niedziela, 15 kwietnia 2018

Bjorn Riis "Coming Home" (recenzja)

Zanurzając się w oceanie melancholii Bjorn Riis zaprezentował mały album pt. "Coming Home". Krążek, którego długość trwania nie przekracza pół godziny, zawiera pięć utworów, będących wszystkim tym, czego można się spodziewać po norweskim artyście. Wśród bogatych, niezwykle melancholijnych przestrzeni, dominują partie gitary, do których leniwą narrację tworzy Riis. Mały album "Coming Home" jest więc logiczną kontynuacją dwóch poprzednich longplayów Norwega, tj. "Lullabies In A Car Crash" z 2014 roku i "Forever Comes To An End" z 2017 roku. To wciąż także mroczna odmiana twórczości Airbag (...jeszcze bardziej mroczna!), w którą Riis też jest przecież w całości zaangażowany.

W każdym razie trudno wyczuć jakie motywacje przyświecały Norwegowi, aby akurat teraz wydać "Coming Home". Za artystami - szczególnie tymi z Oslo w sercu - trudno nadążyć. Wszyscy więc miłośnicy melancholii spod znaku Bjorna Riisa i Airbag otrzymali właśnie możliwość prześledzenia, co słychać w tej kolebce nietypowej progresji. Warto jednak uświadomić sobie, że album wydany przy zachowaniu pełnego minimalizmu nie należy do najtańszych, co w zestawieniu z czasem jego trwania i - co gorsza - samą muzyką może doprowadzić do konsternacji potencjalnych słuchaczy. Co więc kryje się w tym dziele sygnowanym imieniem i nazwiskiem Bjorn Riis?


Album otwiera kompozycja "Daybreak", będąca spopieloną przestrzenią, w której do słuchacza odzywają się zaledwie szczątkowe partie gitary. To Bjorn Riis, który na cztery minuty postanowił wystrzelić siebie i swoich słuchaczy w psychodeliczny kosmos. W sumie więc "Daybreak" to minimalizm, który ujmuje. Cichy, choć wyrazisty wstęp, jakimi charakteryzowało się wiele klasycznych albumów prog rockowych, eksplodujących w dalszej części feerią korytarzy dźwiękowych. U Bjorna Riisa - przynajmniej w zawartości "Coming Home" - gwałtowne eksplozje nie następują. Druga w talii kompozycja, tytułowa "Coming Home", otwiera się przed słuchaczem subtelnym wokalem Norwega, który brzdękając na gitarze akustycznej zapowiada nader obiecującą strukturę. Na prawie siedmiu minutach utwór "Coming Home" miewa swoje podniosłe momenty, szczególnie gdy Riis sięga po gitarę elektryczną i proponuje jedną ze swoich kunsztownych solówek gitarowych. Jednak całość pomimo swego niezaprzeczalnego piękna doprowadza do wrażenia déjà vu. Gdzieś to już było...

...trudno oderwać się także od innego wrażenia przy albumie "Coming Home". To bowiem jakby materiał, który Bjorn Riis nagrał w oparciu o wykorzystane już pomysły. Nadużyciem byłoby stwierdzenie, że ten mini album zawiera odrzuty z solowych sesji artysty, ale w istocie nie jest w stanie zaskoczyć nawet w najmniejszy sposób potencjalnych słuchaczy. Kolejny utwór w trackliście, tj. "Drowning", trochę to potwierdza. Kompozycja oparta na szczątkowych riffach gitarowych i niezbyt imponujących efektach elektronicznych nie stara się być zapamiętania. Pojawienie się w końcowych partiach norweskiej wokalistki Sichelle nie jest w stanie wyciągnąć tego utworu z odmętów przewidywalności. Całość częściowo ratuje nieco histeryczna kompozycja "Tonight's The Night", którą na klawiszach odlicza sam Riis. Niczym w prog rockowym teatrze wampirów utwór atakuje pourywanymi riffami Norwega. Kończy się może zbyt wcześnie, ale stanowi ciekawe urozmaicenie mini albumu "Coming Home". Za takie nie może przecież uchodzić alternatywna wersja utworu "Lullabies In A Car Crash". To wciąż piękny utwór, a w tej aranżacji osadzony w trudnej do wytłumaczenia niewinności artystycznej. To Bjorn Riis, którego można lubić za umiejętność łączenia angielskiej melancholii i norweskiego mroku.To zarazem Bjorn Riis jakiego dobrze już znamy. 


Jestem więc nieco zaskoczony, że Norweg zdecydował się na wydanie mini albumu, który nie zaprowadzi słuchaczy do kopalni nowych odkryć w melancholijnym rocku progresywnym. Materiał zgromadzony na "Coming Home" to ładna muzyka, może nieco zbyt przewidywalna i leniwa, ale czy nie mogła ona stanowić części jakiegoś szerszego pomysłu, tudzież stać się dodatkiem do kolejnego dużego dzieła Bjorna Riisa? W ten sposób wydaje mi się, że to dzieło dedykowane przede wszystkim najwierniejszym fanom twórczości Norwega i Airbag, a i oni mogą odczuć pewien niedosyt po zapoznaniu się z "Coming Home". 


Ocena: 6/10

Bjorn Riis
O albumie w skrócie...

Skład: Bjorn Riis (b, g, ik, ip, progr, w), Henrik Fossum (p), Vegard Kleftas Sleipnes (ik), Sichelle (w), Ole Michael Bjorndal (g)
 
Tracklista:
1. Daybreak
2. Coming Home
3. Drowning
4. Tonight's the Night
5. Lullabies in a Car Crash (alternate version)

Rok wydania:
2018
Kraj: 
Norwegia

Produkcja:
Bjorn Riis

Dystrybucja:
Karisma Records

Gatunek:
Rock Progresywny

Podsumowując: "[...] może doprowadzić do konsternacji potencjalnych słuchaczy"

Konrad Zola
 
*Przeczytaj recenzję albumu Bjorna Riisa pt. "Lullabies In A Car Crash".
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz