niedziela, 22 października 2017

Marilyn Manson "Heaven Upside Down" (recenzja)

Wiemy, gdzie kurwa mieszkacie!

To i inne mocne określenia definiują dziesiąty album studyjny Marilyna Mansona zatytułowany prowokacyjnie "Heaven Upside Down". Prowokacja nie jest zresztą niczym nowym w twórczości amerykańskiego artysty. Tak oto jego dziesiąty album odwołuje się do Apokalipsy św. Jana, ściślej do dwunastego rozdziału pt. "Losy Kościoła - Niewiasta i Smok", w którym diabeł zstępuje na ziemię. Apokalipsa mówi: "Biada ziemi i biada morzu - bo zstąpił do was diabeł, pałając wielkim gniewem, świadom, że mało ma czasu", zaś Marilyn Manson na to zstąpienie diabła reaguje w swoim stylu: "Pomalujemy miasta na czerwono, krwią [...] nadszedł nasz czas". Im głębiej sięgnąć do albumu, tym więcej w nim bluźnierstwa. Marilyn Manson zachęca: "Pierdol swoją biblię [...] tańcz skurwysynu!", aby też uświadomić swoim słuchaczom, że spowiedź nic nie znaczy, kokaina daje siłę, a wszystko dookoła trzeba spalić. Motywem przewodnim tych słów jest zaklęte "Powiedz 10", co w angielskiej grze słów brzmi jednoznacznie. W istocie album "Heaven Upside Down" jest formą szatańskiej narracji. Marilyn Manson wciela się w diabła i opowiada o grzechach ludzkości. Te grzechy to nie tylko dzikie żądze i podupadła moralność, to już nikogo przecież nie szokuje, ale społeczeństwo, które zwalcza się wzajemnie. Marilyn Manson to dostrzegł, dlatego na swoim nowym krążku próbuje naszkicować wszelkie okropności, aby dowieść ludzkości w jakim beznadziejnym położeniu właśnie się znalazła.


Ta prowokacyjna oprawa "Heaven Upside Down", dodatkowo podsycona demoniczną symboliką i wkładką w formie czarnej biblii w zeszytowym wydaniu, ma wstrząsnąć słuchaczami. Jeśli przez Marilyna Mansona przemawia satanizm, a on sam jest złem wcielonym, to jego muzyka ma dziś zresetować ludzi. Nie chodzi tu o systemy religijne czy polityczne, tylko o człowieka, który sam zapędził się w kozi róg, stając się niewolnikiem własnej niegodziwości. Dlatego też "Heaven Upside Down" to album niezwykle aktualny. Jest bowiem dziełem o nas samych, o ludziach. My przecież już dawno temu przywitaliśmy szatana w naszym społeczeństwie, a teraz za nim podążamy. Marilyn Manson jest czujnym komentatorem tego podążania. Czy my jednak mamy wystarczająco dużo odwagi, aby stanąć przed lustrem i zobaczyć tam zło? Amerykanin ma, choć poprawne politycznie i bezrefleksyjne media już przyszyły jego nowemu albumowi łatkę materiału wulgarnego, niebezpiecznego i satanistycznego. W każdym razie moim zdaniem "Heaven Upside Down" z pełną precyzją obnaża problemy współczesnej ludzkości. To bolesne, ale kto powiedział, że duchowa lewatywa jest przyjemna? W tej smolistej koncepcji sztuki poznajemy Marilyna Mansona mniej refleksyjnego i bluesowego, niż na poprzednim krążku pt. "The Pale Emperor", za to drapieżnego, industrialnego, niekiedy też rozciągającego się na rockowych i elektronicznych przestrzeniach. To kolejny znakomity krążek w dorobku tego artysty.

Demoniczne odliczanie do dziesięciu w wykonaniu Marilyna Mansona w kompozycji "Revelation #12" doskonale wprowadza do tego zadziornego, agresywnego, ale i refleksyjnego albumu. Marilyn Manson, wspierany przez takich asów jak Tyler Bates i Gil Sharone, zaproponował tu kawałki łączące wpływy ostrego rocka i metalu industrialnego, a przy tym bardzo dynamiczne ("Revelation #12", "We Know Where You Fucking Live", "Je$u$ Cri$i$"). Muzykowi, potępionemu poecie naszych czasów, udało się także popełnić dobrą rockową kompozycję pozbawioną brutalnego ładunku riffów gitarowych i partii perkusji. Wszakże w numerze tytułowym Marilyn Manson śpiewa tak jakby tworzył soundtrack do gasnącego słońca, co świetnie podkreślają gitary Tylera Batesa, a także wokal gościnnie zaproszonej Dany Dentaty. To wyjątkowo zwiewna, jak na tego artystę kompozycja. W każdym razie w zawartości jego dziesiątego albumu Marilyn Manson wielokrotnie nawiązał do art rocka i demonicznego bluesa z jakim mierzył się na ostatnim dziele (vide "Tattooed in Reverse", "Say10", "Threats of Romance", a przede wszystkim rewelacyjny hymn "Kill4Me" i narkotyczna ballada "Blood Honey"). W sumie więc środki artystycznego wyrazu na "Heaven Upside Down" rozłożone są dość interesująco. Częściowo ten materiał nawiązuje do dzikich nagrań artysty, częściowo prezentuje jego uduchowioną, liryczną warstwę twórczości. Obowiązkowo trzeba więc odnotować, że wrażliwość Marilyna Mansona wciąż ma się nieźle. Artysta kapitalnie dozuje swoje emocje, zarówno w warstwie instrumentalnej, jak również tekstowej. Dawniej kierował się niemal wyłącznie emocjami. Dziś, będąc dojrzałym twórcą, potrafi te emocje czynić wyrafinowanymi, tak jak w zawartości "Heaven Upside Down".

Marilyn Manson nie obawia się także tworzyć kompozycji wielowątkowych, rozbudowanych niemalże w progresywnym stylu, jak "Saturnalia". Ten trwający niecałe osiem minut utwór opiera się na mrocznej elektronicznej przestrzeni, na której twórca rozkłada wokale śpiewając i wokalizując, zaś klimatyczna industrialna gitara jakby odliczała kolejne sekundy do mającego nastąpić wybuchu. W tym muzycznym święcie pojednania i równości następuje jednak kilka wybuchów. Agresywne partie gitar i perkusji nie okazują się aż tak istotne, jak melancholijna warstwa utworu, z którą idealnie współgrają partie wokalne Marilyna Mansona, takie z jednej strony dzikie, nieokrzesane, pierwotne i naturalne, a z drugiej złowieszcze, ostre i groźne. Trzeba tu także wspomnieć Tylera Batesa, który na dystansie "Heaven Upside Down" zaprezentował wiele świetnych pomysłów instrumentalnych (przede wszystkim na poziomie gitar), a także stworzył grupę niezłych efektów elektronicznych. On także sprawił, że cały album charakteryzuje się dopracowanym wysokojakościowym brzmieniem. W sumie więc jeszcze kilka lat temu zaryzykowałbym hipotezę, że czasy świetności Marilyna Mansona bezpowrotnie przeminęły. Wystarczyły jednak dwa albumy, aby całkowicie odejść od tego typu smutnych rozważań.

Wszakże Marilyn Manson znowu jest wielki, a jego najnowszy album "Heaven Upside Down" dobrze tą wielkość definiuje. To kapitalny i przemyślany album, w którym spotykają się ze sobą rockowa zadziorność, metalowe industrializacje i gotycka aura. Do tego dochodzą art rockowe i bluesujące inklinacje, a także narkotyczna romantyczność, które już na dobre wpisały się w tożsamość Marilyna Mansona. Nikt tak dobrze jak on nie potrafi wrzeszczeć: "Ty mówisz Bóg, ja mówię Szatan" i niewielu dziś artystom wrażliwość pozwala zaśpiewać: "Lubię cię uszkodzoną, lubię cię uszkodzoną". To Marilyn Manson, który wie, gdzie kurwa mieszkacie!


Ocena: 9/10

Marilyn Manson w formie.
O albumie w skrócie...

Skład: Marilyn Manson (w), Tyler Bates (instrumenty, progr), Gil Sharone (p), a także gościnnie Roger Joseph Manning Jr. (klarnet) i Dana Dentata (w)

Tracklista:
1. Revelation #12
2. Tattooed in Reverse
3. We Know Where You Fucking Live
4. Say10
5. Kill4Me
6. Saturnalia
7. Je$u$ Cri$i$
8. Blood Honey
9. Heaven Upside Down
10. Threats of Romance

Rok wydania:
2017
Kraj:  
USA

Produkcja:
 

Tyler Bates

Dystrybucja:
 

Loma Vista Recordings
Caroline Records

Gatunek:
 

Metal Industrialny
Rock Industrialny
Gothic Metal
Art Rock

Podsumowujac: "Marilyn Manson wciela się w diabła i opowiada o grzechach ludzkości. Te grzechy to nie tylko dzikie żądze i podupadła moralność, to już nikogo przecież nie szokuje, ale społeczeństwo, które zwalcza się wzajemnie"

Konrad Zola
konrad.zola@wp.pl
*Przeczytaj recenzję poprzedniego materiału Marilyn Mansona pt. "The Pale Emperor".
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.

1 komentarz:

  1. To ciekawe, że tak wysoko oceniasz i tak Ci dobrze wszedł nowy Mason. Ja przesłuchałem raz całość i nie chce mi się do tej płyty wracać. W porównaniu do poprzedniej totalnie bez pomysłu, bez stylu i potwornie nudna i w moim odczuciu z jednym może dwoma dobrymi numerami na czele z tym właśnie manifestem o "wiedzy gdzie mieszkacie", a reszta jak na moje nagrana na zasadzie "jeden kawałek to za mało, a kasa się kończy to dopcham jeszcze paroma napisanymi na kolanie". Cóż czasami nie wszystko odbiera się tak samo, mi w każdym razie nie podszedł i wolę puścić poprzedni, który jest naprawdę znakomity od początku do samego końca.

    OdpowiedzUsuń