środa, 28 czerwca 2017

Roger Waters "Is This The Life We Really Want?" (recenzja)

Tańcząca w sennym wyobrażeniu imigrantka oraz jej rzeczywistość to jedna z wielu kreacji na nowym krążku Rogera Watersa pt. "Is This The Life We Really Want?". Tych kreacji jest znacznie więcej, a ich rzeczywistość w każdym przypadku jest brutalna i otoczona nienawiścią, względnie przeraźliwą obojętnością, a zatem też poddaje pod wątpliwość sens istnienia człowieczeństwa. Roger Waters głośno dziś więc protestuje. Sprzeciwia się upadkowi wartości ludzkich, a punktem odniesienia legendarnego muzyka do tego sprzeciwu są aktualne problemy społeczne, takie jak cierniowa wędrówka imigrantów do Europy, czy odradzanie się skrajnych doktryn ideowych, nierzadko znajdujących uosobienie polityczne, jak w przypadku prezydenta USA Donalda Trumpa, za którym Roger Waters - delikatnie mówiąc - nie przepada. Ex Floyd albumem "Is This The Life We Really Want?" sprzeciwia się moralnej zgniliźnie, która rozpowszechnia się na świecie szybciej, niż transmisja danych w naszych komputerach.

Ten sprzeciw, niezwykle doniosły i ważny, został wyrażony w dwunastu utworach o ewidentnie floydowym ładunku ekspresji. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego. Roger Waters zarejestrował materiał pod wieloma względami wpisujący się w dokonania Pink Floyd, czy też raczej w pomysły wypracowane przez muzyka w tym kultowym zespole, aby jeszcze mocniej wykrzyczeć swoje protestujące przesłanie. Pink Floyd to przecież kapela, która w najważniejszym momencie swojej kariery mówiła o rzeczach ważnych, oceniała świat niejednokrotnie wystawiając mu żółtą kartkę, tak jak jego mieszkańcom swojej epoki. Tymczasem Roger Waters na krążku "Is This The Life We Really Want?" wystawia współczesnej ludzkości, szczególnie tej wygodnie żyjącej w Europie i Ameryce Północnej, kartkę w kolorze czerwonym. Muzyk używając przemiennie właściwej sobie poetyki i, co tu dużo mówić, wulgarnego języka chce uderzyć w dusze przynajmniej swoich słuchaczy... milionów słuchaczy!


Pytanie postawione w tytule, jest więc pytaniem do nas, zwykłych ludzi, czy nie czas już wziąć sprawy w swoje ręce, sięgnąć po cegły i obrzucić nimi polityków hieny żerujących na ludziach bezrefleksyjnie przyjmujących każdą propagandę? Czy nie czas obudzić w sobie ducha człowieczeństwa, dopóki jeszcze nie jest za późno? Pytań jest tu dużo, refleksji jeszcze więcej, ale przekaz pozostaje uniwersalny. To, co w człowieku jest ważne, niezależnie od jego religii i pochodzenia. Nienawiść na tym tle, albo obojętność wobec problemów innych ludzi, to równia pochyła do upadku kondycji moralnej całego świata.

Pomoc dla ludzi dotkniętych problemami zagrażającymi ich życiu, a zarazem bunt przeciwko politykom, stały się więc dziś znowu aktualne. To smutne refleksje, ale pięknie wyartykułowane przez Rogera Watersa na krążku "Is This The Life We Really Want?". Jego muzyka i słowa są więc dziś bardzo potrzebne, bowiem działają niczym katharsis. Przynajmniej stało się tak w przypadku autora tej recenzji, do czego niewątpliwe przyczyniła się także piękna muzyka. Tak jak już wspomniałem wielokrotnie można się tu zetknąć z patentami bliskimi dziedzictwu Pink Floyd. Tak jak w "radiowym" wstępie do albumu i jego gładkim przejściu do kolejnego utworu ("When We Were Young" + "Déja Vu"), również w mówionym wstępie do pięknej ballady "The Last Refugee" albo na dystansie drapieżnego utworu "Picture That" (niektóre gitary i przejścia między sekcjami brzmią tu niemal jak w "The Wall"). Echa twórczości Pink Floyd można też wyraźnie odczuć w zakręconym w swej strukturze utworze "Bird In a Gale" (...znowu fragmentami jak w międzypokoleniowym murze), a także w kompozycji "Smell The Roses" i w mniejszym zakresie w pozostałych numerach, które otwierają się przed słuchaczem na odnajdywanie owych smaczków pięknej przeszłości.

Ponadto Roger Waters, przeszło siedemdziesięcioletni dziś muzyk, oparł się przede wszystkim na kompozycjach balladowych, które w kluczowych momentach podnoszone są do odpowiedniego, patetycznego ładunku instrumentalno-wokalnego ("Déja Vu", "The Last Refugee", "Broken Bones", czy też dwie perły w trackliście pod postacią "The Most Beautiful Girl In The World" i wzruszającego utworu "Wait For Her"). Zatem bez wątpienia albumowi "Is This The Life We Really Want?" nie brakuje patosu, poprzedzonego zawczasu linijkami słów wyśpiewanych przez Rogera Watersa najczęściej do gitary akustycznej lub instrumentów klawiszowych, tak jakby ten album został napisany na modłę ostatniego dzieła stworzonego przez legendę z Pink Floyd, czyli pamiętnego "The Final Cut" z 1983 roku. Tamten album stanowił definitywnie rozliczenie Rogera Watersa z wojenną traumą, ten tegoroczny mówi o innej traumie, a w zasadzie o uwerturze do niej pod warunkiem, że mieszkańcy tego świata w porę nie otrzeźwieją i przestaną być gąbkami dla słów wypowiadanych przez nieodpowiedzialnych idiotów w garniturach. Kompozycja tytułowa dobrze ten stan oddaje, ponieważ można w niej usłyszeć zarówno bełkot Trumpa, jak i ciężki oddech Rogera Watersa, który w stopniowo budowanej strukturze w oparciu o gitarę i efektowne smyczki, przemawia do ludzi, aby wyzbyli się paraliżującego strachu. Te słowa mają wielką moc.

Legendarny muzyk na krążku "Is This The Life We Really Want?" zarejestrował także numery o rockowym natężeniu, dobrze oddające ducha gniewnego protestu, jak przede wszystkim "Picture That". To jedna z tych kompozycji, która ma szansę stać się symbolem nowego albumu studyjnego Rogera Watersa. Decydują o tym jej żywy klimat, chwytliwe linijki tekstu i seria wspomnianych już skojarzeń z Pink Floyd. Ciekawostką pozostaje, że w tym utworze padają słowa Wish You Were Here, które, nie czepiając się kontekstu, z pewnością pochwycą za serce niejednego wielbiciela Pink Floyd. Na rockowym szkielecie opiera się także pierwszy singiel udostępniony przed premierą albumu, tj. "Smell The Roses", będący dobrym standardem gatunku, do którego ogromny wkład wniósł Roger Waters. Kompozycja o efektownie złamanej strukturze - po floydowemu, a jakże... - dowodzi nieprzemijającego kunsztu legendarnego muzyka w tworzeniu utworów o wciągającym prog rockowym zacięciu. Natomiast pięknym podsumowaniem dzieła są współgrające ze sobą utwory "Oceans Apart" i "A Part Of Me Died", zagrane i zaśpiewane jak w zasadniczej części albumu, czyli w nastroju niezwykle refleksyjnym z mentorskimi wokalami Rogera Watersa, wokół których rozkładają się oszczędne partie gitar i instrumentów klawiszowych, aby dojść do patetycznego finału.

Pomimo, że ostatnie słowa wypowiedziane przez Rogera Watersa na krążku "Is This The Life We Really Want?" nie są zbyt optymistyczne, to jednak można sądzić, że jego nowy album wstrząśnie wielką grupą jego słuchaczy. Czy przebije się do jeszcze szerszej publiczności, która będzie miała szansę odnaleźć w sobie człowieczeństwo? Ciężko powiedzieć, ponieważ nie jest to z pewnością materiał chwytliwy, czy nośny. Chciałoby się rzec, że to requiem dla współczesnych problemów społecznych, ale te wciąż istnieją i narastają. Oby więc słowa Rogera Watersa, zaznaczone piękną i dojrzałą muzyką, trafiły na odpowiedni grunt słuchaczy, którzy przestaną ufać kłamliwym politykom i propagandzie wymierzonej przeciwko humanizmowi.

Poza tym wszystkim warto wiedzieć, że producentem albumu "Is This The Life We Really Want?" jest Nigel Godrich. Człowiek niezwykle uzdolniony i doświadczony w produkowaniu doniosłych płyt (choćby najważniejsze krążki Radiohead), którego wpływ oczywiście daje się odczuć na nowym albumie Rogera Watersa. To wpływ, który umożliwił legendzie odpowiednie wyeksponowanie swojego przesłania. Album brzmi więc jak na legendę Pink Floyd przystało. Oprócz tego na krążku wystąpili muzycy, z którymi Roger Waters nie współpracował dotąd w studio, m.in. wszechstronnie utalentowany Jonathan Wilson,  uznany w środowisku Roger Joseph Manning Jr., czy mający na koncie współpracę przy cenionych albumach David Campbell. Nie zawsze są to muzycy związani z rockiem, czasem wręcz wywodzący się ze środowiska popowego, ale ich świeżość i zapewne unikatowo postrzegana możliwość współpracy z legendą rocka zadziałała wystarczająco motywująco, aby nagrać album bliski dokonaniom Pink Floyd.

W sumie więc najnowsze solowe dzieło Rogera Watersa oceniam wysoko. Bez wątpienia w "Is This The Life We Really Want?" równie ważne są słowa, jak i muzyka, które tworzą spójną i doniosłą całość. We współczesnym świecie potrzeba takich albumów. Potrzeba legend, które będą wrzeszczały na ludzi skłonnych wierzyć w każde kłamstwa, gdy wypowiadane są one przez fałszywe autorytety. Roger Waters dostrzegł te problemy, widząc umierających ludzi na granicy europejskiej cywilizacji i odradzające się skrajne doktryny w Europie i USA. Oprócz tego, uwzględniając oczywiście ważny kontekst społeczny, legendarny muzyk zarejestrował album o pięknym, refleksyjnym ładunku muzycznym. Dzieło, które przypomina o niezniszczalnym dziedzictwie Pink Floyd. Materiał naznaczony rockową wrażliwością, ale też zgodnie ze stanem ducha Rogera Watersa wypełniony refleksyjnymi kompozycjami, które stanowią najlepsze towarzystwo dla zachodzącego słońca. A może to słońce wschodzi dla odradzającej się moralności mieszkańców tego świata? Oby.   

Ocena:  9/10

Roger Waters
O albumie w skrócie...

Skład: Roger Waters (b, g, w), a także Nigel Godrich (efekty, g, ik), Gus Seyffert (b, g, ik), Jonathan Wilson (g, ik), Roger Joseph Manning Jr. (ik), Lee Pardini (ik), Joey Waronker (p), Jessica Wolfe (w), Holly Laessing (w), David Campbell (smyczki) 
 
Tracklista: 
1. When We Were Young
2. Déjà Vu
3. The Last Refugee
4. Picture That
5. Broken Bones
6. Is This The Life We Really Want?
7. Bird In a Gale
8. The Most Beautiful Girl
9. Smell The Roses
10. Wait For Her
11. Oceans Apart
12. Part Of Me Died
Kraj:     
Wielka Brytania

Produkcja:  
 

Nigel Godrich

Dystrybucja:
 

Columbia Records

Gatunek: 

Rock Eksperymentalny
Art Rock

Rok wydania:  
 

2017

Podsumowując: "We współczesnym świecie potrzeba takich albumów. Potrzeba legend, które będą wrzeszczały na ludzi skłonnych wierzyć w każde kłamstwa, gdy wypowiadane są one przez fałszywe autorytety"

Konrad Zola

*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz