poniedziałek, 6 listopada 2017

Virgil & Steve Howe "Nexus" (recenzja)

Okładka albumu zatytułowanego "Nexus" w pierwszym kontakcie wzrokowym wydaje się optymistyczna, choć test Rorschacha przeprowadzony wśród wielu słuchaczy z pewnością mógłby zaprzeczyć temu wyobrażeniu, mówiąc o głębokim pesymizmie i zniechęceniu światem. Ba! Jestem przekonany, że w teście Voighta-Kampffa u wielu słuchaczy można by było odnotować cechy potwierdzające, że ich wrażliwość znacznie wykracza ponad marny standard współczesnych ludzkich uniesień. Nie trzeba jednak poddawać się psychoanalizie, aby wiedzieć, że krążek Virgila i Steve'a Howe jest naprawdę smutny. Pomimo, że smutek też bywa piękny, jak w tym przypadku, to okolicznościom premiery albumu "Nexus" towarzyszy surowa rzeczywistość. Virgil Howe nie żyje. 

Najmłodszy syn Steve'a Howe odszedł nagle 11 września 2017 roku. To odejście, tak bardzo przedwczesne, było i wciąż jest szokiem. Prace nad wspólnym albumem ojca i syna zostały jednak ukończone, dlatego też "Nexus" ukaże się na rynku w połowie listopada. Nikt nie spodziewał się, że ta premiera odbędzie się w ponurej atmosferze - krążek nie wpisuje się więc w mroczną symbolikę cyklicznego przemijania, ale mówi o nagle wyrwanym z korzeni istnieniu i jego kresie. Ma to miejsce w odniesieniu zarówno do wspomnianej okładki autorstwa córki Virgila o imieniu Zuni, jak również do samej muzyki. Tym bardziej, że album pokazuje zupełnie nową paletę możliwości Virgila jako kompozytora i biegłego wykonawcy muzyki na instrumentach klawiszowych. On w zawartości materiału "Nexus" zaprezentował się także na basie i perkusji, zaś Steve Howe zarejestrował wszystkie gitary. Jak można więc podejść do tego instrumentalnego materiału inaczej, niż przez pryzmat tego przedwczesnego odejścia? 

Próbuję sobie wyobrazić, że Virgil Howe żyje, ale wszystkie jego partie zaprezentowane na krążku "Nexus" przypominają mi, iż właśnie podłączam się do jego świadomości pozostawionej w muzyce. Każdy dźwięk tego trwającego prawie czterdzieści minut materiału, jak bardzo chciałby być optymistyczny, to wprowadza w zadumę. Może z wyjątkiem nieco ckliwej, ale uroczej ballady "Leaving Aurura", w której międzypokoleniowy duet Howe pozwolił sobie odgarnąć liście z jesiennych ulic. Wszakże delikatne partie gitary akustycznej i nie próbujące spieszyć się instrumenty klawiszowe tworzą zapadającą w pamięć całość, którą dodatkowo zdobią magnetyczne synth efekty autorstwa Virgila. W pamięć zapadnie tu znacznie więcej dźwięków. Kokieteryjne, może nieco kuglarskie partie klawiszowe w utworze tytułowym, tworzą niezapomniany dialog z subtelnymi wypuszczeniami gitarowymi. Tu nie rozmawiają wyłącznie ojciec z synem, ale także dwaj znakomici muzycy. Rozmowa to metafizyczna, jakże jesienna, wypełniona głębią prog rockowych uniesień. Nie inaczej jest w przypadku utworu "Nick's Star", trochę nieśmiałego, aczkolwiek pociągającego swoim wyważonym minimalizmem. Warto zauważyć, iż w zawartości albumu "Nexus" znalazło się także wiele momentów, które przede wszystkim skłaniają do refleksji. To album pod wieloma względami spokojny, niepospieszny, będący formą soundtracku do jesiennej pory roku. W ten fason, ponad wymienionymi, wpisują się także kompozycje "Moon Rising", "Astral Plane" oraz "Infinite Space". Wszystkie pełne melancholijnej przestrzeni, na której rozkładają się piękne partie instrumentów klawiszowych i gitary. Wszystkie inne, bowiem "Nexus" w każdym z jedenastu utworów nie powiela schematów, tylko tańczy wokół magicznej symbiozy krwi, talentu i doświadczenia muzycznego. 

Sporo mroku, jakby odpowiadającego okolicznościom powstania dzieła, dostarcza natomiast utwór "Passing Titan". W jak się okazuje typową dla duetu Howe przestrzeń wpisują się nietypowe efekty elektroniczne, nieco jak w soundtracku do ostatniego "Blade Runnera" (...jak mogłoby zabraknąć tej nazwy?), czyli pulsujące, nieodgadnione, tajemnicze, będące w istocie formą muzycznego noir. Efekty są ważną nieodłącznością albumu "Nexus". Warto też usłyszeć utwór "Dawn Mission", aby się o tym przekonać, tak również o tym jak z nieożywionych maszyn Virgil Howe potrafił stworzyć wyśmienite struktury dźwięku przeznaczonego do zmysłowej lewitacji. Owe efekty łączą się z wysokiej klasy instrumentarium klawiszowo-gitarowym i tworzą współgrającą całość. Wystarczy kilka szarpnięć strun, kilka naciśnięć klawiszów, bez pośpiechu i przesytu, aby dotrzeć do istoty piękna. W każdym razie album "Nexus" zawiera także z jednej strony bardzo energetyczną, zaś z drugiej osadzoną w retro klimacie kompozycję "Hidden Planet". Improwizacje klawiszowe Virgila zostały jakby zarejestrowane gwiaździstą nocą w Nowym Orleanie, do czego też dołącza  Steve na gitarze. Jaka ta współpraca dwóch pokoleń Howe okazuje się pasjonująca! Do przywołującego atmosferę nocnych amerykańskich ulic klimatu sprowadza także utwór "Night Hawk", gdzie szczególnie efektownie wybrzmiały solówki Steve'a, choć seria efektów Virgila także pozostaje w pamięci. Obaj okazali się tu czarodziejami dźwięku. Trochę tak jakby Anglicy próbowali łączyć klasykę angielskiego rocka progresywnego z amerykańskimi wariacjami instrumentalnymi. Efekt okazuje się nadzwyczajny.  

Sam finał albumu - trzymając się skojarzenia tytularnego - mógłby pewnie znaleźć swoje miejsce na gotyckim duchu, na którym wyczerpuje się życie Roya Batty'ego, albo na pokrytych śniegiem schodach, gdzie nad zagadką człowieczeństwa rozmyśla Oficer K. Niestety rzeczywistość okazuje się smutna, ponieważ "Nexus" to requiem dla Virgila Howe. W tym smutku, milionie ponurych wrażeń, śmierć nie triumfuje tak jakby chciała. Wszakże "Nexus" to album piękny, niezwykle nastrojowy, będący triumfem talentu i doświadczenia międzypokoleniowego duetu muzyków. Niech się zatem spełni nadzieja Steve'a Howe, niech o tym albumie usłyszy cały świat, bo ojciec, który nagrał płytę z synem, a następnie go pochował, wyraził też nadzieję, że ta muzyka zapewni zasłużoną pamięć o życiu i dziedzictwie Virgila... 

Ocena: 9/10

Virgil i Steve Howe
O albumie w skrócie...

Skład: Virgil Howe (b, ik, ip, synth), Steve Howe (g)
 
Tracklista: 
1. Nexus
2. Hidden Planet
3. Leaving Aurura
4. Nick's Star
5. Night Hawk
6. Moon Rising
7. Passing Titan
8. Dawn Mission
9. Astral Plane
10. Infinite Space
11. Freefall     

Rok wydania:
2017
       
Kraj:  
Wielka Brytania

Produkcja:
 

Virgil i Steve Howe

Dystrybucja:
 

Inside Out Music

Gatunek:
 

Rock Progresywny

Podsumowując: "Smutek też bywa piękny"

Konrad Zola
*Album udostępniony do odsłuchu dzięki uprzejmości wytwórni Inside Out Music.
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz