poniedziałek, 16 października 2017

David Gilmour "Live At Pompeii" (recenzja)

Spójrzmy prawdzie w oczy: David Gilmour starzeje się niezwykle pięknie i romantycznie.

Legendarny gitarzysta, wokalista i kompozytor przed dwoma laty wydał znakomity album studyjny pt. "Rattle That Lock", który w Wielkiej Brytanii zdołał okryć się złotem, zaś w świecie słuchaczy rocka progresywnego z miejsca stał się obiektem westchnień i duchowych inspiracji. Echem tego dzieła jest album koncertowy pt. "Live At Pompeii". Materiał został zarejestrowany w magicznym Amfiteatrze w Pompejach, tym samym, w którym czterdzieści pięć lat temu Pink Floyd już zagrali. Historia zatoczyła więc koło, choć te Pompeje dziś różnią się od tych Pompejów wczoraj. Zmieniają się ludzie, niektórzy bezpowrotnie odchodzą, zaś repertuar Davida Gilmoura wzbogacił się o wiele solowych utworów, a i przecież Pompeje wreszcie usłyszały kilka klasyków Floydów, które na początku lat siedemdziesiątych XX wieku nie mogły jeszcze istnieć. Trwała pozostaje natomiast najwyższa klasa wykonywania utworów na żywo przez Davida Gilmoura. Album "Live At Pompeii" choć obciążony ryzykiem koncertowego braku kontroli nad strukturą dźwięku, to okazuje się fenomenalnym przeżyciem.

David Gilmour wspierany na scenie przez takich asów jak Guy Pratt, Steve DiStanislao czy Greg Phillinganes zaproponował połowę tracklisty z albumu "Rattle That Lock", a także dwa utwory z pamiętnego dzieła "On An Island" z 2006 roku, aczkolwiek konsekwentnie pomija też utwory ze swoich dwóch pierwszych albumów solowych. Za to na dwóch krążkach koncertowych składających się na album "Live At Pompeii" można odnaleźć wielkie przeboje z dwóch nagrań Pink Floyd w czasach po odejściu Rogera Watersa, takie jak "What Do You Want From Me", "Coming Back To Life", a przede wszystkim nieustannie wywołujący drżenie serca utwór "High Hopes" oraz może trochę niedoceniony w swoim czasie "Sorrow". W antycznym klimacie Pompejów nie mogło także zabraknąć klasyków Pink Floyd wywodzących się z trzech najwyżej ocenionych w masowym odbiorze nagrań kapeli, czyli "Dark Side Of The Moon", "Wish You Were Here" i "The Wall". David Gilmour tego wieczoru zdecydował się także na wykonanie utworu "Fat Old Sun" z nieco zapomnianego już albumu "Atom Heart Mother", ale równocześnie warto zwrócić uwagę, że na scenie wybrzmiał tylko jeden numer wywodzący się z oryginalnego wydania "Pink Floyd: Live At Pompeii", czyli "One Of These Days", a można by sobie w duchu wyobrazić fragmenty dźwięków składających się na fantastyczną kompozycję "Echoes" napisaną jeszcze w 1971 roku...

...w każdym razie wyobraźnia każdego komu bliska jest twórczość Davida Gilmoura i Pink Floyd zostaje odpowiednio wypełniona numerami, które utworzyły tegoroczny album koncertowy omawianego tu fantastycznego muzyka. Mówię o wersji na płytach kompaktowych, choć na rynku ukazało się jeszcze kilka innych edycji albumu, w tym oczywiście te audiowizualne. Wróćmy do samej muzyki, przecież tylko ledwie muśniętej gitarą we wstępie do koncertu pod postacią utworu "5 A.M.". David Gilmour rozkręca się jednak na dobre w utworze tytułowym ze swojej ostatniej płyty studyjnej. Kompozycja, nieco na żywo porozciągana na strunach, okazuje się świetnym standardem koncertowym. To nie tylko kapitalny singiel z albumu "Rattle That Lock", ale też wulkan koncertowej energii, której dostarczyło też kilka sprawdzonych numerów z repertuaru Floydów. Przeciwnie do powiewających jesiennym romantyzmem utworów "Faces Of Stone", "A Boat Lies Waiting", "Fat Old Sun" i "The Blue" (...przy tym ostatnim harmonijka Chestera Kamena w otoczeniu pompejańskich murów prezentuje się wręcz zjawiskowo), które mają wystarczająco dużo uroku, aby wprowadzić w gilmourowską wrażliwość. Wszak ten koncert to kolaż wrażliwości i romantyzmu z rockowymi, gitarowymi popisami Davida Gilmoura. Jest w tym też nieco melancholii. Otrzymaliśmy więc wszystko, co najlepsze dla sympatyków talentu i twórczości tego wybitnego twórcy.  

Materiał okazuje się tym bardziej atrakcyjny dla słuchacza, że kilka klasyków Floydów zostało tu porozciąganych w rasowym improwizacyjnym stylu. Warto przede wszystkim wspomnieć o gitarowych zjazdach w słynnych kompozycjach "Money", "Run Like Hell" (ogień!) i "Comfortably Numb". Niektóre może mniej doceniane utwory Floydów, takie jak "Coming Back To Life" i "Sorrow" też zawierają pewne odświeżające akcenty, wynikające z koncertowych wypuszczeń, które dodatkowo podnoszą wartość albumu "Live At Pompeii". Oczywiście niektóre kompozycje w secie koncertowym, jak np. "What Do You Want From Me", "High Hopes", "Shine On You Crazy Diamond (parts 1-5)", czy "Wish You Were Here", nie odróżniają się bardzo od oryginałów. To znaczy pomijając aurę koncertową ich struktura nie poddała się żywym improwizacjom. Co innego, że "Wish You Were Here" David Gilmour częściowo zaśpiewał wraz z fantastyczną publicznością. Pod tym względem to zupełnie nowa kompozycja, choć instrumentalnie utrzymująca się w studyjnych kanonach 1975 roku. Z kolei niektóre utwory, jak choćby "The Great Gig In The Sky", mutują w obecności słuchaczy, ale to akurat oczywiste, że nie da się zaśpiewać jak Clare Torry w Abbey Road Studios przełomu 1972 i 1973 roku. Ponadto drugi wokal na dystansie "Time / Breathe (In The Air) (Reprise)" też wydaje się nieco groteskowy w porównaniu do oryginału.

W finale recenzji trzeba wspomnieć, że "Live At Pompeii" pod względem technicznym brzmi zachwycająco. Wysoki standard brzmienia koncertu nie jest przecież oczywisty, ale w tym przypadku udźwiękowienie zostało dopracowane w szczegołach, jak również przy zachowaniu odpowiedniej intucji inżyniera dźwięku, który utrzymał wyjątkowego ducha koncertu. Czary mary i można mieć Amfiteatr w Pompejach na wyciągnięcie pilota od odtwarzacza muzyki. Do tego dochodzi wspomniana już fantastyczna, żywo reagująca publiczność, a także mnóstwo innych kwestii, w tym dodatki z Polski i Republiki Południowej Afryki oraz dokument pt. "Pompeii Then and Now", które w różnych edycjach podnoszą wartość dzieła. Tej pięknej letniej nocy w Pompejach wybrzmiała też dedykacja dla Ricka Wrighta, co jeszcze wzmocniło wymowę albumu. Jeśli zaś chodzi o samą muzykę, tą utrwaloną na dwóch kompaktach, trudno nie powtórzyć zdania z pierwszego akapitu. David Gilmour starzeje się niezwykle pięknie i romantycznie. To miłe, że tym procesem dzieli się ze swoimi słuchaczami. 

Ocena: 8/10

O albumie w skrócie...

Skład: David Gilmour (g, ip, w), Guy Pratt (b, w), Steve Di Sanislao (ip, p, w, inne), Chester Kamen (g, harm, w), Chuck Leavell (akordeon, ik, w), Joao Mello (ik, klarnet, sax), Bryan Chambers (w), Lucita Jules (w) oraz Louise Clare Marshall (w)

Tracklista:

CD 1
1. 5 A.M.
2. Rattle That Lock
3. Faces Of Stone
4. What Do You Want From Me
5. The Blue
6. The Great Gig In the Sky
7. A Boat Lies Waiting
8. Wish You Were Here
9. Money
10. In Any Tongue
11. High Hopes
   
CD 2
1. One Of These Days
2. Shine On You Crazy Diamond
3. Fat Old Sun
4. Coming Back To Life
5. On An Island
6. Today
7. Sorrow
8. Run Like Hell
9. Time / Breathe (In The Air) (Reprise)
10. Comfortably Numb

 

David Gilmour w Pompejach

Kraj:  
Wielka Brytania

Produkcja:
David Gilmour

Dystrybucja: 
Columbia Records

Gatunek: 
Rock Progresywny

Rok wydania: 
2017 
Podsumowując: "Pompeje dziś różnią się od tych Pompejów wczoraj. Zmieniają się ludzie, niektórzy bezpowrotnie odchodzą, zaś repertuar Davida Gilmoura wzbogacił się o wiele solowych utworów, a i przecież Pompeje wreszcie usłyszały kilka klasyków Floydów, które na początku lat siedemdziesiątych XX wieku nie mogły jeszcze istnieć"

Konrad Zola
konrad.zola@wp.pl
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.
*Przeczytaj recenzję poprzedniego materiału Davida Gilmoura pt. "Rattle That Lock". 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz