałych mieszkańców planety Alpha, aby też być zakamuflowaną zapowiedzią wątpliwości. Te, będzie rozszerzał utwór "The Human Compulsion", gdy Odwieczni zaczną zadawać pytania czy Źródło nie sparaliżowało ich umysłów? Czy oni wciąż potrafią marzyć? Czy potrafią funkcjonować bez maszyn? Ich cele zaczną krystalizować się wokół uwolnienia się z podwodnego świata, przekazania swojego DNA nowym istotom. Czy pamiętacie fabułę "01011001"? Tak, właśnie. W finałowej kompozycji albumu "The Source", utworze "March Of The Machines", świadomość robota TH-1 (Micheala Millsa) zacznie uwalniać w iście industrialnym stylu marsz maszyn. Historia Odwiecznych niejako zatoczy koło. Tak oto w tym niedopowiedzeniu powoli będzie milknął dziewiąty album Ayreon, który przecież w sensie fabularnym ma swoją kontynuację. To więc idealna okazja, aby sięgnąć po inne krążki kapeli, jeśli dotąd ich nie znacie. W przeciwnym przypadku to doskonałe uzupełnienie dotychczasowej historii utworzonej przez Arjena Lucassena.

Dużo by jeszcze można napisać o "The Source". To wielki album. Wydaje mi się, że mogę zaryzykować hipotezę, że to najlepszy album pod tym szyldem w wykonaniu Arjena Lucassena. Konwencja dzieła jest bliska dotychczasowym nagraniom Ayreon - wciąż mamy do czynienia z wielkim rozmachem, niekiedy niedocenianą rockową operą, fantastyczną historią, grupą kapitalnych wokalistów i instrumentalistów, a także prawdziwą celebracją progresji w wydaniu rockowym i metalowym. Arjen Lucassen na "The Source" dokonał jednak czegoś więcej. Otaczając się pięknymi, bliskimi cyber punku pracami Yann Souetre, stworzył prequel swoich dotychczasowych nagrań. Ta ryzykowna koncepcja w pełni się opłaciła. Ayreon brzmi dziś nie tylko dojrzale i efektownie, ale też mądrze i inspirująco. Na dystansie albumu "The Source" nie ma miejsca na błędy, czy też niedopowiedzenia. Ładunek emocjonalny wniesiony na instrumentach Arjena Lucassena i jego doświadczonej ekipy w zderzeniu z narracją porywających wokalistów tworzy nie tylko inspirację na kolejne lata, jak większość dotychczasowych nagrań Ayreon, ale też na zasadzie swego niezwykle aktualnego przesłania, idealnie wkomponowującego się we współczesne czasy, zabierając ważny głos na temat problemów ludzkości. Mogę więc raz jeszcze tylko podkreślić: oto wielki Arjen Lucassen i wielki Ayreon, oto muzyczne dzieło sztuki. 


Ocena: 10/10

O albumie w skrócie...

Skład: Arjen Lucassen (b, g, is, mandolina, synth, inne), a także Joost van den Broek (ik), Mark Kelly (synth), Maaike Peterse (wiola), Ed Warby (p), Ben Mathot (skrzypce), Paul Gilbert (g), Guthrie Govan (g), Marcel Coenen (g), Jeroen Goossens (flet, inne), Zaher Zorgati (w), James LaBrie (w), Tommy Karevik (w), Tommy Rogers (w), Hansi Kursch (w), Michael Mills (w), Russell Allen (w), Simone Simons (w), Nils K. Rue (w), Tobias Sammet (w), Michael Eriksen (w), Floor Jansen (w) oraz Will Shaw, Wilmer Waarbroek, Jan Willem Ketelaars i Lisette van den Berg (w) 

Tracklista:

CD 1

Kronika 1: The 'Frame
1. The Day That The World Breaks Down

2. Sea Of Machines   
3. Everybody Dies"

Kronika 2: The Aligning Of The Ten
4. Star Of Sirrah
5. All That Was
6. Run! Apocalypse! Run!
7. Condemned To Live

CD 2

Kronika 3: The Transmigration
1. Aquatic Race
2. The Dream Dissolves
3. Deathcry of a Race
4. Into The Ocean

Kronika 4: The Rebirth
5. Bay Of Dreams
6. Planet Y Is Alive!
7. The Source Will Flow
8. Journey To Forever
9. The Human Compulsion
10. March Of The Machines

 

Arjen Anthony Lucassen
Kraj:  
Holandia

Produkcja:
Arjen Lucassen

Dystrybucja: 
Mascot Label Group

Gatunek: 
Rock Opera
Rock Progresywny
Metal Progresywny
Folk

Rok wydania: 
2017 

Podsumowując: "Wspaniała muzyka, będąca kwintesencją stylu Ayreon"

Konrad Zola
konrad.zola@wp.pl
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.

1 komentarz:

  1. probowalem, ale nie dalem rady. to juz nie ten sam Ayreon co za czasow Elektrycznego Zamku i dyptyku Universal Migrator, a zapraszanie Jamesa LaBrie to jakis imho zarcik ;) Facet juz dawno przestal panowac nad swoim glosem.

    OdpowiedzUsuń