O słoweńskim kolektywie Laibach wiadomo przede wszystkim, że to żywa legenda. Blisko pół wieku na scenie – najpierw jugosłowiańskiej, później globalnej – trwale odcisnęło się na tkance współczesnej kultury. To z ich surowej estetyki i totalitarnego sztafażu pełnymi garściami czerpał Rammstein, a na fundamencie ich industrialnych marszów wyrastały całe nurty alternatywy. O fenomenie grupy rozprawiali najwybitniejsi myśliciele ze Slavojem Žižkiem na czele, analizując strategię nadidentyfikacji jako najskuteczniejszą broń wymierzoną w mechanizmy zgubnych ideologii.
Dziś Laibach to już nie tylko antysystemowa nowa fala z robotniczego Trbovlje. To instytucja operująca w ramach estetyki prowokacyjnej i hermetycznej, a jednak paradoksalnie bliskiej mainstreamowi. Słuchacz wychowany na popkulturze może poczuć się tu nieswojo, a jednocześnie dziwnie znajomo. Zespół od lat przegląda się przecież w lustrze popu z lubością wykrzywiając jego odbicie. Najlepszym dowodem tej niegasnącej żywotności jest album "Musick", pierwsze w pełni autorskie dzieło studyjne od 2014 roku. To elektroniczny manifest, w którym zespół jawi się jako organizm niezwykle płodny, niemal nienasycony. Kolejne wydawnictwa grupy ukazują się z częstotliwością sugerującą, że ich machina nie zna pojęcia zmęczenia. "Musick" pozostaje przy tym jedną z ich najbardziej zaskakujących pozycji. Nazwanie go dyskotekowym nie byłoby dużym nadużyciem. Odnajdziemy tu mocne echa eurodance'u i synth-popu, podane jednak w typowy dla Słoweńców, przewrotny sposób.
Dziś Laibach to już nie tylko antysystemowa nowa fala z robotniczego Trbovlje. To instytucja operująca w ramach estetyki prowokacyjnej i hermetycznej, a jednak paradoksalnie bliskiej mainstreamowi. Słuchacz wychowany na popkulturze może poczuć się tu nieswojo, a jednocześnie dziwnie znajomo. Zespół od lat przegląda się przecież w lustrze popu z lubością wykrzywiając jego odbicie. Najlepszym dowodem tej niegasnącej żywotności jest album "Musick", pierwsze w pełni autorskie dzieło studyjne od 2014 roku. To elektroniczny manifest, w którym zespół jawi się jako organizm niezwykle płodny, niemal nienasycony. Kolejne wydawnictwa grupy ukazują się z częstotliwością sugerującą, że ich machina nie zna pojęcia zmęczenia. "Musick" pozostaje przy tym jedną z ich najbardziej zaskakujących pozycji. Nazwanie go dyskotekowym nie byłoby dużym nadużyciem. Odnajdziemy tu mocne echa eurodance'u i synth-popu, podane jednak w typowy dla Słoweńców, przewrotny sposób.
