Duchy King Crimson przenikają do świata współczesnej muzyki. Widać to dobrze na przykładzie twórczości amerykańskiej kapeli Perfect Beings, której trzeci album, wydany w tym roku "Vier", dowodzi iż wpływy Roberta Frippa i jego brytyjskiej awangardy są żywe wśród aktualnych twórców rocka progresywnego i szeroko rozumianej muzyki eksperymentalnej. W istocie albumowi "Vier" nie brakuje zarówno charakterystycznych crimsonowskich podróży, jak również typowego w tej warstwie eksperymentu. Czwarty krążek Perfect Beings okazuje się zatem niebanalną, pełną licznych zwrotów i nietypowych wypuszczeń muzyczną jazdą figurową w progresywnym kunszcie i na lodowisku pełnym rozmaitych przestrzeni. Album zagrany przez Ryana Hurtgena, Johannesa Luley, Jesse Nasona i Bena Levina powinien więc wzmocnić świadomość słuchaczy o obecności Perfect Beings na rynku muzyki.
Krążek zawiera cztery rozbudowane kompozycje, trwające od prawie siedemnastu do prawie dziewiętnastu minut. Każdy z utworów - "Guedra", "The Golden Arc", "Vibrational" i "Anunnaki" - składa się z kilku części, które należy traktować umownie. Daje się bowiem usłyszeć logiczne powiązania pomiędzy kolejnymi częściami utworów, które w każdym przypadku trzymają się charakterystycznego brzmienia narzuconego przez Perfect Beings. Tymczasem każdorazowo do innego wymiaru muzycznych wyobrażeń zabiera kolejny utwór. Całość okazuje się więc wielobarwnym, niezwykle interesującym doznaniem. W dodatku to doznanie wzmacniają liczne muzyczne reminiscencje, co innymi słowy oznacza, iż na dystansie tego trwającego ponad siedemdziesiąt minut albumu nie da się uwolnić od skojarzeń z King Crimson. Uczciwie trzeba też oddać Perfect Beings, że Amerykanie w poszukiwaniu swojego stylu dotarli do wielu nurtów, dzięki czemu album "Vier" oprócz prog rockowych pejzaży i eksperymentalnych szaleństw, zawiera też bogate fragmenty klasycznego rocka, jazzu, folku i mniej oczywistych rozwiązań. To muzyka, która zaskakuje.
Krążek zawiera cztery rozbudowane kompozycje, trwające od prawie siedemnastu do prawie dziewiętnastu minut. Każdy z utworów - "Guedra", "The Golden Arc", "Vibrational" i "Anunnaki" - składa się z kilku części, które należy traktować umownie. Daje się bowiem usłyszeć logiczne powiązania pomiędzy kolejnymi częściami utworów, które w każdym przypadku trzymają się charakterystycznego brzmienia narzuconego przez Perfect Beings. Tymczasem każdorazowo do innego wymiaru muzycznych wyobrażeń zabiera kolejny utwór. Całość okazuje się więc wielobarwnym, niezwykle interesującym doznaniem. W dodatku to doznanie wzmacniają liczne muzyczne reminiscencje, co innymi słowy oznacza, iż na dystansie tego trwającego ponad siedemdziesiąt minut albumu nie da się uwolnić od skojarzeń z King Crimson. Uczciwie trzeba też oddać Perfect Beings, że Amerykanie w poszukiwaniu swojego stylu dotarli do wielu nurtów, dzięki czemu album "Vier" oprócz prog rockowych pejzaży i eksperymentalnych szaleństw, zawiera też bogate fragmenty klasycznego rocka, jazzu, folku i mniej oczywistych rozwiązań. To muzyka, która zaskakuje.



