sobota, 8 lipca 2017

Pink Floyd "The Division Bell" (retro)

Piękne, trochę niepewne wrześniowe popołudnie. Słońce zachodzi szybciej, niż zwykle. W powietrzu unosi się jakaś niewypowiedziana magia. Wkładam do odtwarzacza płytę zatytułowaną "The Division Bell", którą w 1994 roku wydała grupa Pink Floyd. Moje dziś następuje kilka lat później od tego wydania. Zamykam oczy, odliczam kolejne sekundy, do których rytmicznie dostosowują się bicie mojego serca i tchnienia mojej duszy. Pomieszczenie, w którym słucham muzyki wypełnia magia porównywalna do wrześniowego popołudnia. Wraz z kolejnymi, jakże delikatnymi partiami utworu otwierającego albumu ("Cluster One"), doświadczam czegoś wyjątkowego. To uczucie, które na zawsze wpłynie na mój gust muzyczny. To jeden z wyjątkowych albumów Pink Floyd, który jednak nie zawsze bywa odpowiednio doceniany w mediach, czy wśród społeczności słuchaczy. Tymczasem "The Division Bell" to wielkie dzieło, bez wątpienia bliskie poziomem do największych nagrań kapeli w jej najbardziej widowiskowym składzie.

Rick Wright, David Gilmour, Nick Mason (1994)
Album zarejestrowany w 1993 roku doczekał się wydania dokładnie 28 marca 1994 roku, czyli w czasach gdy Europa odważnie zrzucała z siebie jarzmo resztek komunizmu. To czternaste dzieło Pink Floyd nie jest jednak materiałem politycznym, choć kilka jego utworów (np. "A Great Day For Freedom") bywało w tej materii wykorzystywanych, choćby w kontekście bratobójczej wojny w Jugosławii w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Zresztą nawet David Gilmour, jeden z wybitnych autorów "The Division Bell", na niezapomnianym polskim koncercie w Gdańsku w 2006 roku wykorzystał fragmenty tego dzieła w kontekście przeobrażeń jakie nastąpiły w Polsce na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku. W każdym razie "The Division Bell" to przede wszystkim album o problemach społecznych, a ściślej o kryzysach w komunikacji międzyludzkiej. Bywa, że kłócimy się o wszystko, a w krajobrazie tych kłótni istnieją takie uczucia jak miłość, przyjaźń, koleżeństwo, nienawiść, wrogość, czy też niechęć. O tym głównie na swoim czternastym albumie opowiada grupa Pink Floyd - o różnych wymiarach braku komunikacji, również tych osobistych, na co wpływ miały nieuregulowane stosunki pomiędzy Davidem Gilmourem a nieobecnym w Pink Floyd Rogerem Watersem. Wiele osób doszukiwało się w tekstach na "The Division Bell" osobistych wycieczek Gilmoura wobec ex kolegi z zespołu, ale niekiedy były to interpretacje zbyt daleko idące. Zresztą obecność na tym krążku Polly Samson (ówcześnie dziewczyny, następnie małżonki Gilmoura), czyli autorki lub współautorki wielu tekstów na płycie, przełożyła się na fakt, iż wiele słów na "The Division Bell" opowiadało właśnie o relacjach uczuciowych tej pary.

Tymczasem w sensie instrumentalnym większą część utworów na "The Division Bell" napisali David Gilmour i niejako reaktywowany do składu Rick Wright, który choć brał udział w poprzednim albumie Pink Floyd ("A Momentary Lapse Of Reason"), to oficjalnie do składu kapeli został przywrócony dopiero przy czternastym materiale. Ponadto rękę kompozycyjną do dzieła przyłożyli Nick Laird-Clowes, Anthony Moore i Bob Ezrin. Ten ostatni był także współproducentem albumu wraz z Gilmourem. Natomiast większość nagrań "The Division Bell" odbyła się w londyńskim Britannia Row Studios, ale album oczywiście nie wziął się znikąd. Jeszcze w styczniu 1993 roku Gilmour, Mason i Wright zaczęli jammować w Britannia Row Studios i barce mieszkalnej Astoria, a wkrótce wsparł ich basista Guy Pratt. Sesje trwające w kolejnych miesiącach okazały się niezwykle produktywne, bowiem pozwoliły skomponować materiał trwający przeszło godzinę, a duża część niewykorzystanych utworów weszła też po latach na skądinąd fascynujący krążek "The Endless River". W tym jammowaniu w Britannia Row Studios i w Astorii regularnie rozrastał się skład twórców "The Division Bell", a płyta stopniowo nabierała kształtu. Nick Mason zauważył jednak w 2005 roku, że czternasty album studyjny Pink Floyd był tworzony trochę na zasadzie koncepcji domowej, w której bardzo zacieśniły się stosunki pomiędzy trójką klasycznych członków zespołu. Nie bez wpływu na zacieśnianie relacji pomiędzy Gilmourem, Masonem i Wrightem była też postawa wściekłego Watersa, dyskredytującego wszelkie poczynania Pink Floyd w tamtym okresie... znowu więc dochodzimy do problemów w komunikacji międzyludzkiej, o czym tak pięknie opowiadał album "The Division Bell". W jego skład weszło jedenaście utworów.

Cluster One
To około sześciu minut przestrzennego, niezwykle uspokajającego motywu dźwiękowego, wywodzącego się ze wspólnego jammowania Davida Gilmoura i Ricka Wrighta. Wstępne, trudniejsze do zidentyfikowania dźwięki, są podobno zapisem elektromagnetycznego szumu wiatru słonecznego. Lepiej to zjawisko potrafią wytłumaczyć fizycy. Za to delikatna gitara prowadząca Gilmoura i piękne tło klawiszowe, a następnie też partie wiodące Wrighta stworzyły niezapomniane otwarcie tego albumu Pink Floyd. W tej minimalistycznej, jakże poruszającej kompozycji wystarczyło w zasadzie kilka szarpnięć instrumentalnych, aby na wieczność zapisała się w pamięci słuchaczy. Niewymuszona subtelność i czyste piękno.

Trasa promująca The Division Bell (1994)
What Do You Want From Me
Bezpośrednio z utworu "Cluster One" wyłania się "What Do You Want From Me", będący pierwszym śladem obecności Polly Samson na "The Division Bell". To utwór utrzymany pomiędzy rockiem a bluesem. Twórcą takiego zamysłu był David Gilmour, który zapragnął stworzenia numeru z wpływami bluesa z Chicago. Efekt jest niezły, bowiem "What Do You Want From Me" to jeden z tych utworów, dzięki któremu od razu przypominamy sobie o tym albumie Pink Floyd. Warto dodać, że ze świetnej strony zaprezentował się tu basista Guy Pratt, trzymając w rękach dość gorący w tej grupie instrument - gitarę basową. Natomiast w warstwie lirycznej gorzkiemu tekstowi, zarzutom wobec trudności w porozumiewaniu się z innymi ludźmi, towarzyszą retrospektywne zapisy kłótni jaka odbyła się pomiędzy Gilmourem a Samson. To jeden z przykładów problemów w komunikacji międzyludzkiej, o której opowiada album "The Division Bell".

Poles Apart
O komunikacji opowiada też "Poles Aparat", choć w tym przypadku adresatami słów wyśpiewanych przez Davida Gilmoura są bardzo konkretne osoby, tj. Syd Barrett i Roger Waters, z którymi wokalista i gitarzysta próbował się w ten sposób porozumieć (...może usprawiedliwić?), niejako też poszukując katharsis wobec wspólnej trudnej przeszłości. Sam utwór, napisany przez Gilmoura, Polly Samson i Nicka Lairda-Clowesa, oferuje kilka zapadających w pamięć motywów gitarowych. Jego swobodna, niemalże usypiająca atmosfera, nabiera tempa po dość kuglarskim złamaniu struktury. O "Poles Aparat" można więc zdecydowanie powiedzieć, że to kompozycja, która ma co najmniej dwa życia, a jej na ogół przestrzenne partie instrumentalne dobrze wpisują się w klimat jesiennego rocka progresywnego.

Marooned
Nawet nie będę próbował ukrywać, że jednym z moich ulubionych utworów w zawartości "The Division Bell" jest kompozycja instrumentalna pt. "Marooned". Numer napisany przez Davida Gilmoura i Ricka Wrighta otrzymał nagrodę Grammy w 1995 roku, ale czym są statuetki wobec wrażeń, która dostarcza muzyka? To "Marooned" stworzył we mnie metafizyczne doznania, o których napisałem we wstępie tego tekstu. Jego historia bierze się ze wspólnego jammowania Gilmoura i Wrighta na barce mieszkalnej Astoria, a sama kompozycja miała stanowić opis osiedlania się na wyspie. Taki obrót spraw potwierdzają liczne efekty, takie jak szum fal morskich czy odzywające się mewy. Całość stanowi niezwykle poruszającą, pobudzającą wyobraźnię podróż do niezbadanego świata, ale też do wnętrza samego siebie. Wystarczy zamknąć oczy i posłuchać "Marooned", aby odnaleźć w sobie coś wartościowego. Tym poszukiwaniom sprzyjają świetne pomysły gitarowe Gilmoura.

A Great Day For Freedom
Bliżej ziemi, niż metafizycznych doznań, osadza się kompozycja "A Great Day For Freedom" autorstwa Davida Gilmoura i Polly Samson. To spokojna, refleksyjna ballada, które zawiera zestaw przemyśleń Gilmoura na temat upadku muru berlińskiego w 1989 roku i, jak wspomniałem, bywała ona też  wykorzystywana w innych aspektach politycznych. W każdym razie wybitny wokalista i gitarzysta zastanawiał się wówczas czy zniszczenie dzielącego ludzi muru berlińskiego, a zatem i upadek komunizmu w państwach Europy Wschodniej, nie okazały się gorzkim zwycięstwem wolnego świata? W "A Great Day For Freedom" ponownie przywoływane są problemy komunikacyjne pomiędzy ludźmi, którzy po odzyskaniu wolności jakby zaczęli lekceważyć przeobrażenia w Europie na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku. Wolność przestała mieć znaczenie, bo stała się powszechna i łatwo dostępna. Czy o to chodziło? 


Wielki Rick Wright
Wearing The Inside Out
W przypadku "Wearing The Inside Out" mamy natomiast do czynienia z utworem wyjątkowym przede wszystkim pod tym względem, że zaśpiewał tu Rick Wright. Wielki wirtuoz instrumentów klawiszowych odezwał się na krążku Pink Floyd po dwudziestu jeden latach, gdy zaśpiewał w utworze "Time" na kanonicznym "Dark Side Of The Moon" z 1973 roku. Można więc powiedzieć, że "Wearing The Inside Out" stanowił formę ukoronowania obecności Wrighta w świadomości słuchaczy Pink Floyd. Jego talent nie zawsze był przecież odpowiednio doceniany, a perypetie w grupie - szczególnie w kontekście konfliktu z Rogerem Watersem - zdawały się kwestionować zasługi tego wrażliwego mistrza dźwięku. Album "The Division Bell", w tym przede wszystkim utwór "Wearing The Inside Out", ostatecznie przywrócił blask Wrightowi. Ku jego pamięci, już po śmierci muzyka, Pink Floyd (David Gilmour i Nick Mason) wydał dla niego piękny in memoriam pod postacią albumu "The Endless River". 

Take It Back
Nad utworem "Take It Back" pracowały aż cztery osoby, tj. David Gilmour, Polly Samson, Bob Ezrin i Nick Laird-Clowes, które stworzyły sprawny prog rockowy standard w wykonaniu Pink Floyd. Ta kompozycja, tak jak wiele innych na "The Division Bell", oferuje dużo przestrzenności, uduchowionych zagrywek instrumentalnych (szczególnie na poziomie gitar), a także przyjemnego, przywracającego wiarę w ducha klimatu, charakteryzującego się w swej strukturze efektownym złamaniem i następnie powrotem do głównego motywu. Utwór był pierwszym singlem promującym "The Division Bell".

Coming Back To Life
Kilka pięknych muśnięć gitary
opartych na niepozornym tle, jak w otwarciu albumu pod postacią "Cluster One", stanowi wprowadzenie do "Coming Back To Life". To bardzo osobista kompozycja autorstwa Davida Gilmoura, którą muzyk zadedykował Polly Samson. Tekst o powracaniu do życia ma jednak szerszą wymowę - Giilmour śpiewa o sobie samym, o swoim przywiązaniu do Pink Floyd i tworzonej w zespole muzyki. Balladowo-refleksyjny wymiar utworu wyłamuje efektowna solówka gitarowa, a jego wydźwięk okazuje się nieodporny na rozmaite interpretacje.

Keep Talking
Bez wątpienia jednym z najważniejszych utworów na "The Division Bell" jest klimatyczna kompozycja "Keep Talking". To tu usłyszymy głos Stephena Hawkinga, będący ciekawym i zarazem doniosłym odniesieniem do warstwy lirycznej albumu. Hawking zwraca uwagę na dar mowy (m.in. It doesn't have to be like this. All we need to do is make sure we keep talking), a Pink Floyd mówi, że nie zawsze z tego daru, my ludzie, potrafimy odpowiednio skorzystać. Tutaj też wybrzmiewają charakterystyczne floydowe partie gitar, a dynamiczne rockowe tempo utworu podkreśla wysoki kunszt kapeli w tworzeniu zadziornych i zapadających w pamięć numerów. Takie utwory przecież też są temu wielkiemu floyodwemu dziedzictwu potrzebne. Efekt uczestnictwa w świetnie zrobionym i zagranym utworze dodatkowo uwydatnia występujący w "Keep Talking", jak i w różnych innych miejscach płyty, chór żeński.

Lost For Words
Relacje międzyludzkie znowu w wydaniu osobistym, bo wynikającym z historii Pink Floyd, pojawiają się w balladzie "Lost For Words". To tu David Gilmour odnosi się do swoich toksycznych stosunków z Rogerem Watersem. Nie były to oczywiście na tym etapie najlepsze stosunki, choć sam Gilmour próbował pojednać się z wielkim muzykiem. Bez skutku. Wyrazem jego żalu jest właśnie ballada "Lost For Words", w której pada jedno z ulubionych - przynajmniej w ostatnim czasie - słów Watersa: fuck

Jedna z ulubionych płyt autora tekstu
High Hopes
Największym hitem, jeśli w ogóle można używać takiego słowa w odniesieniu do Pink Floyd, na krążku "The Division Bell" był bez wątpienia utwór "High Hopes". To wielka, gotowa do trwania na wieczność ballada, która mówi o przechodzeniu w stan dojrzałości - mówi o marzeniach oraz często ich brutalnej weryfikacji przez samo życie. To wszystko, co nam towarzyszy, gdy dorastamy, nasze wielkie nadzieje, zdają się kurczyć wraz z kolejnymi latami, gdy odkrywamy ciemniejszą stronę życia. Dzwony kościelne otwierające i zamykające "High Hopes" symbolizują początek owej gorzkiej dojrzałości. W kompozycji znalazło się także wiele innych nietypowych motywów, jak bzyczenie muchy czy rozmowa telefoniczna, ale jej piękno polega na przestrzennej, niezwykle wymownej pracy instrumentów, wspaniałej wielowątkowej solówce gitarowej i kojącym, nieco melancholijnym wokalu Davida Gilmoura, wychodzącym jakby naprzeciw gorzkiemu przesłaniu. Wielkim słowom towarzyszy więc piękna, ponadczasowa muzyka. To jeden z najważniejszych utworów w dyskografii Pink Floyd.


Sam tytuł albumu "The Division Bell" został zaczerpnięty właśnie z tekstu utworu "High Hopes", który zresztą dostarczył też słów na tytuł kolejnego albumu Pink Floyd. Znaczenie "The Division Bell" odnosi się do dzwonów w Pałacu Westminsterskim, które wzywają angielskich parlamentarzystów do głosowania. Ten tytuł należy jednak rozumieć symbolicznie poprzez pryzmat procesów społecznych, jakie zachodzą pomiędzy dużymi zbiorowościami ludzi. Pamiętajmy wszak, że "The Division Bell" trafnie i sugestywnie definiuje przesłanki problemów w procesach komunikacyjnych między ludźmi, stąd też różne wymiary relacji społecznych przejawiają się nie tylko w słowach i muzyce zawartych na krążku, ale też w jego bogatej symbolice. Album wydany w 1994 roku doczekał się fantastycznego wznowienia na dwudziestolecie od premiery. W dużym boxie nie zabrakło grafik dokumentujących to dzieło, jego winylowej edycji (wraz z singlami), czy też wysokiej klasy edycji zremasterowanej. Warto dodać, że okładkę "The Division Bell" wykonał Storm Thorgerson, zaś zdjęcie specjalnie przygotowanych na ten cel kamiennych głów zrobiono niedaleko brytyjskiego miasteczka Ely. W tle "rozmawiających" ze sobą kamiennych głów widać zresztą Kościół Katedralny Świętej i Niepodzielnej Trójcy w Ely. 

Symbolika "The Division Bell" jest bardzo rozbudowana i odnosi się do wielu wątków (m.in. ponad wspomnianymi do oblicza Syda Barretta), a album okazuje się wielkim nagraniem Pink Floyd. Krążek doczekał się jednak sporej krytyki ze strony Rogera Watersa. Nie wszyscy fani też potrafili docenić wielkość "The Division Bell", nie wspominając o mediach. Najlepszą weryfikacją dla tego dzieła okazał się czas, ponieważ dziś brzmi ono jeszcze lepiej, niż w dniu premiery. To przepiękna, niezwykle bogata w doniosłe dźwięki i znaczące słowa muzyka. Niezwykła porcja rocka progresywnego, gotowa na nieustanne eksplorowanie i poszukiwania kolejnych dźwięków. Dzwony, które biją w "High Hopes", wybrzmiewają tak naprawdę dla każdego kolejnego pokolenia. To dzwony nadziei, ale i zapowiedź dorosłego życia, które nie zawsze jest usłane różami. Inaczej, niż "The Division Bell". Album będący dziś jednym z kanonów Pink Floyd. Forever and ever...


O albumie w skrócie... 

Pink Floyd - The Division Bell
Skład: David Gilmour (b, g, ik, w), Nick Mason (ip, p), Rick Wright (ik, w), a także Jon Carin (ik), Guy Pratt (b), Gary Wallis (ip), Tim Renwick (g), Dick Parry (sax), Bob Ezrin (ik, ip), Sam Brown (w), Durga McBroom (w), Carol Kenyon (w), Jackie Sheridan (w), Rebecca Leigh-White (w)


Tracklista: 
1. Cluster One
2. What Do You Want From Me
3. Poles Apart
4. Marooned
5. A Great Day For Freedom
6. Wearing The Inside Out
7. Take It Back
8. Coming Back to Life
9. Keep Talking
10. Lost For Words
11. High Hopes


Studio: 

Astoria, Britannia Row Studios,
Abbey Road Studios, Metropolis Studios, 

The Creek Recording Studios              

Kraj:  
Wielka Brytania

Produkcja:
 

David Gilmour
Bob Ezrin

Dystrybucja:

EMI / Columbia

Gatunek:  

Rock Progresywny

Data wydania:
 

28 marca 1994  


Powiedzieli o albumie
"Najlepszą weryfikacją dla tego dzieła okazał się czas, ponieważ dziś brzmi ono jeszcze lepiej, niż w dniu premiery. To przepiękna, niezwykle bogata w doniosłe dźwięki i znaczące słowa muzyka. Niezwykła porcja rocka progresywnego, gotowa na nieustanne eksplorowanie i poszukiwania kolejnych dźwięków" (Konrad Zola)

"<<The Division Bell>> to muzyka w większości spokojna, nastrojowa i subtelna" (Przemysław Semik)

"Nowy album Floydów, wydany w marcu 1994 roku, wdarł się na sam szczyt list sprzedaży po obu stronach Atlantyku. nikt nie mógł być tym zaskoczony. W kolejnych miesiącach Gilmour opowiadał prasie, że <<The Division Bell>> brzmi bardziej floydowo niż którakolwiek z płyt nagranych po <<Wish You Were Here>>" (Mark Blake)

"Drugi album studyjny Pink Floyd nagrany bez Rogera Watersa, a ostatni w ogóle - zawiera muzykę mającą więcej wspólnego z klasycznymi nagraniami grupy, niż poprzedni longplay. Więcej tu też naturalnych brzmień" (Paweł Pałasz)

Konrad Zola
konrad.zola@wp.pl

*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz