poniedziałek, 27 listopada 2017

Wojciech Ciuraj "Ballady Bez Romansów" (recenzja)

Świat znajduje się dziś w takim miejscu, że nie potrzebuje już Mickiewiczów, Słowackich, Krasińskich i Norwidów. Twórczość romantyczna wyczerpała się, a emocjonalność istot żywych została podłączona do sieci. To, co piękne w człowieku, zamieniło się w transmisję danych. To, czym jest cierpienie, stało się algorytmem. Po co nam odczuwać? Po co dążyć i wyznaczać sobie jakiekolwiek cele? Po co śnić o tym, co na pozór niemożliwe? A jednak wśród twórców muzyki istnieją jeszcze ludzie, którzy wciąż wierzą w kondycję współczesnego człowieka. Ich romantyzm, choć zamanifestowany przewrotnie, powinien udzielić się wszystkim tym współczesnym cyborgom, dziobakom i cyfrowym mutantom, którzy kiedyś byli ludźmi. Jednym z takich twórców jest Wojciech Ciuraj. Autor albumu "Ballady Bez Romansów", który przypomina ludziom o tym, że wśród transmisji danych czają się ich uczucia. Wystarczy iskra, aby je rozbudzić!

Wojciech Ciuraj to lider zespołu Walfad, który zdołał już zaznaczyć się na polskiej scenie szeroko rozumianego rocka. W przypadku takich artystów jak on nie o etykiety jednak chodzi, ponieważ w tym przypadku mamy do czynienia z twórcą szlachetnym, wrażliwym i utalentowanym. Muzyka, którą tworzy w Walfad, a teraz także solo, nie jest obliczona na wysokość tantiem, nie służy dwóm panom, ani nie wynika z beznamiętnej produkcji. To pozbawiona ograniczeń, jakże piękna i subtelna, wielowątkowa progresja, która nam słuchaczom przypomina, że w procesie tworzenia kluczowe są naturalność, szczerość i pasja. Tego wszystkiego nie można odmówić albumowi "Ballady Bez Romansów". W sumie to niewiele ponad czterdzieści minut muzyki, którą wraz Wojciechem Ciurajem zarejestrowali Paweł Kukla, Piotr Rachwał, Zofia Neugebauer, Klaudia Wachtarczyk, Dawid Klimuszko i Daniel Arendarski, będący muzykami reprezentującymi różne światy muzyczne. Być może z tego też powodu, tej nietypowej różnorodności, album "Ballady Bez Romansów" tak wiele próbuje przekazać światu.

Niech ogień spali nas
przed powrotem do ziemi

Centralne miejsce na płycie zajmuje kompozycja "Okrąglik", będąca wybitnym przykładem prog rockowych możliwości Wojciecha Ciuraja. Struktura, składająca się z trzech umownych części, prowadzi słuchacza poprzez folk ku ostremu, nieomal metalowemu zasuwowi instrumentalnemu, w kierunku dużych form przestrzennych. Wojciech Ciuraj kreuje tu klimat na pograniczu baśni i rockowych improwizacji. Jego wokal - budzący swobodne skojarzenia z manierą Tomasza Różyckiego - w pięknym smutku wprowadza do świata, gdzie natura poddaje się zniszczeniom dokonanym przez współczesnego człowieka. Autor albumu "Ballady Bez Romansów" walczy o naturę. W tej walce używa fantastycznych argumentów: wbijającej w fotel solówki gitarowej, rewelacyjnej improwizacji na gitarze, a także, gdy jest to konieczne, ciszy mówiącej czasem więcej, niż najpiękniejsze słowa. Po wysłuchaniu tego utworu, tak jak pozostałej części albumu odniosłem wrażenie, że blisko mu do najsłynniejszego dzieła Collage (..."Baśnie"), nie tylko ze względu na wokal i niektóre partie instrumentalne, ale wyróżnia się tu jeszcze ten unikatowy klimat na pograniczu świata rzeczywistego i wyobrażonego. W baśniowy nastrój wprowadza też kompozycja tytułowa. Jej niewinność w połączeniu z tajemniczą, jakby niepewną barwą Wojciecha Ciuraja, tworzy niezwykły efekt, którego zwieńczeniem jest piękna gitarowa solówka. Czarujący klimat dodatkowo pogłębiają charakterystyczne dźwięki fletu w wykonaniu Zofii Neugebauer. 

Ile głupich śmierci widziały ich oczy
bez mrugnięcia z korą zerwane

Album "Ballady Bez Romansów" - oprócz poruszających słów i magicznego klimatu - to także piękne przestrzenie, otwarte na emocje słuchaczy, nasycone jesiennym ładunkiem instrumentalnych dźwięków i melodii. Wojciech Ciuraj nigdzie się tu nie spieszy. Liczne akcenty instrumentalne towarzyszące jego kolejnym kompozycjom zdają się być kolejnymi wyrafinowanymi pociągnięciami artystycznego pędzla na wielkim, nieco nostalgicznym dziele. To jednak nie obraz, ale muzyka, o której powinniśmy na długo pamiętać. Tej pamięci służą naturalność i szczerość, o których wcześniej wspomniałem, będące esencją krążka "Ballady Bez Romansów". Warto jednak wiedzieć, że w tej wyjątkowej aurze Wojciech Ciuraj niekiedy też przyspiesza. Kompozycje "Uważaj na Nogi", "Cuda Niewidy" i "Złość" nie opierają się dynamice, takiemu rockowemu zadziorowi, będącemu efektem wolności instrumentalnej, szczególnie odczuwalnej na poziomie partii gitarowych. Do tego wciąż dochodzi charakterystyczny wokal, liczne zabiegi z tempem utworów, niekiedy nawet psychodelia, czy też naturalne, sięgające do folka wypuszczenia na strunach lub smyczkach. Wojciech Ciuraj czasem brzmi (szczególnie w utworach "Cuda Niewidy" i "Złość") jak Lestat de Lioncourt w słynnej scenie na plaży w "Królowej Potępionych".. choć ów wampir odgrywał swe partie na skrzypcach, więc to porównanie można by zarezerwować dla Piotra Rachwała. W każdym razie żywiołowość i naturalność zaprezentowanej muzyki stają się kolejnymi ważnymi jej cechami.

Ile oddechów tyle szans,
by witając świt, nie wstydzić się

Materiał "Ballady Bez Romansów" bywa też - a jakże! - bardzo romantyczny, jak w kompozycji "Pleśń", w której partie gitary akustycznej wdają się w czuły dialog z instrumentami klawiszowymi. Tymczasem do poziomu ujmującej ballady, a zarazem niezwykle melancholijnej, pełnej sentymentów i takiego nieco przygnębiającego przemijania, przybliża kompozycja "Ścięci", gdzie znowu fantastycznie wybrzmiał duet instrumentalny Wojciecha Ciuraja i Piotra Rachwała. Natomiast wieńczący dzieło utwór "Lepsze Kolory" w swej lekkości zachęca szersze grono słuchaczy do albumu "Ballady Bez Romansów", choć i tu, w tej muzycznej krainie wyobraźni, również znalazło się wiele ujmujących momentów. Wydaje mi się, że momenty nie mogą jednak uchodzić za formę opisu tego albumu. Wszakże Wojciech Ciuraj z zaproszoną ekipą stworzył dzieło tworzące nadzwyczajną całość. Trudno wyobrazić sobie, aby na tym albumie mogło zabraknąć któregoś utworu, trudno myśleć, że mogłyby pojawić się w jego zawartości inne ballady. Każdy dźwięk wydobyty na krążku "Ballady Bez Romansów" i każde zaśpiewane tu słowo są twórczym zwycięstwem romantyków, buntowników i ludzi wrażliwych na piękno. Nade wszystko to zwycięstwo Wojciecha Ciuraja, który dowodzi, że na polskim rynku muzycznym wciąż znajduje się dużo miejsca na Mickiewiczów, Słowackich, Krasińskich i Norwidów. Nawet jeśli mają być oni twórcami rocka progresywnego. 

W dwóch słowach i wykrzyknieniu: piękny album!

Ocena: 9/10

Wojciech Ciuraj
O albumie w skrócie...

Skład: Wojciech Ciuraj (g, mandolina, w), Paweł Kukla (ik), Piotr Rachwał (skrzypce), Zofia Neugebauer, (flet) Klaudia Wachtarczyk (b), Dawid Klimuszko (p) i Daniel Arendarski (g, ik)
 
Tracklista:
1. Uważaj na Nogi
2. Pleśń
3. Ballady bez Romansów
4. Cuda Niewidy
5. Okrąglik
6. Ścięci
7. Złość
8. Lepsze Kolory    

Rok wydania:
2017     
      
Kraj:    
Polska

Produkcja:

Wojciech Ciuraj, Daniel Arendarski

Dystrybucja: 

Emet Records

Gatunek:  

Rock Progresywny
Art Rock
Folk
Muzyka Alternatywna


Podsumowując: "Każdy dźwięk wydobyty na krążku [...] i każde zaśpiewane tu słowo są twórczym zwycięstwem romantyków, buntowników i ludzi wrażliwych na piękno"

Konrad Zola

*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz