wtorek, 3 października 2017

Premiata Forneria Marconi "Emotional Tattoos" (recenzja)

Eklektyzm i żywiołowość. To dwa pierwsze słowa jakimi oficjalny wydawca opisał muzykę Premiata Forneria Marconi. Do tego muszą też dojść takie określenia jak rock, progresja, klasyka i lata siedemdziesiąte XX wieku. Otrzymamy wówczas nieomal wszystkie drogowskazy do poznania muzycznego świata tego zespołu. Dodajmy też oczywiście Włochy, a w zasadzie Mediolan, skąd kapela wypłynęła na szerokie wody, otwierając swego czasu legendarny już koncert znajdującej się u progu wielkiej sławy formacji Yes. Może i Premiata Forneria Marconi nie osiągnęła tak wielkich sukcesów, jak Anglicy, ale jej albumy przez lata rozpieszczały fanów rocka progresywnego znad śródziemnomorskiej krainy szczęścia. Teraz po dwóch eksperymentalnych albumach zespół Premiata Forneria Marconi powrócił z materiałem wpisującym się w najlepsze standardy gatunku. To dzieło nosi tytuł "Emotional Tattoos" i powinno spełnić oczekiwania wszystkich melomanów rocka progresywnego. 

Aktualny skład Premiata Forneria Marconi tworzy siedmiu muzyków, na ogół Włochów, ale w jednym przypadku z silnymi francuskimi akcentami, tj. Franz Di Cioccio, Patrick Djivas, Alessandro Scaglione, Lucio Fabbri, Marco Sfogli, Roberto Gualdi i Alberto Bravin. W tym kolażu doświadczenia i spełnionych talentów oczywiście wyróżnia się gitarzysta Marco Sfogli, który w przeszłości współpracował z takimi asami gatunku jak James LaBrie i Jordan Rudess. On też, jak przystało na wytrawnego gitarzystę, w wielu momentach albumowi "Emotional Tattoos" nadał odpowiedniej mocy, prędkości i ożywienia, choć muzyka Premiata Forneria Marconi częściej opiera się na długich, rozbudowanych przestrzeniach. Czai się w niej coś jeszcze. Otóż kapela z Mediolanu swój najnowszy album zaprezentowała na dwóch płytach, przy czym obie zawierają te same utwory, ale zaśpiewane w dwóch językach: angielskim i włoskim. To dość interesujący zabieg, dziś w zasadzie niespotykany, który z jednej strony stwarza przed kapelą możliwość zaprezentowania swoich lirycznych emocji szerokiej publiczności, zaś z drugiej przed tymi samymi słuchaczami ujawnia piękno języka włoskiego. Można żałować, że zespoły z bogatego międzynarodowego firmamentu progresji nie próbują stosować patentu językowego w stylu Premiata Forneria Marconi. Miło byłoby wszak usłyszeć, obok angielskich wersji utworów, również krajowe, przybliżające ducha emocji płynących w twórcach muzyki. Taki więc zabieg należy poczytać Premiata Forneria Marconi za duży atut. Tym bardziej, że obie płyty tworzące "Emotional Tattoos" ewidentnie dowodzą jak słowa śpiewane w różnych językach mogą się od siebie różnić i ostatecznie wpływać na odbiór muzyki.

Tymczasem sama muzyka, wpisująca się w najlepsze standardy rocka progresywnego, świadczy o dużym kunszcie Premiata Forneria Marconi. To zresztą było wiadome od dawna. Spędzając tyle czasu w studio i na scenie zespół z Mediolanu zdołał wypracować pewne nienaruszalne wzorce swojej tożsamości, które już po kilku pierwszych dźwiękach zagranych na "Emotional Tattoos" pozwalają od razu zidentyfikować kapelę. Tak oto Premiata Forneria Marconi na swoim nowym albumie proponuje utwory niezwykle przestrzenne, oddychające wpływami śródziemnomorskiej wolności, gdzie łączą się ze sobą ciepłe brzmienie instrumentów klawiszowych z nastrojową sekcją gitarowo-basowo-perkusyjną ("We're Not An Island", "So Long"). Klasyczność brzmienia kapeli, jej retro stylistyka, a także klimat oddający ducha regionu, w którym powstał album "Emotional Tattoos" czynią dzieło czystym zjawiskiem. Zespół nie obawia się prezentować swojej mediolańskiej tożsamości, nie wciela się w napisaną z góry dla niego rolę, ani za nikim nie podąża. Muzyka Włochów brzmi szczerze, niewinnie i dziewiczo, tak jakby oni dopiero odkrywali stojący przed nimi ocean dźwięków, a zarazem prezentuje się magnetycznie i dojrzale, przy zachowaniu wysokiego kunsztu zagrywek instrumentalnych i klimatu kolejnych kompozycji. Taką dwoistość, łączącą świeże brzmienie i nienazwane jeszcze pomysły z wieloletnim, wzbudzającym podziw doświadczeniem, naprawdę trudno dziś wypracować. To trzeba przeżyć. Przy okazji myślę, że Premiata Forneria Marconi sprzyja międzynarodowy dystrybutor, który sprawia, że o kapeli wreszcie usłyszy cały współczesny świat, a także jej powrót do tworzenia klasycznego rocka progresywnego po dwóch niekoniecznie udanych albumach z eksperymentami w tle.  

What's love, let me know?

Wróćmy do kolejnych utworów wybrzmiewających w zawartości "Emotional Tattoos". Otóż od ciepła wplecionego w nuty kolejnych kompozycji w materiale można poczuć się jak nad wiosenną śródziemnomorską plażą. Przyjemne lenistwo kapeli (...nie bezczynność!) potrafi wprowadzić słuchacza w błogosławiony stan odpoczynku od trudów życia. W każdym razie pośród długich progresywnych przestrzeni Premiata Forneria Marconi nie unika też otwartych instrumentalnych improwizacji, jak w utworach "Morning Freedom", "Central District" i "I'm Just a Sound", a rozmaite urozmaicenia niektórych numerów, choćby liczne folkowe partie w "A Day We Share", sprawiają, że na tym krążku można odnaleźć więcej, niż można się spodziewać po pierwszym, czy drugim odsłuchu. Ponadto w tych uroczych, zaprezentowanych w objęciach progresywnej magii dźwiękach, nie zabrakło utworów brzmiących nowocześnie, miejscami nawet zadziornie, co nawet nieco łamię konwencję albumu. Chodzi o dynamiczne kompozycje "The Lesson", "Freedom Square" i "It's My Road", niezwykle intensywne w sekcji gitarowej, gdzie świetne zagrywki i solówki proponuje wcześniej wspomniany Marco Sfogli. Do tego dochodzą elektroniczne efekty w finałowym "It's My Road", przez które to obfite połacie elektroniki przebija się wspomniana gitara Sfogliego. W ogólnym wrażeni muzycy Premiata Forneria Marconi połączyli tu klasyczne brzmienie ze współczesnymi drapieżcami prog rocka. Do tego dochodzą wspominane nietypowe wstawki z pogranicza folku i elektroniki, co doprowadza do naprawdę niezłego efektu, czasem nieomal zniewalającego, który wzburza fale na śródziemnomorskim krajobrazie.

Premiata Forneria Marconi jest też tak po włosku romantyczna. Balladowe kompozycje "There's A Fire In Me" i "Hannah" mówią wiele o wrażliwości twórców włoskiego zespołu. Te utwory tak przyjemnie, jak w kojącym wiosennym wietrze, powinny długo pobrzmiewać w percepcji wrażliwego słuchacza. Całość wypełniają piękne, choć krótkie solówki Marco Sfogliego, a ciepłe wokale Franza Di Cioccio nadają tym utworom, jak również obu płytom tego dzieła absolutnie wyjątkowego, autentycznego klimatu. Słuchacz otrzymuje tu komunikat, że jest ważną częścią "Emotional Tattoos", bo Premiata Forneria Marconi chce dzielić się swoimi emocjami. To niewiarygodne, że kapela wciąż ma tyle wigoru działając przecież na scenie już prawie pięćdziesiąt lat! Bez wątpienia śródziemnomorska specyfika w rocku progresywnym nie przypadnie wszystkim do gustu, ale jeśli już słuchacze zdołają otworzyć serca przed muzyką płynącą z Mediolanu, to zostawią je na zawsze na ołtarzu emocji wydobywających się z Premiata Forneria Marconi i najnowszego albumu kapeli "Emotional Tattoos". To piękne dzieło.

And the piano plays...

Ocena: 9/10

O albumie w skrócie...
Skład: Franz Di Cioccio (w, p), Patrick Djivas (b), Alessandro Scaglione (ik), Lucio Fabbri (skrzypce), Marco Sfogli (g), Roberto Gualdi (p) i Alberto Bravin (ik, w)
 
Tracklista:  

CD 1 - wersja angielska
1. We're Not An Island
2. Morning Freedom
3. The Lesson
4. So Long
5. A Day We Share
6. There's A Fire In Me
7. Central District
8. Freedom Square
9. I'm Just A Sound
10. Hannah
11. It's My Road

CD 2 - wersja włoska
1. Il Regno
2. Oniro
3. La lezione
4. Mayday
5. La danza degli specchi
6. Il cielo che c'e
7. Quartiere generale
8. Freedom Square
9. Dalla Terra alla Luna
10. Le cose belle
11. Big Bang  
        
Kraj:   
Włochy

Produkcja:
 

Premiata Forneria Marconi

Dystrybucja:
 

Inside Out Music

Gatunek: 
 

Rock Progresywny

Rok Wydania:
 

2017

Podsumowując: "Muzyka Włochów brzmi szczerze, niewinnie i dziewiczo, tak jakby oni dopiero odkrywali stojący przed nimi ocean dźwięków, a zarazem prezentuje się magnetycznie i dojrzale, przy zachowaniu wysokiego kunsztu zagrywek instrumentalnych i klimatu kolejnych kompozycji. Taką dwoistość, łączącą świeże brzmienie i nienazwane jeszcze pomysły z wieloletnim, wzbudzającym podziw doświadczeniem, naprawdę trudno dziś wypracować. To trzeba przeżyć"

Konrad Zola

 *Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz