piątek, 16 lutego 2018

Kayak "Seventeen" (recenzja)

Różne były koleje losu holenderskiej kapeli Kayak. Pierwsza dekada działalności to pasmo sukcesów Tona Scherpenzeela i spółki, aczkolwiek po wydaniu dziewięciu albumów w 1982 roku zespół ogłosił rozwiązanie działalności. Musiało upłynąć siedemnaście lat, aby Kayak wrócił do życia i regularnego grania. Niestety w 2009 roku zmarł współtwórca grupy Pim Koopman, zaś w 2014 roku, znowu po wydaniu kilku albumów, w kapeli doszło do poważnych przetasowań personalnych. Ostatecznie skład zespołu tworzą dziś Ton Scherpenzeel, będący jedynym esencjonalnym członkiem grupy, a także znany z Pain Of Salvation Kristoffer Gildenlöw, ograny na prog rockowej scenie Collin Leijenaar oraz mniej znani Bart Schwertmann i Marcel Singor. Czwórka ostatnich wymienionych muzyków dołączyła od kapeli w 2017 roku, czyli tuż przed rozpoczęciem nagrań albumu "Seventeen". Była to decyzja Tona Scherpenzeela, poszukującego nowych inspiracji, które tchnęłyby życie w twórczość Kayak. 

W istocie muzyczna tożsamość holenderskiej kapeli nie uległa zatarciu. To dowodzi jak bardzo duży wpływ na kondycję zespołu wywiera Ton Scherpenzeel, który jest zresztą autorem wszystkich dwunastu kompozycji tworzących album "Seventeen". Co innego, że duża część siedemnastego albumu Kayak okazuje się wtórnym przeżyciem, tak jakby Ton Scherpenzeel próbował sztucznie rozbudować zawartość albumu, tudzież zapakować na krążek wszystko to, co przyszło mu do głowy podczas sesji nagraniowej. Ma to miejsce w przypadku schematycznych, bezbarwnych utworów "Somebody", "All That I Want" i "Love, Sail Away", naiwnej ballady "Falling", czy też sprawiającego wrażenie niedokończonego numeru "X Marks the Spot". Wszystkie te utwory próbują odcinać kupony od dziedzictwa Kayak, a przy okazji łączyć popularną radiową przebojowość, co sprawia, że zaprezentowane tu solówki gitarowe brzmią płasko. Tego typu kompromisy brzmieniowe nie przystoją legendzie holenderskiego prog rocka. Tym bardziej, że instrumentaliści zespołu, pomijając Tona Scherpenzeela, sprawiają wrażenie jakby stanęli do wyścigu na efektowne improwizacje. Niektóre zagrywki w zawartości "Seventeen" brzmią jakby były niepasującą do siebie kolekcją popisów instrumentalnych, a nie spójną, przemyślaną całością, do jakiej holenderski zespół zdążył przyzwyczaić swoich fanów. Na szczęście jest to tylko jedna strona tego nieregularnego muzycznego medalu, jakim jest album "Seventeen".


Krążek miewa swoje dobre i wielkie momenty. Fajnie prezentują się nieprzewidywalne, nieco kuglarskie kompozycje "Feathers and Tar" i "God On Our Side". Szybkie, dynamiczne tempo tych utworów - niewymagające takiego rygoru wśród instrumentalistów, jak w przypadku wcześniej wymienionych kawałków - w połączeniu z solidnymi partiami Tona Scherpenzeela tworzą efekt zwartych prog rockowych miniatur, dobrze oddających porywającą nieprzewidywalność wpisaną w tożsamość starego stylu Kayak. Tymczasem o ile wcześniej wspomniana ballada "Falling" sprawiała wrażenie napisanej z przymusu, o tyle kolejny tego typu utwór w zawartości nowego albumu Kayak, tj. "Ripples On The Water", temu wrażeniu zupełnie przeczy. To instrumentalna kompozycja o łagodnym, subtelnym klimacie, który budują piękne gitarowe przestrzenie i najwyższej klasy solówka gitarowa Andrew Latimera. Jego gościnna obecność w tym utworze precyzyjnie dowodzi jak wielki dystans dzieli legendę Camel od aktualnej gitary prowadzącej Kayak. Niestety holenderska kapela angażując Latimera na ten album, nawet tylko do jednego utworu, sama zilustrowała aktualne braki w swoich szeregach. Być może nowy zaciąg muzyków Kayak nie do końca pojął koncepcję twórczości Tona Scherpenzeela, a być może wpływ na nieregularność nowego albumu holenderskiego zespołu mają różnice pokoleniowe, które zachodzą pomiędzy głównym twórcą, a jego nowymi kompanami. 

W każdym razie znacznie więcej dobrego na dystansie "Seventeen" wydarzyło się w kompozycjach wielowątkowych, tj. "La Peregrina", "Walk Through Fire" i "Cracks". W bogatych, rozbudowanych strukturach instrumentalnych muzyka Kayak brzmi klasycznie i esencjonalnie, oddając hołd europejskiemu rockowi progresywnemu. Wymienione utwory nie wymagają na instrumentalistach dyscypliny, pozwalają im improwizować, czym maskują wcześniej wspomniane niedostatki. Nie może być w tym żadnego przypadku, iż gitara Marcela Singora w krótszych trzyminutowych utworach brzmi jakby się krztusiła, a w prawie dwunastu minutach utworu "La Peregrina", czy też w przeszło dziesięciu minutach kompozycji "Walk Through Fire", gitarzysta odzyskuje pewność siebie, doskonale porozumiewając się z nieprzewidywalnymi partiami klawiszowymi Tona Scherpenzeela. Do tego dochodzą świetne złamania klimatu kompozycji ("La Peregrina"), która od napełnionego wolnością rocka progresywnego, potrafi przerodzić się w drapieżną prog metalową strukturę, aby w finale przypłynąć do melancholijnej, jakby portowej aury. Natomiast o swojej głębokiej wrażliwości Kayak przypomina w utworze "Walk Through Fire", akcentowanym folkowymi wstawkami jakich wiele na dystansie całego albumu, ale też w numerze rozkręcającym się do wspaniałego prog rockowego tornado. Nieco mniej korzystnie wypada trzeci duży utwór na siedemnastym krążku Kayak, tj. trwający prawie dziewięć minut "Cracks", który stanowi jakby syntezę wszystkich pomysłów zarejestrowanych na "Seventeen", aczkolwiek i w tym przypadku nieco więcej wolności dla Marcela Singora umożliwia zarejestrować mu świetne solo gitarowe.

Podsumowując uważam, że siedemnasty album studyjny Kayak można by skrócić co najmniej o dziesięć minut. Nie chodzi tu o przesyt muzyką holenderskich twórców rocka progresywnego, ale o grupę nietrafionych pomysłów, które czynią ten album dziełem nierównym. Pomijając znakomitego Tona Scherpenzeela trzeba uznać, że pozostali instrumentaliści - zwerbowani w 2017 roku - zagotowali się w niektórych krótszych kompozycjach na krążku "Seventeen". Czasem popadniemy tu chaos, niekiedy w poczucie niedosytu, często też w jakąś formę rozczarowania odgrzebywaniem starych schematów. Jakkolwiek by nie było, to tej legendzie europejskiego rocka progresywnego jaką jest Kayak, na siedemnastym albumie studyjnym udało się także wykreować kompozycje dobrze wpisujące się w tożsamość gatunku. Szczególnie ma to miejsce w utworach wielowątkowych, choć czy najlepszy na dystansie albumu utwór "Ripples On The Water" nie jest czasem dowodem tego, iż Ton Scherpenzeel powinien dziś tworzyć tylko u boku legend pokroju Andrew Latimera? Niech odpowiedzi udzieli sama muzyka...  


Ocena: 6/10

O albumie w skrócie...

Skład: Ton Scherpenzeel (b, ik, w), Collin Leijenaar (p), Bart Schwertmann (w), Marcel Singor (g) i Kristoffer Gildenlöw (b), a także gościnnie Lean Robbemont (p), Rens van der Zalm (is), Izak Boom (banjo, ukulele) i Nico Outhuijse (ip, w)

Tracklista:
1. Somebody       
2. La Peregrina       
3. Falling       
4. Feathers and Tar       
5. Walk Through Fire       
6. Ripples on the Water        
7. All That I Want       
8. X Marks the Spot       
9. God on Our Side       
10. Love, Sail Away       
11. Cracks       
12. To an End

Rok wydania:
2018
  
  
Kraj: 
Holandia

Produkcja:
 

Ton Scherpenzeel   

Gatunek:

Rock Progresywny

Dystrybucja:

Inside Out Music
Podsumowując: "Duża część siedemnastego albumu Kayak okazuje się wtórnym przeżyciem"

Konrad Zola
*Album udostępniony do odsłuchu dzięki uprzejmości wytwórni Inside Out Music.
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz