czwartek, 27 lipca 2017

The Tangent "The Slow Rust Of Forgotten Machinery" (recenzja)

Wielka muzyczna przygoda The Tangent trwa w najlepsze. Zaledwie dwa lata od dobrze przyjętego albumu "A Spark In The Aether" Andy Tillison znów zwołał pospolite ruszenie w Europie, czym umożliwił sobie zebranie w studio ekipy prawdziwych fachowców. Na nowym krążku The Tangent, zatytułowanym "The Slow Rust Of Forgotten Machinery", tak jak na poprzednim wystąpili legenda szwedzkiego prog rocka basista Jonas Reingold, wszechstronnie uzdolniony saksofonista i flecista Theo Travis, a także rozkręcający swój własny projekt w Anglii pod nazwą Maschine gitarzysta Luke Machin. Nowy zaciąg na tym międzynarodowym pokładzie stanowi instrumentalistka klawiszowa Marie-Eve de Gaultier, członkini projektu Luke'a Machina. Co więc swoim słuchaczom oferuje The Tangent w 2017 roku?

Pięć utworów, przy czym najkrótszy "Two Rope Swings" trwa sześć i pół minuty, a cztery pozostałe znacząco przekraczają po dziesięć minut. W tej materii warto zwrócić uwagę, że zajmujący centralne miejsce w trackliście nowego albumu The Tangent utwór "Slow Rust" to przeszło dwadzieścia dwie i pół minuty rocka progresywnego. W sumie więc długość utworów na "The Slow Rust Of Forgotten Machinery" czyni ten album najdłuższym dotąd materiałem The Tangent. Andy Tillison dodał, że to również najbardziej ambitne nagranie tego zespołu, będące rezultatem doświadczeń, przyjaźni, niepowodzeń i sukcesów The Tangent w ostatnich piętnastu latach. W istocie płyta jest prog rockowym morzem dźwięków, melodii i zagrywek, choć zarazem morzem, które czasem wywołuje chorobę morską.


Album zaczyna się dość leniwie od eterycznej kompozycji "Two Rope Swings". Niepospieszne wokale Andy'ego Tillisona, akcenty instrumentalne Theo Travisa i innych muzyków, sygnalizują, że raczej będziemy tu mieli do czynienia z beztroskim lipcowym popołudniem w muzyce, aniżeli porywającym rockiem progresywnym. Takie wrażenie traci na aktualności, gdy usłyszymy cztery pozostałe kompozycje, jakie oferuje album "The Slow Rust Of Forgotten Machinery". Zresztą jeszcze na dystansie utworu "Two Rope Swings" wybrzmi charakterystyczna "uliczna" improwizacja rodem z amerykańskich ulic przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. To zresztą najmocniejsza strona nowego albumu The Tangent - improwizacje. Szybkie, żywiołowe, dynamicznie, niespodziewane i bardzo klimatyczne. Popisy instrumentalistów kapeli tym bardziej zyskują na znaczeniu, gdy poprzedza je owa leniwość, której nie brakuje na "The Slow Rust Of Forgotten Machinery".

Z tego też powodu, dość powolnego rozkręcania się The Tangent, wcześniej wspomniana wielowątkowa kompozycja "Slow Rust" wydaje się mocno przeciągnięta. Kapela dopiero po dziesięciu minutach standardowych zagrywek wchodzi do improwizacyjnego undergroundu, aby rozkręcić się w klimatycznej ferii gitar, klawiszy i partii wokalnych. Brud, który wydobywa się spod instrumentów muzyków The Tangent jest czymś nowym w twórczości tej kapeli. To inny, ale atrakcyjny wymiar jej możliwości. Tak samo jak piękne minimalistyczne wymiany wokalne pomiędzy Tillisonem a Marie-Eve de Gaultier. Tak oto wydaje mi się, że gdyby twórcy zdecydowali się skrócić "Slow Rust" przynajmniej o pięć minut, to utwór mógłby na tym wiele zyskać. Mimo, że nie działa jak środek usypiający, bo w końcu dociera do efektownego finału, to oczekiwanie na wrzucenie kolejnego biegu w "Slow Rust" wydaje się małą nieskończonością.

W przypadku pozostałych kompozycji tworzących album "The Slow Rust Of Forgotten Machinery" muzycy The Tangent rozłożyli siły dość różnorodnie. W instrumentalnym utworze "Dr. Livingstone (I Presume)" grają tak jakby oddawali się koncertowym improwizacjom. Wiodące motywy tego numeru opierają się na charakterystycznych, ciepłych i budzących skojarzenia ze szwedzkim prog rockiem gitarach, aczkolwiek we wnętrzu tego przestrzennego utworu otrzymujemy festiwal rozmaitych wypuszczeń: na flecie, na basie i na gitarze. Szczególnie trzeba tu podkreślić drapieżne i odważne wariacje gitarowe Luke'a Machina, zagrane trochę w stylu Johna Petrucciego w swoim najlepszym okresie w Dream Theater. Natomiast "The Sad Story Of Lead and Astatine" brzmi tak jakby był kawałkiem zagranym na modłę eksperymentów King Crimson. Znalazło się tu mnóstwo nieregularnych wypuszczeń gitarowych i perkusyjnych (drum solo w okolicach dziewiątej minuty rządzi!), a także pięknych uzupełnień klawiszowych. Czysty żywioł.

Finałowy utwór nowego albumu The Tangent, czyli "A Few Steps Down The Wrong Road", to kolejna wędrówka po prog rockowe skarby. Andy Tillison prezentuje tu się jako buntownik. Jego wokale, pomijając partie mówione, są buńczuczne, a typowo rockowe instrumenty, gitara i perkusja, tylko tej buńczuczności nadają dodatkowego wyrazu. Kompozycja nie jest jednak tak oczywista jakby mogło się wydawać. The Tangent znowu wdziera się w okolice crimsonowskiego eksperymentu, angażując do tego szlachetnie brzmiącego Theo Travisa. Jego wariacje saksofonowe potrafią wystrzelić w kosmos niejedną, nawet najbardziej poukładaną kompozycję. Tej nieregularnej strukturze towarzyszą też świetne improwizacje gitarowe Luke'a Machina, a także cała seria rozmaitych efektów. Utwór nie sprawia jednak wrażenie nazbyt spójnego. Jego wielobarwność w połączeniu z instrumentalnymi żywiołami tworzy raczej efekt kilku połączonych ze sobą numerów.

Wiele osób zainteresuje fakt, że nowy album The Tangent ma trochę wspólnego z tegorocznym "Is This The Life We Really Want?" Rogera Watersa. Pod względem samej muzyki chodzi o sekcję wokalną, bowiem Andy Tillison mocno zainspirował się "mówionym" stylem narracji od wielkiego artysty, zaś w sensie lirycznym album "The Slow Rust Of Forgotten Machinery" jest komentarzem politycznym do losu uchodźców. The Tangent mówi zarówno o trudach, jakie dotknęły uchodźców, ale też o medialnej percepcji wobec ich wędrówki. Krążek jest krytyką formy reality show jaką światowe media urządzają często bezrefleksyjnie omawiając współczesną wędrówkę ludów, a także krytyką murów stawianych pomiędzy granicami państw. Na krążku, owszem, padają też nazwiska i mocne słowa, takie jak Trump i fuck.

Bez wątpienia album "The Slow Rust Of Forgotten Machinery" mówi o rzeczach ważnych i zawiera doniosłe przesłanie, a jego wartość instrumentalna składa się ze złożonych struktur, wypełnionych ogromną ilością zagrywek, solówek i wypuszczeń, czy też nietypowych pomysłów. Na tym albumie The Tangent daje się także zauważyć, iż kapela nieco oddaliła się od ciepłego brzmienia, które wzbudzało skojarzenia ze sceną szwedzkiego prog rocka, przesuwając się do bardziej surowego angielskiego stylu. Andy Tillison chciał być na tym krążku buntownikiem. Pomimo, że nie zawsze zdołał zapanować nad spójnością utworów "The Slow Rust Of Forgotten Machinery", a niektóre z nich zostały ewidentnie przeciągnięte, to album oceniam jako niezły, szczególnie w warstwie improwizacyjnej. 
Ocena: 8/10

The Tangent w 2017 roku. Bliżej Anglii, niż Szwecji.
O albumie w skrócie...

Skład: Andy Tillison (ik, p, w), Jonas Reingold (b), Luke Machin (g, w), Theo Travis (flet, sax), Marie-Eve de Gaultier (ik, w), a także gościnie Boff Whalley (w) i Matt Farrow (efekty)
 
Tracklista: 
1. Two Rope Swings
2. Dr. Livingstone (I Presume)
3. Slow Rust
4. The Sad Story Of Lead and Astatine
5. A Few Steps Down The Wrong Road

6. Basildonxit (utwór bonusowy)

Rok wydania:
2017


Kraj: Wielka Brytania / Szwecja

Produkcja:
Andy Tillison

Dystrybucja:
Inside Out Music

Gatunek:
Rock Progresywny
   



Podsumowując: "Kapela nieco oddaliła się od ciepłego brzmienia [...] Andy Tillison chciał być na tym krążku buntownikiem"

Konrad Zola
*Album udostępniony do odsłuchu dzięki uprzejmości wytwórni Inside Out Music.
*Przeczytaj recenzję poprzedniego materiału The Tangent pt. "A Spark In The Aether".
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz