środa, 7 czerwca 2017

Bent Knee "Land Animal" (recenzja)

Młoda, choć doświadczona już amerykańska formacja Bent Knee zarejestrowała właśnie swój czwarty duży album studyjny pt. "Land Animal". To album pozbawiony wspólnych mianowników, tak jak trzy poprzednie nagrania tego zespołu z Bostonu, który najwyraźniej wszelkimi sposobami, a przede wszystkim swoją ogromną kreatywnością, pragnie uniknąć zaszufladkowania. Bent Knee to nazwa, które nie wzbudza skojarzeń z konkretnym gatunkiem muzyki. To czysta kreacja niezwykle utalentowanych, owianych jeszcze w Europie pewną aurą tajemnicy muzyków. Ich najnowsze dzieło zatytułowane "Land Animal" powinno utrwalić obecność kapeli w masowej świadomości. 

W twórczości sześcioosobowego składu Bent Knee daje się usłyszeć szerokie wpływy, od art rocka i progresji, przez minimalistyczne, ujmujące pejzaże, ku nawet elementom popu, tak jakby zespół wciąż nie był pewny swojego stylu... a może ta różnorodność jest właśnie wyznacznikiem stylu zespołu z Bostonu? Wszystko na to wskazuje, ponieważ "Land Animal" to już przecież czwarty krążek formacji, na którym dzieje się naprawdę dużo! Zacznijmy jednak od warstwy lirycznej. Otóż każdy z utworów zawartych na "Land Animal" mówi o borykaniu się z problemami, głównie tymi w szerszej skali społecznej, takimi jak globalne ocieplenie, relacje międzyludzkie, które zeszły do poziomu cyfrowego, rasizm, czy też polaryzacja społeczna wynikająca z opowiadania się ludzi po którejś z nośnych i na ogół pustych idei. Bent Knee mówi, że współczesne społeczeństwa nie potrafią ze sobą rozmawiać. Ba! Kapela opowiada też o problemach już na poziomie rodziny, które później przekładają się na systemy społeczne. Album nie ma wymowy politycznej, jak zapewnia perkusista Gavin Wallace-Ailswort, ale o politykę się ociera, kwestionując jej zakłamanie i cynizm.


Natomiast muzyka, która tworzy album "Land Animal" okazuje się niezwykle różnorodną jazdą po kilku wspomnianych już gatunkach (lub przynajmniej ich zrębach). Całość wydaje się być podporządkowana wokalom fantastycznej Courtney Swain, która jest główną bohaterką nowego albumu Bent Knee. To niezwykle uzdolniona, charakterystyczna i zapadająca w pamięć wokalistka, a zarazem instrumentalistka, która ten zespół czyni co najmniej wartym zauważenia. Tak oto czyste, jak pupa niemowlęcia, wokale Courtney Swain z miejsca informują jakiego typu muzykę proponuje Bent Knee. Otwierający czwarty album kapeli utwór "Terror Bird" to zaiste eksperymentalizm w niewinnej, wciąż nieokrzesanej jeszcze postaci. Dryfujące w okolicach niepozornej gitary Bena Levina partie wokalne co rusz ulegają namowom instrumentalnym, takiemu bardziej rockowemu, ostremu graniu (ledwie tu zaznaczonemu), czy też muzyce pozłacanej jazzem w wyniku zagrywek klawiszowych samej wokalistki. Owa Courtney Swain na dystansie utworu traci jednak swą niewinność, improwizując na wokalach, niczym najlepsi gitarzyści czynią tak w swoich porywających partiach solowych. O tym, że wspólne mianowniki nie są stroną albumu "Land Animal", jak i całej twórczości Bent Knee, świadczy też kolejna kompozycja z tracklisty krążka, czyli dziwaczna, postrzępiona, jakby wkomponowująca się w stylistykę Bjork "Hole", gdzie znowu mamy do czynienia z pokładami muzycznego eklektyzmu właściwego bostońskiej kapeli, choć tym razem o wiele mniej spójnego, niż w przypadku utworu "Terror Bird". Zespół Bent Knee, pomimo całego swego uroku i bez wątpienia świeżości, niekiedy gubi się w swoich pomysłach, a może takie było zamierzenie?

Tymczasem sporo rockowego posmaku albumowi "Land Animal" dodaje utwór "Holy Ghost". To trochę tak jakby wcześniej już wywołana Bjork dostała Zeppelinów lub wczesnych Floydów do nagrywania piosenek. Oczywiście to tylko uproszczenie (marzenie!), ponieważ barwa Courtney Swain miewa swoje kaprysy, niesamowite wręcz wypuszczenia, transmutacje, tak jak zresztą twórczość Bent Knee w utworze "Holy Ghost", który przy całej swej intensywności wkrótce przemienia się w zasadzie w recytację wokalną, do której tło tworzą bluesowe odjazdy muzyków. Podobnie jest w przypadku kompozycji tytułowej, zaznaczonej mocnym rockowym instrumentarium, choć w najbardziej interesujących momentach chodzi tu znowu o wokale Courtney Swain, a także o minimalistyczne przestrzenie kreowane przez Bent Knee i różne eksperymenty instrumentalne, wyłamujące konwencję typowych nagrań rockowych. W każdym razie zespół potrafi wyrazić rockowy bunt, tak jak w finale utworu tytułowego "Land Animal", aczkolwiek najbardziej wiarygodny okazuje się w progresywnym łączeniu różnych gatunków muzycznych, gdy najwięcej do wyśpiewania ma Courtney Swain. To ona jest dziś największym atutem Bent Knee, tak jak niegdyś Elizabeth Fischer była perłą kapeli Dark Blue World, zresztą wzbudzającą pewne skojarzenia z recenzowaną tu formacją.

Bent Knee to także minimalizm, który daje się odnotować przede wszystkim w balladowej kompozycji "Insides In", będącej przeszło sześciominutowym romantycznym wyznaniem Courtney Swain. To wyznanie szczególnie akcentują odgrywane przez frontwoman partie klawiszowe, a także piękne partie skrzypiec w wykonaniu Chrisa Bauma, znowu niemal jak w jazzowym wirze znaczeń, jakby dotkniętym talentem niezapomnianego Krzysztofa Komedy. A skoro już wywołałem to wielkie nazwisko, to o wielkość utworu "Insides In" zadbali też gitarzysta Ben Levin i perkusista Gavin Wallace-Ailsworth, którzy ozdobili go spektakularnym, podszytym dreszczem emocji finałem. Ponadto w okolicach klimatu eterycznej ballady wyłania się także kokieteryjna kompozycja "Belly Side Up" o kilku zwracających uwagę retro rockowych zagrywkach, fikuśnej Courtney Swain, czy też odważnym (głośnym!) finale. Natomiast na przekór głośnym finałom wychodzi odznaczająca się lekkością kompozycja "These Hands", choć i tu od pewnego momentu mamy do czynienia z odpowiednim poziomem intensywności, głównie za sprawą fantastycznych partii wokalnych Courtney Swain.

Pomimo, że cały nowy album Bent Knee sprawia wrażenie dzieła improwizowanego, niejasnego, a zatem i paradoksalnie wciągającego, to nie można tu zapominać o utworach totalnie eksperymentalnych, porozciąganych bez jakiegoś motywu przewodniego na instrumentach, jak "Time Deer" (świetne bębny!), gdzie Courtney Swain podlega różnym kolorom - mocnemu rockowemu graniu (konwencja: naprzód, marsz!), nieomal bluesowym improwizacjom, wreszcie też minimalizmowi. W dziwactwach improwizacyjnych trzyma się także "The Well", czyli kompozycja dość swobodna, nieomal wakacyjna, jakby Courtney Swain spróbowała o jednego drinka za dużo, zaś instrumentaliści Bent Knee nie byli pewni swego. To prawdopodobnie jeden z najsłabszych numerów w dziejach tej kapeli. Zdecydowanie zbyt nieregularny, nawet jak na standardy tego nietypowego sekstetu. Niemniej zwieńczenie albumu "Land Animal" prezentuje się wybornie - to utwór "Boxes", czyli minimalizm prowokowany partiami wokalnymi Courtney Swain, a także kojąca ducha przestrzenność, która trwa i trwa... niepospiesznie... aby dojść do partii instrumentalnych, które stopniowo wygaszają kompozycję... to piękny stempel na tym pełnym rozmaitych pomysłów albumie!

W sumie więc kapela Bent Knee pozostaje wierna swojemu oryginalnemu stylowi. Bostońscy twórcy łączą rozmaite wpływy gatunkowe, aby zaoferować słuchaczom nagrania wyłamujące konwencję, niekiedy trudne w swej muzycznej formie, ale też intrygujące ze względu na swój eklektyzm i przede wszystkim świeżość w krajobrazie utartych schematów. Bent Knee mówi też dużo ważnych rzeczy o współczesnym świecie, a przemawia głównie słowami niezwykle charakterystycznej, zjawiskowej Courtney Swain, wokalistki i instrumentalistki, która bez wątpienia zasługuje na uznanie świata. Tak oto sądzę, że album "Land Animal" powinien utorować Bent Knee drogę do znacznie większej rozpoznawalności, szczególnie w Europie, ponieważ to muzyka charakteryzująca się dużą szczerością, pięknym klimatem i zagadkami, które powinny być fascynujące dla duchowej wrażliwości słuchaczy art rocka, progresji i wymykającej się stereotypom muzyki. Nade wszystko udziela się tu Courtney Swain, będąca dziś największym atutem Bent Knee, perłą tego zespołu.


Ocena:  8/10

Courtney Swain
O albumie w skrócie...

Skład: Courtney Swain (ik, w), Chris Baum (skrzypce, w), Jessica Kion (b, w), Ben Levin (g, w), Gavin Wallace-Ailsworth (ip) i Vince Welch (projektant dźwięku)
 
Tracklista: 
1. Terror Bird
2. Hole
3. Holy Ghost
4. Insides In
5. These Hands
6. Land Animal
7. Time Deer
8. Belly Side Up
9. The Well
10. Boxes

Rok wydania:
 

2017 
Kraj:     
USA

Produkcja:
 

Vince Welch

Dystrybucja: 

Inside Out Music

Gatunek:
 

Rock Eksperymentalny
Art Rock
Rockowa Awangarda


Podsumowując: "W twórczości sześcioosobowego składu Bent Knee daje się usłyszeć szerokie wpływy, od art rocka i progresji, przez minimalistyczne, ujmujące pejzaże, ku nawet elementom popu, tak jakby zespół wciąż nie był pewny swojego stylu... a może ta różnorodność jest właśnie wyznacznikiem stylu zespołu z Bostonu?"

Konrad Zola

*Album udostępniony do odsłuchu dzięki uprzejmości Inside Out Music.
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz