piątek, 12 stycznia 2018

PROGRESYWNE PODSUMOWANIE 2017: Album Roku

W 2017 roku na rynku rocka i metalu progresywnego pojawiło się wiele znakomitych wydawnictw. To był dobry rock w muzyce, która pomimo iż w większości przypadków pozostaje poza afiszem szerokiego medialnego zainteresowania, często też nie trafiając do młodego pokolenia słuchaczy, przypomina o swojej wielkiej misji. Muzyka progresywna przemawia do nas mocniej, niż kilka lat temu, ponieważ rozmaite przeobrażenia na świecie (wojny religijne, exodus uciskanych narodów, konflikty polityczne, odnowienie skrajnych idei politycznych, cybernetyzacja społeczeństw, upadek moralny demokracji i zapaść kondycji człowieka...) stały się sygnałem do zabierania głosu przez twórców muzyki. Artystów, wizjonerów, komentatorów zdarzeń. Ludzi wrażliwych, którzy tą wrażliwością chcą się z nami - słuchaczami XXI wieku - dzielić.

Tak oto wciąż świetnie radzą sobie klasycy gatunku, tacy jak Roger Waters, autor albumu manifestu opatrzonego retorycznym pytaniem: "Czy takiego życia naprawdę chcemy?". Jego ex kolega z Pink Floyd David Gilmour też zarejestrował nowe dzieło, choć pozbawione oryginalnej narracji, ponieważ będące koncertem. O jego ważności świadczy jednak fakt, że zostało zarejestrowane w Pompejach, dając w ten sposób dowód na żywotność ponadczasowej muzyki z repertuaru legendarnego zespołu. Fantastyczne materiały zarejestrowali także uznani już twórcy ze światowego krajobrazu rocka i metalu progresywnego. Zachwycił Holender Arjen Anthony Lucassen tworząc kolejne wielkie dzieło Ayreon, swoją wielką klasę potwierdzili powiązani z Porcupine Tree Anglicy Steven Wilson i Richard Barbieri, a ten obszar europejskiego kontynentu wybitnie reprezentowali w tym roku także Anathema i przede wszystkim Daniel Cavanagh. Wciąż w wielkiej formie pozostaje też John Mitchell, autor drugiej części swojego autorskiego projektu pod nazwą Lonely Robot.

W muzyce anglosaskiej koniecznie należałoby także zwrócić uwagę na album Tuesday The Sky. Dzieło napisane przez Amerykanina Jima Matheosa, którego wsparł m.in. Kevin Moore, zyskuje z czasem i każdym kolejnym odsłuchem jako piękne metafizyczne doznanie z pogranicza ambientu i rocka. W tym nurcie można także rozpoznać kolejne wybitne dzieło Mariusza Dudy ukrywającego się pod szyldem Lunatic Soul, zaś europejską skalę muzycznych gwiazd w tym roku rozszerza wyjątkowy "Berdreyminn" islandzkiego Sólstafir. Do tego dochodzą jak zawsze wyznaczający nowe granice Norwegowie z Ulvera, a także wracający do życia Szwedzi z Pain Of Salvation. Trudno też choć słowem nie wspomnieć o dziele angielskiego The Mute Gods, kapeli, która zarejestrowała dźwięk śpiewających ryb z Sri Lanki, tworząc w ten sposób jeden z najlepszych tegorocznych utworów ("The Singing Fish Of Batticaloa").

Tytuł albumu roku przyznaję jednak innej angielskiej kapeli - THRESHOLD za krążek LEGENDS OF THE SHIRES. Kto by pomyślał, że tak ważna zmiana (Glynn Morgan zmienił na wokalu Damiana Wilsona) nie wpłynie negatywnie na twórczość zespołu, a tylko wyniesie ją na inny poziom?! Muzycy Threshold nagrali najbardziej rozbudowane dzieło w swojej karierze, pełne rozmaitych odniesień, niezwykle porywające i świadczące w wybitny sposób o kondycji europejskiego metalu progresywnego. Więcej niech powie recenzja, którą na temat tego albumu napisałem niedługo po jego premierze...

ALBUM ROKU: Threshold "Legends Of The Shires"

Powiem więcej. Album "Legends Of The Shires" to jedno z najlepszych dzieł, jakie przydarzyło się temu gatunkowi muzyki w XXI wieku. Spróbujmy sobie wyobrazić dotychczasowe nagrania Threshold, szczególnie te z ostatnich lat, których żywiołowość, stopień złożoności, nośność, brzmienie, improwizacje i efekty zostały podniesione do kwadratu. Mało? To się naprawdę wydarzyło! Angielska kapela pomimo zmian personalnych w porównaniu do ostatniego albumu oraz pomimo ryzyka wplątania się w baśnie i nazbyt rozbudowane konstrukcje zarejestrowała najlepsze dzieło w swojej dotychczasowej dyskografii. Album, który powinien być podziwiany przez środowisko prog metalowe. Tak oto muzycy Threshold nagraniem "Legends Of The Shires" dotarli do esencji gatunku. Świadomi swej tożsamości stworzyli dzieło dla kolejnych pokoleń, absolutnie fascynującą, porywającą i piękną muzykę. Dziś więc można z dumą wykrzyczeć, że metal progresywny żyje!!! - czytaj



ALBUMY WYRÓŻNIONE (fragmenty recenzji):

Anathema "The Optimist"

Klasyką samą dla siebie jest dziś jednak Anathema. Jedenasty album studyjny zespołu pt. "The Optimist" uzupełniający historię Optymisty [...] utrwala zarazem wyobrażenie na temat angielskiego zespołu. To ekstraklasa gatunku. Muzyka i słowa, które ze sobą współgrają. Magia, która wydobywa się z płyty kompaktowej. Nadzwyczajne przeżycie. To gwarantuje intrygująca jak zawsze Anathema... - czytaj
 
Ayreon "The Source"

Dużo by jeszcze można napisać o "The Source". To wielki album. Wydaje mi się, że mogę zaryzykować hipotezę, że to najlepszy album pod tym szyldem w wykonaniu Arjena Lucassena. Konwencja dzieła jest bliska dotychczasowym nagraniom Ayreon - wciąż mamy do czynienia z wielkim rozmachem, niekiedy niedocenianą rockową operą, fantastyczną historią, grupą kapitalnych wokalistów i instrumentalistów, a także prawdziwą celebracją progresji w wydaniu rockowym i metalowym. Arjen Lucassen na "The Source" dokonał jednak czegoś więcej. Otaczając się pięknymi, bliskimi cyber punku pracami Yann Souetre, stworzył prequel swoich dotychczasowych nagrań. Ta ryzykowna koncepcja w pełni się opłaciła. Ayreon brzmi dziś nie tylko dojrzale i efektownie, ale też mądrze i inspirująco... - czytaj

Richard Barbieri "Planets + Persona"

W sumie więc krążek "Planets + Persona" okazuje się niezwykle wszechstronnym i klimatycznym dziełem, które dowodzi wielkości Richarda Barbieriego. Album wzbudza wiele skojarzeń z wielkimi, wymienionymi w tej recenzji, nazwami, ale w istocie jest celebracją muzyki w stylu, do którego dotrzeć dziś potrafi Richard Barbieri. Gdzieś niby pomiędzy Ziemią a kosmosem, a de facto w nocnym mieście, czekającym, aby dać się odkryć ze wszystkimi jego tajemnicami. Jestem pod dużym wrażeniem. Piękny album... - czytaj

Daniel Cavanagh "Monochrome"

Nic więc dziwnego, że Daniel Cavanagh niekiedy tu wykrzykuje słowa, akcentując ciężar swoich przeżyć, częściej jednak dokonując wiwisekcji własnej duszy. Z niej wypływa monochromatyczna melancholia, trudna, przygnębiająca, ale zarazem szczera i zasługująca na najwyższą uwagę. Sądzę więc, że "Monochrome" to album nie tylko dla słuchaczy ostatnich nagrań Anathemy, ale też ludzi, którzy poszukują oczyszczenia... - czytaj

Lonely Robot "The Big Dream"

Nie ma pewności czy Astronauta umiera, czy będzie mu dane dostąpić ziemskiego szczęścia, bo szum kołyszącego się morza rozdziera dźwięk wyłączanego urządzenia. Dotarł, ale nie przeżył? Na to pytanie John Mitchell odpowie być może na kolejnym krążku Lonely Robot, który ma zamknąć piękną trylogię. Tak oto pomimo, że "The Big Dream" nieco ustępuje albumowi "Please Come Home" to ja będę czekał z niecierpliwością na kontynuację tej muzycznej historii, ponieważ John Mitchell utrzymuje się w znakomitej formie jako twórca nowoczesnego rocka progresywnego. Album "The Big Dream" potwierdza wyjątkowość Lonely Robot... - czytaj

Lunatic Soul "Fractured"

Na krążku "Fractured" często spotykają się ze sobą dźwięki poszarpane i krótkie, jakby pourywane, z pięknymi, rozbudowanymi tłami i naturalną sekcją instrumentalną. Nad tym wszystkim czuwa Mariusz Duda. Raz. Dwa. Trzy. Spięcie. Reset. Nawet w popękanym szkle i refleksach ponurej przestrzeni, w cierpieniu, można dostrzec geniusz...  - czytaj

Sólstafir "Berdreyminn"

Sólstafir to dziś krystaliczna forma muzyki osadzonej w ciężkich brzmieniach, bogate przestrzenie, których nie powstydziłby się żaden przedstawiciel metalu progresywnego, a także szczerość - niekiedy bardzo surowa, niekiedy uduchowiona - na którą dziś nie wszystkich stać. Poza tym wszystkim "Berdreyminn" to kolekcja wspaniałych utworów, tworzących najlepsze dotąd dzieło zespołu z Islandii. To wielki kandydat do płyty roku. Þungarokk w najlepszym wydaniu... - czytaj

The Mute Gods "Tardigrades Will Inherit The Earth"

Trudno więc nie dostrzec, że w muzyce The Mute Gods zawartej na krążku "Tardigrades Will Inherit The Earth" czai się coś magnetycznego. Instrumentalnie kapela dowodzona przez Nicka Beggsa charakteryzuje się dużym powiewem świeżości, brzmi soczyście i nowocześnie. Słuchacze mogą tu do woli przebierać w liczbie nietypowych pomysłów. Natomiast przesłanie albumu okazuje się posępne, nie dające wiary w kondycje współczesnego człowieka, mówiące o jego stopniowym upadku, wieszczące zagładę. Zderzenie tych dwóch warstw musi więc wywoływać niezłą prog rockową burzę. Taki jest właśnie ten album. Burzowy. Alarmuje o zagładzie ludzkości - w zasadzie jej samozniszczeniu - celebrując przy tym przyjazne patenty rocka progresywnego i wariantów gatunku... - czytaj

Tuesday The Sky "Drift"

Album "Drift" z pewnością okaże się zaskoczeniem dla osób, które dobrze znają twórczość Jima Matheosa. Gitarzysta Fates Warning i OSI zarejestrował wszak dzieło bardziej do kontemplacji, niż żywiołowej celebracji muzyki. Zdarzały mu się już w przeszłości eksperymentalne nagrania, ale ta granica eksperymentu w przypadku pierwszego albumu Tuesday The Sky została przesunięta daleko od rdzenia jego twórczości. Szczególnie dobrze na tym krążku brzmią wszelkie ambientowe przestrzenie, a największą uwagę skupiają dwa rezultaty współpracy Jima Matheosa z Kevinem Moore'em... - czytaj


Ulver "The Assassination Of Julius Caesar"

Na końcu konkluzja. To fenomen. Ulver nigdzie się nie spieszy, za niczym nie podąża, nikomu nie klaszcze. Album "The Assassination Of Julius Caesar" stanowi jeszcze jeden przykład niezmierzonych horyzontów inspiracji Norwegów, a także dowodzi ich nieprzeniknionego wizjonerstwa. To album odważny i uwolniony od konwencji. Nie wszyscy oczywiście zechcą się temu poddać, inni potraktują jako ciekawostkę, ale gdy tak naprawdę i szczerze oddać swój rozum i swojego ducha treściom zawartym na "The Assassination Of Julius Caesar", to otrzymamy dzieło kanoniczne, wyznaczające nowe ścieżki w muzyce. Ten album jest o nas, o naszej ludzkiej naturze, która na długim dystansie przegrywa ze światem przyrody. Nie o przegranych to jednak recenzja, ale o kolejnym wielkim zwycięstwie pod nazwą Ulver. Oby ten album zdołał przebić się przez niezrozumienie, ale i tak nie wróżę mu "sukcesu" w masowej świadomości. To dzieło dla estetów. Tych, co potrafią dostrzec to, czego nie widzą oczy. Posłuchaj. Artificem commendat opus... - czytaj
 
Roger Waters "Is This The Life We Really Want?"

Dzieło, które przypomina o niezniszczalnym dziedzictwie Pink Floyd. Materiał naznaczony rockową wrażliwością, ale też zgodnie ze stanem ducha Rogera Watersa wypełniony refleksyjnymi kompozycjami, które stanowią najlepsze towarzystwo dla zachodzącego słońca. A może to słońce wschodzi dla odradzającej się moralności mieszkańców tego świata? Oby... - czytaj  

Steven Wilson "To The Bone"

Całość stanowi więc kolaż kontrastów zarówno pod względem instrumentalnym, jak również lirycznym, nad którym to kolażem zapanować potrafi właśnie tylko Steven Wilson. To wielki artysta, który albumem "To The Bone" potwierdza, że nie boi się ryzyka, jakim jest popularyzacja brzmienia swoich utworów, ani sentymentów, jakimi są liczne nawiązania do fonograficznej przeszłości swojej kapeli. Nade wszystko to człowiek, którego muzyka jest po prostu piękna. Temu pięknu, tak po prostu, należy się najwyższe uznanie... - czytaj

Do zobaczenia w 2018 roku!


Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz